Usiadłam na szpitalnym łóżku. Koło mnie zebrała się cała chmara ludzi. Jasiek, mama, tata, doktor Morawińska i pielęgniarka zmieniająca mi kroplówkę. Wszyscy mieli strach w oczach. Nie wiem jak to możliwe, ale ja się nie bałam. Czekałam na tą wiadomość, spokojnie. Patrzyłam zdziwiona na Jaśka. Wyglądał jakby miał jakieś niedobory witamin. Cały śnieżnobiały, bał się chyba dużo bardziej niż moi rodzice, gdy usłyszeli tą wiadomość w gabinecie rudowłosej kobiety.
- Jest pani poważnie chora. - usłyszałam jakiś głos w środku ciszy.
- Ale da się tą chorobę wyleczyć. - ciągnęła.
- Mogę się w końcu dowiedzieć co mi jest?
- Ma pani niedokrwistość sierpowatą.
- Co to znaczy? - zapytałam spokojnie.
- To jest groźna choroba, która może prowadzić nawet do śmierci. - zrobiłam się naprawdę blada. Ze strachu.
- W jej przebiegu płytki krwi "sklejają" się, a dalej prowadzą do zatoru w żyłach. Co z kolei może prowadzić do zawału, a nawet do śmierci.
- Jak można to leczyć?
- Podstawową formą leczenia tego rodzaju anemii jest przetaczanie krwi. Leczeniem wspomagającym jest antybiotykoterapia. Inną metodą jest również przeszczep szpiku, ale mamy nadzieję, że w pani przypadku nie będzie to konieczne.
- Wyjdźcie.
- Ale córciu.. - mama chciała mnie przytulić.
- Wszyscy wyjdźcie! - krzyknęłam.
Wszyscy ruszyli w stronę drzwi. Jasiek wyszedł z pokoju ostatni mówiąc:
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
Nie wierzyłam mu. Rzuciłam się na poduszkę i zaczęłam płakać żywnymi łzami. Była godzina 20:23. Nikt oprócz pielęgniarki do mnie w tym czasie nie przyszedł. I bardzo dobrze! Nie chciałam, aby ktokolwiek zakłócał moje myśli. Jedyne czego chciałam to zdrowia. Zdrowia i tylko zdrowia. Byłam zmęczona. Faktycznie byłam ostatnio senna i miałam nudności oraz wymiotowałam. Czasami bolała mnie głowa. Ale myślałam, że to minie. A tutaj okazało się, że mam jedną z najgorszych typów anemii.
- Dlaczego ja?! - krzyczałam na cały głos.
Nikt nie zwracał na to uwagi. Powtórzę moje wcześniejsze słowa. I bardzo dobrze! Po kilku krzykach i waleniach w poduszkę głową, zasnęłam. Zmęczyłam się tym płaczem. Nie jadłam nic przez cały dzień, ale nie myślałam wtedy o tym, chociaż powinnam o to dbać najbardziej właśnie w tamtym momencie. Kiedy się obudziłam była 02:18. Odłączyłam od siebie kroplówkę z lekami przeciwbólowymi i poszłam do łazienki. Wstałam, założyłam mój czarny szlafrok i cała opuchnięta wyszłam z sali. Kręciłam się po piętrze szpitala i szukałam toalety. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka. Poszedł sobie. Nawet na mnie nie spojrzał.
- Phi! Nawet nie przeprosił. - był tak zamyślony, że nie zerknął w moją stronę.
Znalazłam nareszcie salę numer 15, czyli upragnioną TOALETĘ! Załatwiłam swoje sprawy i ruszyłam w stronę mojej sali. Szłam powoli, znaczy bardziej sunęłam się po szarych płytkach. Doszłam do drzwi koło, których siedział chłopak, o bladej cerze. Kiedy mnie zobaczył wstał.
- Emilka! - krzyknął.
- Jasiek? - zapytałam.
- A kto inny?
Wziął mnie do góry i zaczął kręcić.
- Jasiek, zwariowałeś? Jest 3 w nocy!
- Będzie dobrze! - krzyczał.
- Jasiek chodź do sali.
Wziął mnie na ręce i weszliśmy do sali. Położył mnie na łóżku, przykrył kołdrą i pocałował w czoło.
- Coś się stało? O czyś nie wiem?
- Wiesz wszystko. Tylko od teraz trzeba się cieszyć, dbać o ciebie. Musisz mi szybko wyzdrowieć i pojedziemy gdzieś. Na przykład w góry. - miał jakiś słowotok i krzyczał coś jakby był na haju.
- Ci.. Jasiek. - wzięłam go za policzki, żeby go uspokoić. Od razu zamknął buzie. Patrzył mi w oczy. Głęboko. Ja też nie mogłam od niego oderwać wzroku. W pewnym momencie lekko przysypiał.
- Jasiu...
- Czegoś potrzebujesz? - ocknął się.
- Nie, ale.. połóż się koło mnie.
Położyliśmy się na łóżku i przykryliśmy się kołdrą. Objął mnie w talii, ja przytuliłam się policzkiem do jego torsu i zasnęłam równie szybko jak Janek.
Jak uroczo *-*
OdpowiedzUsuń