Przepraszam, ale nie będzie rozdziałów do poniedziałku. Po prostu.. życie.
Nie ma dnia, abym nie płakała i po prostu w takim stanie, kiedy jestem zmęczona nie sklecę nawet jednego zdania.
Przepraszam Was Bardzo!
Ucieczka o Berlina. Ucieczka od problemów. Choroba psychiczna. Tęsknota, żal, próba zapomnienia. Nowe przygody, nowy świat, nowe informacje, nowe życie. Zapraszam na II sezon "Sinister joke", czyli jakiego złowieszczego żartu, jakim jest życie.
piątek, 17 lipca 2015
wtorek, 14 lipca 2015
Rozdział 4 Sezon II
Kilka dni później
Dni mijały mi szybko, bez zbędnych niespodzianek. Przez prawie cały czas leże w łóżku. Choć próbuje zapomnieć to codziennie kiedy zamykam oczy widzę jego psychiczny uśmiech, a w moich uszach cały czas odbija się jego obleśny głos. Budzę się w nicy z krzykiem, przypominając sobie, jak jeździł żyletką po moim brzuchu, a nożem po szyi. Przypomina mi się jak mnie gwałcił. Jak bardzo bolało. Jak bardzo czułam obrzydzenie.
- Hej. - za rękę złapał mnie Maciej.
Nie zareagowałam. Patrzyłam się tępo w sufit, udając, że nie słyszę.
- Wiem, że wszystko rozumiesz. Wiem, że jest Ci ciężko. Proszę, daj sobie pomóc. Złóż zeznania. Wróć ze mną do domu. - ciągnął swój monolog.
Po poliku spłynęła łza.
- Emilia.. Jasiek dzwonił.
Usiadłam i spojrzałam na Maćka. Maciej poznał całą moją historię, właśnie od Jaśka. Znają się z Polski, ale nie wiedział, że byłam dziewczyną jego najlepszego, niegdyś przyjaciela.
- Kiedy? - odezwałam się po raz pierwszy od tygodnia.
- Dzisiaj, jak spałaś.
- Co mu powiedziałeś?
- Tylko, że śpisz.
- Dasz mi mój telefon? - spytałam.
- Chcę do niego zadzwonić. - kontynuowałam.
- Proszę. - podał mi komórkę.
Wybrałam numer i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Chciałam powiedzieć Jaśkowi to wszystko, ale nie wiedziałam jak. Boję się jak zareaguje. Może powie, że zasłużyłam? Może powie, że dobrze mi tak i, że teraz wiem co to znaczy ból? Nie.. nie chce o tym myśleć.
- Halo? - usłyszałam głos, z drugiej strony.
- Jasiek?
- Emilia! Co z Tobą? Uciekłaś wtedy? - to brzmiało dla mnie tak banalnie, w stosunku do tego co przeszłam tamtej nocy.
- Nie, nie uciekłam. - nic nie odpowiedział.
- Jesteś? - zapytałam.
- Boże, przepraszam Cię. - powiedział.
- Jeszcze nic Ci nie powiedziałam.
- Gdzie jesteś?
- W Berlinie.
- Ale dokładnie. - drążył temat.
- Poczekaj.
- Maciek.. jaka to ulica? - skierowałam swoje pytanie do Maćka.
- Kladower Damm 223. - odpowiedział spokojnie.
- Kladower Damm 223 - powtórzyłam do słuchawki.
- Dobrze. Muszę kończyć. Zadzwonię dzisiaj, dobrze?
- Tak. Pa. - w odpowiedzi dostałam tylko dźwięk, sygnalizujący zakończenie rozmowy.
Oddałam Maćkowi telefon i wstałam z łóżka. Kiedy porozmawiałam z Jasiem, poczułam chęć do życia. Mały promyk nadziei, że ten koszmar, się skończy. Chcę wrócić do Polski. Chcę być dla Krystiana, mamą. Tyle.. że ja jestem chora psychicznie, a że sama ograniczyłam sobie prawa do Małego, to nie będzie ich łatwo odzyskać. Stwierdzili, że depresje.. ale czy tak zachowuję się osoba z depresja? Nie!
Chodzi smutna, zamknięta w sobie, nie ma kontaktu z ludźmi. Myśli o samobójstwie, o śmierci. Tnie się, płaczę co noc. Nie odzywa się do nikogo. To jest osoba z depresją! A ja!? Ja, ja, ja..
Ja się tak zachowuję.
- Mała, co jest? - zapytał Maciek.
- Mam dość. - spojrzałam przez okno.
- Mam dość! Cholerne Władysławowo! Gdybym wtedy nie poznała Jaśka, nic by się nie stało!
Nie mówię, że Jasiek jest winny, wręcz przeciwnie! To najlepsze, co mnie w życiu spotkało, a ja!? Jak zawsze! Muszę wszystko spierdolić! Przecież teraz mogłabym z nim się kochać, albo być na imprezie, a mamy dziecko, którego nie widziałam od miesiąca! Jestem do dupy! Do dupy! Do dupy!
- Cicho, chodź. - chłopak podszedł do mnie i mnie przytulił.
Płakałam w jego objęciach. Tak dawno nie płakałam. Nie płakałam tak mocno. Nie mówiłam nikomu o swoich problemach, a teraz emocje się skumulowały i wybuchłam.
Kilka godzin później
Perspektywa Maćka
Jestem w barku, przy recepcji. Emilia zasnęła jakieś 2 godziny temu.
Tak mi jej szkoda. Ma dopiero 18 lat, a już tyle doświadczyła. Powinna się bawić, być szczęśliwą nastolatką, a nie chorą na depresję, matką, pracującą na zmywaku w Berlinie, w dodatku zgwałcona.
- Hej.. - ktoś złapał mnie za ramię.
Odwróciłem się i nie mogłem uwierzyć własnym oczom.
- Jasiek!? Co ty tu?
- Nic się nie zmieniłeś. - uśmiechnął się.
- Przyjechałeś do Emilii?
- Tak. - z jego twarzy zniknął uśmiech, a oczy skierowały się ku dołowi.
Między nami zapanowała cisza, którą przerwał w pewnym momencie Janek.
- Gdzie ona jest? Mogę ją.. zobaczyć?
- Tak, ale niedawno zasnęła.. nie budź jej.
- Dobrze.
- To chodź.
Szliśmy korytarzami szpitala. Wszędzie było cicho. W końcu była godzina 22:00, czyli tak właściwie cisza nocna. Ale to nam jakoś nie bardzo interesowało.
Weszliśmy do sali, gdzie smacznie spała Emilia. Leżała na boku i oddychała przez usta.
- Śpi.. ja poczekam przed salą, a ty jedź do domu, bo wyglądasz jak kupa nieszczęścia. Idź spać. Ja tu posiedzę. - uśmiechnął się ciepło.
- Na pewno?
- Tak. -
- To dobranoc. - uśmiechnąłem się i wyszedłem z sali.
Perspektywa Jasia
Pożegnałem się z Maćkiem i usiadłem przy łóżku Emilii. Była taka blada, zmęczona. Miała spuchnięte oczy, widać, że niedawno płakała. Oddychała przez usta. Jej ramiona delikatnie się unosiły i opadały. Wyglądał marnie, ale ciągle słodko. Niewinna, nie tak silna psychicznie i fizycznie jak kiedyś. Inna, ale nadal moja. Nadal moja dziewczyna, która daje mi całusy. Przyjaciółka, która pociesza mnie za każdym razem kiedy jestem smutny. Kochanka, namiętna i jedyna w swoim rodzaju. Tęskniłem za nią, szukałem jej przez cały miesiąc, a kiedy ją znalazłem okazuje się, że jest inna, ale nadal taka sama. Wiem, że gadam bez sensu, ale przy niej nie potrafię rozsądnie myśleć.
********
Taki krótszy rozdział, nie podoba mi się, ale cóż.
Może Wam się spodoba :D
Czekam na Wasze komentarze :)
Miłych Wakacji :*
Dni mijały mi szybko, bez zbędnych niespodzianek. Przez prawie cały czas leże w łóżku. Choć próbuje zapomnieć to codziennie kiedy zamykam oczy widzę jego psychiczny uśmiech, a w moich uszach cały czas odbija się jego obleśny głos. Budzę się w nicy z krzykiem, przypominając sobie, jak jeździł żyletką po moim brzuchu, a nożem po szyi. Przypomina mi się jak mnie gwałcił. Jak bardzo bolało. Jak bardzo czułam obrzydzenie.
- Hej. - za rękę złapał mnie Maciej.
Nie zareagowałam. Patrzyłam się tępo w sufit, udając, że nie słyszę.
- Wiem, że wszystko rozumiesz. Wiem, że jest Ci ciężko. Proszę, daj sobie pomóc. Złóż zeznania. Wróć ze mną do domu. - ciągnął swój monolog.
Po poliku spłynęła łza.
- Emilia.. Jasiek dzwonił.
Usiadłam i spojrzałam na Maćka. Maciej poznał całą moją historię, właśnie od Jaśka. Znają się z Polski, ale nie wiedział, że byłam dziewczyną jego najlepszego, niegdyś przyjaciela.
- Kiedy? - odezwałam się po raz pierwszy od tygodnia.
- Dzisiaj, jak spałaś.
- Co mu powiedziałeś?
- Tylko, że śpisz.
- Dasz mi mój telefon? - spytałam.
- Chcę do niego zadzwonić. - kontynuowałam.
- Proszę. - podał mi komórkę.
Wybrałam numer i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Chciałam powiedzieć Jaśkowi to wszystko, ale nie wiedziałam jak. Boję się jak zareaguje. Może powie, że zasłużyłam? Może powie, że dobrze mi tak i, że teraz wiem co to znaczy ból? Nie.. nie chce o tym myśleć.
- Halo? - usłyszałam głos, z drugiej strony.
- Jasiek?
- Emilia! Co z Tobą? Uciekłaś wtedy? - to brzmiało dla mnie tak banalnie, w stosunku do tego co przeszłam tamtej nocy.
- Nie, nie uciekłam. - nic nie odpowiedział.
- Jesteś? - zapytałam.
- Boże, przepraszam Cię. - powiedział.
- Jeszcze nic Ci nie powiedziałam.
- Gdzie jesteś?
- W Berlinie.
- Ale dokładnie. - drążył temat.
- Poczekaj.
- Maciek.. jaka to ulica? - skierowałam swoje pytanie do Maćka.
- Kladower Damm 223. - odpowiedział spokojnie.
- Kladower Damm 223 - powtórzyłam do słuchawki.
- Dobrze. Muszę kończyć. Zadzwonię dzisiaj, dobrze?
- Tak. Pa. - w odpowiedzi dostałam tylko dźwięk, sygnalizujący zakończenie rozmowy.
Oddałam Maćkowi telefon i wstałam z łóżka. Kiedy porozmawiałam z Jasiem, poczułam chęć do życia. Mały promyk nadziei, że ten koszmar, się skończy. Chcę wrócić do Polski. Chcę być dla Krystiana, mamą. Tyle.. że ja jestem chora psychicznie, a że sama ograniczyłam sobie prawa do Małego, to nie będzie ich łatwo odzyskać. Stwierdzili, że depresje.. ale czy tak zachowuję się osoba z depresja? Nie!
Chodzi smutna, zamknięta w sobie, nie ma kontaktu z ludźmi. Myśli o samobójstwie, o śmierci. Tnie się, płaczę co noc. Nie odzywa się do nikogo. To jest osoba z depresją! A ja!? Ja, ja, ja..
Ja się tak zachowuję.
- Mała, co jest? - zapytał Maciek.
- Mam dość. - spojrzałam przez okno.
- Mam dość! Cholerne Władysławowo! Gdybym wtedy nie poznała Jaśka, nic by się nie stało!
Nie mówię, że Jasiek jest winny, wręcz przeciwnie! To najlepsze, co mnie w życiu spotkało, a ja!? Jak zawsze! Muszę wszystko spierdolić! Przecież teraz mogłabym z nim się kochać, albo być na imprezie, a mamy dziecko, którego nie widziałam od miesiąca! Jestem do dupy! Do dupy! Do dupy!
- Cicho, chodź. - chłopak podszedł do mnie i mnie przytulił.
Płakałam w jego objęciach. Tak dawno nie płakałam. Nie płakałam tak mocno. Nie mówiłam nikomu o swoich problemach, a teraz emocje się skumulowały i wybuchłam.
Kilka godzin później
Perspektywa Maćka
Jestem w barku, przy recepcji. Emilia zasnęła jakieś 2 godziny temu.
Tak mi jej szkoda. Ma dopiero 18 lat, a już tyle doświadczyła. Powinna się bawić, być szczęśliwą nastolatką, a nie chorą na depresję, matką, pracującą na zmywaku w Berlinie, w dodatku zgwałcona.
- Hej.. - ktoś złapał mnie za ramię.
Odwróciłem się i nie mogłem uwierzyć własnym oczom.
- Jasiek!? Co ty tu?
- Nic się nie zmieniłeś. - uśmiechnął się.
- Przyjechałeś do Emilii?
- Tak. - z jego twarzy zniknął uśmiech, a oczy skierowały się ku dołowi.
Między nami zapanowała cisza, którą przerwał w pewnym momencie Janek.
- Gdzie ona jest? Mogę ją.. zobaczyć?
- Tak, ale niedawno zasnęła.. nie budź jej.
- Dobrze.
- To chodź.
Szliśmy korytarzami szpitala. Wszędzie było cicho. W końcu była godzina 22:00, czyli tak właściwie cisza nocna. Ale to nam jakoś nie bardzo interesowało.
Weszliśmy do sali, gdzie smacznie spała Emilia. Leżała na boku i oddychała przez usta.
- Śpi.. ja poczekam przed salą, a ty jedź do domu, bo wyglądasz jak kupa nieszczęścia. Idź spać. Ja tu posiedzę. - uśmiechnął się ciepło.
- Na pewno?
- Tak. -
- To dobranoc. - uśmiechnąłem się i wyszedłem z sali.
Perspektywa Jasia
Pożegnałem się z Maćkiem i usiadłem przy łóżku Emilii. Była taka blada, zmęczona. Miała spuchnięte oczy, widać, że niedawno płakała. Oddychała przez usta. Jej ramiona delikatnie się unosiły i opadały. Wyglądał marnie, ale ciągle słodko. Niewinna, nie tak silna psychicznie i fizycznie jak kiedyś. Inna, ale nadal moja. Nadal moja dziewczyna, która daje mi całusy. Przyjaciółka, która pociesza mnie za każdym razem kiedy jestem smutny. Kochanka, namiętna i jedyna w swoim rodzaju. Tęskniłem za nią, szukałem jej przez cały miesiąc, a kiedy ją znalazłem okazuje się, że jest inna, ale nadal taka sama. Wiem, że gadam bez sensu, ale przy niej nie potrafię rozsądnie myśleć.
********
Taki krótszy rozdział, nie podoba mi się, ale cóż.
Może Wam się spodoba :D
Czekam na Wasze komentarze :)
Miłych Wakacji :*
piątek, 10 lipca 2015
Rozdział 3 Sezon II
- Ale gdzie jesteś?! Co się z Tobą działo?! Co się z Tobą dzieję?! - próbował dowiedzieć się czegokolwiek, aby mi pomóc.
- Proszę, zabierz mnie stąd.. - ciągle płakałam do słuchawki, aby mnie zabrał z tego piekła, w którym jestem teraz zamknięta.
- Emilia, nie płacz. Spokojnie. Co się dzieję? - uspokoił się.
Chyba wiedział, że dopiero jeżeli się uspokoi uzyska potrzebne informacje.
- On.. on mnie próbował zgwałcić. - rozpłakałam się jeszcze bardziej, gdy zorientowałam się, że kopanie w drzwi łazienki nie ustało.
- Gdzie jesteś? - Jasiek, wyraźnie się zdenerwował.
- W Berlinie.
- Poczekaj. Za chwilę do Ciebie zadzwonię, spokojnie.
Jasiek się rozłączył, a ja poczułam nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Miałam cholernie wielkie wyrzuty sumienia. To ja go prowokowałam. Może się poddać? Może dać poddać się konsekwencją, do których sama doprowadziłam? Z zastanowień wyrwały mnie wibracje telefonu, leżącego na ciemnych płytkach łazienki. Spojrzałam na wyświetlacz: numer Jasia. Odebrałam.
- Emilia. Słuchaj mnie teraz uważnie. Gdzie jesteś?
- Nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- Nie wiem.
- Jesteś pijana?
- Tak. - po moim policzku spłynęła łza. Łza, która była oznaką wstydu, wstydu i strachu.
- Kto Ci to próbował zrobić? - zapytał z troską w głosie, której się wcale nie spodziewałam.
- Nie znasz go. On jest moim znajomym z pracy.
- Jak to się stało? - drążył temat.
- Poszłam z nim do klubu, upiłam się i jestem z nim u niego w domu. To moja wina. - otarłam piekące oczy.
- Nie mów tak. Spróbuj uciec. Może zasnął.
- Dobrze. Jasiu..
- Tak? - powiedział głośnym tonem.
- Kocham Cię.
W odpowiedzi dostałam ciszę, której się spodziewałam. Nie miałam prawa tak do niego mówić. Po jakiś 5 minutach w tle było słychać płacz dziecka. Zapewne mojego dziecka.
Krystian. Moje dziecko. Mój synek. W głębi serca poczułam mocny ucisk. Zostawiłam ich. Zostawiłam moje dwa ukochane skarby.
- Muszę kończyć. Jeżeli będziesz znać ulicę, zadzwoń, wtedy Ci będę w stanie pomóc. - i tak po prostu rozłączył się.
Zostawił mnie, tak jak ja jego. Ma do tego prawo. Jak najbardziej. Nie mam o to do niego pretensji. Wręcz przeciwnie, jestem mu wdzięczna. Teraz wiem, jak się czuł kiedy go zostawiłam. Teraz on się odwdzięczył.
Nie miałam już siły, się ukrywać, więc po prostu otworzyłam drzwi.
Otworzyłam drzwi, co było dla mnie wyrokiem. Tamtego dnia.. umarłam.
Dwa dni później
Siedzę na łóżku. Tylko tyle. Nie myślę, nic mnie nie boli. Nic mnie nie boli, chociaż powinno. Jestem w szpitalu. Mam obrażenia. Na szczęście nie wewnętrzne, tylko jakieś głębsze zadrapania, siniaki, albo rany. Siedzę i nie myślę. Patrze w okno, zawinięta w szary koc. Nie chcę nic, nie mam na nic ochoty. Oprócz jednego.. chcę zapomnieć o tym dniu, o tej nocy, o tym chłopaku.
Retrospekcja
Cicho przekręciłam klucz w zamku, aby nie budzić pijanego chłopaka. Uchyliłam drzwi, aby zobaczyć czy Max już śpi. Wyjrzałam zza drzwi. Śpi. Odetchnęłam z ulgą. Chłopak leżał na łóżku, nieruchomo i głośno chrapał. Cofnęłam się do jego sypialni, zabierając swoje ubrania, i wróciłam do łazienki, aby się ubrać. Kiedy skończyłam w trybie natychmiastowym zeszłam po kręconych schodach na dół mieszkania. Już zaczęłam zakładać buty, kiedy poczułam szarpnięcie za rękę.
- Już idziesz? Zabawa dopiero się zaczyna. - powiedział z cwanym uśmiechem na twarzy.
- Puść mnie! - wyrwałam się.
On, z powrotem złapał mnie za rękę i wygiął ją w sposób taki, abym uklękła.
- Chcesz wiedzieć do czego się nadajesz? Nadajesz się na dziwkę. Na początku może być ciężko, ale wiesz.. jak mi dasz, to może Cię polecę znajomym, jak będziesz dobra. Zresztą przedsmak był nawet interesujący.
- Zostaw!
- Wiem, że tego chcesz. - drugą ręką ścisnął mój podbródek.
- To boli! - próbowałam mu się wyrwać, ale bezskutecznie.
- Chodź i nie marudź. - puścił mnie.
- Wolę umrzeć! - krzyknęłam i nacisnęłam na klamkę od drzwi wejściowych.
Widocznie nie jest tak bardzo pijany. Zamknął drzwi wejściowe kluczem.
- Zobaczymy co da się zrobić. - uśmiechnął się i kopnął mnie w brzuch.
Jego kop, był tak mocny, że skuliłam się z bólu. On wykorzystał moją słabość. Wziął mnie na ręce i rzucił, tak dosłownie rzucił mnie na fotel. Zdjął ze mnie ubrania. Chociaż zdjął to za delikatne słowo.
- Na początku się zabawimy. - powiedział odwracając się, i robiąc kilka kroków w stronę komody.
Otworzył szufladę, z której wyjął potrzebne materiały. Potrzebne materiały do dręczenia mnie.
Mianowicie wyjął: sznur, taśmę, bat, opaskę na oczy, i pudełeczko. Nie dość, że brzuch mnie bolał od kopnięcia, to zrobiło mi się słabo, kiedy zobaczyłam co Max trzyma w rękach.
Chłopak skierował się jeszcze do szafy, spoglądając na mnie kątem oka, czy przypadkiem nie przyszła mi do głowy ucieczka. Z szafy natomiast wyjął metalową rurę. Teraz straciłam jakąkolwiek chęć podjęcia próby wyzwolenia samej siebie. Nie miałaby ona sensu.
Chłopak podszedł do mnie, oblizując swoje wargi.
- I jak kochanie? Podoba Ci się? A teraz słuchaj! Masz robić wszystko co każe, bo nie będzie już tak miło, jak do tej pory. Jasne?
Nie odpowiedziałam.
- Jasne!? - krzyknął, ponownie zadając mi ból, przez zadanie ciosu w policzek.
Kiwnęłam głową, na tak.
- Grzeczna dziewczynka. A teraz wstań!
Wstałam, byłam w samej bieliźnie, więc pewnie chciał kontynuować "przygodę" z sypialni. Po moim nagim ciele przeszły ciarki.
- Ładna jesteś skarbie. Szkoda, że nie dałaś mi na górze.
- Co mam teraz zrobić? - zapytałam.
- Weź to. - podał mi metal.
- Odsuń fotel. Tam masz dziurę, umieść to tam.
Odsunęłam mebel i włożyłam przedmiot.
- Dobrze. A teraz oprzyj się o nią, ręce weź za siebie.
Spełniłam nakaz, chociaż wiedziałam co za chwilę się stanie. Z moich oczy wypłynęły łzy, które starłam.
Max podniósł się z kanapy, na której wcześniej usiadł. Chwycił na sznur.
- Zapomniałem o najważniejszym.
Rozpiął, ponownie już dzisiaj mój stanik i rzucił w kąt. Moje ręce związał przy nadgarstku i przywiązał do metalowej rurki, która sięgała do sufitu.
- Co teraz? - zapytałam z nutą nienawiści w głosie.
- Widzę, że jest pani niezadowolona, może to naprawimy.
Podszedł do mnie, z tym swoim uśmieszkiem na twarzy i zdjął z siebie koszulkę. Otworzył pudełeczko, z którego wyjął szpilki, żyletki, nóż i pudełko prezerwatyw. Kiedy to zobaczyłam poczułam, że moje nogi się nade mną uginają.
- Wyprostuj się. - usłyszałam męski głos, szepczący do mojego ucha. Nie był to seksowny głos. To był głos, którego nie chciałam nigdy doświadczyć, to był typowy głos pedofila.
Zrobiłam co kazał. On za to wziął do prawej ręki szpilkę, a do lewej żyletkę.
- Co wybierasz?
- Prawa. - powiedziałam.
- Twoja prośba jest dla mnie rozkazem.
- Tak? To wypuść mnie! - krzyknęłam.
W odpowiedzi poczułam, na swoich piersiach ostrze żyletki.
- Nie chciałaś być grzeczna? Może teraz będziesz..
Dalej już pewnie domyślacie się, co się stało. Chcę o tym zapomnieć.
Koniec retrospekcji.
Przed moją salą siedział Maciej. Sama nie wiem czy ktoś dowiedział się, że to Max. Ja nie składałam zeznań. Chcę zapomnieć.
*********
Ja nie wiem co ja piłam, ćpałam czy oglądałam, pisząc rozdział. Ale sama się boję.
Wyrażajcie swoje opinie w komentarzach, bo troszkę spadła aktywność na blogu.
Mam nadzieję, że nowy wygląd bloga, dobrze się przyjmie.
Dziękuje za to, że jesteście :D
- Proszę, zabierz mnie stąd.. - ciągle płakałam do słuchawki, aby mnie zabrał z tego piekła, w którym jestem teraz zamknięta.
- Emilia, nie płacz. Spokojnie. Co się dzieję? - uspokoił się.
Chyba wiedział, że dopiero jeżeli się uspokoi uzyska potrzebne informacje.
- On.. on mnie próbował zgwałcić. - rozpłakałam się jeszcze bardziej, gdy zorientowałam się, że kopanie w drzwi łazienki nie ustało.
- Gdzie jesteś? - Jasiek, wyraźnie się zdenerwował.
- W Berlinie.
- Poczekaj. Za chwilę do Ciebie zadzwonię, spokojnie.
Jasiek się rozłączył, a ja poczułam nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Miałam cholernie wielkie wyrzuty sumienia. To ja go prowokowałam. Może się poddać? Może dać poddać się konsekwencją, do których sama doprowadziłam? Z zastanowień wyrwały mnie wibracje telefonu, leżącego na ciemnych płytkach łazienki. Spojrzałam na wyświetlacz: numer Jasia. Odebrałam.
- Emilia. Słuchaj mnie teraz uważnie. Gdzie jesteś?
- Nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- Nie wiem.
- Jesteś pijana?
- Tak. - po moim policzku spłynęła łza. Łza, która była oznaką wstydu, wstydu i strachu.
- Kto Ci to próbował zrobić? - zapytał z troską w głosie, której się wcale nie spodziewałam.
- Nie znasz go. On jest moim znajomym z pracy.
- Jak to się stało? - drążył temat.
- Poszłam z nim do klubu, upiłam się i jestem z nim u niego w domu. To moja wina. - otarłam piekące oczy.
- Nie mów tak. Spróbuj uciec. Może zasnął.
- Dobrze. Jasiu..
- Tak? - powiedział głośnym tonem.
- Kocham Cię.
W odpowiedzi dostałam ciszę, której się spodziewałam. Nie miałam prawa tak do niego mówić. Po jakiś 5 minutach w tle było słychać płacz dziecka. Zapewne mojego dziecka.
Krystian. Moje dziecko. Mój synek. W głębi serca poczułam mocny ucisk. Zostawiłam ich. Zostawiłam moje dwa ukochane skarby.
- Muszę kończyć. Jeżeli będziesz znać ulicę, zadzwoń, wtedy Ci będę w stanie pomóc. - i tak po prostu rozłączył się.
Zostawił mnie, tak jak ja jego. Ma do tego prawo. Jak najbardziej. Nie mam o to do niego pretensji. Wręcz przeciwnie, jestem mu wdzięczna. Teraz wiem, jak się czuł kiedy go zostawiłam. Teraz on się odwdzięczył.
Nie miałam już siły, się ukrywać, więc po prostu otworzyłam drzwi.
Otworzyłam drzwi, co było dla mnie wyrokiem. Tamtego dnia.. umarłam.
Dwa dni później
Siedzę na łóżku. Tylko tyle. Nie myślę, nic mnie nie boli. Nic mnie nie boli, chociaż powinno. Jestem w szpitalu. Mam obrażenia. Na szczęście nie wewnętrzne, tylko jakieś głębsze zadrapania, siniaki, albo rany. Siedzę i nie myślę. Patrze w okno, zawinięta w szary koc. Nie chcę nic, nie mam na nic ochoty. Oprócz jednego.. chcę zapomnieć o tym dniu, o tej nocy, o tym chłopaku.
Retrospekcja
Cicho przekręciłam klucz w zamku, aby nie budzić pijanego chłopaka. Uchyliłam drzwi, aby zobaczyć czy Max już śpi. Wyjrzałam zza drzwi. Śpi. Odetchnęłam z ulgą. Chłopak leżał na łóżku, nieruchomo i głośno chrapał. Cofnęłam się do jego sypialni, zabierając swoje ubrania, i wróciłam do łazienki, aby się ubrać. Kiedy skończyłam w trybie natychmiastowym zeszłam po kręconych schodach na dół mieszkania. Już zaczęłam zakładać buty, kiedy poczułam szarpnięcie za rękę.
- Już idziesz? Zabawa dopiero się zaczyna. - powiedział z cwanym uśmiechem na twarzy.
- Puść mnie! - wyrwałam się.
On, z powrotem złapał mnie za rękę i wygiął ją w sposób taki, abym uklękła.
- Chcesz wiedzieć do czego się nadajesz? Nadajesz się na dziwkę. Na początku może być ciężko, ale wiesz.. jak mi dasz, to może Cię polecę znajomym, jak będziesz dobra. Zresztą przedsmak był nawet interesujący.
- Zostaw!
- Wiem, że tego chcesz. - drugą ręką ścisnął mój podbródek.
- To boli! - próbowałam mu się wyrwać, ale bezskutecznie.
- Chodź i nie marudź. - puścił mnie.
- Wolę umrzeć! - krzyknęłam i nacisnęłam na klamkę od drzwi wejściowych.
Widocznie nie jest tak bardzo pijany. Zamknął drzwi wejściowe kluczem.
- Zobaczymy co da się zrobić. - uśmiechnął się i kopnął mnie w brzuch.
Jego kop, był tak mocny, że skuliłam się z bólu. On wykorzystał moją słabość. Wziął mnie na ręce i rzucił, tak dosłownie rzucił mnie na fotel. Zdjął ze mnie ubrania. Chociaż zdjął to za delikatne słowo.
- Na początku się zabawimy. - powiedział odwracając się, i robiąc kilka kroków w stronę komody.
Otworzył szufladę, z której wyjął potrzebne materiały. Potrzebne materiały do dręczenia mnie.
Mianowicie wyjął: sznur, taśmę, bat, opaskę na oczy, i pudełeczko. Nie dość, że brzuch mnie bolał od kopnięcia, to zrobiło mi się słabo, kiedy zobaczyłam co Max trzyma w rękach.
Chłopak skierował się jeszcze do szafy, spoglądając na mnie kątem oka, czy przypadkiem nie przyszła mi do głowy ucieczka. Z szafy natomiast wyjął metalową rurę. Teraz straciłam jakąkolwiek chęć podjęcia próby wyzwolenia samej siebie. Nie miałaby ona sensu.
Chłopak podszedł do mnie, oblizując swoje wargi.
- I jak kochanie? Podoba Ci się? A teraz słuchaj! Masz robić wszystko co każe, bo nie będzie już tak miło, jak do tej pory. Jasne?
Nie odpowiedziałam.
- Jasne!? - krzyknął, ponownie zadając mi ból, przez zadanie ciosu w policzek.
Kiwnęłam głową, na tak.
- Grzeczna dziewczynka. A teraz wstań!
Wstałam, byłam w samej bieliźnie, więc pewnie chciał kontynuować "przygodę" z sypialni. Po moim nagim ciele przeszły ciarki.
- Ładna jesteś skarbie. Szkoda, że nie dałaś mi na górze.
- Co mam teraz zrobić? - zapytałam.
- Weź to. - podał mi metal.
- Odsuń fotel. Tam masz dziurę, umieść to tam.
Odsunęłam mebel i włożyłam przedmiot.
- Dobrze. A teraz oprzyj się o nią, ręce weź za siebie.
Spełniłam nakaz, chociaż wiedziałam co za chwilę się stanie. Z moich oczy wypłynęły łzy, które starłam.
Max podniósł się z kanapy, na której wcześniej usiadł. Chwycił na sznur.
- Zapomniałem o najważniejszym.
Rozpiął, ponownie już dzisiaj mój stanik i rzucił w kąt. Moje ręce związał przy nadgarstku i przywiązał do metalowej rurki, która sięgała do sufitu.
- Co teraz? - zapytałam z nutą nienawiści w głosie.
- Widzę, że jest pani niezadowolona, może to naprawimy.
Podszedł do mnie, z tym swoim uśmieszkiem na twarzy i zdjął z siebie koszulkę. Otworzył pudełeczko, z którego wyjął szpilki, żyletki, nóż i pudełko prezerwatyw. Kiedy to zobaczyłam poczułam, że moje nogi się nade mną uginają.
- Wyprostuj się. - usłyszałam męski głos, szepczący do mojego ucha. Nie był to seksowny głos. To był głos, którego nie chciałam nigdy doświadczyć, to był typowy głos pedofila.
Zrobiłam co kazał. On za to wziął do prawej ręki szpilkę, a do lewej żyletkę.
- Co wybierasz?
- Prawa. - powiedziałam.
- Twoja prośba jest dla mnie rozkazem.
- Tak? To wypuść mnie! - krzyknęłam.
W odpowiedzi poczułam, na swoich piersiach ostrze żyletki.
- Nie chciałaś być grzeczna? Może teraz będziesz..
Dalej już pewnie domyślacie się, co się stało. Chcę o tym zapomnieć.
Koniec retrospekcji.
Przed moją salą siedział Maciej. Sama nie wiem czy ktoś dowiedział się, że to Max. Ja nie składałam zeznań. Chcę zapomnieć.
*********
Ja nie wiem co ja piłam, ćpałam czy oglądałam, pisząc rozdział. Ale sama się boję.
Wyrażajcie swoje opinie w komentarzach, bo troszkę spadła aktywność na blogu.
Mam nadzieję, że nowy wygląd bloga, dobrze się przyjmie.
Dziękuje za to, że jesteście :D
wtorek, 7 lipca 2015
Rozdział 2 Sezon II
Perspektywa Jasia
Nareszcie zasnął. Tyle się dzisiaj z nim męczyłem. Cały czas płakał, był smutny, przestraszony, niespokojny. Dobrze, że jego dziadkowie, Kinga, Weronika i Natalia mi pomagają, bo nie wiem co bym zrobił. Minął miesiąc, może dwa. Nie wiem.. straciłem poczucie czasu. Jestem załamany, może tego nie okazuje, ale strasznie za nią tęsknie. Wiem, że zapomnieć byłby dużo łatwiej, ale co.. kocham ją i nie umiem. Jestem facetem nie mogę się poddawać.
Jezu.. co ta dziewczyna ze mną zrobiła, że ja tek cholernie za nią tęsknie.
Wiem, że gadam teraz jak dziewczyna, ale inaczej nie umiem. Proste? Proste..
Szukałem jej, ale ona może być wszędzie, jednak nie mogę odpuścić. Nie teraz.
Jest godzina 22:03. Jest wcześnie, ale ja muszę się położyć.
Perspektywa Emilii
Jesteśmy na ulicy Walther-Schreiber-Platz. Nie umiem nawet tego dobrze wymówić, ale nieważne. Max przyprowadził mnie do swojego ulubionego klubu na obrzeżach miasta.
Chcę tam wejść, ale jednocześnie boję się tego miejsca i chcę uciec jak daleko tylko mogę. Nie wiem dlaczego. Czuję, że coś złego się wydarzy. Ale to pewnie moja wyobraźnia działa na mnie tak jak nie powinna. Z resztą nie ważne.
- Wszystko dobrze?
- Tak. Oczywiście, że tak. Idziemy? - złapałam Maxa'a za rękę i pociągnęłam w stronę wejścia.
Przy drzwiach stało dwóch ochroniarzy, a przed nimi była bardzo długa kolejka. Jednak my weszliśmy bez kolejki, co mnie zdziwiło. Chłopak przywitał się z mężczyznami i przepuścił nas przez bramkę.
Przeciskaliśmy się przez tłum, a Max mocno trzymał mnie za rękę, abym się nie zgubiła. Kiedy doszliśmy do baru, jednym ruchem ręki zawołał barmana.
- Co podać?
- Czego chcesz się napić? - Max skierował swoje pytanie do mnie.
- Mohito?
- Raz Mohito i raz kieliszek Whisky, proszę. - barman na te słowa odwrócił się i zaczął przygotowywać napoje.
Po kilku drinkach byłam już nieźle wypita.. Max z resztą też. Oboje mieliśmy słabą głowę, do alkoholu.
- Opowiedz mi coś o sobie. - zaczął chłopak.
- Co byś chciał wiedzieć?
- Coś o Twojej przeszłości. - zaczęliśmy się śmiać.
- A może wolisz to? - pocałowałam go namiętnie w usta, chociaż dla mnie to nic nie znaczyło.
Najwidoczniej bardzo mu się to podobało, bo odwzajemnił pocałunek.
- Może pójdziemy do mnie? - zaproponował, a ja bez chwili zastanowienia się zgodziłam.
Zapłaciliśmy barmanowi i chwiejnym krokiem ruszyliśmy w stronę wyjścia, co chwila się całując.
Czułam się wtedy tak lekko, bez problemowo, czułam, że mogę wszystko. Najwyraźniej tak tez myślałam, bo cały czas kierowałam się z Max'em do jego mieszkania.
30 minut później
Jestem już w sypialni u Max'a. Nawet nie wiem, jakie ma mieszkanie, bo od razu wylądowaliśmy w łóżku. I ja i Max, byliśmy podnieceni i chcieliśmy siebie. Na początku Max rzucił mnie na łóżko i zaczął namiętnie całować. Swoim językiem błądził po moim podniebieniu, zębach. Potem jego usta, powoli zjeżdżaały na moją szyję delikatnie ją pieszcząc. Postanowiłam przejąć inicjatywę i złapałam Max'a za koszulkę. Usiadłam okrakiem na leżącym na łóżku, chłopaku. Podniosłam go, ponownie łapiąc za koszulkę i zaczęłam namiętnie całować. Chcąc delikatnie się podnieść, niechcący otarłam swoje krocze, o jego. Na ten "gest" z mojej strony, chłopak delikatnie jęknął, co jeszcze bardziej mnie podnieciło i zaczęłam robić to na zmianę.. raz wolniej, wywołując niepewność, a raz szybciej, wywołując ekscytację. Czując coraz cięższy i szybszy oddech chłopaka, zaczęłam ściągać jego koszulkę. Potem rozpięłam swoją koszulę, zsuwając ją z siebie i rzucając w kąt pokoju.
Wstałam z kolan chłopaka i stanęłam do niego tyłem. Powoli odpinałam suwak, u mojej czarnej spódnicy. Następnym krokiem były, uciążliwe cały wieczór, czarne rajstopy. Potem odwróciłam się do chłopaka, który patrzył na mnie, jakby miał się na mnie za chwilkę rzucić. Spokojnie zrobiłam dwa, może trzy kroki w stronę chłopaka, który złapał mnie za rękę, rzucając na posłanie i namiętnie całując. Swoją prawą ręką, błądził po plecach szukając, zapięcia do mojego koronkowego stanika. Po jakiś 30 sekundach mój biustonosz, leżał obok koszuli. Ja zaczęłam jeździć rękoma po jego nagim i umięśnionym torsie. Miał naprawdę dobry brzuch, tak samo dobry jak Jasiek.
Emilia!
Emilia!
Stop!
Emilia, gdzie jesteś!
Słuchasz mnie?!
Wtedy był koniec. Musiałam przestać! Kategorycznie! Wszystko wróciło! Jasiek! Krystian! Klementynka!
Stop! Stop! Stop! Ja chcę wrócić do Polski! Chcę do Jasia! Chcę do rodziców!
- Stop! Max stop!
- Nie.. - odpowiedział na jednym oddechu.
Próbowałam się wyrwać.
- Ale ja nie chcę! - krzyczałam.
- Ale ja chcę! - uderzył mnie w policzek.
Wtedy powinnam się poddać, ale nie. Kopnęłam go w czułe miejsce i uciekłam do łazienki, korzystając z jakiś dodatkowych kilku sekund.
- Chodź tu, ty dziwko! - krzyczał Max, kopiąc w drzwi łazienki.
- Nie!
Wyjęłam swoimi drżącymi rękoma, telefon z torebki, którą zdążyłam zabrać z komody.
Szybko wybrałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - usłyszałam zaspany i zachrypnięty, męski głos w słuchawce.
- Jasiek? - zaczęłam płakać.
- Emilia! - krzyknął do słuchawki.
- Co się dzieję?! Gdzie ty jesteś?!
- Zabierz mnie stąd..
Nareszcie zasnął. Tyle się dzisiaj z nim męczyłem. Cały czas płakał, był smutny, przestraszony, niespokojny. Dobrze, że jego dziadkowie, Kinga, Weronika i Natalia mi pomagają, bo nie wiem co bym zrobił. Minął miesiąc, może dwa. Nie wiem.. straciłem poczucie czasu. Jestem załamany, może tego nie okazuje, ale strasznie za nią tęsknie. Wiem, że zapomnieć byłby dużo łatwiej, ale co.. kocham ją i nie umiem. Jestem facetem nie mogę się poddawać.
Jezu.. co ta dziewczyna ze mną zrobiła, że ja tek cholernie za nią tęsknie.
Wiem, że gadam teraz jak dziewczyna, ale inaczej nie umiem. Proste? Proste..
Szukałem jej, ale ona może być wszędzie, jednak nie mogę odpuścić. Nie teraz.
Jest godzina 22:03. Jest wcześnie, ale ja muszę się położyć.
Perspektywa Emilii
Jesteśmy na ulicy Walther-Schreiber-Platz. Nie umiem nawet tego dobrze wymówić, ale nieważne. Max przyprowadził mnie do swojego ulubionego klubu na obrzeżach miasta.
Chcę tam wejść, ale jednocześnie boję się tego miejsca i chcę uciec jak daleko tylko mogę. Nie wiem dlaczego. Czuję, że coś złego się wydarzy. Ale to pewnie moja wyobraźnia działa na mnie tak jak nie powinna. Z resztą nie ważne.
- Wszystko dobrze?
- Tak. Oczywiście, że tak. Idziemy? - złapałam Maxa'a za rękę i pociągnęłam w stronę wejścia.
Przy drzwiach stało dwóch ochroniarzy, a przed nimi była bardzo długa kolejka. Jednak my weszliśmy bez kolejki, co mnie zdziwiło. Chłopak przywitał się z mężczyznami i przepuścił nas przez bramkę.
Przeciskaliśmy się przez tłum, a Max mocno trzymał mnie za rękę, abym się nie zgubiła. Kiedy doszliśmy do baru, jednym ruchem ręki zawołał barmana.
- Co podać?
- Czego chcesz się napić? - Max skierował swoje pytanie do mnie.
- Mohito?
- Raz Mohito i raz kieliszek Whisky, proszę. - barman na te słowa odwrócił się i zaczął przygotowywać napoje.
Po kilku drinkach byłam już nieźle wypita.. Max z resztą też. Oboje mieliśmy słabą głowę, do alkoholu.
- Opowiedz mi coś o sobie. - zaczął chłopak.
- Co byś chciał wiedzieć?
- Coś o Twojej przeszłości. - zaczęliśmy się śmiać.
- A może wolisz to? - pocałowałam go namiętnie w usta, chociaż dla mnie to nic nie znaczyło.
Najwidoczniej bardzo mu się to podobało, bo odwzajemnił pocałunek.
- Może pójdziemy do mnie? - zaproponował, a ja bez chwili zastanowienia się zgodziłam.
Zapłaciliśmy barmanowi i chwiejnym krokiem ruszyliśmy w stronę wyjścia, co chwila się całując.
Czułam się wtedy tak lekko, bez problemowo, czułam, że mogę wszystko. Najwyraźniej tak tez myślałam, bo cały czas kierowałam się z Max'em do jego mieszkania.
30 minut później
Jestem już w sypialni u Max'a. Nawet nie wiem, jakie ma mieszkanie, bo od razu wylądowaliśmy w łóżku. I ja i Max, byliśmy podnieceni i chcieliśmy siebie. Na początku Max rzucił mnie na łóżko i zaczął namiętnie całować. Swoim językiem błądził po moim podniebieniu, zębach. Potem jego usta, powoli zjeżdżaały na moją szyję delikatnie ją pieszcząc. Postanowiłam przejąć inicjatywę i złapałam Max'a za koszulkę. Usiadłam okrakiem na leżącym na łóżku, chłopaku. Podniosłam go, ponownie łapiąc za koszulkę i zaczęłam namiętnie całować. Chcąc delikatnie się podnieść, niechcący otarłam swoje krocze, o jego. Na ten "gest" z mojej strony, chłopak delikatnie jęknął, co jeszcze bardziej mnie podnieciło i zaczęłam robić to na zmianę.. raz wolniej, wywołując niepewność, a raz szybciej, wywołując ekscytację. Czując coraz cięższy i szybszy oddech chłopaka, zaczęłam ściągać jego koszulkę. Potem rozpięłam swoją koszulę, zsuwając ją z siebie i rzucając w kąt pokoju.
Wstałam z kolan chłopaka i stanęłam do niego tyłem. Powoli odpinałam suwak, u mojej czarnej spódnicy. Następnym krokiem były, uciążliwe cały wieczór, czarne rajstopy. Potem odwróciłam się do chłopaka, który patrzył na mnie, jakby miał się na mnie za chwilkę rzucić. Spokojnie zrobiłam dwa, może trzy kroki w stronę chłopaka, który złapał mnie za rękę, rzucając na posłanie i namiętnie całując. Swoją prawą ręką, błądził po plecach szukając, zapięcia do mojego koronkowego stanika. Po jakiś 30 sekundach mój biustonosz, leżał obok koszuli. Ja zaczęłam jeździć rękoma po jego nagim i umięśnionym torsie. Miał naprawdę dobry brzuch, tak samo dobry jak Jasiek.
Emilia!
Emilia!
Stop!
Emilia, gdzie jesteś!
Słuchasz mnie?!
Wtedy był koniec. Musiałam przestać! Kategorycznie! Wszystko wróciło! Jasiek! Krystian! Klementynka!
Stop! Stop! Stop! Ja chcę wrócić do Polski! Chcę do Jasia! Chcę do rodziców!
- Stop! Max stop!
- Nie.. - odpowiedział na jednym oddechu.
Próbowałam się wyrwać.
- Ale ja nie chcę! - krzyczałam.
- Ale ja chcę! - uderzył mnie w policzek.
Wtedy powinnam się poddać, ale nie. Kopnęłam go w czułe miejsce i uciekłam do łazienki, korzystając z jakiś dodatkowych kilku sekund.
- Chodź tu, ty dziwko! - krzyczał Max, kopiąc w drzwi łazienki.
- Nie!
Wyjęłam swoimi drżącymi rękoma, telefon z torebki, którą zdążyłam zabrać z komody.
Szybko wybrałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - usłyszałam zaspany i zachrypnięty, męski głos w słuchawce.
- Jasiek? - zaczęłam płakać.
- Emilia! - krzyknął do słuchawki.
- Co się dzieję?! Gdzie ty jesteś?!
- Zabierz mnie stąd..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)