niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 43

Tak wiem, że to nie jest dobry pomysł, to co dzisiaj przeczytacie, 
ale jakoś tak się złożyło, że zbliżamy się do końca i.. no 
wiem, że drugi sezon, ale.. inaczej, bo się poplątałam
w zeznaniach. Komentujcie :D 

Miłego czytania 
:)
___________________________________________________________________________________




Siedziałam na jego kolanach i namiętnie go całowałam. Czułam wtedy podniecenie, chciwość, namiętność z jego strony. Czułam się wyjątkowo. Całował mnie zachłannie, ale delikatnie. Powoli jego ręce kierowały się w stronę rozpięcia mojego białego stanika. Nie powstrzymywałam go od tego pewnego kroku, bo sama tego chciałam bardzo, bardzo mocno. Chciałam go poczuć, pierwszy raz. Myślałam już nad tym wcześniej, ale wtedy bym się nie zdecydowała. Teraz jestem już pewna. Jego dłonie dotarły do tego punktu i zaczynały walczyć z zapięciem. Po kilku sekundach udało mu się, a mój biustonosz znalazł się w kącie pokoju. Oderwałam się na chwilę od niego, żeby poprawić włosy, ale skorzystałam z momentu i rzuciłam chłopaka na łóżko. Teraz to ja przejęłam inicjatywę. Leżałam nad nim, a raczej na jego klatce piersiowej. Wiem, że mój ciężar mu przeszkadzał, ale nie okazywał tego nawet w najmniejszym procencie. Było mu ciężej oddychać, ale również nie było tego widać. Złapał za gumkę w moich majtkach i powoli zaczął ciągnąć w dół. Ja nie chciałam być gorsza i zrobiłam to samo z jego czarnymi bokserkami. Ledwo oddychaliśmy, ale nadal nie traciliśmy rezonu.
- Gotowa? - zapytał dysząc.
- Gotowa. - powiedziałam pewnie.
Wtedy już każdy z Was mógłby domyślić się co się stało. Było cudownie. Nie bolało, tak bardzo jak się spodziewałam. Wręcz przeciwnie. Było przyjemnie, a najważniejsze, że byliśmy w tym wszystkim razem.
Byłabym tak podekscytowana, gdyby nie fakt co stało się kilka dni później.

Kilka dni później

Obudziłam się o godzinie 8:22. Dzisiaj 30 grudzień, dzień pogrzebu Krystiana. Zrezygnowana wstałam z łóżka i podeszłam do krzesła przy biurku, na którym wisiała czarna klasyczna sukienka. Zabrałam ją ze sobą, razem z czystą bielizną oraz rajstopami i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w wcześniej naszykowany strój. Wcześniej załatwiłam swoją potrzebę. Dzisiaj powinien zacząć mi się okres. Wypuściłam powietrze z ust na znak zmęczenia i zrezygnowania. Włosy rozpuściłam i przeczesałam szczotką. Wyglądałam.. ładnie? Nie wiem czy to dobre określenie, bo nie zrobiłam jeszcze makijażu. Nie miałam na to ochoty, ale wyglądałam strasznie mając tak bardzo spuchnięte oczy, więc trzeba było poprawić swój wygląd kosmetykami. Umalowałam się i wyszłam z łazienki. Spojrzałam na zegarek. Była już godzina 9:15. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie. Tak dokładnie to zwykłą kromkę chleba z masłem i herbata. Nie miałam na nic innego ochoty. Jasiek miał przyjść po mnie za 30 minut, zdążyłam jeszcze troszeczkę posprzątać w pokoju. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Zeszłam z góry i otworzyłam drzwi. Stał w nich elegancko ubrany Jasiek, z jak nigdy z ułożonymi włosami. W ręku trzymał białą kopertę.
- Cześć. - pocałował mnie w czoło.
- Hej. - powiedziałam prawie niesłyszalnie.
- Chodź do środka. - dodałam po chwili niezręcznej ciszy.
Jasiek mi przytaknął i weszliśmy do salonu.
- Jak się czujesz?
- Dobrze. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Na pewno?
Po jego pytaniu automatycznie z moich oczu wypłynęły łzy, rozmazujące makijaż.
- Chodź tutaj. - Jaś podniósł się z miejsca i podszedł do mnie aby mnie przytulić.
- Prze.. prze.. przepraszam.
- To normalne, że cierpisz. Krystian był dla ciebie kimś ważnym. Dla mnie w pewnym sensie też.
- O czym ty mówisz? - bardzo zaciekawiło mnie to co mi przed chwilą powiedział, chociaż nadal płakałam.
- Nie ważne. Nie płacz już. - nie chciałam dalej drążyć tematu, więc otarłam oczy dłonią i wtuliłam się w zagłębienie szyi chłopaka.
- Wiesz co?
- Hm? - dałam mu znak, że słyszę jego pytanie
- Idziemy do łazienki, poprawić Ci makijaż, chociaż jak dla mnie to i tak jesteś piękna i wiesz.. musimy wychodzić.
- Tak.
Zeszłam z kolan Jasia i poszłam w stronę schodów. Janek poszedł za mną do łazienki i usiadł na krawędzi wanny, obserwując każdy mój ruch. Poprawiłam wcześniej rozmazany makijaż i podeszłam do chłopaka jednocześnie łapiąc go za rękę. Weszłam jeszcze do mojego pokoju, zabrałam płaszcz zimowy oraz torebkę i zeszliśmy na dół. Ubraliśmy ubrania wierzchnie i wyszliśmy, zamykając za sobą drzwi. Jaś otworzył mi drzwi do swojego auta. Powoli wślizgnęłam się do auta. Chłopak zamknął za mną drzwi i zajął miejsce kierowcy. Ruszyliśmy. Wszystko odbywało się w ciszy. Dojechaliśmy pod cmentarz. Rodzice Krystiana chcieli,a by cała uroczystość odbywała się właśnie tam. Wysiedliśmy z samochodu i przekroczyliśmy bramę. Szliśmy pod rękę w stronę kaplicy. Miałam na sobie kozaki, bo zmieniłam buty jeszcze w domu dzięki czemu było mi ciepło. Tak, to dziwne że o tym wspominam, ale tylko o tym wtedy myślałam. Pewnie powinnam płakać, ale cały pogrzeb mam jeszcze na rozpaczanie, więc zdecydowanie wolę myśleć o butach. W kapliczce skromna msza święta. Modlitwy, przemowy i w końcu punkt kulminacyjny - odprowadzenie grobu Krystiana. Byłam twarda. Nie płakałam, ale kiedy doszliśmy nie mogłam, nie wytrzymałam. Po raz kolejny tego dnia, z moich oczu wypłynęły słone łzy. Pod koniec kiedy żegnaliśmy o po raz ostatni Jasiek wrzucił białą kopertę do nagrobka. Też sądzę, że to dziwne, ale nie oceniał. Nie miał przyjemności z nim porozmawiać. A szkoda, może by się polubili. Teraz nie wiem. Nic już nie wiem. Uroczystość się skończyła, wszyscy składali najbliższym Krystiana najszczersze kondolencje. Wszyscy, bez wyjątku, ale tak naprawdę mają śmierć Krystiana w dupie. Głęboko w dupie, bo życie tych ludzi nie zmieni się w nawet najmniejszej części setnej milimetra, ale ich sprawa.
Wróciliśmy do domu. Byłam zmęczona... niczym. Poszłam skorzystać z łazienki. Załatwiłam potrzebę.
- Nadal nie mam miesiączki, a nigdy mi się nie spóźniała. - powiedziałam na tyle cicho, żeby Jasiek nie usłyszał.
- Tylko nie to.. - pomyślałam, że to może być.. ciąża.
Podbiegłam do szafki z testem ciążowym. Moja mama ma jeden na mały wypadek? Tak mam dziwną mamę.
Szybko go rozpakowałam i użyłam zgodnie z instrukcją. Po ponad minucie ponownie spojrzałam na test. Pokręciłam przecząco głową. Wybiegłam z łazienki, trzymając w ręku test, który okazał się być pozytywny.
- Jasiek! - krzyknęłam głośno.
Ja usiadłam w kącie łóżka z oszklonymi oczami i czekałam jak przyjdzie mój chłopak, który znalazł się przy mnie w mgnieniu oka.
- Kruszynko co się dzieję? - zapytał zdyszany. Musiał dość szybko biec.
Nie odpowiadałam. Spojrzałam tylko na test, dając mu do zrozumienia, żeby również spojrzał w tamtą stronę. Chłopak wziął go w ręce i obejrzał z każdej strony.


środa, 27 maja 2015

Rozdział 42

Wstawiam notkę przed rozdziałem, bo to ważne. 
Mówiłam, że kończę pisać bloga, ale wiem też, że niektórzy (nie rozumiem Was)
chcieliby 2 sezon czy coś w tym stylu. 
Jeżeli będzie więcej chętnych to ja coś takiego 
zrobię, ale najpierw skupmy się na tym dzisiejszym rozdziale i późniejszych.

Przypominam o asku na, którym dowiecie się więcej o mnie i o blogu: http://ask.fm/emima02

Miłego czytania :)
___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________________

Obudziłam się w swoim łóżku cała zlana potem. Za oknem nadal było ciemno, pewnie dopiero była 4 lub 5 nad ranem. Chciałam się przekręcić na drugi bok, lecz uniemożliwił mi to mocny nacisk na moją dłoń. Spojrzałam się na nią, to Jasiek ją trzymał. Patrzyłam na jego idealną skórę. Może weźmiecie mnie za idiotkę, że znów mu zaufałam. Po tym jak mnie skrzywdził, wyzwał, zostawił, ale nie. Ja go kochałam cały ten czas. Cały ten czas, gdy płakałam za nim nocami w łóżku, to nie płakałam, że mnie skrzywdził. Płakałam, dlatego, że nie mogłam być z nim blisko, a raczej, że sama równocześnie tego chciałam i nie chciałam. To dla osób sprawnych psychicznie i silnych może być nie do zrozumienia, bo to ja jestem dziwna i tego nikt nie pojmie. Jego śliczna twarz sprawiła, że uspokoiłam się i z powrotem zasnęłam. Obudziłam się jakieś 3 godziny później, ale Jasia już nie było przy moim łóżku. Wstałam i skierowałam się na dół. Weszłam do ganku. Jego kurtka nadal wisiała, co wskazywało nadal, że gdzieś tutaj jest. Poszłam do kuchni. Tam siedział Jasiek. Chociaż nie wiem, czy siedział to byłoby dobre słowo. Raczej leżał na stole. Tak, wiem że to dziwnie brzmi, ale nic na to nie poradzę. Leżał na stole, jak na sofie. Nie wiem co on ćpał, ale musi zmienić dilera. Kiedy zauważył, że weszłam od razu poderwał się do góry na co cicho się zaśmiałam. 
- Cześć. - powiedział niepewnym głosem. 
- Hej. - przybliżyłam się do niego o dwa małe kroki. 
Widocznie musieliśmy jeszcze raz spróbować się do siebie zbliżyć. Usunąć tamte złe wspomnienia, których było aż zanadto. Zbudować od nowa naszą wieżę, która zdążyła się zburzyć już tysiąc razy popsuć. Zacząć zastępować złe wspomnienia nowymi, lepszymi, wspólnymi tym razem.
On nadal się bał mojej reakcji, więc postanowiłam zrobić pierwszy krok. Przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej, żeby poznał, że naprawdę nie mam do niego żalu. Staliśmy już tak blisko, że było czuć na moim czole jego nierówny oddech. Stanęłam na palcach, żeby lepiej widzieć jego twarz. Widać był na niej niepewność i przerażenie, które pewnie było spowodowane moją bliskością. Złapałam go za policzek. Czułam, że jego mięśnie powoli się rozluźniają. Jego oddech był już równomierny. Patrzyłam na niego, dając mu do zrozumienia, że może mi zaufać, a ja będę ufać jemu i to bezgranicznie.
- Czy my jesteśmy razem? - zapytał jakby bał się odpowiedzi.
- Nie wiem. - spuściłam rękę, wkładając ją do miętowych spodni, które miałam od wczoraj i odwróciłam wzrok.
Przypomniałam sobie, że mnie skrzywdził. Ja u wybaczyłam i ufałam bezgranicznie. Tylko te złe wspomnienia wróciły. Będę próbowała je kasować z mojej pamięci, ale boję się, że przy każdej kłótni, każdej chwili zamyślenia one będą wracać. Nie chcę tego, tylko jeżeli będę mu to wypominać, będę go krzywdzić. A tego nie chcę. Chciałam odejść i nalać sobie szklankę wody, żeby wziąć proszki, ale Jasiek mnie złapał za łokieć. Tak jak wtedy kiedy byliśmy w szpitalu, pokłóciliśmy się o ten wypadek i.. Wypadek. Krystian. Mój przyjaciel. List. Sukienka. Wigilia. Wszystko wróciło. Wczorajszy dzień nie był taki jak powinien. Nie było Wigilii z rodzicami, tylko płacz. Płacz, smutek, wiadomość o śmierci. Po raz kolejny w przeciągu 4 miesięcy poczułam pulsujący w mojej skroni ból. Nie miałam siły, upadałam. Czułam, że tracę przytomność. Słyszałam jakieś echo wołającego mnie męskiego głosu, czułam, że ktoś mnie podnosi, ale tylko tyle. Potem ogarnęła mnie pustka, ciemna pustka, w której było mi zajebiście dobrze. Zero problemów, tylko pustka. Jeszcze kilka dni temu nie chciałabym w tej ciemności spędzić, ani sekundy. Teraz chcę tu zostać. Powoli odpływałam, czułam się tak bardzo dobrze. Uśmiechałam się, widziałam ciemność, co wcale mnie nie martwiło. Nie pamiętam dokładnie co się dalej działo. Wiem, że leżałam na miękkiej powierzchni. Bardzo mi to odpowiadało. Dalej już nic.

Kilka godzin później

Leżałam na własnym łóżku. Czułam się taka ciężka. Jakbym cały tydzień piła wódkę i popijała winem. Moje powieki były ciężkie, ale miałam chęć, żeby wstać. Zeszłam z łóżka i oparłam się o biurko, żeby się nie wywrócić, ponieważ miałam mroczki przed oczami. Często mi się tak zdarza, a to wszystko przez ogólne osłabienie organizmu. Kiedy mi przeszło założyłam kapcie oraz szlafrok, który nałożyłam na zwykłą szarą koszulkę, w której najwyraźniej spałam. Chwila.. ja rano miałam bluzkę i miętowe spodnie. Czyżby Jasiek?
- Nie! - zaprotestowałam w myślach, uśmiechając się. Ale kiedy pomyślałam, że on nigdy mnie nie widział w samej bieliźnie plus byłam nieprzytomna to szybko ten uśmieszek spełzł z mojej uradowanej twarzy. Raczej byłam przerażona tym, że nie byłam na to gotowa. Chociaż.. niby nic się nie stało. Wzruszyłam ramionami i otworzyłam drzwi w celu opuszczenia mojego minimalistycznego pokoju. Nacisnęłam na klamkę i od razu dotarł do mnie wspaniały zapach soczystej karkówki. Wiem, że nie powinnam tyle jeść, ale dzisiaj są święta, zresztą w nosie mam te całe diety, które przypisał mi lekarz. Jak mam umrzeć to z pełnym żołądkiem i z mlekiem, w ręce, którego zresztą również nie mogę. Szybko zeszłam ze schodów i weszłam do kuchni, z której wydobywał się zapach. Tam stał Jasiek ze ścierką w ręce i czytaniu na blacie książki kucharskiej. Przy okazji trzymał kciuka w buzi, w który jak mniemam się oparzył. To był naprawdę śliczny obrazek. Taki słodki Jasiu na blacie, liżący kciuka i czytający książkę. Uśmiechnęłam się i zakasłałam, aby oderwać chłopaka od ciekawej lektury. On odłożył książkę i podszedł do mnie już pewniejszym niż wcześniej, krokiem. Posłał mi swój najcieplejszy uśmiech i podał mi szklankę wody oraz tabletki.
- Zapomniałaś leków. - powiedział.
- Co się stało?
- Zemdlałaś, ale już jest wszystko dobrze.  - odpowiedział.
Połknęłam leki i odłożyłam szklankę do zmywarki. Wyprostowałam się poprawiłam włosy, na moich biodrach poczułam czyiś dotyk, który sprawił, że się po raz kolejny tego dnia się uśmiechnęłam.
- Emilka..
- Hm?
- Kocham Cię.
Odwróciłam się i popatrzyłam w jego brunatne tęczówki, w których widziałam tęsknotę. Tęsknotę za mną. Straciłam panowanie nad emocjami i pocałowałam go. Ale nie tak delikatnie jak zawsze. Rzuciłam się na niego jak zwierzę. Tak za nim tęskniłam, za ciepłem jego warg. Wszystko szło idealnie, gdyby nie jeden mały drobiazg. Mięso się spaliło, a w całym domu było czuć odór spalenizny. Jasiek odskoczył ode mnie i podbiegł do piekarnika, który otworzył. Z urządzenia wydostał się szary dym.
- Chyba nie będzie obiadu. - powiedział zrezygnowany chłopak.
- Mi to nie przeszkadza. - zagryzłam dolną wargę, jednocześnie dając mu znak do działania.
Podszedł do mnie dumnym krokiem, złapał za policzki i  przyciągnął do siebie, w tym czasie mnie całując. Jego ręce powoli zjeżdżały z moich pleców na pośladki. Kiedy do niech dotarł, automatycznie podskoczyłam i zaplotłam nogi wokół jego bioder jak to zawsze robiłam. Nie przerywaliśmy pocałunku, lecz coraz bardziej go pogłębialiśmy. Poczułam, że ruszyliśmy w stronę schodów, nie myliłam się. Janek wchodził właśnie po schodach kierując się do mojego pokoju. Nacisnął klamkę i jednym ruchem kopnął drzwi. Rzucił mnie na łóżko i ściągnął swój t-shirt. Położył się nade mną , kolejny raz całując. Jego usta błądziły teraz po mojej szyi, składając na niej mokre i delikatne pocałunki, na co wygięłam plecy łuk. Jasiek skorzystał z okazji i ściągnął moją szarą koszulkę. Poczułam się nieswojo, a moje mięśnie się napięły. Jasiek usiadł obok mnie.
- Chcesz tego?
- Bardzo, ale.. - schyliłam głowę ku dołowi.
- Ale? - podniósł mój podbródek. Musiał to zrobić, że popatrzyłam w jego oczy.
- Ale się boję.
- Czego?
- Nie wiem, nigdy tego nie..
- Ci.. spokojnie. Weź kilka oddechów.
Jak kazał tak zrobiłam. On złapał mnie za rękę, czym dodał mi otuchy. Teraz byłam już pewna, że tego chcę. Popatrzyłam mu jeszcze raz w oczy kiwając głową i usiadłam mu na kolanach i złapałam za policzki. Po raz kolejny poczułam jego wargi na moich ustach.

*******

Wiem, że większość na to czekała! Przyznajcie się! :D

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 41

Mama weszła do mojego pokoju z gazetą z dzisiejszą datą. Usiadła na moim łóżku i przytuliła mnie. Ja nadal płakałam, chociaż nie wiedziałam, że najgorsza wiadomość dopiero do mnie dotrze.
- Cokolwiek się nie stanie, pamiętaj, że zawsze masz nas. - powiedziała mama, co od razu wprawiło mnie w czujność.
- O.. o.. o co chodzi? - zapytałam łkając i próbując powstrzymać płacz.
Mama wręczyła mi gazetę. Zaczęłam czytać:
"Dzisiaj rano na obrzeżach miasta był wypadek. Tir zderzył się z samochodem osobowym. Ustaliliśmy, że była jedna ofiara śmiertelna. Okazało się, że był to 20- letni Krystian Karolski. Winnym całemu zdarzeniu była ofiara. Prawdopodobnie zrobiła to celowo. Najbliższym składamy najszczersze kondolencje."
Z moich oczu po raz kolejny wypłynęły łzy. Niestety nie pojedyncze, ale całe morze gorzkich kropel wody, wyrażających to co w tym momencie czułam. Strach, rozpacz, zdezorientowanie, niemoc, smutek, wściekłość to były emocje, które odczuwałam. To wszystko tak bardzo bolało od środka. Czułam wtedy pustkę. Jakby połowa mnie umarła razem z Krystianem. Jakby to co nas łączyło, to czym mnie obdarzał, to dlaczego byłam szczęśliwa zabrał ze sobą. Uderzyło to we mnie z podwójną siłą. Nie dość, że dowiedziałam się jakieś 30 minut temu, że nigdy się nie zobaczymy, to teraz dowiaduję się, że cząstka mojego życia właśnie.. zniknęła.. umarła. Płakałam nic nie mogłam robić tylko płakać. Jedyne co mogłam zrobić tylko płakać.

Perspektywa Jasia

Wyszedłem na spacer, żeby jeszcze raz przemyśleć to czego się dowiedziałem. Z zamyśleń wyrwało mnie szarpnięcie. Ktoś na mnie wpadł. Obejrzałem się za siebie. To była Emilka. Po raz pierwszy od dwóch miesięcy zobaczyłem moją Emilkę. Ale czy ona? Tak, ona płakała. Tylko dlaczego? Chciałem za nią pobiec, ale coś mnie zatrzymało. Moja podświadomość mówiła, że to nie jest odpowiedni moment. Jeszcze chwile patrzyłem jak wbiega do domu, ale kiedy miałem pewność, że jest bezpieczna poszedłem dalej. Po drodze wstąpiłem do sklepu po Sprite, bo chciało mi się pić. To co zobaczyłem.. na pierwszej stronie gazet widniał napis: "ŚMIERĆ Z WŁASNEJ WOLI". Okazało się, że tym kto chciał umrzeć to był Krystian. Na początku byłem w szoku, ale kiedy się otrząsnąłem, moje myśli zajęła myśl jak Emilka musi cierpieć. Wybiegłem ze sklepu jak burza i nie myślałem jak zachowam się ja, jak zachowa się Emilka. Chciałem zobaczyć jak ona się trzyma, jak to w nią uderzyło, jak się czuje. Miałem jej pilnować i tak właśnie robię. Zapukałem do drzwi, ale nikt nie otwierał. Zadzwoniłem. Również nic. Sięgnąłem za klamkę. Drzwi były otwarte. W domu było ciemno. Poszedłem wzdłuż korytarza i wszedłem na schody. Stąpałem powoli, aby nie wywalić się w ciemnościach. Kiedy dotarłem na górę, rozejrzałem się i wzrokiem znalazłem drzwi do pokoju Emilki. Widziałem przez dziurkę od kluczy padające na podłogę w jej pokoju światło. Wyprostowałem się, wziąłem głęboki oddech i nacisnąłem na klamką. Wyjrzałem zza winkla i zobaczyłem małą postać, skuloną, siedzącą na łóżku. Płakała. Nawet nie zauważyła, że wszedłem. Usiadłem na łóżku. Ona zwróciła swoje błyszczące od płaczu oczy na mnie. Jej powieki całe opuchnięte nie odejmowały jej uroku. Nadal była piękna, jak nikt inny. Patrzyła na mnie swoim błagalnym wzrokiem jakby chciała mi powiedzieć "Pomóż mi". Nie wiedziałem jak zareaguje, więc delikatnie przysunąłem się do niej. Ona rzuciła mi się na szyję. Płakała, ledwo łapiąc przy tym powietrze. Ja głaskałem ją i mówiłem, że wszystko się poukłada. Kiedy się uspokoiła, chyba zorientowała się kim jestem.
- Po coś przyszedł?
- Wiem o wszystkim.
- No i co? Przecież Cię zdradziłam. - patrzyła na swoje białe dłonie.
- Nie zdradziłaś i oboje o tym wiemy. - spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Przepraszam. - mówiła, łamiącym się głosem.
- To ja przepraszam. - uśmiechnąłem się do niej ciepło.
Rozłożyłem ramiona dając jej znak, żeby się do mnie przytuliła.
- Oboje przesadziliśmy. - powiedziałem.
Wtuliła się we mnie. Była cała rozpalona i gorąca.
- Nie masz gorączki?
- Nie wiem.
- Połóż się. - kiwnęła głową na znak, że się zgadza.
Położyła się, a ja przykryłem ją kocem. Kiedy chciałem wyjść ona poprosiła mnie abym z nią został. Usiadłem na dywanie i oparłem się jedną ręką o łóżko, a drugą złapałem dziewczynę za dłoń.
- Kochasz mnie? - spytała.
- Tak. - odpowiedziałem cicho.
- A ty mnie? - dodałem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - powiedziała to i odpłynęła do krainy Morfeusza.

********

Jak widzicie między głównymi bohaterami zaczyna się polepszać relacja. Muszę Wam powiedzieć, że niedługo kończymy z całym opowiadaniem. Mam jeszcze milion pomysłów, ale to już za dużo jak na jednego bloga, dlatego dobijemy do 50, i do naszego jubileuszu i to będzie koniec :D
DZIĘKUJE ZA WSZYSTKO! TO DZIĘKI WAM MAM WENĘ I TO DZIĘKI WAM MOJA PODRÓŻ Z PISANIEM JEST UDANA! :D

Rozdział 40

Obudziłam się u Krystiana w łóżku. Nie było go przy mnie, więc pewnie zasnął oglądając telewizję. Wstałam powoli z łóżka i sięgnęłam po telefon, który leżał na szafce nocnej obok łóżka. Była godzina 10:00. Założyłam czarą bluzę na suwak Krystiana i wyszłam z pokoju. Ku mojemu zdziwieniu w salonie nie było nikogo, zresztą jak się później okazało, w pozostałych pomieszczeniach również. Pomyślałam, że po prostu poszedł do sklepu, żeby kupić jakieś prezenty dla swoich dziadków, a którymi miał spędzić Wigilię. Zadzwoniłam do niego, ale nikt nie odbierał.
- Może prowadzi.
Podeszłam do kuchennego blatu, szurając kapciami po zimnej podłodze i przeciągle ziewnęłam. Wyjęłam z lodówki jajka i zrobiłam sobie jajecznice. Pokroiłam szczypiorek, którym obsypałam danie i zabrałam talerz. Usiadłam przy stole i zjadłam śniadanie. Krystian nadal się nie odzywał. Nie rozumiałam dlaczego, zawsze informował mnie, że gdzieś wychodzi, albo że zostaję sama w mieszkaniu. No trudno, nie chciałam zaprzątać sobie tym teraz głowy. Poszłam do łazienki, umyłam zęby, związałam sobie włosy w wysokiego koka i skierowałam się w stronę sypialni, gdzie była szafka z moimi rzeczami. Wybrałam zwykłą fioletową bluzkę z nadrukiem serca i jasne jeansy oraz trampki. Moim zdaniem jak na taki prosty zestaw, wszystko bardzo ładnie się komponowało.

















Wyszłam z pokoju i po raz kolejny tego dnia sprawdziłam godzinę na komórce. Była już 12:00. Tym razem zaczęłam się poważnie martwić, a dodatkowo ten chłopak nie odbierał ode mnie telefonu. Chodziłam po całym mieszkaniu z komórką w ręku, czekając na jakiś znak. Bardzo go kochałam jako przyjaciela, a to co się wczoraj stało to się nie liczyło. Może jest dla mnie kimś więcej. Ale nie jestem gotowa na żaden poważny związek, ani tym bardziej z kimś kogo znam dwa miesiące. Po tamtym wydarzeniu to i tak za mało. Zastanawiałam się co dalej. Postanowiłam, że wrócę do domu i tam się nad tym zastanowię. Skierowałam się do sypialni po raz setny dzisiaj, aby odwiesić polar na wieszak, o szafki Krystiana. Otworzyłam mebel i mnie zatkało. Nie było tam nic. Tylko pusta i biała kartka. Byłam zdziwiona, bo do rodziców miał pojechać dopiero jutro. Sięgnęłam po liścik i zaczęłam czytać:
"Witaj, księżniczko!
Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć. Od razu przepraszam, że zdania, które tu przeczytasz będą tak nieskładne i brzydko napisane, ale ręka mi drży pisząc dla Cibie ten list. Zacznę od tego, że życzę Ci Wesołych Świąt! Wiem, że za wcześnie, ale się już nie zobaczymy. I nie chodzi mi o to, że w okresie Świąt. Nie zobaczymy się już nigdy. Bardzo trudno mi to pisać, ale muszę odejść. Nie chcę żebyś cierpiała. Powinienem Ci to powiedzieć osobiście, ale nie dałbym rady. Jestem chory, słabłbym z dnia na dzień. Nie mogę dopuścić, abyś miała łzy w oczach z mojego powodu i męczyłabyś się oraz obwiniała, że nic więcej nie możesz zrobić. Teraz może być Ci ciężko, ale spokojnie. Zostawiłem Ci mieszkanie. Samochodem wyjechałem, ale nie mogę powiedzieć gdzie. Wszystko jest opłacone na 2 lata z góry. Nie bój się o mnie. Poradzę sobie. Ale ty się nie zmieniaj. Jesteś bardzo wartościową osobą i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Będę Twoim Aniołem Stróżem i nie zostawię Cię. 
Ale mam ostatnią prośbę. Pamiętasz tę sukienkę, którą dostałaś ode mnie w prezencie na Wigilię. Załóż ją na swoją studniówkę, którą masz za niecały miesiąc. Nie płacz, proszę Cię, ja zawsze będę przy tobie. Pamiętaj o mnie. 
Twój Krystian
PS. KOCHAM CIĘ"

Czytając list w moich oczach pojawiło się milion małych łez, które spływały na mokrą od płaczu kartkę. On mnie kochał, a ja traktowałam go jedynie jak przyjaciela. Dlaczego niczego nie zauważyłam! To wszystko moja wina! Gdybym coś wiedziała, nie dałabym mu się poddać! Nie dałabym mu zwątpić! On mnie zostawił! A może to ja go zostawiłam!? Nie wiem!
Jedyne o czym teraz myślałam to, żeby rozpłynąć się po raz kolejny. Żeby umrzeć. Straciłam mojego najlepszego przyjaciela. Tylko jemu mogłam ufać. Weronika i Kinga mnie olały. Wszyscy mnie zostawili, tylko on był przy mnie! Mam rodzinę, ale im nie mogę powierzyć wszystkich moich sekretów! Wiem! Pewnie uznacie mnie za egoistkę, ale bardzo dobrze mi z tym jaka jestem teraz!
Kiedy ochłonęłam wyszłam z mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi. Szłam przez miasto. Zimny wiatr wiał w oczy przez co jeszcze więcej łez wypływało z moich i tak mokrych oczu. Nie wiedziałam wszystkiego dokładnie i wpadałam na jakiegoś chłopaka. Nie zwróciłam na niego uwagi, ale przyspieszyłam. Wróciłam do domu i nie witając się z rodzicami poszłam do pokoju. Niestety, nie zamknęłam się, i mama do mnie przyszła z wiadomością. Żałuję, że nie zabiłam się jeszcze w domu Krystiana.

*********
Następny rozdział także dzisiaj :D

sobota, 23 maja 2015

Informacje!

Jezus! Przepraszam Was, ale dzisiaj nie będzie znowu rozdziału. Usunęło mi się wszystko. Miałam napisany cały rozdział i robiąc korektę wszystko usunęłam. Jutro obiecuję, będą dwa.
Jeszcze raz przepraszam. Wiem, że bloga zaniedbuje, ale to się poprawi obiecuję :D

środa, 20 maja 2015

Informacje!

Nie jest łatwo podjąć mi tę decyzję, ale muszę ogłosić, że rozdziały będą pojawiać się co 2 dni, oczywiście automatycznie dłuższe. Przepraszam Was za to, ale teraz zaczynają się poprawki. Zaczynając pisanie bloga obiecałam sobie, że w tej jednej rzeczy będę rzetelna, ale nie udało się, bo trudno wszystkie obowiązki i problemy pogodzić. Przepraszam, wszystkich, których zawiodłam. Rozdział dodany dzisiaj, następny w piątek, jeżeli dam radę, bo jadę do Warszawy. Dziękuje i miłego czytania dzisiejszego rozdziału :D

Rozdział 39/ Perspektywa Jasia

Na prośbę jednej z czytelniczek, której baaardzo dziękuje za
podanie pomysłu dzisiaj rozdział 39, ale oczami
Jaśka. A mianowicie dla Oli :3. Tal wiem, że brakuje 
Wam Jaśka w opowiadaniu i jesteście "żądni krwi", ale
bądźcie cierpliwi kochani. Będzie i jeszcze milion Jaśków i morze krwi. 
Więc dziękuje Wam za wyświetlenia i życzę miłego czytania. 

___________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________

Dwa miesiące później

Jutro Wigilia. Dzień, w który obowiązkowo spędza się z bliskimi, z przyjaciółmi, z rodziną. Tyle, że ja nie mam nikogo takiego. Wszyscy się już kompletnie ode mnie odwrócili. Nie chodzę do tej pieprzonej szkoły i nie widuję tych znienawidzonych ludzi. Niestety nie widuję też pięknego uśmiechu Emilki. Minęły już dwa miesiące od rozstania z nią, a ja nie mogę o niej zapomnieć. Ale ona mnie zdradziła! Wtedy pod wpływem emocji nazwałem ją zwykłą dziwką. Nie powinienem był wtedy się tak zachowywać. Może nic by nie wyszło na jaw. To, że z tym skończyłem to jedno, ale to, że zacząłem to drugie. Teraz tego żałuje. Cholernie tego żałuje. Gdybym tego nie zaczął to na pewno, by się nic nie stało.
Nie chciałem wychodzić z domu. Niby Wigilia. Trzeba się ogarnąć i naszykować na święta, ale po co? Po co, ja się pytam jeżeli nie ma przy mnie nikogo! 
Byłem naprawdę zrezygnowany. Miałem myśli samobójcze, chodziłem na imprezy. Balowałem, poznałem mnóstwo łatwych dziewczyn, którymi nie ukrywam, że sypiałem z nimi, aby zapomnieć, ale nie! Zawsze przed oczami pojawiała się Emilka, z zawiedzioną miną. Zawsze moja podświadomość wykorzystywała to, że cholernie za nią tęsknie. Ale nie było odwrotu. Czasu nie cofnę, a szkoda. 
Była godzina 9:22. Ostatnie tygodnie spędzam w tym domu. Wracam do mojego miasta, gdzie mieszkałem z ojcem. Sprzedaję dom, mam już kupca, a za pieniądze, które będę miał ze sprzedaży kupię małe mieszkanie w Legnicy. Kilka miesięcy temu się wprowadziłem i ju wyjeżdżam. I bardzo dobrze. Nie przywiązałem się do tego miejsca i nie jest mi szkoda odchodzić. A Emilka.. jakoś zapomnę. Zawsze zapominałem, teraz też. Wstałem z łóżka pierwszy raz od jakiegoś tygodnia. Moja pościel śmierdziała alkoholem i papierosami, które mieszały się z perfumami przypadkowych dziewczyn. Zdjąłem ją i włożyłem do pralki, nastawiając ją. Zszedłem na dół i zrobiłem sobie zwykłą kanapkę z ogórkiem i herbatę. Przebrałem się w coś świeżego, a mianowicie zwykłe czarne spodnie i jeansową koszulę, założyłem kurtkę i buty i wyszedłem na spacer. Spacerowałem, obserwując tych wszystkich ludzi. Wszyscy z uśmiechem na twarzy nosili ciężkie zakupy i prezenty świąteczne i nie narzekali. Ja nie mogłem się uśmiechnąć, a oni byli szczęśliwi i radośni. Patrzyłem się w chodnik, po którym powoli stąpałem. Było zimno, ale ja tego nie odczuwałem. Byłem za bardzo zajęty moją głową pełną myśli. Jak gdyby wszystkie wspomnienia, grzechy, złe uczynki, dobre uczynki, szczęśliwe chwile, wróciły i z powrotem zajęły miejsce w mojej głowie. Z każdą chwilą było ich coraz więcej, a ja próbowałem z nimi walczyć, albo współgrać, albo chociaż nie zwracać na nie uwagi, ale to było silniejsze. Moje myśli na szczęście przerwało jakieś mocne pchnięcie. To był jakiś chłopak. On popatrzył się na mnie groźnie, ale z wielkim poruszeniem i nic nie mówiąc wręczył mi karteczkę, o mało ciekawej treści. Przynajmniej tak mogłoby wynikać z zachowania chłopaka, którego już kiedyś widziałem, dla mnie w tej treści było o wiele więcej niż mógłbym kiedykolwiek od kogokolwiek usłyszeć:
"Cześć!
Pewnie mnie nie pamiętasz. 
Poznaliśmy się w dość nieciekawych okolicznościach,
jestem Krystian, chłopak, który 
był wtedy z Emilką pod KFC, i którego wtedy poznałeś. 
Wiem, że mnie nienawidzisz, bo Emilka mnie przedstawiła jako swojego kochanka,
ale to nieprawda. 
Emilka Cię bardzo kochała, nie wiem czy nadal Cię kocha,
ale wiem dlaczego się w tobie zakochała.
Byłeś inny niż wszyscy. Czuły, opiekuńczy, niezależny, 
nie wymagałeś tego wszystkiego co inni. 
Ale pomimo tego, te wszystkie cechy jak mniemam nadal posiadasz.
Zaopiekuj się nią proszę,
ja niestety nie będę mógł oglądać tego co ty.
To nie ja będę z nią tańczyć na jej studniówce,
nie ja będę patrzył jak czy się do matury,
jak zdobywa pracę, 
bierze ślub,
zakłada rodzinę, 
albo umiera. 
Ja nie mam już takiej szansy, ale ty tak,
z Tobą będzie szczęśliwa,
wiem, że to co powiedziałeś wtedy to nie było szczere,
ona wtedy jeszcze naprawdę cierpiała, 
ja jej pomogłem o tobie zapomnieć,
a teraz sam muszę o tobie przypomnieć. 
Taki był nasz los, niestety mój krótszy. 
Ostatnio zrobiłem badania, zwykłe i nie nie mam raka. 
Jestem chory, ale nie mogę powiedzieć na co. 
Ale moją ostatnią prośbą do Ciebie jest, abyś się nią zaopiekował,
Nie daj jej zrobić krzywdy, bo za każdym razem kiedy do niej ona dojdzie, 
będę ja cierpieć, a razem ze mną ty. 
Kocham ją, ale oddaję swoją miłość, tobie. 
Kochaj Emilkę tak jak ja. 
Dziękuje. 
Kiedy wróciłem do domu była już godzina 22:00. Szlajałem się po mieście bez celu i analizowałem list od tamtego chłopaka. Zaopiekuję się nią. Nawet jeżeli ona nie będzie tego chciała będę jej aniołem stróżem. Może zwariowałem, ale tego właśnie chcę. 
 

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 39

Stałam z szeroko otwartymi oczami. On powiedział, że jestem jego jedyną księżniczką. Nie wiem czy miał na myśli to co dla mnie było proste, ale nie wiem czy ja jestem gotowa. Krystian złapał mnie za podbródek i delikatnie musnął moje wargi. Stałam jak wryta w ziemię i nie mogłam się ruszyć. Jego ciepłe usta dotykały moich. Był taki czuły i delikatny, ten pocałunek był czymś czego potrzebowałam. Na początku starałam się opanowywać swoje emocje, rozdarte na milion małych kawałeczków, ale po kilku sekundach i ja się rozpłynęłam. Kiedy Krystian to zobaczył zaczął pogłębiać pocałunek. Było mi naprawdę nieziemsko idealnie. Tak cholernie dobrze nie czułam się od dawna. Staliśmy przy choince i się całowaliśmy. To musiał być piękny obrazek. Chwyciłam jego twarz w swoje ręce, nie przerywając pocałunku. Jego ręce zjechały na moje biodra, a z bioder na pośladki. Podniósł mnie, a ja oplotłam swoje nogi w okół jego bioder. Jego ruchy stawały się coraz bardziej pewne, a nasze usta poruszały się w harmonii, coraz bardziej napierając swoim kroczem o jego tors. Musiałam niestety przerwać tą chwilę, bo brakowało mi powietrza. "Odkleiłam" się od niego niechętnie i wzięłam głęboki wdech. Krystian patrzył w moje oczy i czekał na moją reakcję. 
- Czemu tak patrzysz? - przerwałam ciszę.
- Nie jesteś zła? - zapytał zestresowany.
- Nie.. - szepnęłam i pocałowałam go tym razem delikatnie w usta.
Zeszłam z Krystiana i poszłam w stronę sypialni. Przebrałam się znowu w koszule i spódniczkę. Wyszłam z pokoju, a chłopak nadal stał na środku pokoju i chyba nie mógł uwierzyć co się przed chwilą stało. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam do stołu.
- Nie to, że się wtrącam, ale nie spali Ci się nasza kolacja wigilijna? - uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Jezus! Mój łosoś! - krzyknął i doskoczył do piekarnika.
To wyglądało naprawdę śmiesznie. Śmiałam się, o mało się nie wywróciłam na podłogę. Wyjął z pieca formę z rybą i wypuścił powietrze z ust.
- Nie spaliła, się dzięki Bogu. - wyszeptał chłopak pod nosem, ale tak, że mogłam to usłyszeć.
- Może podzielimy się opłatkiem, w końcu. - zaproponowałam.
Chłopak kiwnął do mnie głową i podał mi talerzyk.
- Ja nie wiem od czego zacząć. Życzę Ci, abyś zawsze była sobą. Żebyś nigdy nie dawała wygrywać innym i walczyła o swoje. Masz się nigdy nie poddawać, podnosić się za każdym razem, kiedy upadniesz. Masz się uśmiechać, bo  kiedy to robisz to świat staję się milion razy lepszy. Masz dawać sto jeden procent całych swoich możliwości. Życz sobie rzeczy tylko i wyłącznie nie możliwych, ponieważ ty sprawisz, że to stanie się możliwe. Nie ufaj ludziom słabym, ufaj ludziom silnym, bo za bardzo będziesz dominować. I pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć. - powiedział mi przytulił mnie w oczekiwaniu na życzenia skierowane do niego. Jego życzenia brzmiały troszeczkę jak przeprosiny oraz pożegnanie.
- Ja za to życzę Ci, abyś zawsze miał przyjaciela, który by Cię wysłuchał. Żebyś nie miał trosk, problemów, a jeżeli już je będziesz miał to żebyś szybko ich się pozbył. Żebyś żył w szczęściu nawet jeśli wszystko będzie się walić, to ty się uśmiechaj, bo świat nie był stworzony dla smutasów, tylko dla ludzi takich jak ty. Abyś szedł przez życie z rękami w górze. Dlaczego? Żebyś pokazywał im jaki to ty jesteś zajebisty. Pomodliliśmy się i zjedliśmy kolacje. Wszystko było pyszne. Pogadaliśmy troszeczkę, pooglądaliśmy zdjęcia Krystiana z dzieciństwa. Najśmieszniejsze to było jak siedział cały goły w niebieskim basenie bez wody i zrobił zdezorientowaną minę, jakby chciał powiedzieć: "Dzie jeśt wodzia" tak po 'dzieciowemu'. Kiedy miałam zbierać się do domu, chłopak zatrzymał mnie i powiedział, że dzisiaj śpię u niego. Jakoś specjalnie się nie sprzeciwiałam, ponieważ byłam zmęczona. Zadzwoniłam tylko do mamy i jej powiedziałam o moich planach. Zgodziła się bez problemu. Lubiła Krystiana i bardzo mu ufała. Pewnie zapytacie w czym będę spała. Miałam u Krystiana parę rzeczy. Kiedy czasami kłócę się z rodzicami to wychodzę z domu i sypiam u Krystiana. Nie, nie z nim. On na kanapie, a ja na łóżku. No chyba, że zaśniemy oglądając jakąś kiepska komedię romantyczną, których Krystian nienawidził.

********

Dzisiaj tak bardziej opisowy rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał :D
ZOSTAW KOMENTARZ! :D
PYTAJ O WSZYSTKO NA ASKU :)

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 38

Szłam przez miasto. Chłodny, zimowy wiatr rozwiewał moje włosy we wszystkie strony. Nie śpieszyłam się, więc powoli stąpałam baletkami po śnieżnobiałym chodniku. Było naprawdę ślicznie, tak... czysto. Wszystko odznaczało się w bieli padającego śniegu. Kiedy doszłam pod blok Krystiana, wyjęłam klucz z torebki i przekręciłam zamek. Dał mi klucz do swojego mieszkania, a ja mu dałam do swojego. Weszłam do jasno pomarańczowej klatki i skierowałam się w stronę schodów. Stanęłam przed drzwiami do "apartamentu" przyjaciela i zapukałam delikatnie w drzwi. W nich przywitał mnie ślicznie uczesany blondyn z błękitnymi jak niebo oczmi. Był ubrany w białą koszule, czarne spodnie i marynarkę. Wyglądał inaczej niż zwykle. Był spięty i wystrojony. Zawsze chodził w dresach albo w jeansach z pasującą, luźną bluzą, a tutaj taka odmiana.
- Witaj, królewno.
- Cześć. - powiedziałam, całując go w policzek, po przyjacielsku. A on tak perfidnie obrócił swoją głowę i nasze wargi się złączyły. Robił to bardzo często, żeby zrobić mi na złość. Odskoczyłam od niego podirytowana.
- Bardzo śmieszne. - powiedziałam zażenowana, wchodząc za próg mieszkania i zdejmując kurtkę oraz buty.
- Też tak uważam. - mówił i złapał mnie za rękę. Zaprowadził mnie do salonu, gdzie był biały, ślicznie przystrojony świątecznymi dodatkami stół. Na białym obrusie poustawiane były talerze z sałatkami i ciastami. Byłam oszołomiona tym, że chłopak może się tak postarać. Wiedziałam, że Krystian jest odpowiedzialny i przedsiębiorczy oraz, że świetnie gotuje, ale nie spodziewałam się takiej niespodzianki.
- Podoba Ci się? - zapytał niepewnie.
- Żartujesz? - rzuciłam się mu na szyje, ciesząc się jak dziecko.
- Usiądź, zaraz podam barszcz , tylko podzielimy się opłatkiem - nakazał.
Zrobiłam o co mnie poprosił. Usiadłam przy meblu i pogładziłam ręką po obrusie. Wyjął z koperty opłatek i położył na talerzu, który mi potem podał.
- Poczekaj. - pobiegł do sypialni i za chwile przybiegł z aparatem w ręku.
- Chodź, mam coś dla Ciebie.
Wstałam od stołu i podeszłam do choinki, wcześniej wskazanej przez chłopaka.
- Proszę, to dla Ciebie. - podał mi dość duże, różowe pudełeczko przewiązaną czarną wstążeczką. Otworzyłam zawartość, a w pudełku była sukienka. Rozłożyłam ubranie i przypatrzyłam się mu. Śliczna, miętową sukienka bez ramiączek.  



















Rzuciłam się na szyją Krystianowi i oplotłam nogi wokół jego bioder.
- Dziękuje. - wyszeptałam mu cicho do ucha.
- Przymierzysz?
- Tak, ale ja też mam coś dla Ciebie. Może nie takie cudowne, ale liczy się pamięć? - zeskoczyłam z niego. (tak wiem, że to może dziwnie zabrzmieć XD) i skierowałam w stronę komody. Zabrałam prezent i dałam Krystianowi. Zajrzał do środka. Koszule od razu rzucił na kanapę i wyjął nasze wspólne zdjęcie. Patrzył na nie jakieś 5 minut i potem skierował wzrok na mnie.
- Długo mam czekać? - uśmiechnął się cwaniacko.
- Na co?
- Aż zobaczę Cię w tej sukience.
- No, może. - powiedziałam, aby go troszeczkę zirytować.
Zanim się obejrzałam moje nogi nie dosięgały już do ziemi. Krystian zaniósł mnie do sypialni, razem z sukienką i kazał mi się przebrać. Zdjęłam wcześniejszy strój i założyłam śliczną sukienkę. Była naprawdę śliczna. Taka magiczna. Nie wiem, może dlatego, że od Krystiana. Cicho wyszłam z łazienki i podeszłam na palcach do chłopaka, tak aby mnie nie słyszał. Blondyn stał przy kuchni i coś tam gotował czy przygotowywał do naszej kolacji. Przytuliłam go od tyłu.
- A co to się do mnie przykleiło?
- Emilka.
- Ja nie znam żadnej Emilki.
- Znasz!
- Nie. - spierał się ze mną.
- To ja? Jestem Emilka! - kłóciłam się z nim, śmiejąc się cały czas.
- Nie, ty jesteś moją księżniczką. Ty jesteś księżniczką, którą znam już od dwóch miesięcy i, o której wiem prawie wszystko. Kochasz śpiewać. Jesteś chora, dużo tego, więc nie chcę mi się wymieniać, ale wiem ot tobie jedno. Jesteś najlepszą i najwartościowszą osobą jaką w życiu poznałem i dziękuje Ci za to. - powiedział.
Zatkało mnie. Znam go od dwóch miesięcy i bardzo go lubię, a po tej wypowiedzi wnioskuje, że on mnie też.

*******

Proszę bardzo :D Kolejny rozdział :) Dziękuje za wszystko :)
DAJ ZNAK, ŻE ŻYJESZ. DODAJ KOMENTARZ!

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 37

Czułam się zawstydzona tym co teraz powiedział. Powiedział, że nigdy nie spotkał i nie spotka takiej dziewczyny jak ja. Mam nadzieję, że w dobrym tego słowa znaczeniu. Czułam się wyjątkowo. Trzymał mnie za moją niedotlenioną, w czego wyniku zimną dłoń. Nie zapytał o nic, tylko patrzył w moje oczy. Ja robiłam to samo. Uwielbiam to jego spojrzenie. Oczy mówią wszystko. Czy jest się w danej chwili wesołym, smutnym, wściekłym, przestraszonym, zaniepokojonym. Wyjawią każdą twoją tajemnicę, każdą emocje. Nawet jeżeli skryjesz ją w najdalszej kryjówce duszy, oczy wyjawią ją jak najszybciej będą mogły. Jego tęczówki pokazywały zaciekawienie, radość, ale i niepewność. Pewnie był niepewny jak na to zareaguje. Nie miałam zamiaru odpychać go w tamtej chwili od siebie. Byłam ciekawa jego emocji, tego co czuję. Patrzyliśmy na siebie przez długi czas, aż Krystian odwrócił niespodziewanie ode mnie wzrok.
- Mogę Cię o coś zapytać? - patrzył na moje dłonie, trzymając je delikatnie.
- Tak. - wiedziałam, że chcę zapytać o chorobę.
- Dlaczego masz takie zimne ciało. Dłonie, stopy, plecy, brzuch, poliki.
- Są niedotlenione.
- Jesteś chora?
- Tak. - nie ukrywałam niezadowolenia, spowodowanego jego pytaniami.
- Jeśli nie chcesz odpowiadać, nie musisz. - wstał, kierując się w stronę łazienki.
- Zostań, powiem Ci wszystko.
Usiadł obok mnie, patrzył w moją stronę, i nic nie mówił, dając mi jednocześnie możliwość mówienia.
- Jakiś miesiąc temu zemdlałam na chodniku, przed moją szkołą. Wylądowałam wtedy w szpitalu na kilka dni. Ból głowy, wymioty, dreszcze. Objawy jak zwykła grypa. Niestety, to nie to. Okazało się, że mam anemie i duże niedokrwienie z tego powodu. Miałam już przetaczaną krew, ale to ciągle za mało. - popłakałam się. Nie dlatego, że chciałam współczucia. Jak byłam w szpitalu, dowiedziałam się, że nie ma dla mnie wystarczającej ilości krwi, i może to być zagrożenie dla mojego życia. Ale nie chciałam mu tego mówić, mógłby się wystraszyć, że mogę umrzeć. Chłopak widząc, że z moich oczu płyną łzy. Wziął mnie na kolana i przytulił. Nie opierałam się, chciałam jego bliskości. Tak, właśnie jego, nie Jaśka, nie rodziny, nie Weroniki, tylko Krystiana.
- Nie płacz już. - powiedział, bawiąc się moimi długimi włosami.
Kiwnęłam głową na tak, a oczy wytarłam o t-shirt chłopaka. Nawet nie wiem, kiedy zdążył się przebrać. Oderwałam głowę od jego szyi i popatrzyłam w błękitne jego tęczówki.

Perspektywa Krystiana

Patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami. Wyglądały jakby patrzyła na mnie przez szybę. Widziałem w nich strach. Czegoś się bała, ale nie chciałem zagłębiać się w to. Mogłaby się zrazić moją ciekawością. Zależy mi na niej. Może nie tak na poważnie, ale chciałbym ją lepiej poznać, być blisko niej. Ale na razie jako przyjaciel, może później jako ktoś więcej, ale nie teraz.

Dwa miesiące później
Perspektywa Emilki

Spojrzałam za okno. Świat był cały biały, a z nieba padał śnieg. Bardzo lubiłam zimę, właśnie za to, za tą nieskazitelną biel, której nie dało się ukryć. Biel jest taka czysta, niemająca żadnych tajemnic. Zeszłam na dół, wzięłam leki i zjadłam śniadanie, które zrobiła mi mama. Mianowicie były to kanapki z rzodkiewką i herbata. Na stole leżał liścik:

"Cześć córusiu,
Jak Ci się spało? Jestem na zakupach świątecznych, a tata wyjechał w delegację. Wróci na Wigilię, nie martw się. Ja będę około 17:00. Miłego dnia, kochanie.
Twoja mamusia."

Mam nadzieję, że nie zapomniała, że dzisiaj spotykam się z Krystianem. Nie, nie jest moim chłopakiem. Jest moim najlepszym przyjacielem, którego za nic nie chciałabym stracić. Znamy się bardzo dobrze. Zresztą nie tylko ja go bardzo polubiłam, mama oraz tata również go zaakceptowali. Właśnie rodzice, mama, częściej jest teraz w domu, tylko tata gdzieś znika. Wyjeżdża na jakieś delegację, wyjazdy. Nigdy nie mówi gdzie. Może w coś się wplątał, jakieś brudne interesy. Może zdradza mamę. Nie tata taki nie jest! Sama do siebie krzyczę w myślach. Odpędziłam szybko tą myśl i poszłam do łazienki trochę się ogarnąć. Umyłam zęby i twarz. Włosy przeczesałam szczotką i poprawiłam ręką, aby kosmyki opadały mi na obojczyk. Wróciłam do pokoju i wyjęłam z szafy ubrania. Miałam spotkać się z Krystianem w jego mieszkaniu na ''Wigilię Wigilii.'' Wybrałam białą koszulę i czarną rozkloszowaną spódniczkę przed kolano. Przebrałam się w strój, do którego dobrałam złoty naszyjnik z inicjałami: K&E. Miały oznaczać naszą przyjaźń. Taką prawdziwą. Założyłam czarne baletki i marynarkę. Prezent dla Krystiana, którym była ramka z naszym zdjęciem, oraz czarna koszula, spakowałam w dekoracyjną torebeczkę. Szybko się zabrałam z domu, założyłam kurtkę i poszłam do Krystiana.

*******

Następny rozdział :D
DAJ ZNAK, ŻE ŻYJESZ, DODAJ KOMENTARZ!

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 36

Wyskoczyłam z pokoju jak poparzona. Zobaczyłam Krystiana, zdejmującego buty, a w koło niego milion reklamówek.
- Może mi pomoże, księżniczka.
- Księżniczka musi odpoczywać. - udałam zadąsaną królewnę.
- Dobra, pomóż.
Podeszłam do reklamówek i po kolei, na zmianę z chłopakiem zanosiliśmy je do kuchni.
- Co ty tam kupiłeś? - powiedziałam, podnosząc najcięższą torbę.
- Nic, mam pustą lodówkę. Coś by pasowało jeść.
Przytaknęłam głową na tak i poszłam do sypialni. Weszłam do pokoju i walnęłam się na fotel dmuchany, stojący obok łóżka. Wyjęłam telefon z tylnej kieszeni spodni i sprawdziłam godzinę. Dochodziła 19:00. Byłam jakaś taka.. śpiąca. Może dlatego, że się nie wyspałam, bo byłam na imprezie. A ta kanapa w salonie Krystiana była nadzwyczaj niewygodna. Rozejrzałam się po sypialni chłopaka. W rogu zauważyłam gitarę. Od razu wstałam i podeszłam do niej. Bardzo mi się podobała. Idealna w każdym calu. Umiałam grać na niej, więc usiałam na łóżku i zaczęłam śpiewać piosenkę.
"Gdy adrenaliny ogień
Gdy nie działa żaden mądry plan
Gdy w mojej głowie alarmowy stan
Rozbrajasz mnie pieszczotą
I cały ciężar rzucam w kąt
W sumie w życiu chodzi o to, by go zdjąć
Jesteś jak po maratonie wdech
Jak po awanturze dużej szept
O północy wejdźmy na dach,
Żeby patrzeć w oczy gwiazd
Przecież nikt nie zobaczy
Jak nadzy szukamy ich nazw
O północy wejdźmy na dach
By pod gołym niebem spać
I niech każdy to widzi
Co znaczy szczęśliwym być tak
Ja wyciągam dłoń na zgodę
Gdzie tu sens, by spierać z losem się?
Dziś wybrać mogę - dobrze mi czy źle
Tak - to nietrudne słowo
Cały świat mam u swych stóp
Mało tego, Ciebie obok kocham znów
Jesteś jak po maratonie wdech
Jak po awanturze dużej szept
O północy wejdźmy na dach
Żeby patrzeć w oczy gwiazd
Przecież nikt nie zobaczy
Jak nadzy szukamy ich nazw.
O północy wejdźmy na dach
By pod gołym niebem spać
I niech każdy to widzi
Co znaczy szczęśliwym być tak
Czujesz tę siłę, co burzy parawany
Jesteś Ty, jestem ja - nic pomiędzy nami
O północy wejdźmy na dach
Żeby patrzeć w oczy gwiazd
Przecież nikt nie zobaczy
Jak nadzy szukamy ich nazw.
O północy wejdźmy na dach.
By pod gołym niebem spać
I niech każdy to widzi
Co znaczy szczęśliwym być tak"

Kiedy skończyłam śpiewać, uśmiechnęłam się sama do siebie. Przypomniałam sobie czasy z podstawówki i gimnazjum, kiedy jeździłam z Weroniką na konkursy. Prawie zawsze wygrywałyśmy. Byłyśmy naprawdę dobre w tym co robiłyśmy. Śpiewałyśmy, bo to kochałyśmy. Kontakt z muzyką urawał mi się w 1 liceum. To był koniec. Zdarzenia, które spowodowały, że muzyka jedynie mi o nich przypominała. A bez względu na wszystko chciałam o niech zapomnieć. Po pewnym czasie, przełamałam słabości i od nowa pokochałam śpiew oraz muzykę. Ale to nie to samo. Śpiewałam, ale nie publicznie. Za bardzo bolało. Zbyt bardzo. Nie chcę o tym opowiadać, nie umiem. Moż kiedyś, ale nie teraz. Z zamyśleń wyrwał mnie głos chłopaka.
- Bardzo ładnie śpiewasz, stokrotko.
Spojrzałam w stronę drzwi. Chłopak opierał się o framugę i patrzył na mnie jak zaczarowany. Czułam, że się czerwienie, ale przełamałam wstyd i odstawiłam gitarę. Podeszłam do chłopaka. Zagryzłam wargę. Wiedziałam, że chociaż próbował to hamować, to bardzo go to podniecało. Chciałam go delikatnie sprowokować.
- Krystian.. - szepnęłam do ucha chłopaka.
- Hm.. - próbował złapać mnie w talii, ale się wyrawłam.
- Złap mnie. - tak wiem, zę to dziecinne, ale ja często mam takie dziwne pomysły.
Zaczęłam uciekać po całym jego mieszkaniu. Byłam drobna, więc wciskałam się w małe szczeliny, do których on nie miał dostępu.
- Dobra, ja już nie miał siły. - powiedział zadyszany.
- A ja się dopiero rozkęcam. - położyłam się na kanapie.
- Własnie widzę. - powiedział, siadajśc obok leżącej mnie.
- Wiesz co.. szkoda, że już ostatni raz tutaj jestem fajnie było.
- Czemu ostatni.
- No, pewnie jak pojadę to poznasz drugą dziewczynę na dyskotece.
- Takiej napewno nie. - złapał mnie za rękę.
Pewnie powiecie, że to wszystko za szybko. Że za krótko go znam, że nie powinnam mu tak szybko zaufać, ale ja nie mam zamiaru, być z nim w bliskich kontatktach. Może będziemy przyjaciółmi, ale raczej nie. On ma 20 lat, pracę, studia.

*****

Tak znowu krótko, ale teraz są poprawy. Wszystkie sprawy, ostatnie testy itd. :D
DAJ ZNAK, ŻE ŻYJESZ! ZOSTAW KOMENTARZ! :D

czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 35

Stałam z otwartą buzią. On przed chwilą powiedział, że jestem.. dziwką. Nie no jak dla mnie spoko, tylko dlaczego? Wiem, powiedziałam, że go zdradziłam. Ale nie mogłam się powstrzymać. Chciałam, żeby cierpiał tak jak ja. Chciałam, żeby poczuł, jak to jest jak ktoś cię skrzywdzi. Chciałam, pokazać mu na jakich zasadach działał nasz związek. Chciałam mu uświadomić, że to przez niego nasze piękne wspomnienia, chwile, które spędziliśmy razem zamieniły się jedynie w gorzkie, spazmatyczne łzy, które i jedno i drugie próbuje powstrzymać, ale się nie udaję. W tamtej chwili czułam tylko smutek, złość, zażenowanie i zdziwienie. Mój były chłopak, którego kochałam, i któremu ufałam nazwał mnie tak po prostu dziwką, która puszcza się na każdym kroku.
Stałam w tamtym miejscu naprawdę długo, nawet nie zauważyłam, że Kinga oraz Jaś odeszli od nas.
- Chodź, dzisiaj będziesz nocowała u mnie, dobrze? - zaproponował Krystian.
- Tak. - powiedziałam powstrzymując łzy i łapiąc chłopaka za dłoń.
Skierowaliśmy się w stronę auta, dokładnie srebrnego audi. Pachniało w nim męskimi perfumami. Jechaliśmy około 10 minut, cały ten czas spędzając w ciszy. Co chwila na mnie spoglądając, chłopak wzbudzał we mnie mieszane uczucia. Widziałam w jego oczach współczucie. Nie chciałam tego. Dojechaliśmy pod jego mieszkanie. Kiedy weszliśmy do środka, odwróciłam się w stronę chłopaka i popatrzyłam w jego błękitne oczy. Wtuliłam się w jego tors, równocześnie wylewając z siebie wszystkie emocje. Płakałam jak małe dziecko, któremu zabrano lizaka. Ale mi nie zabrano zwykłego cukierka, mi zabrano coś o wiele cenniejszego, a mianowicie godność, poczucie bezpieczeństwa i 
- Spokojnie, mała.
- Przepraszam Cię, za to wszystko. Za te łzy, za to, że wczoraj niepotrzebnie do ciebie przyjechałam i.. - nie dokończyłam, znaczy Krystian nie dał mi dokończyć.
- To było najlepsze co mogło mi się przydarzyć.
Po tych słowach jeszcze mocniej przyległam do jego ciała, uśmiechając się w myślach. Oddychałam jego zapachem, który był naprawdę męski, co przyprawiało mnie o dreszcze.
-  Może obejrzymy jakąś komedie?
- Chętnie. - powiedziałam, ocierając czerwone od płaczu oczy, rękawem koszuli.
- To wybierz coś, a ja naszykuje popcorn. - wskazał palcem na półkę zapełnioną przeróżnymi filmami.
- Zgadzam się.
- To dawaj.
Podeszłam do szafki szukając jakieś komedii, która by mnie zainteresowała. Były tam filmy różnego typu: filmy akcji, historyczne, filmy o wojnie, dramaty, horrory, komedie. Długo się zastanawiałam nad wyborem, ale wybrałam jakiś angielski fil, o.. sama nie pamiętam jakim tytule.
- Wybrałaś?
- Tak. - podałam chłopakowi pudełko z płytą.
- Bardzo dobry wybór, madam. - powiedział, udając zacnego arystokratę.
Krystian włączył telewizor i ustawił te wszystkie ustawienia. Ja nie wiem, co on robił, bo ja kompletnie się na tym nie znam. Usiadł koło mnie i podał mi miskę z przekąską. Zaczęliśmy oglądać. Nie wiem dlaczego, ale nie śmiałam się z żadnego momentu. Były tam naprawdę wesołe kawały, sceny, o zboczeniu ich nie wspominam, ale problem tkwił w tym, że w ogóle się nie śmiałam. Kiedy film się skończył, siedziałam wtulona w Krystiana, trzymając za jego koszulę. Było około godziny 17:00 kiedy skończyliśmy oglądać film. Krystian wyszedł gdzieś na chwilę, powiedział że wróci za godzinę. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Położyłam się na łóżku w sypialni. Jego pościel pachniała nim. Nie Jaśkiem Krystianem. Swoją drogą Jasiek naprawdę dzisiaj mnie zdziwił. Chociaż nie wiem, czy to dobre określenie. Byłam raczej przerażona. Nie z tego powodu, że powiedziała mi to najważniejsza osoba w moim życiu, znaczy sprzed kilku dni. Byłam zniesmaczona tym, że byłam blisko z chłopakiem, którego nie znałam. Który bawił się mną jak plastikową laleczką, a ja nie umiałam się mu sprzeciwić. Bo go kochałam. Właśnie 'kochałam' czas przeszły. Teraz jedyne co do niego czuje to złość, nienawiść. Ale czy można się tak szybko odkochać, zapomnieć. Teraz nie mam siły o tym myśleć. Może znakiem tego jest Krystian. Jest on teraz jedyną osobą, której chciałabym zaufać. Nie znałam go, ale chciałabym spróbować mu zaufać. Może nie tak szybko.. ale spróbować zawsze można. Tak mi powtarzali w dzieciństwie jak jeździłam na rowerze i ocierałam sobie kolana. Nie znam go dobrze, ale wydaję się bardzo.. sama nie wiem. Może wartościowy. Myślałam tak o wszystkim. O rodzicach, których rzadko widywałam, o Kindze, o Weronice, o Piotrku. Dawno do niego nie dzwoniłam. Pomyślałam, że trzeba to nadrobić i zadzwoniłam do niego. Wybrałam numer. Miałam go zapisanego "Braciszek Piotruś <3". Bardzo za nim tęskniłam. Chociaż nie byliśmy rodzeństwem, to byliśmy bardzo blisko. Ale rodziną byliśmy bezdyskusyjnie. Mieliśmy takie same oczy.
Odebrał po dwóch sygnałach.
- Cześć, siostra. Co jest?
- Postanowiłam do Ciebie przedzwonić, i dowiedzieć się co u naszej wspaniałej i niezastąpionej rodziny. - lubię go denerwować.
- A bardzo dobrze, a co u Ciebie.
- Równie dobrze. Dziękuje za pamięć. - śmieliśmy się razem. Rozmawialiśmy dobre 30 minut. O niczym. My nie umiemy rozmawiać na normalne tematy.
Usłyszałam otwierające się drzwi wejściowe i szelest reklamówek.
- Dobra, mój ty ukochany, zidiociały braciszku. Muszę kończyć. Narka.
- No pa, młoda. -Piotrek powinien być moim wujkiem, ale nie przyjmuję tego do wiadomości, tak samo jak on.

********

Kolejny rozdział za nami, czyli 35! Tak, wiem znowu krótko. Przepraszam!
DAJ ZNAK, ŻE ŻYJESZ! DAJ KOMENTARZ!

wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 34

Tak, to ewidentnie była Kinga z Jaśkiem. Kłócili się. Ja byłam wpatrzona w jeden punkt, a dokładnie na nich. Kinga wymachiwała rękoma, Jasiek robił to samo, jakby powtarzał jej ruchy. Faktycznie oni się znali. Nie zdążyłam zapytać o to, ani Janka, ani Kingi. Sama się sobie dziwię, że mogę bez przeszkód wymówić jego imię i nie okazuje przy tym obrzydzenia. Może po prostu mi już przeszło? Chociaż nie wynikało to z mojego zachowania.
- Halo? Emilka! - wreszcie dotarł do mnie głos Krystiana.
- Y.. tak?
- Stoisz tu tak już 10 minut i patrzysz się na tamtą parę. Chwila czy to nie jest Kinga, ta co się całowała z Gabryśkiem.- patrzył się w tę samą stronę.
- Tak. - odpowiedziałam krótko. Nie chciałam, aby zagłębiał się w moją przeszłość z przed kilku dni.
- A ten chłopak?
- To mój... były. - z moich oczy popłynęły łzy.
To było jakby ktoś mocno uderzył mnie w twarz. Przed moimi oczami przeleciały wszystkie wspomnienia związane z Jankem. Nasze spotkanie w szkole. Motylki w brzuchu. Jego pies, Ari. Park, w którym pierwszy raz rozmawialiśmy. To kiedy odprowadził. To jak dał mi pocałunek w policzek. Jak wspierał mnie w szpitalu. Wieczór spędzony razem. Tosty, które sam zrobił. Jego kompletnie nieudane posiłki. Białe tulipany.
Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech, przeplatany łzami.
- Chodźmy stąd. - Krystian złapał mnie za policzki i popatrzył mi w oczy. Otarłam szybko oczy, i kiwnęłam głową, aby się sprzeciwić.
- Poczekaj w aucie, zaraz do ciebie dołączę. - uśmiechnęłam się sztucznie, ledwo powstrzymując płacz.
- Na pewno wszystko dobrze?
- Tak.
- Dobrze, królewno. - pocałował mnie w czółko, puszczając dłoń.
Ruszyłam w stronę kłócącej się pary, próbując nie dopuścić do wylewu łez. Byłam rządna zemsty. Miałam ochotę obojgu przywalić jak z armatki. Szkoda, że ''przypadkiem'' nie przechodził tamtędy żołnierz z karabinem maszynowym. Wtargnęłam między chłopaka, a dziewczynę. Zaczęłam robić im jakieś bezpodstawne wyrzuty.
- Razem przeciwko mnie? Bardzo ciekawe. Szkoda tylko, że żadne mnie nie poinformowało.
- Emilka! - krzyknęła Kinga, uspakajając mnie.
- Co? Jeszcze coś chcesz mi powiedzieć.
- Spokojnie. - powiedział Janek chwytając mnie za nadgarstki.
Próbowałam się wyrwać, ale mój wzrok zatrzymał się na jego czekoladowych tęczówkach. Otorzyłam oczy ze zdziwienia. Zapomniałam już, jakie są piękne.
- Kocham Cię. - powiedział Jasiek.
Tak po prostu. Powiedział to, bez żadnego słowa wytłumaczenia. Ani 'be', ani 'me', ani 'kukuryku'. Nic, kompletnie nic. Wyrwałam ręce z jego objęć.
- Tylko tyle.
- Nie wystarcza Ci to?
- Nie.
- No tak ty znalazłaś sobie pocieszenie. - kiwnął głową w stronę Krystiana, kierującego się w naszą stronę.
- Nic Ci do tego.
- Zdradziłaś mnie! - nie zapytał się o to, od razu mnie oskarżył.
- Czy Ciebie popierdoliło? - byłam już naprawdę wkurzona. Krew, której miałam mało w moich marnych żyłach, buzowała od nadmiaru złych emocji.
- Wszystko dobrze? - wtrącił się Krystian.
- Tak, kochanie. - powiedziałam podkreślając ostatnie słowo i całując go u usta.
- Czyli mnie zdradzałaś. - powiedział Jasiek pod nosem.
- No i co? I tak to wszystko było udawane.
- Kocham Cię! - wykrzyczał mi w twarz.
- Ale chyba mi przejdzie, bo jesteś zwykłą dziwką. - dodał.
To ostatnie słowo przekreśliło wszystko. Myślałam, że będzie się starał, ale widocznie dla niego znaczyłam tyle ile był on sam wart. Czyli nic.

*******

Dzisiaj trochę krótszy rozdział. Jaśkowi odwala. Nie powiem, że nie. Sama bym mu kulką w łeb strzeliła.
Kolejne zawody w czwartek, i jadę niezależnie od wszystkiego! Trzymajcie kciuki!
DAJCIE ZNAK, ŻE ŻYJECIE! :D

poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział 33

Obudziłam się o godzinie 9:00. Dzisiaj jest 23 październik. Nie wiedziałam gdzie jestem. Leżałam na białej kanapie, przykryta czarnym kocem. Przypomniały mi się wczorajsze zdarzenia. Uśmiechnęłam się, zagryzając wargę. Usiadłam na siedzeniu i przykryłam się okryciem. Popatrzyłam stronę kuchni. Stał tam Krystian w czarnych spodniach, bez koszulki. Opierał się o blat, sącząc wodę z przezroczystej szklanki, widocznie uśmiechając się.
- Cześć, księżniczko. - powiedział.
- Witam, pana. - powiedziałam wstając z kanapy i kierując się w stronę stołu.
Usiadłam na krześle, nie spuszczając wzroku z blondyna śmiejącego się w moją stronę.
- Śniadanko?
- Chętnie. Ale ja idę się ogarnąć. Gdzie łazienka? - zapytałam.
Skierował głowę w stronę drzwi.
- Dzięki.
Poszłam do sypialni i zabrałam z niej wczorajsze ubrania. Skierowałam się z powrotem w stronę łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz, żeby przypadkiem nie przyszło Krystianowi na myśl, aby mnie podglądać. Otworzyłam szafeczkę z ręcznikami i wybrałam duży, zielony w czarne kropki różnej wielkości. Zdjęłam z siebie koszulkę Krystiana i weszłam pod prysznic.

Jakieś 10 minut póżniej

Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Włosy związałam w kitkę, tylko pojedyncze kosmyki wychodziły, ponieważ gumka nie trzymała dość mocno.
- Ślicznie wyglądasz.
- Przestań. - usiadłam, poczułam jak piekły mnie policzki.
- Proszę bardzo. Jajecznica ze szczypiorkiem, plus herbata z cytryną dla pani, raz.
- Wykwintne. - zażartowałam.
Jadłam ze smakiem, było naprawdę dobre. Jajecznica równie smaczna jak i herbata. Wszystko było idealnie doprawione.
- Pyszne. - powiedziałam z pełną buzią.
Krystian usiadł ze mną przy stole.
- Masz coś na ustach. Poczekaj. - podniósł się z miejsca i otarł kciukiem o moje usta.
Zagryzłam wargę, czując motylki w brzuchu. Byłam pewna, że na twarzy mam dwie, soczyście czerwone plamy.
- No już, spokojnie. - powiedział ukazując rząd swoich białych zębów. Uśmiechnęłam się szczerze. Dawno do nikogo się tak nie uśmiechałam. Dokończyłam jeść, wstałam i poprawiłam sukienkę.
- Odwieziesz mnie do domu?
- Tak szybko. - zrobił smutną minkę.
- A nie masz mnie dość? - zadałam mu pytanie retoryczne.
Podszedł do mnie, wziął mnie na ręce.
- Postaw mnie, jestem za ciężka.
- Żartujesz? Gdyby nie to, że krzyczysz na całą kamienicę, zapomniałbym, że mam cię na rękach.
- Bardzo śmieszne.
- Ale ja księżniczko nie żartuje.
- Odwieziesz mnie? - powtórzyłam pytanie.
- A co jeżeli powiem, że nie.
- To będę musiała u Ciebie zostać.
- To... nie odwiozę. - uśmiechnął się po raz kolejny tego dnia.
- Muszę zadzwonić do Kingi i rodziców.
- Dobra. Ja idę do spożywczaka. Kupię coś na obiad.
- Dobrze. - powiedziałam i pobiegłam do sypialni.
Pościeliłam łóżko, na którym później usiadłam i wybrałam numer do Kingi. Po kilku sygnałach nareszcie odebrała.
- Cześć, muszę Ci coś powiedzieć. -mówiłam podekscytowana.
- No hej. Mów. - chyba ją obudziłam, ale nie zwróciłam na nią uwagi. Musiałam jej opowiedzieć co się wczoraj wydarzyło.
- Pojechałam z Krystianem do jego domu. Swoją drogą ma bardzo ładny dom. Znaczy mieszkanie, no i Zabrał mnie do siebie. Weszliśmy do salonu i on zaczął mnie całować, a ja się nie opierałam, bo mi to pasowało. No i on przerwał, a ja nie chciałam, żeby przerywał. Ja chciałam się całować. I nie nie byłam pijana. Tak wiem, że mówię bez sensu. No, ale jak przestał to mi się tak smutno zrobiło. On zaprowadził mnie do swojej sypialni, ale ja nie mogłam zasnąć, więc wróciłam się do salonu i poszłam spać koło niego. Jak się obudziłam to było pyszne. Znaczy zrobił mi jajecznice. Naprawdę świetnie gotuje. I teraz on mnie nie chcę odwieść, ale ja nie narzekam. Poszedł o warzywniaka, a ja tutaj zostałam. A co u Ciebie, jak Gabriel? - mówiłam, jakoś tak nieskładnie.
- Pożegnaliśmy się i wróciłam do domu. - powiedziała zażenowana.
- To słabo. - śmiałam się do słuchawki.
- Spadaj. - rozłączyła się.
Nie wiem co ją ugryzło. Może głowa ją boli, bo za dużo wypiła. Nie chcę nic mówić. To nie. Tym razem zadzwoniłam do mamy.
- Gdzie ty jesteś?! - krzyknęła mama do słuchawki.
- Mamo spokojnie, jestem u..
- Czekam. - powiedziała podirytowana.
- U Jaśka.
Mama nie wie, że z nim zerwałam. Musiałam skłamać, bo sama by po mnie przyjechała. No bo co miałam jej powiedzieć.
- Cześć, mamo. Jestem u chłopaka, którego poznałam wczoraj w nocnym klubie, i muszę się jeszcze pochwalić, że mało w łóżku nie wylądowaliśmy.
Dzięki, ale nie.
- No, dobrze córciu. Tylko grzecznie mi tam, weź lekarstwa. Spakowałaś je, prawda?
- Tak, mamo. Muszę kończyć, bo robię obiad.
- Pa, córeczko. Kocham Cię.
Rozłączyłam się. Nie chciałam okłamywać mamy, ale naprawdę nie miałam ochoty na tłumaczenie się. Wolałabym w tamtym momencie iść do znienawidzonej szkoły, niż się tłumaczyć.
- Jestem, ślicznotko.
Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam.
- Czy cos mnie ominęło.
- Nic. Nie gadaj tylko mnie przytul.
Wziął mnie na ręce. Odłożył siatki z zakupami i usiadł na kanapie. Usiadłam na nim okrakiem i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. On położył dłonie na moich plecach i zaczął kreślić na nich wzorki.
- Rezygnujemy z obiadu, idziemy na miasto.
- Ale ja nie mam stroju.
- Nie martw się, jestem tak genialny, że wpadłem do sklepu i kupiłem Ci coś. Mam nadzieję, że będzie pasować. - podał mi torebkę ze strojem. Prezentował się on tak:

















Tylko zamiast pantofelków założyłam szpilki. Nie miałam innych butów.
Przytuliłam się mocno do Krystiana i mówiłam:
- Dziękuje, dziękuje, dziękuje!
- Nie ma za co, księżniczko. Idź się przebierz.
Poszłam do łazienki i przebrałam się, wszystko pasowało idealnie. Wybiegłam z łazienki, rzucając się po raz kolejny tego dnia na chłopaka.
- Dziękuje. - wyszeptałam mu do ucha.
- Ubieraj kurtkę, bo zacząłem robić się głodny.
- A jak ja nie zejdę. - spojrzałam w jego błękitne oczy.
- To sam Cię ubiorę i zaniosę do auta.
- Nie wierzę.
- Chcesz się przekonać?
- Chcę. - powiedziałam pewnie.
Zaniósł mnie przed drzwi i założył buty. Potem kurtkę, którą zasunął. Szybo założył skórzaną kurtkę. Pos spodem miał czarną koszulę. Nic nie mówiąc, wziął mnie jedną ręką pod plecy, a drugą po nogi, zamykając drzwi. Zaniósł mnie do auta, a sam usiadł na siedzeniu kierowcy.
- Nie wiedziałam, że dasz radę.
- Ostrzegałem. - zapalił silnik auta.
- Gdzie jedziemy.
- Nie uwierzysz, ale jedziemy na KFC.
- Nareszcie, coś niezdrowego.
- Widzę, że się cieszysz. No to w drogę.

30 minut później

Weszliśmy do czerwono-białego z buzią jakiegoś pedofila uśmiechającego się do kurczaka. Nic tylko wchodzić i oglądać go z bliska. Usiedliśmy przy wolnym stoliku. Wcześniej zamówiliśmy kubełek za 34,99, a do tego napój. Zjedliśmy go razem. Byliśmy naprawdę głodni. Kiedy wyszliśmy Krystian złapał mnie za rękę, na początku nie zauważyłam jej, ale była tam też Kinga. Niestety nie sama. Była tam z Jaśkiem.

*******

Jest coraz dziwniej. Moim skromnym zdaniem. W następnym rozdziale to się będzie dopiero działo. Szykujcie karabiny maszynowe. Pozdrawiam dwie połowy Polski :D
KOMENTUJCIE! DAJCIE JAKIŚ ZNAK!

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 32

Kiedy Krystian skończył rozmowę usiadł koło mnie.
- Ej, mała. Coś się stało? Nie płacz.
Przytulił mnie do ramienia. a ja usiadłam na nim okrakiem, płacząc mu w zagłębienie szyi.
- No, bo ja za nim tęsknie.
- Masz chłopaka? Nie wiedziałem. - powiedział lekko się zawstydzając. 
- Właściwie to nie. - otarłam oczy rękawem kurtki.
- Taksówka przyjechała. Idziemy?
W odpowiedzi kiwnęłam głową na tak. Wsiadłam z Krystianem do samochodu.
- Gdzie jedziemy? - zapytał kierowca.
- Emilka?
- Hm.. - przekręciłam głową w jego stronę, nie słysząc pytania kierowcy.
- Gdzie jedziemy?
- Nie.. nie wiem. - odpowiedziałam.
Nie chciałam siedzieć w domu. Zostać po raz kolejny sama, nikomu niepotrzebna. Pewnie bym tylko siedziała i płakała pomiędzy poduszkami.
- Pojedziemy do mnie, nie bój się? Nie skrzywdzę Cię.  - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
Nie byłam do końca pewna czy powinnam, ale się zgodziłam, przytakując.
- Na ulicę Wojska Polskiego 11. - Krystian skierował głos do kierowcy.
Ruszyliśmy. Ja cały czas patrzyłam się w szybę, obserwując krajobraz. Jechaliśmy tak około 15 minut. Kierowca zatrzymał auto przed kamienicą Krystiana. Wysiedliśmy. Chłopak złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę drzwi. Blondyn wpisał kod, a drzwi automatycznie się otworzyły. Mieszkanie Krystiana znajdowało się na trzecim piętrze, pod numerem 18. Otworzył drzwi do apartamentu. Przekroczyłam próg. Moim oczom ukazał się duży salon, pełniący rolę jadalni i kuchni. Wszystko było urządzone w trzech kolorach: białym, szarym i niebieskim. Dodatki były koloru czarnego.
- Podoba Ci się? - chłopak złapał mnie od tyłu za talię.
- Bardzo. - odpowiedziałam, odwracając się w jego stronę.
Stykaliśmy się klatkami piersiowymi, a nasze usta dzieliły milimetry. Popatrzyłam w jego błękitne oczy. Było w nich tyle emocji. Pożądanie, zdezorientowanie, radość, podekscytowanie. Wiedziałam, że zaraz mnie pocałuje. Nie miałam nic przeciwko, był bardzo przystojny.
Miałam rację, Krystian spojrzał na moje usta i sekundę później jego wargi znajdowały się już na moich. Podniósł mnie, a ja złapałam go za policzki, oplatając moje nogi wokół jego bioder. Całował mnie namiętnie. Ja zagryzłam jego wargę przyciągając w swoją stronę. On uznał to za zaproszenie i pogłębił pocałunek. Przycisnął mnie do ściany. Tak. Wiem, że ostatnio mówiłam, że nie warto się całować z kim popadnie, ale ja potrzebowałam czyjejś bliskości. Zaniósł mnie na swoją białą kanapę i posadził odrywając się ode mnie. Byłam lekko zdezorientowania. Usiadł koło mnie. Ja poprawiłam się na siedzeniu i usiadłam po turecku. Złapał mnie za rękę i zaczął tłumaczyć.
- Nie złość się, ale musiałem przerwać.
- Dlaczego?
- Bo mogłem zrobić coś czego i ty i ja moglibyśmy żałować. - powiedział spokojnie.
- Mianowicie.
- Sama wiesz.
- Nie mógłbyś, nie wyglądasz na takiego.
- Ale ty jesteś taka piękna i pociągająca. - złapał mnie za policzek.
Mogę założyć się, że byłam wtedy cała czerwona.
- Idziemy spać?
- Tak.
- To chodźmy. - złapał mnie za rękę i zaprowadził mnie do sypialni.
Weszliśmy do jasnego pokoju. Ściany były białego kremowego koloru. Szafa, łóżko i szafka nocna było koloru brązowego. Wszystko idealnie łączyło się z dodatkami. Krystian otworzył szaf i wyjął z niej długą, czarną koszulkę z krótkim rękawkiem. Podał mi ją, mówiąc:
- Dobranoc, królewno.
- Dziękuje.
Wyszedł z pokoju. Ja przebrałam się w t-shirt i położyłam się do łóżka. Kręciłam się we wszystkie strony, czułam się jakoś nieswojo. Spojrzałam na godzinę. Byłą 1:28.
- No super. - powiedziałam cicho, sama do siebie.
Szkoda, że nie ma Krystiana tutaj teraz. A może nie śpi. Wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi. Delikatnie nacisnęłam na klamkę i wyszłam z pokoju. Poszłam w stronę włącznika lampki. Kiedy światło rozświetliło całe pomieszczenie, rozejrzałam się po nim. Krystian leżał na kanapie w samych jeansach. Zgasiłam światło i poszłam w kanapy, omijając wszystkie meble. Położyłam się obok Krystiana, miał dużą kanapę. Pocałował mnie w czółko. Przy nim czułam się bezpiecznie. Zapomniałam o wszystkich problemach. O Jaśku, o chorobie, o wszystkim. Może tego potrzebuje.

********

Uhuhuhuhu, leciutki zwrot akcji. Mam nadzieję, że takie coś się Wam spodoba.
Zostaw komentarz, daj znak, że jesteś, że żyjesz, że istniejesz. Uwielbiam Was :) Dziękuje ^^

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 31

Zaciągnęła mnie w głąb tłumu. Cały czas ocierałam się o mokrych od potu ludzi. Czułam się nieswojo, jakoś odechciało mi się jakiegokolwiek imprezowania. Ale nie powiedziałam tego mojej towarzyszce, nie chciałam jej psuć wieczoru. Nie tak miał wyglądać mój pierwszy wypad do klubu. Podeszłyśmy do baru i zamówiłyśmy napoje na, które miałyśmy ochotę. Kinga drink o popularnej nazwie "Mochito", a ja zwykłą wodę z cytryną. Dostaliśmy przygotowane przez barmana napoje i od razu je wypiłyśmy. Kiedy rozmawialiśmy podeszło do nas dwóch chłopaków. Byli całkiem przystojni. Wyglądali na około  20 lat. Jeden z nich był blondynem, a drugi brunetem. Ten pierwszy oczy miał koloru niebieskiego, a kolejny zielonego. Jak się później okazało niebieskooki blondyn miał na imię Krystian, a  zielonooki brunet - Gabriel.
- Ładne imiona. - pomyślałam.
Właśnie te imiona podobały się najbardziej. Jakbym miała synów tak właśnie by mieli na imię.
- Cześć, dziewczyny. - powiedział jeden z nich.
- Cześć. - odpowiedziała Kinga, pewnie odgarniając włosy z ramion, tak aby kucyk opadał swobodnie na plecy.
- Zatańczymy? - powiedział brunet do Kingi.
W moją stronę, to samo pytanie zadał blondyn. Kinga delikatnie szturchając mnie łokciem, dała znak, abym się zgodziła.
- Dobrze. - odpowiedziałam sztucznie się uśmiechając.
Chłopak podał mi rękę, której się złapałam, a on pociągnął mnie w stronę parkietu. Po raz kolejny ocierałam się o tłum. Czułam obrzydzenie, ale nie mogłam tego po sobie pokazać.

15 minut później

Przetańczyłam z Krystianem jakieś 4 tańce. Świetnie się przy tym bawiłam, zapominając, że wokół nas były jeszcze inne osoby. Zapomniałam nawet o woni alkoholu, który wywoływał u mnie obrzydzenie i niepokój.
- Dla mnie przerwa. - powiedziałam, lekko dysząc.
- Jeszcze jeden, ostatni. - odpowiedział, robiąc przy tym minkę zbitego pieska, której nie sposób było się, nie oprzeć.
- Ostatni. - powiedziałam zawadiacko.
Poczekaliśmy na inną piosenkę, żeby zacząć równo z początkiem. Niestety, na moje nieszczęście była to wolna piosenka. Krystian złapał mnie za biodra, a ja zarzuciłam mu ręce na ramiona. Kołysaliśmy się delikatnie w prawo, w lewo. Złapał moją rękę i obrócił wokół własnej osi. Z moich oczy spłynęła bezwiednie jedna, mała, nic nieznacząca słona kropelka wody. Przypomniało mi się jak byliśmy u mnie w domu. On w garniturze, ja w granatowej, lekko rozkloszowanej sukience. Miałam w tej chwili właśnie ten obraz prze oczami. Tańczyliśmy. Byliśmy szczęśliwi. Pewnie siebie. Wiedzieliśmy, że mamy w sobie oparcie. Był on nie tylko moim chłopakiem, ale także przyjacielem. Mogłam powiedzieć mu o wszystkim. Jeszcze kilka dni temu wyobrażałam sobie nas, siedzących na werandzie na ślicznej ławeczce z białego drewna. Byliśmy przykryci niebieskim kocem. W rękach trzymaliśmy po herbacie z sokiem malinowym. Mieliśmy około 60 lat. Wokół nas była rodzina. Nasze dzieci, wnuki, przyjaciele. A teraz jedyne co sobie wyobrażałam to jak mi powiedział o tym cholernym zleceniu. Zleceniu, które zmieniło moje życie. Może nie całe, ale znaczną jego część. Jeszcze tydzień temu nie poszłabym do żadnego klubu, nawet bym o tym nie pomyślała, a teraz? A teraz tańczę tu z obcym chłopakiem, i płaczę w jego objęciach. Ten świat jest naprawdę popierdolony.
- Przepraszam, jeżeli zrobiłem coś nie tak. - powiedział spoglądając na mnie swoimi niebieskimi oczami.
Wtedy już kompletnie się rozkleiłam, Jasiek powiedział mi tamtego dnia dokładnie to samo. To tak jakby usłyszeć to po raz kolejny od bardzo bliskiej mi osoby, której Krystian nawet nie zna.
- Nic nie zrobiłeś. - płakałam wtulona w jego ramię i oddychałam nowym, ale tak samo męskim zapachem.
- Odwieźć cię? - zapytał po jakiejś minucie.
- A Kinga?
- Mój kolego się nią zajął. - odwrócił głowę w stronę baru przy, którym całowali się Kinga i Gabriel.
Nie mam nic przeciwko całowaniu, ani Gabrielowi, ani tym bardziej Kindze, ale nie możemy się na początku zakochać? Trzeba się tak od razu całować? Nie można przeżyć tych pięknych chwil, samemu. Jedynie ze swoją drugą połówką. Zamiast sprawić, by ten pierwszy pocałunek był wyjątkowy. Wyszliśmy z budynku. Krystian zamówił taksówkę, a ja usiadłam na schodach.

czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 30

Przeczytałam karteczkę od rodziców. Stwierdziłam, że nie byłam nigdy na imprezie. Takiej prawdziwej imprezie. Jakieś domówki czy coś takiego, ale nigdy nie byłam w prawdziwym klubie. Może dzisiaj pójdziemy, w końcu kiedyś musi być ten pierwszy raz. Otworzyłam pudełko, w którym była sukienka. Była bardzo ładna, ale zupełnie inna niż zawsze nosiłam. Sukienka była przed kolano, lekko rozkloszowana, była na ramiączka, cała czarna, a z tyłu złoty suwak prowadzący przez całą jej długość, plus złoty kołnierzyk. Była naprawdę śliczna. Głębiej znalazły się czarne obcasy ze złotymi ćwiekami. Ten komplet był naprawdę zajebisty. Aż sama się dziwiłam, że moja mama ma taki dobry gust, bo tata jedyne co zrobił to zapłacił. On kompletnie nie ma wyczucia w tym temacie, nawet mama codziennie mu dobiera krawat.
Cały czas patrząc się na Kingę powiedziałam.
- Kinga?
- No.. - odpowiedziała z otwartymi szeroko oczami. Chyba była zaskoczona, zresztą tak samo jak ja.
- Ej idziemy do klubu.
- Bardzo śmieszne. - odpowiedziała mi sarkazmem.
- Nie żartuje. - tym razem to ja zaśmiałam się z niej.
- No tylko ja nie mam w co się ubrać. - zawiesiła ręce, na swojej klatce piersiowej.
- Pożyczę Ci.
- Jak tak to spoko. - odpowiedziała, tym razem rozentuzjazmowana.
Podbiegła do mojej szafy, wyrzucając z niej wszystko. Niby zrobiła to, żeby czegoś poszukać, ale ja myślę, że po prostu chciała mi załatwić robotę na weekend. Wyjęła z szafy błękitną sukienkę, przepasaną złotym paskiem oraz białą marynarkę. Do tego dopasowała niebieskie szpilki. Jedna z nas poszła do łazienki (ja), a jedna została w pokoju (Kinga). Zapakowałam sukienkę z powrotem do pudełka i zabrałam je ze sobą do łazienki. Zamknęłam drzwi za sobą, a prezent położyłam na pralce. Popatrzyłam w lustro, jednocześnie opierając się o umywalkę, po moim policzku bezwiednie spłynęła słona łza. Otarłam ją szybko, ale nie obyło się bez chociaż jednej myśli o Jaśku.
- Jasiek by Cię nie puścił. - powiedziała moja podświadomość.
- W dupie mam to. - odpowiedziałam jej pod nosem.
Nie mam już do niego nic. Tak naprawdę to mnie zostawił. Porzucił na pastwę losu. Kłamał mówiąc, że nie zostawi mnie nigdy, dopiero teraz to zauważyłam. Moje myśli kłębiły się w głowię.
- Dość. - powiedziałam stanowczo, odwracając się i kierując w stronę pralki. Przebrałam się w dobrany przez mamę komplet. Stwierdziłam, że rozpuszczę włosy i zrobię delikatne loki. Jak pomyślałam, tak też uczyniłam. Wyjęłam z szafki kosmetyczkę. Moje oczy podkreśliłam mocną kreską, a usta czerwonokrwistą szminką, której firmy praktycznie nie kojarzę. Kiedy skończyłam do łazienki weszła Kinga. Włosy miała spięte w długiego kucyka. Na ustach błyszczał jej bezbarwny błyszczyk.
- Idziemy?
- Idziemy. - powiedziałam nabierając powietrza do ust.
Zeszłyśmy na dół, założyłyśmy kurtki i wyszłyśmy na dół. Wyszłyśmy przed dom. Ja zamknęłam drzwi, a Kinga zadzwoniła po taksówkę. Po jakiś 15 minutach samochód podjechał pod nasz dom. Wsiadłyśmy do auta, Kinga podała adres, a kierowca ruszył. Wyjęłam z torebki telefon i sprawdziłam godzinę. Była 20:48. Idealna pora na imprezowanie.
- Gdzie jedziemy?
- Do klubu.
- A jakoś tak jaśniej.
- Do klubu "Fingerolove".
- A co to znaczy?
- A co ja chodząca encyklopedia. - ona bardzo lubi odpowiadać sarkazmem, albo przedrzeźniać innych.
Dalej jechałyśmy w ciszy. Wysiadłyśmy dopiero przed budynkiem na ul. Narutowicza 34.
- Wchodzimy! - powiedziała rozradowana.
- Wchodzimy.
Weszłyśmy do środka. Od razu uderzyła we mnie głośna muzyka i kolorowe światełka. Kinga złapała mnie za rękę i poszłyśmy w głąb tłumu.

*******

Od razu mówię, że nie będzie jutro rozdziału. Dziękuje za wyświetlenia komentarze i wszystko inne. :D
Dla zainteresowanych: 1 miejsce na zawodach. Również dziękuje za trzymanie kciuków. :)

środa, 6 maja 2015

Rozdział 29

Nie wiedziałem co zrobić. Podbiegłem do niej i delikatnie klepałem po policzku, aby spróbować ją obudzić. Nie reagowała. Była cała blada, zimna. Czułem jakbym ją tracił. Nie mogłem do tego dopuścić. Wziąłem ją na ręce, kierując się w stronę schodów. Dziewczyna opadała w stronę ziemi. Była taka lekka, jakbym niósł może jedno, małe, nieznaczące piórko. Ale Emilka nie była nic nie znaczącym stworzeniem. Wręcz przeciwnie. Ona była najważniejszą osobą w moim życiu. Była moją opoką, aniołem stróżem. Dla świata była małym okruszkiem, jak każdy. Dla mnie była kimś bez kogo nie mógł bym funkcjonować. Ta mała, drobna istota ukrywa swoje emocje, bez problemu udaję szczęśliwą. Lecz tak nie jest. Jest smutną, zapomnianą dla całego otoczenia. Dla mnie jak już mówiłem jest wyjątkowa. Piękna, cudowna, jedyna w swoim rodzaju.
Zaniosłem ją do mojego czarnego auta. Delikatnie odłożyłem na przednie siedzenie. Zapiąłem ją, a sam wsiadłem do auta. Ruszyłem niepewnie. Nie powinienem prowadzić w takim stanie, byłem przerażony, zdenerwowany i nie ukrywałem tego. Ale musiałem ją uratować. Miałem ją tam zostawić i żyć ze świadomością, że nie byłem kiedy mnie potrzebowała. Jechałem chyba jakieś 10 minut z prędkością 120 km/h. Nie przejmowałem się tym wtedy. Co chwila spoglądałem na Emilkę czy nic się nie dzieję. Kiedy dojechałem na parking przed szpitalem, zaparkowałem nie równo. Od razu odpiąłem nieprzytomną dziewczynę i zaniosłem na recepcję do budynku.
- Pomocy! - krzyknąłem.
Mój głos rozniósł się po długim, pustym korytarzu. Przybiegła do mnie pielęgniarka z dwoma lekarzami pchającymi szpitalne łóżko. Położyłem ją na nim, a ona bezwiednie opadła na nie, jakby nie miała kompletnie kontaktu z rzeczywistością. Zanim się obejrzałem łóżko odjechało, a ja zostałem sam na środku korytarza. Usiadłem na jednym z krzeseł, byłem załamany. A co jeżeli stracę ją. Stracę ją na zawsze. Nie! Nie myśl tak!

Pięć dni później
Perspektywa Emilki

Właśnie dostałam wypis. Mam dużo odpoczywać i zgłosić się na badania kontrolne. To jakiś żart? Gdzie ukryta kamera? Nie mam już siły patrzeć jak moje życie zmienia się pod wpływem tej choroby. Dlaczego tu trafiłam? To nie było nic poważnego. Za dużo stresu, emocji itp. Nabawiłam się strachu, ale jest dobrze. Rodzice wrócili i odwiedzali mnie codziennie. Jasiek przyszedł tylko raz, ale kazałam mu się wynosić. Wiem, że prawdopodobnie uratował mi życie, ale nie mogłam mu wybaczyć. Nadal czułam się niekomfortowo wiedząc, że nie mam teraz możliwości skontaktowania się z nim. Że nie mogę wtulić się w jego ramienia. Poczuć smak jego malinowych ust. Jakby ktoś zapytał się mnie 4 dni temu czy mogłabym z nim stracić dziewictwo bez zastanowienia odpowiedziałabym "tak". Ufałam mu bardzo. Był moim niezastąpionym kompanem, przyjacielem i partnerem jednocześnie. Tak bardzo za nim tęskniłam tak wiem, że to dla niego prawdopodobnie nic nie znaczyło, ale dla mnie on był całym światem. Niestety musiałam się z tym światem pożegnać. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Piosenka "Kochaj mnie". Jasiek zmienił mi ją w dzień kiedy.. się rozstaliśmy.
- Cześć piękności. - usłyszałam głos w słuchawce.
- Hej, Kinia! Co jest? - próbowałam udawać szczęśliwą, chociaż wcale się tak nie czułam.
- Weronika się z Tobą kontaktowała? - zapytała. Faktycznie ostatnio się ze sobą nie kontaktowałyśmy, nie to, że zapomniałam o niej, ale nie miałam siły się z nikim kontaktować. Tyle, że.. nie nikomu tego też nie utrudniałam. Nawet Jasiowi.
- Halo?
- Tak, jestem. - odpowiedziałam.
- Kontaktowała się?
- Nie.
- Ze mną też nie, może ma coś do załatwienia?
- Może. - mówiłam, chociaż nadal nie miałam ochoty na rozmowę.
- Emilka, nie możesz być cały czas smutna. Mam dla Ciebie niespodziankę. Zaraz wychodzisz ze szpitala? Będę za chwilę.
- Nie, nie chcę dzisiaj.
- Nie marudź, policz do dwudziestu, a ja zaraz przyjdę. Pa, kochana.
Doliczyłam do 1253 kiedy Kinga przyszła.
- Bierz torbę i idziemy. - rozkazała.
- Jak chcesz. - wzruszyłam ramionami.
Poszłyśmy przed budynek i zadzwoniłyśmy po taksówkę, która zawiozła nas do mojego domu. Otworzyłam zamknięte drzwi i weszłam do środka. Rodziców nie było.
- Chodź Śnieżka na górę. - lubiłam nazywać ją "Śnieżka", sama nie wiem dlaczego, ale przypominała mi ją.
- Nie mów na mnie Śnieżka.
- Dobrze, Śnieżynko. Ale nie denerwuj się tak. Mów jaka niespodzianka.
- Miałyśmy iść na górę.
- Phi.. - ruszyłam w stronę drzwi śmiejąc się.
Kinga za chwilę się do mnie przyłączyła. Poszłyśmy na górę, a tam zastałam duże pudełko leżące na łóżku z karteczką:

"Od rodziców.
Dawno nigdzie nie byłaś, może idź gdzieś z Kingą? Tutaj masz sukienkę!
KOCHAMY CIĘ!

*******

Kolejny rozdział! :D Mam nadzieję, że się spodobało. :)
A jeśli się sprężę to będzie dzisiaj 2 rozdział! :)
Jutro zawody trzymajcie kciuki :)

wtorek, 5 maja 2015

Rozdział 28

Znowu, po raz kolejny. Zatonęłam w jego ustach. Byłam zła na siebie. W mojej głowie biło się tysiąc myśli. Nie chciałam tego. Skrzywdził mnie. Działał nie tylko wbrew sobie, a także wbrew mnie. Mówił to wszystko.
- Że jestem piękna.
- Że inna.
- Wyjątkowa.
- Niesamowita.
I jeszcze wiele innych pozytywów. Nigdy nie powiedział o mnie złego słowa. Zawsze był wobec mnie szczery. Znaczy.. tak mi się wydawało do tamtego momentu. On nadal mnie całował. Kiedy zorientowałam się co robimy, szybko kopnęłam go w czułe miejsce. On ugiął się pod wpływem bólu. Szybko uciekłam i zamknęłam się w łazience, aby nie miał do mnie dostępu. Kucnęłam w kącie, a łzy same zaczęły mi się cisnąć do oczu. Zanim się zorientowałam po moich polikach spływały już pojedyncze łzy, a potem już tylko strumienie, które wytworzyły wokół mnie ogromne jezioro. Jasiek stał za drzwiami. Znaczy tak mi się zdaje, bo nie słuchałam go. Krzyczał coś, żebym otworzyła, ale nie potrafię. Za bardzo mnie zranił. Dzięki niemu zapomniałam o moich problemach, które teraz uderzyły we mnie z podwójną siłą. O jednym udało mi się zapomnieć. O mojej chorobie. Niestety pewna mądra osoba na górze, zaczęła bawić się moim losem. Moja skroń zaczęła mocno pulsować. Kołowało mi się w głowie, łzy przestały już napływać do moich oczu. Byłam nieświadoma niczego. Bardzo bolała mnie głowa. Myślałam, że za chwilę eksploduje. Nie wiem, w którym momencie, ale chyba znowu zemdlałam.

Perspektywa Jasia

Jestem debilem. Zamiast jej to wytłumaczyć i pokazać, że taki nie jestem, to chciałem postawić ją pod murem i zacząłem ją całować. Ona szybko wybiegła z pokoju do łazienki, przy okazji kopnęła mnie... no bądźmy szczerzy w jaja. W ramach obrony uchyliłem się, aby uchronić się od ciosu. Niestety nie udało mi się to. Ona zamknęła się i jak wynikało z ciszy i delikatnego łkania, zaczęła płakać.
- Emilko, otwórz.
- Porozmawiajmy. - tłumaczyłem się.
W pewnym momencie już nawet krzyczałem. Ona lekceważyła moje starania. Zrezygnowany usiadłem pod drzwiami pomieszczenia, w którym zamknęła się Emilka. Po kilku minutach usłyszałem, że płacz ustał.
- Emilka, wszystko dobrze. - zacząłem się niepokoić.
Kiedy nie odpowiedziała to poczułem jak moja podświadomość woła:
"Stary, weź się w garść i otwórz to cholerstwo, coś się stało!"
Zacząłem szukać po całym domu jakiegoś przyrządy, aby otworzyć te drzwi. Kiedy byłem w piwnicy, zauważyłem łom leżący w kącie. Bez zastanowienie podniosłem go i ruszyłem szybko ku schodom. Zaczepiłem metalowe narzędzie i mocno popchnąłem. Nie mogłem ich otworzyć. Ręce trzęsły mi się ze strachu.
"Emilka czeka!" - po raz kolejny krzyknęły moje myśli.
Do mnie napłynęło tyle energii, że starczyło na otworzenie drzwi. Drzwi rozchyliły się przede mną szeroko. To co tam zobaczyłem na zawsze zostanie w mojej głowie.
Moja kochana Emilka leżała tam. Cała blada jak ściana. Wokół niej była mała kałuża wody. Delikatna, jak zawsze, ale jednak zbyt krucha, abym miał odwagę cokolwiek zrobić.

*******

Tak wiem, znowu zawiodłam, ale uprzedzałam, że nie będzie w tym tygodniu nie będzie tak dużo rozdziałów. Przepraszam, po raz kolejny. :(

niedziela, 3 maja 2015

Rodział 27

Chciałam ten ostatni raz spotkać się z Jaśkiem, aby poznać odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania. Stojąc na środku łazienki, podeszłam do szafki z kosmetykami i wyjęłam z niej szampon do włosów, oraz żel pod prysznic. Nawet nie zwróciłam uwagi o jakim zapachu są tamte produkty, ponieważ moją głowę zajmowało tysiąc innych, ambitniejszych myśli. Napuściłam wodę do dużej narożnej wanny i zrzuciłam z siebie ubranie, które chwile później znalazło się w rogu łazienki. Do wanny nalałam troszeczkę mydła, aby uzyskać efekt piany. Zakręciłam korek z bieżącą wodą i sprawdziłam ręką czy woda nie jest za gorąca. Była idealna. Weszłam do pełnego zbiornika i od razu zakryła mnie ciepła, przezroczysta woda. Na rękę nalałam żel, który rozsmarowałam po ciele. Tą samą czynność powtórzyłam z włosami. Delikatnie wmasowałam pachnący płyn w skórę mojej głowy. Następnie spłukałam z siebie pianę i sięgnęłam po niebieski ręcznik, który należał do mnie. Wytarłam się nim i zawinęłam go wokół klatki piersiowej. Poszłam do mojego pokoju. Kiedy tam weszłam natychmiastowo nogi się pode mną ugięły, a akcja serca dwukrotnie przyspieszyła. Siedział tam ten sam chłopak, który dzień wcześniej zdradził mi swoją największą tajemnicę, która na zawsze przekreśliła naszą znajomość. Tak to był Janek. Oglądał nasze zdjęcie... moje zdjęcie, które leżało na szafce nocnej. Chyba nie zorientował się, że wyszłam z łazienki, dlatego z powrotem do niej wróciłam.
- Co robić.. - zagryzłam nerwowo dolną wargę.
Na pralce leżały jakieś rzeczy mamy do prania. Założyłam je natychmiastowo, nie zwracając uwagi na to, że były jakieś takie.. eleganckie. Wyszłam z łazienki, kierując się do mojego pokoju, w którym leżał ON.
- Cześć piękna.
- Co tu robisz?
- Czekam na Ciebie.
- Chyba sobie wczoraj wszystko wyjaśniliśmy.
- Nie dałaś mi dojść do głosu, żeby.. - chciał powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa.
- To co mi wczoraj powiedziałeś w zupełności mi wystarczy.
- Ale, ja Cię kocham.
Podszedł do mnie, znacznie się przybliżając. Chciałam go odepchnąć, ale złapał mnie za ręce i zmusił do przytulenia. Kiedy po raz kolejny pragnęłam odsunąć się on przybliżył swoje usta ku moim i znowu, po raz kolejny zatonęłam w magicznym pocałunku.

******

Przepraszam za to, że dzisiaj taki krótki, ale już chciałam Wam dodać ten rozdział. Nie wiem jak będzie z rozdziałami w następnym tygodniu, bo mam 3 sprawdziany, zawody, nieważne itp.
Dziękuje za wszystko :)

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 26

- Janek, co się dzieje? - złapałam go za policzki.
- Nic. - wyrwał się, i odszedł ode mnie.
- Kochanie. - pierwszy raz do niego tak powiedziałam.
On odwrócił się napięcie w moją stronę, podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstki po raz kolejny tego dnia.

Perspektywa Jasia

Złapałam mnie za policzki swoimi delikatnymi, zimnymi dłońmi. Poczułem jak zimny dreszcz przechodzi przez moje ciało, a to wszystko przez dotyk Emilki.
- Janek, co się dzieje? - zapytała cicho.
- Nic. - odsunąłem się od niej.
Nie mogłem jej nic powiedzieć. Znienawidziłaby mnie. No bo co? Miałem jej powiedzieć, że nasze spotkanie to nie przypadek? Że zamiast jej pomóc, próbowałem zniszczyć jej życie, wiedząc ile przeszła. To chyba nie byłby dobry pomysł.
- Kochanie. - skierowała głos ku mojej przerażonej osobie.
Podszedłem do niej dumnie, łapiąc ją za nadgarstki. Pociągnąłem je do góry jedną ręką. Drugą złapałem ją za policzek. Pocałowałem ją w czubek głowy.
- Kocham Cię. - wyszeptałem jej w włosy.
Nie chciałem jej całować w usta chociaż bardzo tego pragnąłem. Mogłaby odrzucić pocałunek. Ona ma wiedzieć, że kocham ją nie tylko za to, że jest piękna. Ma wiedzieć, że jest wyjątkowa pod każdym względem. Charakter jest jej pięknem wewnętrznym, którego nikomu nie pokazuje na oczy. Nie wielu widzi u niej ten atut, a to on sprawia, że staje się kobietą moich marzeń.
- Powiesz mi co się stało? - zapytała po raz kolejny, zadając to jak mniemam nurtujące ją pytanie.
- Dobrze. - złapałem dużo powietrza do ust.
- Lepiej usiądź. - kontynuowałem.
Usiedliśmy na łóżku, a ja złapałem ją za rękę. Była tak delikatna, że myślałem, że myślałem, że rozpadnie się w moich rękach.
- Obiecaj, że nie odsuniesz się ode mnie, Nie będziesz mnie oceniać, bo zmieniłem się.
- Nie mogę Ci tego obiecać. - mówiła kręcąc głową na oznakę, że się nie zgadza.
- Przepraszam, nie powinienem stawiać cię pod murem.
- Kontynuuj.
- Dobrze, więc.. wszystko się zaczęło jak miałem jakieś 16 lat. Byłem zwykłym chłopakiem, chodzącym do zwykłej szkoły. Wszyscy mnie lubili, bo byłem bogaty. Kiedy mój tata stracił wszystkie pieniądze stałem się biednym chłopakiem z osiedla. Wszyscy się ode mnie odwrócili. Mieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu. Ojciec się załamał. Zaczął pić. Na początku to były dwa kieliszki, potem dziesięć kieliszków. To przeradzało się w pół butelki, pół butelki w następne dwie butelki, i tak dalej. - mówiłem.
- Moja matka miała wypadek samochodowy, zmarła na miejscu. Żeby mnie nie zabrali do domu dziecka, zacząłem zarabiać. Dostawałem zlecenia. Ale to nie były normalne zlecenia. Oszukiwałem ludzi. Okradałem ich. Podawałem się za ich rodzinę, i żądałem pieniędzy. Wyglądałem na 14 lat, więc każdy mi wierzył. Były też zlecenia, gdzie musiałem wyciągać od nich informacje, albo musiałem ich poznać. Pracowałem dla złodziei, krętaczy i innych ludzi tego pokroju.
- No dobrze, ale co z tym wspólnego mam ja. - zapytała Emilka, utrudniając mi sprawę.
- Ty.. - westchnąłem.
- Ja..?
- Ty byłaś osobą, od którą miałem śledzić i, od której miałem zdobyć potrzebne informacje. - przełknąłem głośno ślinę.
Dziewczyna nic nie mówiła. Siedziała z otwartą buzią patrząc w jeden punkt, czyli na nasze zdjęcie na mojej ścianie.

Perspektywa Emilki

Po tym co powiedział mi Jasiek, byłam w szoku. Patrzyłam na zdjęcie powieszone na ścianie. To było nasze zdjęcie. Byłam z nim szczęśliwa, a teraz dowiedziałam się, że to wszystko nie było przypadkiem. Ja głupia myślałam, że zainteresował się mną, bo chciał, bo był ciekawy mnie, jaką jestem osobą. A to wszystko stało się, bo ktoś mu za to zapłacił.
- Czyli to nie był przypadek? - zapytałam nie pewnie.
- Nie. - odpowiedział, spuszczając głowę w dół.
- To, że byłam z Tobą szczęśliwa, również nie było przypadkiem. - mówiłam łamiącym się głosem.
Próbowałam udawać twardą, ale po moim policzku spłynęła jedna, mała, przezroczysta kropelka wody, którą potocznie nazywa się łzą.
- Nie. Ale..
- Nie tłumacz mi się, nie masz z czego. - przerwałam mu.
- Emilka, ja z tym skończyłem.
- Dlaczego, przecież był z tego niezły wyzysk. Już wiem, skąd brałeś pieniądze na te wszystkie drogie rzeczy. Taki dom i auto nie należą do najtańszych. Ile Ci zapłacili?
Nie odpowiedział mi.
- No ile! - krzyknęłam w jego stronę.
- 5 tysięcy. - mówił z żalem.
- I ty za 5 tysięcy codziennie mówiłeś, że mnie kochasz. Że jestem piękna, wyjątkowa. A tak naprawdę kłamałeś cały czas. - krzyczałam.
- Emilka posłuchaj.
- Nie uwierzę już w ani jedno Twoje słowo. - uspokoiłam się, ale z moich oczu nadal wypływały gorzkie łzy.
Patrzyłam w jego piękne czekoladowe tęczówki. Prawie znowu oddałam się temu chłopakowi, rozpuszczając się w jego oczach.
- Emilka! Stop! On Cię okłamał! To koniec! - krzyczał mój rozum.
- Daj mi się wytłumaczyć. - powiedział Janek.
- Nie. Ale mam do Ciebie dwie prośby.
- Cokolwiek powiesz.
- Odwieź mnie do domu.
- A druga?
- A drugą poznasz na miejscu.
- To idziemy. - złapał mnie za rękę.
- Nie Janek - powiedziałam cicho wyrywając rękę.
- Przepraszam. - powiedział otwierając drzwi od swojego pokoju.
Wyszliśmy z domu Janka. Rozejrzałam się po raz ostatni po jego ogrodzie, starając się zapamiętać najmniejszy szczególik. Weszliśmy do auta, które Janek wcześniej otworzył. Chłopak zapalił auto i ruszyliśmy. Całą drogę, czyli jakieś półtorej godziny spędziliśmy w ciszy. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom Jasiek otworzył mi drzwi, abym mogła wysiąść. Kiedy zaczęłam kierować się w stronę furtki Jaś zatrzymał mnie łapiąc za rękę.
- A druga prośba?
- Podejdź do mnie. - powiedziałam.
Zbliżyliśmy się do siebie. Stanęłam na palcach sięgając ustami do jego ucha, do którego wyszeptałam.
- Zapomnij o mnie. I o tym co nas łączyło.
- Nie. Zresztą nawet jakbym chciał to bym nie umiał. Kocham Cię. - mówił w szybkim tempie tłumacząc się.
- Tylko, że ja Ci już nie ufam, przykro mi.
- Rozumiem.
- Idź już. I mówię poważnie zapomnij. - zaczęłam kierować się w stronę drzwi.
- Nigdy.
Weszłam do domu i zamknęłam drzwi na klucz. Zapaliłam światło, zdjęłam buty i kurtkę. Tyle się dzisiaj działo. Pożegnanie Weroniki, ta druga twarz Jasia, kłótnia, jego historia. Wyjrzałam przez okno, jednocześnie opierając się o parapet. Chłopak stał jeszcze chwilę na chodniku, po czym zrezygnowany odjechał. Byłam bardzo zmęczona. Wstawiłam wodę i sięgnęłam po kubek, który znajdował się w szafce nad moją głową. Kiedy woda się ugotowała wsypałam do niej zawartość torebki z 'zupką w proszku', zamieszałam i poszłam do siebie. Postawiłam kubek na biurku i usiadłam na łóżku. Zamknęłam swoją twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Nie wiem ile tak płakałam, ale moje 'danie' już dawno wystygło, a słońce wschodziło. Chyba zaczęła się niedziele. Następny beznadziejny dzień. Kiedy się uspokoiłam wstałam i poszłam do łazienki. Popatrzyłam w lustro. No tak. Jak taki chłopak jak Janek mógłby się zainteresować taką.. po prostu, nic nie wartą Emilką. Nie potrzebnie się łudziłam. Otarłam oczy rękawem białego swetra, który wczoraj założyłam. Muszę być silna. Muszę się odkochać. Po prostu odkochać.
Ale tak po zastanowieniu nie znam odpowiedzi na wiele pytań.
- Skąd zna Kingę.
- Co się stało, że się tak zachowywał.
I przede wszystkim:
- Kto kazał mu mnie poznać i śledzić.

******

Dzisiaj troszeczkę dłuższy rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Wczoraj kompletnie nie miałam weny i dlatego nie było rozdziału. :D Przepraszam :(
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Im więcej komentarzy, tym większa wena :)