Nadal stałam z szeroko otwartymi ustami. Nie wiedziałam co się właściwie stało.
- Ledwo Nas nie zabiłeś! Widać było, że jesteś zdenerwowany! Co się dzieję! Janek!
- Mówiłem, że nic. - mówił nadal bezinteresownie, lecz z zaciśniętymi pięściami.
Miałam ochotę podbiec do niego i przywalić w jego gładką twarz. Chciałam mu wygarnąć. Tyle myśli pałętało się w mojej głowie. Co się stało! Dlaczego nigdy go takiego nie widziałam! Czy ma jakąś drugą twarz! Może to jest jego prawdziwe oblicze. Dziwię się, że w tamtym momencie nie zemdlałam. Ale chyba moje ciśnienie było zbyt wysokie. Podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy. Wiedziałam, że on rozpływa się w moich, tak samo jak ja w jego. Głowę miał skierowaną ku swoim czarnym conversom.
- Janek! - krzyknęłam mu prosto w twarz.
Ten złapał mnie natychmiastowo za nadgarstki i przewrócił tak, że to ja leżałam na masce samochodu.
- Nie krzycz na mnie!
- Puść mnie! - krzyknęłam.
- Puszczę Cię, kiedy będę chciał. - w tym momencie wyrwałam się z jego ucisku.
- Co się dzieję!?
- Wsiadaj do auta. - powiedział.
- Nigdzie z Tobą nie idę! - krzyknęłam.
- Wsiadaj, albo zostajesz tu sama. - wsiadłam.
Nie chciałam zostać. Nie dość, że było już późno, to byliśmy na zakręcie w środku, jakiegoś ciemnego lasu. Wolałam jechać z nim. Wsiadłam do auta powoli, aby go zdenerwować.
- Nie można było wolniej. - powiedział zgrzytając zębami.
- Nie, królewiczu. - odpowiedziałam z przekorą w głosie.
Zapalił auto i ruszyliśmy. Jechaliśmy po raz kolejny w nieznanym mi kierunku. Czułam się inaczej niż zawsze. Bałam się w tej chwili będąc w jego towarzystwie. Jechaliśmy tak około godziny. Cały czas badałam Jaśka wzrokiem. Wiedziałam, że widzi, że go obserwuje, ale nie zwracał na to uwagi tylko patrzył prosto przed siebie. Dojechaliśmy do jakiegoś dużego białego domu.
- Gdzie jesteśmy?
- Wysiadaj, kochanie. - pierwszy raz powiedział coś takiego. Pierwszy raz zakazywał mi czegoś, albo nakazywał.
Grzecznie wysiadłam z samochodu. Jasiek złapał mnie za rękę. Próbowałam się wyrwać, ale jego ucisk był zbyt mocny. Zaprowadził mnie przed drzwi, otworzył je i powiedział do mnie.
- Czuj się, jak u siebie.
- Jesteśmy u Ciebie w domu.
- Najprawdopodobniej.
- Jasio, co jest? - powiedziałam z troską w głosie.
- Nic. - poszedł na górę, nie oprowadzając mnie po swoim mieszkaniu.
- Aha, dzięki. - powiedziałam pod nosem, aby mnie przypadkiem nie usłyszał.
Rozejrzałam się po domu, którego nie znałam. Kiedy znalazłam kuchnię, nalałam sobie sok pomarańczowy do szklanki i usiadłam przy stole. Zastanawiałam się co się stało. Dlaczego mnie tutaj przywiózł musiałam o wszystko go zapytać. Włożyłam szklankę do zlewu i weszłam po schodach. Powoli pokonywałam każdy schodek. Skupiałam się nad każdym oddzielnie. Kiedy doszłam na szczyt. Zobaczyłam przed sobą czarne ściany, mnóstwo białych drzwi, i biało-czarnych obrazów. Zajrzałam do wszystkich pokoi. W jednym była łazienka, w drugim garderoba, w trzecim sypialnia w biało-czarnym kolorze.. Mogłabym tak wyliczać bez końca. Na końcu korytarza były jedne, jedyne czarne drzwi. Podejrzewałam, że to właśnie tam może być Janek i cicho zapukałam w drzwi. Nie słyszałam odpowiedzi, więc po prostu weszłam. Przywitał mnie chłodny wzrok Jasia. Leżał na biało-czarnej (jak wszystko w tym domu) pościeli. Jego wzroku był skierowany ku mojej osobie. Był ubrany w biały podkoszulek i czarne, długie spodnie. Zamknęłam drzwi i zatrzymałam się przy nich, jak małe niewinne stworzonko. Tym razem to ja miałam skierowaną głowę w dół. Jasiek wstał i podszedł do mnie mówiąc ciche.
- Przepraszam, Kruszynko.
******
Znowu krótki, przepraszam Was za to, ale ostatnio mam troszeczkę więcej obowiązków.
Zapraszam Was do czytania i komentowania. :D
Ucieczka o Berlina. Ucieczka od problemów. Choroba psychiczna. Tęsknota, żal, próba zapomnienia. Nowe przygody, nowy świat, nowe informacje, nowe życie. Zapraszam na II sezon "Sinister joke", czyli jakiego złowieszczego żartu, jakim jest życie.
środa, 29 kwietnia 2015
wtorek, 28 kwietnia 2015
Rozdział 24
- Będziemy się kontaktować. - powiedziałam łkając.
- Tak, ale to nie to samo, ja jadę na drugi koniec Polski. - mówiła Werka.
- Ale to nie jest koniec świata. - powiedział Janek, jakby cokolwiek miał do powiedzenia.
- Cicho! - powiedziałyśmy chórem.
- Dobra, nic nie mówię.
Płakałyśmy. Byłyśmy wtulone w siebie, jakbyśmy miały się już nigdy nie zobaczyć. Byłam bardzo smutna. Nie lubiłam pożegnać i wiem, że mówię to po raz kolejny, ale kiedy ta osoba jest Ci bardzo bliska cierpisz podwójnie. Tak bardzo będzie mi jej brakować. Nie będzie już wspólnego śpiewania. Chociaż kontakt ostatnio nam się delikatnie mówiąc "popsuł" to mam nadzieję, że będzie tak jak dawniej, ale na odległość. Nie wierzę, że nam się kontakt urwie. Nie wytrzymamy bez siebie nawet tego czasu, kiedy nie będziemy mogły gadać. Damy radę wytrzymamy! Jesteśmy silne!
- Dobra, ja muszę spadać. - powiedziałam uśmiechając się sztucznie.
Wera podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- Nie zapomnij o mnie. - wyszeptała mi do ucha.
- Nigdy. - odpowiedziałam cicho, żeby tylko ona mnie słyszała.
Musiałam iść, bo byłam już zmęczona i padałam na twarz.
- Pa. - krzyknęłam.
Jasiek, pożegnał się z dziewczynami zwykłym 'Cześć' złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę auta. Otworzył mi drzwi jak taki prawdziwy dżentelmen. Wsiadłam do samochodu, patrząc się na Jasia. Nie odzywałam się. Miał jakiś dziwny wyraz twarzy, jakby był zdenerwowany i zdezorientowany jednocześnie, co się nawzajem wyklucza. Zamknął za mną drzwi i wsiadł do auta. Siedzieliśmy w ciszy ok. 10 minut, po czym zapalił BMW i ruszył. Jechaliśmy w nieznanym mi kierunku.
- Dokąd jedziemy? - zapytałam, nie wiedząc, czego się spodziewać.
- Spodoba Ci się. - odpowiedział z chytrym uśmieszkiem, który zawsze mnie rozśmieszał, lecz wbrew pozorom nie było mi wtedy do śmiechu. Pierwszy raz czułam się tak po prosu dziwnie w jego towarzystwie. Chłopak, który budził we mnie tak pozytywne emocje, jedyne co budził we mnie to strach. Nie rozumiem dlaczego, bo nic złego nie powiedział, ani nie dawał po sobie za bardzo poznać, że jednak coś jest nie tak. Ale za dobrze go znałam, nigdy się tak nie zachowywał. Po 15 minutach jazdy ponownie zadałam pytanie nurtujące mnie przez ten czas.
- Gdzie jedziemy? - powtórzyłam moją wcześniejszą myśl.
- Mówiłem, spodoba Ci się. - nie zrobił już tej miny. Jego głos był wyprany z jakichkolwiek emocji.
- Chcę wiedzieć. - podniosłam głos o pół tonu.
- Dowiesz się na miejscu. - mówił przez zaciśnięte zęby.
- Ufam Ci. - powiedziałam łapiąc go za rękę. Janek natychmiast przyspieszył. Jechał przynajmniej 150 km/h. Strasznie się bałam. Nie wiedziałam co się dzieje. Moje przerażenie było tak duże, że nie widziałam w tym momencie Jaśka. Widziałam tylko to co było w linii prostej.
- Stop! - krzyknęłam.
Chłopak natychmiastowo zatrzymał się na poboczu. Wzrok miał skierowany w dół. Wysiadłam prędko z auta. Byłam wściekła i przerażona jednocześnie. Nie wiedziałam co się przed chwilą stało. Miałam ochotę wykrzyczeć mu w twarz co leżało mi na sercu.
- Co się stało!? Po co!? Czy ja Ci kiedykolwiek zrobiłam coś złego!? Czy naprawdę uważasz, że wszystko jest w porządku! Że nic się nie stało! - wołałam w myślach.
Janek nadal był a samochodzie, a ja kręciłam się wokół samochodu. W pewnym momencie otworzyłam drzwi od strony kierowcy.
- Wysiadaj! - krzyknęłam w jego stronę.
Jasiek posłusznie jak baranek wysiadł z pojazdu i oparł się o niego.
- Czy ty jesteś poważny?
Jedyne co mi odpowiedziało to cisza, a Jasiek bawił się kluczykami.
- Odpowiedz! - ciągnęłam rozmowę.
- Nie mam z czego się tłumaczyć. - warknął w moją stronę.
Patrzyłam na niego z otwartymi szeroko oczami. Byłam zdziwiona. Nie znałam Jaśka z tej strony. Innymi słowy. Nie znałam człowieka, z którym jestem od dwóch dni i nazywam moim 'chłopakiem'.
********
Witam Was! W tym rozdziale ukazuję się ta druga strona Jasia. Ta tylko, troszeczkę dziwniejsza.
Zapraszam do czytania i komentowania, bo aktywność spada. :(
- Tak, ale to nie to samo, ja jadę na drugi koniec Polski. - mówiła Werka.
- Ale to nie jest koniec świata. - powiedział Janek, jakby cokolwiek miał do powiedzenia.
- Cicho! - powiedziałyśmy chórem.
- Dobra, nic nie mówię.
Płakałyśmy. Byłyśmy wtulone w siebie, jakbyśmy miały się już nigdy nie zobaczyć. Byłam bardzo smutna. Nie lubiłam pożegnać i wiem, że mówię to po raz kolejny, ale kiedy ta osoba jest Ci bardzo bliska cierpisz podwójnie. Tak bardzo będzie mi jej brakować. Nie będzie już wspólnego śpiewania. Chociaż kontakt ostatnio nam się delikatnie mówiąc "popsuł" to mam nadzieję, że będzie tak jak dawniej, ale na odległość. Nie wierzę, że nam się kontakt urwie. Nie wytrzymamy bez siebie nawet tego czasu, kiedy nie będziemy mogły gadać. Damy radę wytrzymamy! Jesteśmy silne!
- Dobra, ja muszę spadać. - powiedziałam uśmiechając się sztucznie.
Wera podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- Nie zapomnij o mnie. - wyszeptała mi do ucha.
- Nigdy. - odpowiedziałam cicho, żeby tylko ona mnie słyszała.
Musiałam iść, bo byłam już zmęczona i padałam na twarz.
- Pa. - krzyknęłam.
Jasiek, pożegnał się z dziewczynami zwykłym 'Cześć' złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę auta. Otworzył mi drzwi jak taki prawdziwy dżentelmen. Wsiadłam do samochodu, patrząc się na Jasia. Nie odzywałam się. Miał jakiś dziwny wyraz twarzy, jakby był zdenerwowany i zdezorientowany jednocześnie, co się nawzajem wyklucza. Zamknął za mną drzwi i wsiadł do auta. Siedzieliśmy w ciszy ok. 10 minut, po czym zapalił BMW i ruszył. Jechaliśmy w nieznanym mi kierunku.
- Dokąd jedziemy? - zapytałam, nie wiedząc, czego się spodziewać.
- Spodoba Ci się. - odpowiedział z chytrym uśmieszkiem, który zawsze mnie rozśmieszał, lecz wbrew pozorom nie było mi wtedy do śmiechu. Pierwszy raz czułam się tak po prosu dziwnie w jego towarzystwie. Chłopak, który budził we mnie tak pozytywne emocje, jedyne co budził we mnie to strach. Nie rozumiem dlaczego, bo nic złego nie powiedział, ani nie dawał po sobie za bardzo poznać, że jednak coś jest nie tak. Ale za dobrze go znałam, nigdy się tak nie zachowywał. Po 15 minutach jazdy ponownie zadałam pytanie nurtujące mnie przez ten czas.
- Gdzie jedziemy? - powtórzyłam moją wcześniejszą myśl.
- Mówiłem, spodoba Ci się. - nie zrobił już tej miny. Jego głos był wyprany z jakichkolwiek emocji.
- Chcę wiedzieć. - podniosłam głos o pół tonu.
- Dowiesz się na miejscu. - mówił przez zaciśnięte zęby.
- Ufam Ci. - powiedziałam łapiąc go za rękę. Janek natychmiast przyspieszył. Jechał przynajmniej 150 km/h. Strasznie się bałam. Nie wiedziałam co się dzieje. Moje przerażenie było tak duże, że nie widziałam w tym momencie Jaśka. Widziałam tylko to co było w linii prostej.
- Stop! - krzyknęłam.
Chłopak natychmiastowo zatrzymał się na poboczu. Wzrok miał skierowany w dół. Wysiadłam prędko z auta. Byłam wściekła i przerażona jednocześnie. Nie wiedziałam co się przed chwilą stało. Miałam ochotę wykrzyczeć mu w twarz co leżało mi na sercu.
- Co się stało!? Po co!? Czy ja Ci kiedykolwiek zrobiłam coś złego!? Czy naprawdę uważasz, że wszystko jest w porządku! Że nic się nie stało! - wołałam w myślach.
Janek nadal był a samochodzie, a ja kręciłam się wokół samochodu. W pewnym momencie otworzyłam drzwi od strony kierowcy.
- Wysiadaj! - krzyknęłam w jego stronę.
Jasiek posłusznie jak baranek wysiadł z pojazdu i oparł się o niego.
- Czy ty jesteś poważny?
Jedyne co mi odpowiedziało to cisza, a Jasiek bawił się kluczykami.
- Odpowiedz! - ciągnęłam rozmowę.
- Nie mam z czego się tłumaczyć. - warknął w moją stronę.
Patrzyłam na niego z otwartymi szeroko oczami. Byłam zdziwiona. Nie znałam Jaśka z tej strony. Innymi słowy. Nie znałam człowieka, z którym jestem od dwóch dni i nazywam moim 'chłopakiem'.
********
Witam Was! W tym rozdziale ukazuję się ta druga strona Jasia. Ta tylko, troszeczkę dziwniejsza.
Zapraszam do czytania i komentowania, bo aktywność spada. :(
niedziela, 26 kwietnia 2015
Rozdział 23
Do kubków wrzuciłam torebki z herbatą i zalałam wrzącą wodą.
- Emilka, a jak się czujesz?
- Psychicznie czy fizycznie?
- I tak i tak.
- Psychicznie słabo, fizycznie lepiej, ale szału nie ma.
- Ale dajesz radę?
- Daję. - uśmiechnęłam się delikatnie do Kingi.
Podałam jej kubek z gorącą herbatą i usiadłam obok niej. Siedziałyśmy chwilę w ciszy, sącząc gorący napój. Tak po 10 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam z krzesła i ruszyłam w ich kierunku. Otworzyłam je, przekręcając kluczyk i chwytając za klamkę. W drzwiach zobaczyłam delikatnie zdenerwowanego Jasia.
- Hej. - powiedziałam.
- Cześć, śliczna. - odpowiedział całując mnie w czółko.
- Kinga już jest. Wejdź, dokończymy herbatę.
Zaprowadziłam Janka do kuchni. Kinga wstała. Chyba była w lekkim szoku.
- My się już znamy. - powiedział chłopak.
- Skąd? - zapytałam zaciekawiona.
- Z..
- Ze szkoły. - Kinga szybko przerwała Jasiowi.
- Tak, właśnie. - miałam otwarte szeroko oczy, nie wiedząc jaka relacja jest między nimi.
- Dobra, chodźcie bo Werka się zdenerwuje.
Wyszliśmy z domu. Zamknęłam za wszystkimi drzwi. Wsiedliśmy do czarnego BMW i pojechaliśmy w stronę domu Weroniki. Jechaliśmy ok. 10 minut. Całą drogę spędziliśmy siedząc w ciszy. Czułam jedynie wzrok Jasia na mojej twarzy. Na szczęście nie zauważył, że widzę jego poczynania, bo miałam zasłoniętą twarz włosami, które wcześniej rozpuściłam. Kiedy dojechaliśmy na miejsce Weronika siedziała już przy stoliku.
- Hej! Mila, Kinga! U.. ja widzę, że kogoś mi tutaj przyprowadziłyście.
- To jest Jasiek. - wytłumaczyłam Werce.
- Tak, wiem. Twój kochany, niezastąpiony chłopak. - kiedy to powiedziała, to poczułam, że na mojej twarzy pojawiły się dwie wielkie czerwone plamy, a dokładnie to rumieńce.
- Uhuhhu.. wiem, że jestem niezły, ale że aż tak. - powiedział, jakbym miał mało.
- Dobra siadajcie i zamawiajcie. - powiedziała Weronika, jakby cukiernia była jej własnością.
Ona nie lubi kryć się ze swoimi emocjami. Jak jej coś nie pasuje mówi wprost. A jak jej coś pasuje to.. również mówi to wprost. Taka określona, konkretna kobita. Ja i Jasiek zamówiliśmy herbatę z syropem klonowym, plus szarlotka z lodami. Zdecydowanie muszę przejść na dietę. Kinga zamówiła swoją ulubioną herbatę z syropem malinowym i babeczkę z karmelem. Weronika, to Weronika. "Tego nie ogarniesz", jak to kiedyś określiła Kinia. Zamówiła gorącą czekoladę i wuzetkę. Słodko, ale jak lubi to spoko. Nie mam nic przeciwko. Pogadaliśmy trochę. Widać było, że Jasiek był trochę spięty obecnością dziewczyn, ale musi się przyzwyczajać. Tylko troszeczkę szkoda, że już nie z Weroniką. Nawet nie troszeczkę. Miała jutro rano jechać do Krakowa, więc zostało nam tylko to ostatnie, w pewnym sensie ostatnie. Mam nadzieję, że nie znajdzie sobie nowej najlepszej przyjaciółki.
Długo rozmawialiśmy, kiedy nadszedł czas.. rozstania. Wyszliśmy z cukierni. Przed drzwiami Kinga zaczęła ryczeć.
- Weronika, zostań!
- Nie mogę przecież wiesz!
- Nie płaczcie, bo i ja zacznę! - wszystkie zaczęłyśmy ryczeć jak jakieś sześciolatki.
- Emilka, a jak się czujesz?
- Psychicznie czy fizycznie?
- I tak i tak.
- Psychicznie słabo, fizycznie lepiej, ale szału nie ma.
- Ale dajesz radę?
- Daję. - uśmiechnęłam się delikatnie do Kingi.
Podałam jej kubek z gorącą herbatą i usiadłam obok niej. Siedziałyśmy chwilę w ciszy, sącząc gorący napój. Tak po 10 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam z krzesła i ruszyłam w ich kierunku. Otworzyłam je, przekręcając kluczyk i chwytając za klamkę. W drzwiach zobaczyłam delikatnie zdenerwowanego Jasia.
- Hej. - powiedziałam.
- Cześć, śliczna. - odpowiedział całując mnie w czółko.
- Kinga już jest. Wejdź, dokończymy herbatę.
Zaprowadziłam Janka do kuchni. Kinga wstała. Chyba była w lekkim szoku.
- My się już znamy. - powiedział chłopak.
- Skąd? - zapytałam zaciekawiona.
- Z..
- Ze szkoły. - Kinga szybko przerwała Jasiowi.
- Tak, właśnie. - miałam otwarte szeroko oczy, nie wiedząc jaka relacja jest między nimi.
- Dobra, chodźcie bo Werka się zdenerwuje.
Wyszliśmy z domu. Zamknęłam za wszystkimi drzwi. Wsiedliśmy do czarnego BMW i pojechaliśmy w stronę domu Weroniki. Jechaliśmy ok. 10 minut. Całą drogę spędziliśmy siedząc w ciszy. Czułam jedynie wzrok Jasia na mojej twarzy. Na szczęście nie zauważył, że widzę jego poczynania, bo miałam zasłoniętą twarz włosami, które wcześniej rozpuściłam. Kiedy dojechaliśmy na miejsce Weronika siedziała już przy stoliku.
- Hej! Mila, Kinga! U.. ja widzę, że kogoś mi tutaj przyprowadziłyście.
- To jest Jasiek. - wytłumaczyłam Werce.
- Tak, wiem. Twój kochany, niezastąpiony chłopak. - kiedy to powiedziała, to poczułam, że na mojej twarzy pojawiły się dwie wielkie czerwone plamy, a dokładnie to rumieńce.
- Uhuhhu.. wiem, że jestem niezły, ale że aż tak. - powiedział, jakbym miał mało.
- Dobra siadajcie i zamawiajcie. - powiedziała Weronika, jakby cukiernia była jej własnością.
Ona nie lubi kryć się ze swoimi emocjami. Jak jej coś nie pasuje mówi wprost. A jak jej coś pasuje to.. również mówi to wprost. Taka określona, konkretna kobita. Ja i Jasiek zamówiliśmy herbatę z syropem klonowym, plus szarlotka z lodami. Zdecydowanie muszę przejść na dietę. Kinga zamówiła swoją ulubioną herbatę z syropem malinowym i babeczkę z karmelem. Weronika, to Weronika. "Tego nie ogarniesz", jak to kiedyś określiła Kinia. Zamówiła gorącą czekoladę i wuzetkę. Słodko, ale jak lubi to spoko. Nie mam nic przeciwko. Pogadaliśmy trochę. Widać było, że Jasiek był trochę spięty obecnością dziewczyn, ale musi się przyzwyczajać. Tylko troszeczkę szkoda, że już nie z Weroniką. Nawet nie troszeczkę. Miała jutro rano jechać do Krakowa, więc zostało nam tylko to ostatnie, w pewnym sensie ostatnie. Mam nadzieję, że nie znajdzie sobie nowej najlepszej przyjaciółki.
Długo rozmawialiśmy, kiedy nadszedł czas.. rozstania. Wyszliśmy z cukierni. Przed drzwiami Kinga zaczęła ryczeć.
- Weronika, zostań!
- Nie mogę przecież wiesz!
- Nie płaczcie, bo i ja zacznę! - wszystkie zaczęłyśmy ryczeć jak jakieś sześciolatki.
sobota, 25 kwietnia 2015
Rozdział 22
Tydzień później
Zaczęłam chodzić do szkoły. Dawno tam nie byłam, więc wszyscy przyjęli mnie dosyć ciepło. Byłam nawet na jakimś durnym spotkaniu z psychologiem szkolnym, ponieważ wszyscy dowiedzieli się o mojej chorobie, a nie uwierzyli, że sama bym sobie poradziła. Spotykałam się z Weroniką u niej, u siebie, w kawiarence, na kręglach. Ale moim zdaniem to wciąż za mało. Jeszcze nie wyjechała, a ja już za nią tęsknie. Dzisiaj jest sobota, więc mamy się spotkać. Ja, Jasiek, Weronika i Kinga. W cukierni na Wiatracznej. Weronika ani Kinga nie znają jeszcze Jaśka. Umówiliśmy się na godzinę 17:00. Wstałam około godziny 11:00. Umyłam się i standardowo posprzątałam w pokoju. Kiedy się ogarnęłam dochodziła 14:00. Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać książkę pt. "Harry Potter i Komnata Tajemnic". Jest bardzo ciekawa. Chłopak, czarodziej. Jego przyjaciele, zwierzęta, moce, wrogowie. Jest tego tam bardzo dużo. Od książki oderwał mnie sms od Janka:
"Cześć, Kruszyneczko. Będę po Ciebie o 16:45. Kocham Cię."
Kiedy przeczytałam tego sms-a od razu zrobiło mi się tak jakoś cieplej na sercu. Jasiek nie jest chyba świadomy jak bardzo działa na mnie każde jego słowo, każdy dotyk. Naprawdę każda dziewczyna chciałaby się czuć chociaż na chwile tak jak ja przy nim, przez cały ten czas. Zaczęłam się szykować. Nie chciałam tego robić, bo wiedziałam z czym to się musi wiązać. Z pożegnaniem. Nie lubię się żegnać. Wyjęłam z szafy czarne rurki, biały sweter i czarne botki. Przebrałam się w naszykowany komplet. Podłączyłam telefon do ładowania i włączyłam komputer. Weszłam na stronę ising.pl i zaczęłam śpiewać. Mogłam odciąć się od wszystkich problemów, i znowu robić to co kocham. Przez te wszystkie problemy: choroba, szkoła, wyjazd Weroniki, zapomniałam co tak naprawdę kocham robić. Kocham muzykę, kocham śpiewać, tańczyć. Za rzadko to robię.
Leciałam po koleji:
- Skyfall
- Młody Polak
- Love Me Liked You
- Karmelove
- Stay with me
I jakieś inne stare piosenki. Nie lubię 'jarać się' nowościami. Wole starsze piosenki. Na przykład sprzed 5 miesięcy. Nie mam też swojego ulubionego stylu w muzyce czy swojego ulubionego idola. Wole być taka 'nieokreślona'. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kinga! Cześć!
- Heej, Mila. Idziemy do cukierni.
- Jasiek po mnie miał przyjść. Wiesz on jeszcze Was nie zna będzie się czuł nieswojo.
- No ok.
- Dobra, Śnieżka! Nie stój mi tak w drzwiach tylko właź!
- Już wchodzę.
Weszłyśmy do kuchni. Brunetka usiadła do stołu, a ja dałam jej propozycje.
- Zrobię Nam po kubku herbaty zanim Janosik przyjedzie.
- Z sokiem malinowym?
- Bez soku malinowego, to nie herbata.
- Dobra dawaj, nie gadaj!
Wstawiłam wodę. Naszykowałam dwa kubki, jeden z misiem, a drugi z króliczkiem. Oba były na ślicznej zielonej łączce. Cieszyły się życiem. Matko, co ja gadam. Chyba mam coś niepokolei, w mojej pięknej główce.
******
Jest rozdział 22 :D Matko, jak ten czas szybko leci. Jest Was coraz więcej, a ja naprawdę nie mogę w to uwierzyć. Proszę tylko o komentarze, bo nie mam ich zbyt dużo :(
Dziękuje wszystkim za wszystko :)
Zaczęłam chodzić do szkoły. Dawno tam nie byłam, więc wszyscy przyjęli mnie dosyć ciepło. Byłam nawet na jakimś durnym spotkaniu z psychologiem szkolnym, ponieważ wszyscy dowiedzieli się o mojej chorobie, a nie uwierzyli, że sama bym sobie poradziła. Spotykałam się z Weroniką u niej, u siebie, w kawiarence, na kręglach. Ale moim zdaniem to wciąż za mało. Jeszcze nie wyjechała, a ja już za nią tęsknie. Dzisiaj jest sobota, więc mamy się spotkać. Ja, Jasiek, Weronika i Kinga. W cukierni na Wiatracznej. Weronika ani Kinga nie znają jeszcze Jaśka. Umówiliśmy się na godzinę 17:00. Wstałam około godziny 11:00. Umyłam się i standardowo posprzątałam w pokoju. Kiedy się ogarnęłam dochodziła 14:00. Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać książkę pt. "Harry Potter i Komnata Tajemnic". Jest bardzo ciekawa. Chłopak, czarodziej. Jego przyjaciele, zwierzęta, moce, wrogowie. Jest tego tam bardzo dużo. Od książki oderwał mnie sms od Janka:
"Cześć, Kruszyneczko. Będę po Ciebie o 16:45. Kocham Cię."
Kiedy przeczytałam tego sms-a od razu zrobiło mi się tak jakoś cieplej na sercu. Jasiek nie jest chyba świadomy jak bardzo działa na mnie każde jego słowo, każdy dotyk. Naprawdę każda dziewczyna chciałaby się czuć chociaż na chwile tak jak ja przy nim, przez cały ten czas. Zaczęłam się szykować. Nie chciałam tego robić, bo wiedziałam z czym to się musi wiązać. Z pożegnaniem. Nie lubię się żegnać. Wyjęłam z szafy czarne rurki, biały sweter i czarne botki. Przebrałam się w naszykowany komplet. Podłączyłam telefon do ładowania i włączyłam komputer. Weszłam na stronę ising.pl i zaczęłam śpiewać. Mogłam odciąć się od wszystkich problemów, i znowu robić to co kocham. Przez te wszystkie problemy: choroba, szkoła, wyjazd Weroniki, zapomniałam co tak naprawdę kocham robić. Kocham muzykę, kocham śpiewać, tańczyć. Za rzadko to robię.
Leciałam po koleji:
- Skyfall
- Młody Polak
- Love Me Liked You
- Karmelove
- Stay with me
I jakieś inne stare piosenki. Nie lubię 'jarać się' nowościami. Wole starsze piosenki. Na przykład sprzed 5 miesięcy. Nie mam też swojego ulubionego stylu w muzyce czy swojego ulubionego idola. Wole być taka 'nieokreślona'. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kinga! Cześć!
- Heej, Mila. Idziemy do cukierni.
- Jasiek po mnie miał przyjść. Wiesz on jeszcze Was nie zna będzie się czuł nieswojo.
- No ok.
- Dobra, Śnieżka! Nie stój mi tak w drzwiach tylko właź!
- Już wchodzę.
Weszłyśmy do kuchni. Brunetka usiadła do stołu, a ja dałam jej propozycje.
- Zrobię Nam po kubku herbaty zanim Janosik przyjedzie.
- Z sokiem malinowym?
- Bez soku malinowego, to nie herbata.
- Dobra dawaj, nie gadaj!
Wstawiłam wodę. Naszykowałam dwa kubki, jeden z misiem, a drugi z króliczkiem. Oba były na ślicznej zielonej łączce. Cieszyły się życiem. Matko, co ja gadam. Chyba mam coś niepokolei, w mojej pięknej główce.
******
Jest rozdział 22 :D Matko, jak ten czas szybko leci. Jest Was coraz więcej, a ja naprawdę nie mogę w to uwierzyć. Proszę tylko o komentarze, bo nie mam ich zbyt dużo :(
Dziękuje wszystkim za wszystko :)
piątek, 24 kwietnia 2015
Rozdział 21
Kilka godzin później
Perspektywa Emilki
Jasiek poszedł 3 godziny temu, więc siedziałam w domu sama. Gdzieś około 16 zadzwoniłam do Weroniki. Odebrała po dwóch sygnałach.
- No hej Milka! Co jest?
- Cześć! A co nie mogę zadzwonić do mojej ulubionej przyjaciółki.
- Nie, no chyba możesz. - odpowiedziała, zapewne śmiejąc się do słuchawki.
- Wpadnę do Ciebie za 20 minut?
- No ok.
- Wezmę książki!
- Nie, tylko nie to. - powiedziała udając, że płaczę.
- Też Cię kocham! Do zobaczenia zaraz! - szybko się rozłączyłam.
Zabrałam torbę, założyłam kurtkę i wyszłam z domu. Szłam przez moją ulicę ok. 10 minut. Wiatr wiał dosyć mocno, więc przytuliłam się do mojej kurtki. Czas minął mi bardzo szybko, zanim się obejrzałam byłam pod domem Weroniki. Miała bardzo ładny dom. Wysoki, kremowy, z dużą ilością okien. Dach na wzór dachów w okolicach gór, ale pasował do całej konstrukcji i ogrodu. Zadzwoniłam do domofonu.
- Już otwieram! - krzyknęła Weronika.
- Czekam! - odpowiedziałam.
Wbiegłam do jej domu.
- Heej, gupku! - powiedziała.
- Cześć, ponuraku.
- Dawaj lekcje załatwimy, a potem musimy pogadać.
- No dobrze, dobrze. - podniosłam ręce do góry w geście obrony.
Coś tam popisałam w zeszytach, pozaznaczałam udając, że jednak w małym stopniu mnie to interesuje i usiadłam na łóżku Werki.
- O czym chciałaś pogadać.
- Wyprowadzam się.
- Co?! Ale jak?
- Mama dostała pracę, w Krakowie.
- Ale, to na drugim końcu Polski!
- Wiem, ale będziemy się kontaktować. Przyjeżdżać do siebie.
Pierwsza słona kropelka wody spłynęła po moim policzku.
- Hej, ale jeszcze mamy tydzień.
- Tydzień? - powiedziałam cicho łkając.
- Tydzień. - powiedziała wzdychając, a przy okazji potwierdzając tamtą informację.
Wstała i przytuliła mnie nic nie mówiąc. Będę za nią tęsknić. Tylko ona mnie rozumie w tych 99%. Tylko z nią mogłam porozmawiać o wszystkim. Ostatnio zaczęłam dobrze się dogadywać z Kingą, ale Weronika to co innego. Pożegnałyśmy się z wielkim bólem, ponieważ musiałam wracać do domu. Wyszłam, byłam bardzo smutna. Jak Weronika znajdzie sobie nową przyjaciółkę? Zostanę sama. Mam jeszcze Jasia, Kingę, Piotrka.
Perspektywa Emilki
Jasiek poszedł 3 godziny temu, więc siedziałam w domu sama. Gdzieś około 16 zadzwoniłam do Weroniki. Odebrała po dwóch sygnałach.
- No hej Milka! Co jest?
- Cześć! A co nie mogę zadzwonić do mojej ulubionej przyjaciółki.
- Nie, no chyba możesz. - odpowiedziała, zapewne śmiejąc się do słuchawki.
- Wpadnę do Ciebie za 20 minut?
- No ok.
- Wezmę książki!
- Nie, tylko nie to. - powiedziała udając, że płaczę.
- Też Cię kocham! Do zobaczenia zaraz! - szybko się rozłączyłam.
Zabrałam torbę, założyłam kurtkę i wyszłam z domu. Szłam przez moją ulicę ok. 10 minut. Wiatr wiał dosyć mocno, więc przytuliłam się do mojej kurtki. Czas minął mi bardzo szybko, zanim się obejrzałam byłam pod domem Weroniki. Miała bardzo ładny dom. Wysoki, kremowy, z dużą ilością okien. Dach na wzór dachów w okolicach gór, ale pasował do całej konstrukcji i ogrodu. Zadzwoniłam do domofonu.
- Już otwieram! - krzyknęła Weronika.
- Czekam! - odpowiedziałam.
Wbiegłam do jej domu.
- Heej, gupku! - powiedziała.
- Cześć, ponuraku.
- Dawaj lekcje załatwimy, a potem musimy pogadać.
- No dobrze, dobrze. - podniosłam ręce do góry w geście obrony.
Coś tam popisałam w zeszytach, pozaznaczałam udając, że jednak w małym stopniu mnie to interesuje i usiadłam na łóżku Werki.
- O czym chciałaś pogadać.
- Wyprowadzam się.
- Co?! Ale jak?
- Mama dostała pracę, w Krakowie.
- Ale, to na drugim końcu Polski!
- Wiem, ale będziemy się kontaktować. Przyjeżdżać do siebie.
Pierwsza słona kropelka wody spłynęła po moim policzku.
- Hej, ale jeszcze mamy tydzień.
- Tydzień? - powiedziałam cicho łkając.
- Tydzień. - powiedziała wzdychając, a przy okazji potwierdzając tamtą informację.
Wstała i przytuliła mnie nic nie mówiąc. Będę za nią tęsknić. Tylko ona mnie rozumie w tych 99%. Tylko z nią mogłam porozmawiać o wszystkim. Ostatnio zaczęłam dobrze się dogadywać z Kingą, ale Weronika to co innego. Pożegnałyśmy się z wielkim bólem, ponieważ musiałam wracać do domu. Wyszłam, byłam bardzo smutna. Jak Weronika znajdzie sobie nową przyjaciółkę? Zostanę sama. Mam jeszcze Jasia, Kingę, Piotrka.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział 20
Perspektywa Jasia
Zszedłem na dół, aby zrobić naleśniki dla Emilki. Nie wiem dlaczego, ale ta dziewczyna działa na mnie łagodząco. Czuje, że jestem jej potrzebny, ale w tej łagodniejszej wersji. Działa na mnie jak plaster. Ona jest mi potrzebna, a ja jej. Bardzo źle się czuje jednak z tym co robię.
- Cholera!
- Jasiek! - usłyszałem z góry.
Upadłem, więc pewnie musiała słyszeć odgłos upadku. Postanowiłem trochę poudawać. Przyszła w samym ręczniku, uklękła.
- Jasio! Wstawaj! Nie rób mi tego! Jaś! Wstawaj!
Nadal się nie ruszałem, chciałem zobaczyć co zrobi.
- Idę zadzwonić po... - podnosiła się, ale nie zdążyła, bo złapałem ją za rękę.
- Janek! - rzuciła się na mnie.
- Nigdy, więcej nigdy nie odchodź ode mnie, rozumiesz?
- Nigdzie się nie wybieram. - powiedziałem siadając.
- Nie strasz mnie już tak! Rozumiesz? - podkreśliła ostatnie słowo.
- Wiesz myślałam trochę, i my mamy szkołę.
- No i co? - powiedziałem nie przejmując się niczym.
- No.. i ja nie byłam od tygodnia w szkole.
- No to też wiem.
- Ale jutro idziemy.
- Idziemy.
Nie rozumiem, dlaczego zaczęła temat szkoły, a było tak dobrze.
- Dobra, może ja pójdę na górę. - powiedziała.
- A jak Ci nie pozwolę?
- Jakoś przeżyje. Ale wiesz ty możesz tego nie przeżyć.
- Mam się bać? - zapytałem z uśmiechem.
- Jak diabli. - powiedziała całując mnie i uciekając na górę.
Zabrałem się do przygotowywania kanapek, bo na naleśniki nie stać moich zdolności kulinarnych.
Zszedłem na dół, aby zrobić naleśniki dla Emilki. Nie wiem dlaczego, ale ta dziewczyna działa na mnie łagodząco. Czuje, że jestem jej potrzebny, ale w tej łagodniejszej wersji. Działa na mnie jak plaster. Ona jest mi potrzebna, a ja jej. Bardzo źle się czuje jednak z tym co robię.
- Cholera!
- Jasiek! - usłyszałem z góry.
Upadłem, więc pewnie musiała słyszeć odgłos upadku. Postanowiłem trochę poudawać. Przyszła w samym ręczniku, uklękła.
- Jasio! Wstawaj! Nie rób mi tego! Jaś! Wstawaj!
Nadal się nie ruszałem, chciałem zobaczyć co zrobi.
- Idę zadzwonić po... - podnosiła się, ale nie zdążyła, bo złapałem ją za rękę.
- Janek! - rzuciła się na mnie.
- Nigdy, więcej nigdy nie odchodź ode mnie, rozumiesz?
- Nigdzie się nie wybieram. - powiedziałem siadając.
- Nie strasz mnie już tak! Rozumiesz? - podkreśliła ostatnie słowo.
- Wiesz myślałam trochę, i my mamy szkołę.
- No i co? - powiedziałem nie przejmując się niczym.
- No.. i ja nie byłam od tygodnia w szkole.
- No to też wiem.
- Ale jutro idziemy.
- Idziemy.
Nie rozumiem, dlaczego zaczęła temat szkoły, a było tak dobrze.
- Dobra, może ja pójdę na górę. - powiedziała.
- A jak Ci nie pozwolę?
- Jakoś przeżyje. Ale wiesz ty możesz tego nie przeżyć.
- Mam się bać? - zapytałem z uśmiechem.
- Jak diabli. - powiedziała całując mnie i uciekając na górę.
Zabrałem się do przygotowywania kanapek, bo na naleśniki nie stać moich zdolności kulinarnych.
środa, 22 kwietnia 2015
Rozdział 19
NASTĘPNY DZIEŃ
Tamten wieczór miał być magiczny, a ja jak zawsze wszystko spieprzyłam. To była codzienność. Zawsze musiałam coś zniszczyć. Ale obudziłam się przytulona do Jasia. On nadal był w swoim eleganckim stroju, a ja w koszulce. Obróciłam się w jego stronę, aby widzieć jego śliczną i gładką twarz. Obserwacje zaczęłam od lśniących włosów. Były ułożone na tzw. "klasyczny nieład". Każdy włos był wygięty w inną stronę świata. Czoło, nic specjalnego. Było prawie całe zasłonięte brunatnymi włosami. Oczy, powieki je zasłaniały, ale dobrze pamiętałam ich kolor. Były czekoladowe, takie piękne. Cudowne, wręcz idealne, a do tego nigdy takich nie widziałam. To jeszcze bardziej podsycało ciekawość i podniecenie. Nos? Nie przypatrywałam się mu. Moją całą uwagę skupiały 2 pieprzyki po lewej jego stronie. Jego pełne usta, były jak zresztą on cały idealne.
- Czemu się tak przyglądasz, Kruszynko?
- Tobie.
- I co ciekawego widzisz?
- No właśnie nic. - powiedziałam śmiejąc się.
- Pożałujesz!
Zaczął mnie łaskotać. Przekręcił nas tak, że siedział na mnie okrakiem.
- Pu.. pu.. puszczaj głupku! - krzyczałam, próbując nie udusić się.
- Przeproś.
- Nigdy!
- No to nie. - uśmiechnął się słodko i kontynuował swoje tortury.
- Przeprosić Cię nie.. nie.. nie przeproszę. Ale buziaka Ci dać mo.. mo.. gę.
- Tutaj. - wskazał palcem na swój policzek.
- No. - powiedział zadowolony i dumny.
- Idź śniadanie zrób, a nie się nade mną znęcasz fizycznie.
Jasiek zrobił minkę zbitego pieska i otworzył drzwi, aby wyjść z pokoju.
- Co na śniadanie, moja księżniczka sobie życzy?
- Naleśniki, królewiczu.
- Nie umiem, ale sobie poradzę. - uśmiechnął się do mnie.
Ja zabrałam kosmetyczkę, bieliznę, czarne leginsy, bordowy top i poszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie ubrania. Usłyszałam odgłos, jakby ktoś upadł.
- Jasiek!
******
Przepraszam, że taki krótki i niedopracowany, ale po prostu uzupełnić musiałam lekcje, bo byłam chora, a chciałam dodać, żeby nie być do tyłu.
Pozdrawiam :D
Tamten wieczór miał być magiczny, a ja jak zawsze wszystko spieprzyłam. To była codzienność. Zawsze musiałam coś zniszczyć. Ale obudziłam się przytulona do Jasia. On nadal był w swoim eleganckim stroju, a ja w koszulce. Obróciłam się w jego stronę, aby widzieć jego śliczną i gładką twarz. Obserwacje zaczęłam od lśniących włosów. Były ułożone na tzw. "klasyczny nieład". Każdy włos był wygięty w inną stronę świata. Czoło, nic specjalnego. Było prawie całe zasłonięte brunatnymi włosami. Oczy, powieki je zasłaniały, ale dobrze pamiętałam ich kolor. Były czekoladowe, takie piękne. Cudowne, wręcz idealne, a do tego nigdy takich nie widziałam. To jeszcze bardziej podsycało ciekawość i podniecenie. Nos? Nie przypatrywałam się mu. Moją całą uwagę skupiały 2 pieprzyki po lewej jego stronie. Jego pełne usta, były jak zresztą on cały idealne.
- Czemu się tak przyglądasz, Kruszynko?
- Tobie.
- I co ciekawego widzisz?
- No właśnie nic. - powiedziałam śmiejąc się.
- Pożałujesz!
Zaczął mnie łaskotać. Przekręcił nas tak, że siedział na mnie okrakiem.
- Pu.. pu.. puszczaj głupku! - krzyczałam, próbując nie udusić się.
- Przeproś.
- Nigdy!
- No to nie. - uśmiechnął się słodko i kontynuował swoje tortury.
- Przeprosić Cię nie.. nie.. nie przeproszę. Ale buziaka Ci dać mo.. mo.. gę.
- Tutaj. - wskazał palcem na swój policzek.
- No. - powiedział zadowolony i dumny.
- Idź śniadanie zrób, a nie się nade mną znęcasz fizycznie.
Jasiek zrobił minkę zbitego pieska i otworzył drzwi, aby wyjść z pokoju.
- Co na śniadanie, moja księżniczka sobie życzy?
- Naleśniki, królewiczu.
- Nie umiem, ale sobie poradzę. - uśmiechnął się do mnie.
Ja zabrałam kosmetyczkę, bieliznę, czarne leginsy, bordowy top i poszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie ubrania. Usłyszałam odgłos, jakby ktoś upadł.
- Jasiek!
******
Przepraszam, że taki krótki i niedopracowany, ale po prostu uzupełnić musiałam lekcje, bo byłam chora, a chciałam dodać, żeby nie być do tyłu.
Pozdrawiam :D
wtorek, 21 kwietnia 2015
Rozdział 18
To był Jasio. Był ubrany w garnitur. Podał mi rękę. Kiedy mu ją podałam, on ucałował delikatnie jej wierzch. Zeszliśmy na dół i weszliśmy do salonu, w którym paliły się jedynie świece, które sprawiały się, że w pomieszczeniu było jasno na tyle, że można było dostrzec szczegółowe rysy twarzy. Włączył wieżę i włożył jakąś płytę z muzyką klasyczną.
- Mogę prosić panią do tańca?
Kiwnęłam głową i posłałam mu lekki uśmiech. Oplótł ręce wokół moich bioder, ja zarzuciłam je na jego kark. Patrzyliśmy sobie w oczy.
- Przepraszam, jeżeli zrobiłem coś nie tak. - powiedział szeptem.
- Mogę Cię o coś zapytać?
- Jak najbardziej.
- Kochasz mnie? - stanęliśmy na chwile.
- Oczywiście, skąd takie pytanie?
- Bo na tej imprezie u Natalki, na zdjęciach ty ją tak.. - opuściłam głowę w dół.
- To nic nie znaczy.
- Wiem, ale..
- Kocham tylko i wyłącznie Ciebie. - jednym ruchem ręki skierował moją twarz w swoją stronę. Ja oparłam swoją głowę o jego ramię i dalej tańczyliśmy.
Po jakiś 10 minutach Jaś zaprowadził mnie do kuchni gdzie było przygotowane bardzo wykwintne danie, czyli jajecznica. Chłopak odsunął mi krzesło i dał znak abym na nim usiadła. Po tym podsunął mnie i dał mi śliniaczek ze ściereczki.
- Hm... milordzie, nic droższego w sklepie nie było? - powiedziałam śmiejąc się.
- Nie śmiej się, ja wiem, że mam wiele dobrych cech i umiejętności, ale gotować nie umiem. - zrobił minkę zbitego pieska.
- No już nie obrażaj się tylko siadaj.
Przez całą kolację rozmawialiśmy o głupotach. Świetnie się bawiliśmy. Nie przejmowaliśmy się też, że dochodziła 23:00. W pewnym momencie zakręciło mi się w głowie i myślałam, że spadnę z krzesła. Jasiek to zauważył, bo podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. Położył na kanapie, zapalił prawdziwe światło i przykrył mnie kocem leżącym na fotelu.
- Emilka, już lepiej?
- Możesz podać mi lekarstwa? I szklankę wody?
Bez zastanowienia pobiegł do kuchni i porozwalał wszystko w szafkach. Po 2 minutach przyniósł pigułki i wodę. Łyknęłam tabletki i popiłam. Podałam szklankę Jasiowi mówiąc cicho:
- Przepraszam. - miałam łzy w oczach, że on się tak postarał, a ja mu to wszystko tak po prostu zepsułam.
- Ale za co? - zdziwił się.
- Zepsułam cały wieczór.
- To nie Twoja wina.
- Ale jednak przepraszam.
- Nie przepraszaj Kruszynko, tylko chodź.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Naprawdę słabo się czułam, pewnie dlatego, że nie zjadłam dzisiaj rano śniadania ani leków, albo obiadu. Nie chce być chora.
Jasiek podszedł do szafy i wyjął z niej moją ulubioną, czarną, luźną bluzkę z napisem: "Jaka jestem? Hm.. To zależy czyich plotek słuchasz." Podał mi ją.
- Dasz radę się przebrać?
- Yhy.
Janek wyszedł, aby dać mi się przebrać. Kiedy skończyłam rzuciłam moje ubranie na krzesło.
- Już mogę wejść? - usłyszałam głos zza drzwi.
- Tak. - odpowiedziałam.
********
Od razu chciałabym przeprosić za to, że nie było rozdziałów, ale leżałam na łóżku, ogółem byłam chora i nie miałam weny. Ale czuje się już duuużo lepiej. Uzupełnię te rozdziały, dam radę. :D Dziękuje, że jesteście.
- Mogę prosić panią do tańca?
Kiwnęłam głową i posłałam mu lekki uśmiech. Oplótł ręce wokół moich bioder, ja zarzuciłam je na jego kark. Patrzyliśmy sobie w oczy.
- Przepraszam, jeżeli zrobiłem coś nie tak. - powiedział szeptem.
- Mogę Cię o coś zapytać?
- Jak najbardziej.
- Kochasz mnie? - stanęliśmy na chwile.
- Oczywiście, skąd takie pytanie?
- Bo na tej imprezie u Natalki, na zdjęciach ty ją tak.. - opuściłam głowę w dół.
- To nic nie znaczy.
- Wiem, ale..
- Kocham tylko i wyłącznie Ciebie. - jednym ruchem ręki skierował moją twarz w swoją stronę. Ja oparłam swoją głowę o jego ramię i dalej tańczyliśmy.
Po jakiś 10 minutach Jaś zaprowadził mnie do kuchni gdzie było przygotowane bardzo wykwintne danie, czyli jajecznica. Chłopak odsunął mi krzesło i dał znak abym na nim usiadła. Po tym podsunął mnie i dał mi śliniaczek ze ściereczki.
- Hm... milordzie, nic droższego w sklepie nie było? - powiedziałam śmiejąc się.
- Nie śmiej się, ja wiem, że mam wiele dobrych cech i umiejętności, ale gotować nie umiem. - zrobił minkę zbitego pieska.
- No już nie obrażaj się tylko siadaj.
Przez całą kolację rozmawialiśmy o głupotach. Świetnie się bawiliśmy. Nie przejmowaliśmy się też, że dochodziła 23:00. W pewnym momencie zakręciło mi się w głowie i myślałam, że spadnę z krzesła. Jasiek to zauważył, bo podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. Położył na kanapie, zapalił prawdziwe światło i przykrył mnie kocem leżącym na fotelu.
- Emilka, już lepiej?
- Możesz podać mi lekarstwa? I szklankę wody?
Bez zastanowienia pobiegł do kuchni i porozwalał wszystko w szafkach. Po 2 minutach przyniósł pigułki i wodę. Łyknęłam tabletki i popiłam. Podałam szklankę Jasiowi mówiąc cicho:
- Przepraszam. - miałam łzy w oczach, że on się tak postarał, a ja mu to wszystko tak po prostu zepsułam.
- Ale za co? - zdziwił się.
- Zepsułam cały wieczór.
- To nie Twoja wina.
- Ale jednak przepraszam.
- Nie przepraszaj Kruszynko, tylko chodź.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Naprawdę słabo się czułam, pewnie dlatego, że nie zjadłam dzisiaj rano śniadania ani leków, albo obiadu. Nie chce być chora.
Jasiek podszedł do szafy i wyjął z niej moją ulubioną, czarną, luźną bluzkę z napisem: "Jaka jestem? Hm.. To zależy czyich plotek słuchasz." Podał mi ją.
- Dasz radę się przebrać?
- Yhy.
Janek wyszedł, aby dać mi się przebrać. Kiedy skończyłam rzuciłam moje ubranie na krzesło.
- Już mogę wejść? - usłyszałam głos zza drzwi.
- Tak. - odpowiedziałam.
********
Od razu chciałabym przeprosić za to, że nie było rozdziałów, ale leżałam na łóżku, ogółem byłam chora i nie miałam weny. Ale czuje się już duuużo lepiej. Uzupełnię te rozdziały, dam radę. :D Dziękuje, że jesteście.
sobota, 18 kwietnia 2015
Rozdział 17
Perspektywa Jasia
Spojrzała na mnie swoimi oczami. Były całe oszklone, ale nadal piękne. Wyczytałem z nich, że jest przerażona i zestresowana całą zaistniałą sytuacją. Że jestem jej w tej chwili najbardziej potrzebny. Widziałem też pretensje, ale nie wiedziałem za to. Chciałem jej pokazać, że chcę jej pomóc. Nawet jeśli miałbym zapłacić za to wysoką cenę.
- Obiecałem, więc jestem. - powiedziałem podnosząc delikatnie kąciki ust.
Widziałem jak jej warga drży. Rzuciła mi się na szyję, nadal nic nie mówiąc. Czułem, że w każdej chwili może wybuchnąć głośnym i obfitym płaczem. Po kilku minutach czułem, że już się nie trzęsła, spokojnie oddychała. Sprawdziłem czy nie zasnęła. Nie pomyliłem się. Podniosłem ją i położyłem na bielutkiej jak śnieg pościeli. Przykryłem Emilkę kocem i pocałowałem ją w czółko.
- Śpij, kochanie. - powiedziałem cicho.
Przekręciła się na drugi bok i dalej spała. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Usiadłem na krześle przy biurku Emilii i zacząłem myśleć nad niespodzianką. Z przemyśleń wyrwał mnie telefon. "Oni mówią, że nie mamy duszy, oni mówią lalki nie kochają" To była komórka Emilki. Pozwoliłem sobie spojrzeć na wyświetlacz. Dzwoniła jej mama. Postanowiłem odebrać, nie chciałem budzić Misi. Przejechałem palcem po ekranie, klikając zieloną słuchawkę.
- Halo? Emilka?
- Dzień dobry, tutaj Jasiek.
- Chłopak Emilki?
- Tak. - głos troszeczkę mi się łamał, bo jeszcze nie poznałem osobiście jej rodziców. Widywałem ich w szpitalu, ale to nie była raczej dobra sytuacja do poznania ich.
- Mogę prosić Emilię?
- Emilka śpi, coś przekazać.
- Powiedz, że jedziemy na tydzień do cioci na Mazury. Jeżeli coś by się stało, informuj Nas o tym dobrze?
- Dobrze, psze pani. - powiedziałem uradowany na myśl, że mogę mieć ją dla siebie przez kilka dni.
- Tylko ma być grzecznie.
- Proszę się nie martwić, zaopiekuję się Państwa córką.
- Mam nadzieję. Do widzenia Janku.
- Do widzenia.
Odłożyłem telefon i nagle wpadłem na genialny pomysł. Znalazłem kartkę, była w tym samym miejscu co ostatnio. I napisałem:
" Witam, kochany śpioszku!
Kiedy to piszę jest godzina 17:00, mam nadzieję, że do godziny 19:00 się nie obudzisz. Na godzinę 20:00 masz być gotowa. Ubierz się ładnie. Wiesz jakaś ładna sukieneczka. Tylko krótka! Nie wychodź z pokoju na biurku masz kosmetyczkę ;)
Kocham Cię, Kruszynko!
Na zawsze Twój kochany, niezastąpiony Jaś. "
Zostawiłem karteczkę na biurku i poszedłem do łazienki naprzeciwko pokoju dziewczyny. Pogrzebałem w szafeczkach i koszyczkach, ale nie mogłem znaleźć jej kosmetyczki. Nie wiem dlaczego, ale zajrzałem do kosza na pranie. Może mi nie uwierzycie, ale właśnie tam była kosmetyczka. Wyjąłem ją i uśmiechnąłem się chytrze. Pod czarną, w białe kropki kosmetyczką znalazłem czerwony koronkowy stanik. Na pewno nie był mamy Emilki, mogę Wam to zagwarantować. Schowałem górną część bielizny Emilii i wyszedłem z pokoju. Kosmetyczkę położyłem na biurku tak jak obiecałem w "liście" i wyjąłem klucz od strony Emilki. Wiedziałem, że będzie ciekawa, więc zamknąłem ją w pomieszczeniu. Nie wytrzymałaby z ciekawości. Poszedłem na dół. Miałem naprawdę bardzo dobry plan. Szybko poleciałem do sklepu, znalazłem klucze na parapecie, więc zamknąłem za sobą drzwi wejściowe do domu rodzinnego Emilki.
Perspektywa Emilki
Obudziłam się na łóżku przykryta kocem. Spojrzałam na telefon była godzina 19:24. Na początku nie wiedziałam o co chodzi. Potem przypomniało mi się, że Jasiek przyszedł ze mną do domu. Wstałam, poprawiłam bluzkę i spojrzałam w kierunku okna. Pod oknem stało biurko, na którym zauważyłam karteczkę. Przeczytałam liścik i popatrzyłam na podpis nadawcy. Moje kąciki ust podniosły się bezwiednie. Od razu zajrzałam do mojej szafy. Nie miałam dużo sukienek, ponieważ częściej chodziłam w spodniach. Miałam jednak moją, jedną ulubioną. Wyjęłam ją i położyłam na łóżku, podeszłam do mojej szafki na buty i wyjęłam czarne buty na obcasie, czyli innymi słowy klasyczne szpilki. Przebrałam się w sukienkę i założyłam buty. Spojrzałam do lusterka.
- Czegoś mi tu jeszcze brakuje. - mruknęłam pod nosem.
- Mam!
Pogrzebałam w szufladach i jest! Znalazłam! Złoty pasek. Moim zdaniem pasował do klasycznej granatowej sukienki na grubych ramiączkach, z delikatnie rozkloszowanym dołem. Dobrałam do tego jeszcze złotą bransoletkę, którą dostałam od Weroniki na moje 17 urodziny. Związałam moje włosy w koka i zrobiłam delikatny makijaż. Jedynym wyraźnym jego elementem były krwisto czerwone. Otarłam moją dolną wargę o górną. Naprawdę się sobie podobałam. Zanim się zorientowałam była godzina 20:03.
- Schodzę.
To co zobaczyłam..
******
Jest rozdział 17! :D Baaardzo proszę o komentarze, bo jest ich mało. Bardzo dziękuje Wam jednak za wyświetlenia!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Spojrzała na mnie swoimi oczami. Były całe oszklone, ale nadal piękne. Wyczytałem z nich, że jest przerażona i zestresowana całą zaistniałą sytuacją. Że jestem jej w tej chwili najbardziej potrzebny. Widziałem też pretensje, ale nie wiedziałem za to. Chciałem jej pokazać, że chcę jej pomóc. Nawet jeśli miałbym zapłacić za to wysoką cenę.
- Obiecałem, więc jestem. - powiedziałem podnosząc delikatnie kąciki ust.
Widziałem jak jej warga drży. Rzuciła mi się na szyję, nadal nic nie mówiąc. Czułem, że w każdej chwili może wybuchnąć głośnym i obfitym płaczem. Po kilku minutach czułem, że już się nie trzęsła, spokojnie oddychała. Sprawdziłem czy nie zasnęła. Nie pomyliłem się. Podniosłem ją i położyłem na bielutkiej jak śnieg pościeli. Przykryłem Emilkę kocem i pocałowałem ją w czółko.
- Śpij, kochanie. - powiedziałem cicho.
Przekręciła się na drugi bok i dalej spała. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Usiadłem na krześle przy biurku Emilii i zacząłem myśleć nad niespodzianką. Z przemyśleń wyrwał mnie telefon. "Oni mówią, że nie mamy duszy, oni mówią lalki nie kochają" To była komórka Emilki. Pozwoliłem sobie spojrzeć na wyświetlacz. Dzwoniła jej mama. Postanowiłem odebrać, nie chciałem budzić Misi. Przejechałem palcem po ekranie, klikając zieloną słuchawkę.
- Halo? Emilka?
- Dzień dobry, tutaj Jasiek.
- Chłopak Emilki?
- Tak. - głos troszeczkę mi się łamał, bo jeszcze nie poznałem osobiście jej rodziców. Widywałem ich w szpitalu, ale to nie była raczej dobra sytuacja do poznania ich.
- Mogę prosić Emilię?
- Emilka śpi, coś przekazać.
- Powiedz, że jedziemy na tydzień do cioci na Mazury. Jeżeli coś by się stało, informuj Nas o tym dobrze?
- Dobrze, psze pani. - powiedziałem uradowany na myśl, że mogę mieć ją dla siebie przez kilka dni.
- Tylko ma być grzecznie.
- Proszę się nie martwić, zaopiekuję się Państwa córką.
- Mam nadzieję. Do widzenia Janku.
- Do widzenia.
Odłożyłem telefon i nagle wpadłem na genialny pomysł. Znalazłem kartkę, była w tym samym miejscu co ostatnio. I napisałem:
" Witam, kochany śpioszku!
Kiedy to piszę jest godzina 17:00, mam nadzieję, że do godziny 19:00 się nie obudzisz. Na godzinę 20:00 masz być gotowa. Ubierz się ładnie. Wiesz jakaś ładna sukieneczka. Tylko krótka! Nie wychodź z pokoju na biurku masz kosmetyczkę ;)
Kocham Cię, Kruszynko!
Na zawsze Twój kochany, niezastąpiony Jaś. "
Zostawiłem karteczkę na biurku i poszedłem do łazienki naprzeciwko pokoju dziewczyny. Pogrzebałem w szafeczkach i koszyczkach, ale nie mogłem znaleźć jej kosmetyczki. Nie wiem dlaczego, ale zajrzałem do kosza na pranie. Może mi nie uwierzycie, ale właśnie tam była kosmetyczka. Wyjąłem ją i uśmiechnąłem się chytrze. Pod czarną, w białe kropki kosmetyczką znalazłem czerwony koronkowy stanik. Na pewno nie był mamy Emilki, mogę Wam to zagwarantować. Schowałem górną część bielizny Emilii i wyszedłem z pokoju. Kosmetyczkę położyłem na biurku tak jak obiecałem w "liście" i wyjąłem klucz od strony Emilki. Wiedziałem, że będzie ciekawa, więc zamknąłem ją w pomieszczeniu. Nie wytrzymałaby z ciekawości. Poszedłem na dół. Miałem naprawdę bardzo dobry plan. Szybko poleciałem do sklepu, znalazłem klucze na parapecie, więc zamknąłem za sobą drzwi wejściowe do domu rodzinnego Emilki.
Perspektywa Emilki
Obudziłam się na łóżku przykryta kocem. Spojrzałam na telefon była godzina 19:24. Na początku nie wiedziałam o co chodzi. Potem przypomniało mi się, że Jasiek przyszedł ze mną do domu. Wstałam, poprawiłam bluzkę i spojrzałam w kierunku okna. Pod oknem stało biurko, na którym zauważyłam karteczkę. Przeczytałam liścik i popatrzyłam na podpis nadawcy. Moje kąciki ust podniosły się bezwiednie. Od razu zajrzałam do mojej szafy. Nie miałam dużo sukienek, ponieważ częściej chodziłam w spodniach. Miałam jednak moją, jedną ulubioną. Wyjęłam ją i położyłam na łóżku, podeszłam do mojej szafki na buty i wyjęłam czarne buty na obcasie, czyli innymi słowy klasyczne szpilki. Przebrałam się w sukienkę i założyłam buty. Spojrzałam do lusterka.
- Czegoś mi tu jeszcze brakuje. - mruknęłam pod nosem.
- Mam!
Pogrzebałam w szufladach i jest! Znalazłam! Złoty pasek. Moim zdaniem pasował do klasycznej granatowej sukienki na grubych ramiączkach, z delikatnie rozkloszowanym dołem. Dobrałam do tego jeszcze złotą bransoletkę, którą dostałam od Weroniki na moje 17 urodziny. Związałam moje włosy w koka i zrobiłam delikatny makijaż. Jedynym wyraźnym jego elementem były krwisto czerwone. Otarłam moją dolną wargę o górną. Naprawdę się sobie podobałam. Zanim się zorientowałam była godzina 20:03.
- Schodzę.
To co zobaczyłam..
******
Jest rozdział 17! :D Baaardzo proszę o komentarze, bo jest ich mało. Bardzo dziękuje Wam jednak za wyświetlenia!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
piątek, 17 kwietnia 2015
Rozdział 16
Dzwoniłam do niego, nie odbierał. Pisałam, nie odpisywał. Denerwowałam się, a on nie wiedział o czym myślę. To było irytujące. Strasznie irytujące, że ktoś inny może mieć Jaśka tylko dla siebie. Pomijam to, że byliśmy parą, a on mizia się z jakąś blondynką. Chciałam wykrzyczeć mu to w twarz! Chciałam mu wygarnąć, ale... on nic takiego nie zrobił. Może to było tylko takie koleżeńskie przytulenie. A może nie.. sama nie wiedziałam co miałam o tym myśleć. Natalka od zawsze lubiła odbijać chłopaków każdej dziewczynie z równoległych klas. A co jeżeli miała taki plan w stosunku do Jaśka. Mogłabym rozmyślać o tym całą noc, ale postanowiłam, że lepszym rozwiązaniem byłoby, abym położyła się spać. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Położyłam się i przykryłam kołdrą. Próbowałam zasnąć, ale nie umiałam. Myślałam nad tym czy Jasiek oparł się Natalii, a może zaoferowała mu więcej niż ja? Powoli z moimi myślami odpływaliśmy do krainy Morfeusza.
NASTĘPNEGO DNIA
Rano obudziłam się o godzinie 11:00. Ale nie wyspałam się. Przetarłam oczy, usiadłam na łóżku. Założyłam kapcie, szlafrok i otworzyłam drzwi. W jednej chwili przypomniała mi się sytuacja z wczorajszego wieczoru. Po moim policzku spłynęła łza. Chciałam teraz usłyszeć od Jasia takie słowa jak: "Cicho, Kruszynko. Miałem być więc jestem. Nie płacz już." Niestety Jaśka nie było przy mnie. Nie miałam o to do niego żalu. Skąd mógł wiedzieć, że go w tej chwili potrzebuje. Otarłam spływającą po mojej twarzy słoną kropelkę wody i poszłam na dół. Nie chciało mi się jeść chociaż powinnam. Nalałam sobie do szklanki sok pomarańczowy i równie nie chętnie go wypiłam. Usiadłam na kanapie, sięgając po książkę, tą samą co wcześniej, czyli "Gwiazd Naszych Wina". Przeczytałam koleją 1/4 książki i wyjrzałam przez okno. Była ładna pogoda, ale wiał zimny wiatr. Postanowiłam, że przejdę się do sklepu. Może upiekę jakieś ciasto. Poszłam na górę, do łazienki. Umyłam zęby, twarz i otarłam ją delikatnie ręcznikiem. Na szczęście przestałam myśleć o Jaśku, zastanawiałam się jakie ciasto zrobić i co kupić. Podeszłam do szafy. Wyjęłam czarne spodnie, grubą szarą bluzę z napisem "I like it!", czarne buty za kostkę na małym grubym obcasie i czarny płaszcz. Z szuflady wyjęłam kluczę, odpięłam mój telefon od ładowarki i wzięłam małą, czarną torebeczkę z portfelem i wyszłam. Zamknęłam białe drzwi i przekroczyłam próg mojej działki. Przeszłam przez ulicę na chodnik i zaczęłam dążyć w stronę centrum. Miałam do najbliższego sklepu jakieś 1,5 km. Nie spieszyłam się, nie miałam do czego. Kiedy weszłam do sklepu w oczy rzuciły mi się składniki do dekoracji tortów. Była akurat promocja. Pomyślałam, że zrobię ciasto a'la tort. Zebrałam potrzebne składniki do małego, czerwonego koszyczka. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu z pełnymi siatkami. Zaczęłam iść w stronę domu.
- Emilka! - usłyszałam głos dobiegający zza pleców.
Odwróciłam się słysząc wołanie.
- Zaczekaj! - dobiegał do mnie Jasiek.
- Cześć Kruszynko! - pocałował mnie w czółko, przyciągając do siebie.
- Hej. - odpowiedziałam wyrywając się z jego objęć. Byłam zła. Nie widziałam się z nim od czasu tamtego incydentu w szpitalu.
- Coś się stało? - zapytał zdziwiony.
- Nie. - podałam mu torby z zakupami.
- Przecież widzę.
- Porozmawiamy w domu.
- No dobrze.
Szliśmy przez całą drogę w ciszy, ale cały czas czułam jego wzrok na mojej obojętnej twarzy. Weszliśmy do domu. Janek skierował się do kuchni odstawić zakupy. Ja rzuciłam kluczyki na parapet, ściągnęłam buty i poszłam do swojego pokoju. Ułożyłam się na dywanie, biorąc notatnik, żeby pomazać. Nie umiem rysować, więc po prostu sobie lubię czasami mazać. Chwilę później usłyszałam pukanie do drzwi. Nic nie odpowiedziałam. Pukał jakieś 10 minut. Po tym czasie usłyszałam otwieranie klamki od moich drzwi. Jestem genialna! Nie zamknęłam drzwi do pokoju! Moja logika mnie rozbraja! Usiadł koło mnie. Złapał mnie za rękę i wyrwał z niej długopis.
- Popatrz na mnie.
Odwróciłam wzrok, aby spojrzeć w jego piękne tęczówki.
- Co się stało? - zapytał, podkreślając każdą sylabę.
Nadal nie odpowiadałam.
- Obiecałem, więc jestem. - wtedy się popłakałam. Przypomniała mi się moja dzisiejsza myśl. Byłam taka szczęśliwa. Tak, wiem. Chyba cierpię na jakieś poważne wahania nastrojów. Rzuciłam się mu na szyję.
- Kocham Cię. - wyszeptał do mojego ucha. Nadal milczałam, czułam że jakbym odpowiedziała rzeka łez wylałaby mi się z oczu.
******
Wczoraj nie było rozdziału. I tak, wiem że mam zaległe 2 rozdziały. W weekend będzie to nadrobione :D Dziękuje za wyświetlenia. :)
NASTĘPNEGO DNIA
Rano obudziłam się o godzinie 11:00. Ale nie wyspałam się. Przetarłam oczy, usiadłam na łóżku. Założyłam kapcie, szlafrok i otworzyłam drzwi. W jednej chwili przypomniała mi się sytuacja z wczorajszego wieczoru. Po moim policzku spłynęła łza. Chciałam teraz usłyszeć od Jasia takie słowa jak: "Cicho, Kruszynko. Miałem być więc jestem. Nie płacz już." Niestety Jaśka nie było przy mnie. Nie miałam o to do niego żalu. Skąd mógł wiedzieć, że go w tej chwili potrzebuje. Otarłam spływającą po mojej twarzy słoną kropelkę wody i poszłam na dół. Nie chciało mi się jeść chociaż powinnam. Nalałam sobie do szklanki sok pomarańczowy i równie nie chętnie go wypiłam. Usiadłam na kanapie, sięgając po książkę, tą samą co wcześniej, czyli "Gwiazd Naszych Wina". Przeczytałam koleją 1/4 książki i wyjrzałam przez okno. Była ładna pogoda, ale wiał zimny wiatr. Postanowiłam, że przejdę się do sklepu. Może upiekę jakieś ciasto. Poszłam na górę, do łazienki. Umyłam zęby, twarz i otarłam ją delikatnie ręcznikiem. Na szczęście przestałam myśleć o Jaśku, zastanawiałam się jakie ciasto zrobić i co kupić. Podeszłam do szafy. Wyjęłam czarne spodnie, grubą szarą bluzę z napisem "I like it!", czarne buty za kostkę na małym grubym obcasie i czarny płaszcz. Z szuflady wyjęłam kluczę, odpięłam mój telefon od ładowarki i wzięłam małą, czarną torebeczkę z portfelem i wyszłam. Zamknęłam białe drzwi i przekroczyłam próg mojej działki. Przeszłam przez ulicę na chodnik i zaczęłam dążyć w stronę centrum. Miałam do najbliższego sklepu jakieś 1,5 km. Nie spieszyłam się, nie miałam do czego. Kiedy weszłam do sklepu w oczy rzuciły mi się składniki do dekoracji tortów. Była akurat promocja. Pomyślałam, że zrobię ciasto a'la tort. Zebrałam potrzebne składniki do małego, czerwonego koszyczka. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu z pełnymi siatkami. Zaczęłam iść w stronę domu.
- Emilka! - usłyszałam głos dobiegający zza pleców.
Odwróciłam się słysząc wołanie.
- Zaczekaj! - dobiegał do mnie Jasiek.
- Cześć Kruszynko! - pocałował mnie w czółko, przyciągając do siebie.
- Hej. - odpowiedziałam wyrywając się z jego objęć. Byłam zła. Nie widziałam się z nim od czasu tamtego incydentu w szpitalu.
- Coś się stało? - zapytał zdziwiony.
- Nie. - podałam mu torby z zakupami.
- Przecież widzę.
- Porozmawiamy w domu.
- No dobrze.
Szliśmy przez całą drogę w ciszy, ale cały czas czułam jego wzrok na mojej obojętnej twarzy. Weszliśmy do domu. Janek skierował się do kuchni odstawić zakupy. Ja rzuciłam kluczyki na parapet, ściągnęłam buty i poszłam do swojego pokoju. Ułożyłam się na dywanie, biorąc notatnik, żeby pomazać. Nie umiem rysować, więc po prostu sobie lubię czasami mazać. Chwilę później usłyszałam pukanie do drzwi. Nic nie odpowiedziałam. Pukał jakieś 10 minut. Po tym czasie usłyszałam otwieranie klamki od moich drzwi. Jestem genialna! Nie zamknęłam drzwi do pokoju! Moja logika mnie rozbraja! Usiadł koło mnie. Złapał mnie za rękę i wyrwał z niej długopis.
- Popatrz na mnie.
Odwróciłam wzrok, aby spojrzeć w jego piękne tęczówki.
- Co się stało? - zapytał, podkreślając każdą sylabę.
Nadal nie odpowiadałam.
- Obiecałem, więc jestem. - wtedy się popłakałam. Przypomniała mi się moja dzisiejsza myśl. Byłam taka szczęśliwa. Tak, wiem. Chyba cierpię na jakieś poważne wahania nastrojów. Rzuciłam się mu na szyję.
- Kocham Cię. - wyszeptał do mojego ucha. Nadal milczałam, czułam że jakbym odpowiedziała rzeka łez wylałaby mi się z oczu.
******
Wczoraj nie było rozdziału. I tak, wiem że mam zaległe 2 rozdziały. W weekend będzie to nadrobione :D Dziękuje za wyświetlenia. :)
środa, 15 kwietnia 2015
Rozdział 15
Usiadła przy stoliku. Ja podałam jej szklankę z wodą i zrobiłam to samo. Zaczęłyśmy jakąś "kreatywną" rozmowę o niczym. Trochę lepiej się poznałyśmy. Wymieniłyśmy się numerami. Bardzo ją polubiłam. Opowiadała mi o sobie. Ja odpowiadałam także na jej pytania. No i jakoś tak spędziłyśmy razem popołudnie. Około godziny 19:00, Kinga powiedziała, że musi iść, więc odprowadziłam ją do drzwi. Pożegnałyśmy się i dziewczyna poszła w swoją stronę. Usiadłam na kanapie, przykryłam się kocem i włączyłam telewizor. Na większości programów przeważały fakty czy wiadomości. Nie było to dziwne o tej porze zawsze są jakieś nudy. Skakałam po kanałach bez jakiejś nadziei, że jednak jest w telewizji coś ludzkiego i normalnego, ale po pewnym czasie znudziło mi się to i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam koszulę nocną i czysty ręcznik. Skierowałam się w stronę łazienki. Zamknęłam drzwi i wpuściłam wodę do wanny. Sprawdziłam telefon, nic nie było. Żadnych wiadomości, ani od Jasia, ani od jakiejkolwiek, żywej duszy. Zdjęłam z siebie ubranie i weszłam do gorącej wody. Czując ciepłą wodę, dotykającą mojego nagiego ciała. Przeszedł mnie delikatny dreszczyk przyjemności. Nie miałam zamiaru nie wiadomo jak się szorować, chciałam po prostu pomyśleć i poczuć się przyjemnie. Myślałam o mnie, o Jaśku, o Weronice, a nawet o Kindze. Co 5 minut spoglądałam na mojego smartfona, miałam nadzieję, że może ktoś się mną interesuje, ale nie było żadnej ambitnej wiadomości. Kiedy wyszłam z wanny, wytarłam się i przebrałam w koszulę. Włosy wysuszyłam suszarką i związałam w koka. Była godzina 21:00. Zadzwoniłam do Jaśka, nie odbierał. Zadzwoniłam do Weroniki, nie odbierała. W końcu zadzwoniłam do Kingi, również nie odebrała.
- Może jest jakaś impreza, o której nie wiem. A no tak "Natalka" ma urodziny. - powiedziałam, wywracając oczami.
Natalka. Ja tak bardzo jej nie lubię. Wręcz nienawidzę. Wdzięczy się przed każdym i udaję świętoszkę.
Nie lubię jej, to prawda, ale jest naprawdę śliczna. Blada twarz dodająca tajemniczości. Blond włosy, którym nie oparłby się żaden prawdziwy chłopak. Błękitne oczy, które dają wrażenie niewinności. Ubierała się bardzo ładnie, ale nic nie zakryje tego co sprawia, że Ci którzy ją znają wiedzą jaka jest. Kiedyś się przyjaźniłyśmy, ale to były naprawdę stare czasy. Od tego czasu bardzo się zmieniła. Stała się chamska, udaję dziewczynę z wyższych sfer. Nie lubię kiedy ktoś tak się zachowuje. Ale to jest tylko moje zdanie.
Włączyłam komputer i sprawdziłam portale społecznościowe typu: ask, instagram czy facebook. Odpowiedziałam na parę pytań na asku i weszłam na 'fejsa'. Przewijałam jakieś głupie stronki, aż wpadłam na zdjęcia Natalii. Były to zdjęcia z jej 'zajebistych' urodzin. Ludzie pili, tańczyli, śpiewali. Przynajmniej tak to wyglądało na zdjęciach. Nudne to było. Ale jedno zdjęcie bardzo mnie zaciekawiło. Natalia siedziała na łóżku, a Jasiek przytulał ją od tyłu. W tym momencie cos we mnie pękło.
*******
Oto rozdział 15 :D Dziwię się, że aż tyle ze mną wytrzymaliście. Ale baardzo Wam dziękuje :D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
- Może jest jakaś impreza, o której nie wiem. A no tak "Natalka" ma urodziny. - powiedziałam, wywracając oczami.
Natalka. Ja tak bardzo jej nie lubię. Wręcz nienawidzę. Wdzięczy się przed każdym i udaję świętoszkę.
Nie lubię jej, to prawda, ale jest naprawdę śliczna. Blada twarz dodająca tajemniczości. Blond włosy, którym nie oparłby się żaden prawdziwy chłopak. Błękitne oczy, które dają wrażenie niewinności. Ubierała się bardzo ładnie, ale nic nie zakryje tego co sprawia, że Ci którzy ją znają wiedzą jaka jest. Kiedyś się przyjaźniłyśmy, ale to były naprawdę stare czasy. Od tego czasu bardzo się zmieniła. Stała się chamska, udaję dziewczynę z wyższych sfer. Nie lubię kiedy ktoś tak się zachowuje. Ale to jest tylko moje zdanie.
Włączyłam komputer i sprawdziłam portale społecznościowe typu: ask, instagram czy facebook. Odpowiedziałam na parę pytań na asku i weszłam na 'fejsa'. Przewijałam jakieś głupie stronki, aż wpadłam na zdjęcia Natalii. Były to zdjęcia z jej 'zajebistych' urodzin. Ludzie pili, tańczyli, śpiewali. Przynajmniej tak to wyglądało na zdjęciach. Nudne to było. Ale jedno zdjęcie bardzo mnie zaciekawiło. Natalia siedziała na łóżku, a Jasiek przytulał ją od tyłu. W tym momencie cos we mnie pękło.
*******
Oto rozdział 15 :D Dziwię się, że aż tyle ze mną wytrzymaliście. Ale baardzo Wam dziękuje :D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Rozdział 14
Przebrałam się, umyłam zęby i położyłam się do łóżka. Byłam zmęczona, tyle się dzisiaj działo. Jasiek poprosił mnie o bycie parą, pocałunek, kłótnia, wypadek. Za dużo tego jak na moją głowę. Przykryłam się turkusową kołdrą i szybko zasnęłam. Śniło mi się, że jestem w pokoju, czarnym pokoju. Sama, zamknięta w czterech ścianach. Nie widziałam nic oprócz jednego promyka światła, osiadającego na moim trampku. Spojrzałam wyżej: okno w suficie. Krzyczałam, błagałam aby ktoś mnie wypuścił. Nikt nie słyszał. Usiadłam i ponownie skuliłam się w kącie.
NASTĘPNEGO DNIA
Obudziłam się. Byłam niewyspana. Bałam się, ponieważ dzisiaj miałam mieć pierwsze przetaczanie krwi. Jedynym plusem tego wszystkiego było to, że nareszcie mogłam wrócić do domu. Pielęgniarka dała mi jakieś leki i kazała usiąść na wózku inwalidzkim. Zawiozła mnie na inny oddziału. Tam zobaczyłam mnóstwo stojaków na kroplówki, łóżka i krzesła. Kobieta powiedziała, abym usiadła na jednym z nich i podłączyła mi woreczek z krwią. Siedziałam tak ok. 3 godziny. Kiedy nareszcie ta męka, którą będę musiała jeszcze milion razy powtarzać skończyła się pani w fartuchu wyjęła mi wenflon i zawiozła do sali. Tam nie czekał na mnie nikt.
-Pewnie Jasiek poszedł na policję. - tak to sobie wytłumaczyłam.
Spakowałam swoje rzeczy, przebrałam się w coś normalnego, czyli czarne spodnie, białą bluzę, płaszcz i buty emu. Rozpuściłam włosy, usta pomalowałam błyszczykiem, wzięłam lekki bagaż i wyszłam. Kiedy przeszłam przez próg szpitala poczułam zimny wiaterek. Tak bardzo brakowało mi świeżego powietrza. Zobaczyłam samochód moich rodziców. Podeszłam do niego. Oni przywitali się ze mną i zawieźli do domu. Wyszłam z auta i rozejrzałam się. Nie było mnie tylko parę dni, ale bardzo tęskniłam za moim minimalistycznym domem. Szłam po mojej szarej kostce przed domem i weszłam do domu. Od razu poszłam do mojego pokoju. Miałam tam czysto, chyba mama posprzątała. Położyłam torbę i weszłam do łazienki. Przebrałam się już drugi raz dzisiaj, ale tym razem bardziej w strój "po domu". Moim dzisiejszym strojem była czarna luźna bluzka z cytatem "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." i czarne leginsy. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie coś do jedzenia. Tym razem padło na jajecznice ze szczypiorkiem. Wyjęłam z lodówki 3 jajka. Na palnik położyłam patelnie i stłukłam jajka. Kiedy już jajecznica była gotowa zdjęłam ją z kuchni i strąciłam na talerz. Doprawiłam solą i pieprzem, pokroiłam szczypiorek i zrzuciłam z deski na jajecznice. Jadłam z takim smakiem, jakbym jedzenia nie widziała przez pół roku. Te szpitalne posiłki były takie mdłe i nie dobre, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Kiedy skończyłam naczynia schowałam do zmywarki i wzięłam moją ulubioną książkę, czyli "Gwiazd Naszych Wina". Opowiada o dziewczynie chorej na raka, która poznaję bardzo przystojnego chłopaka, który również walczy z tą okrutną chorobą. Razem mają różne niesamowite przygody, ale takie.. normalne. Jedynym ich sprzymierzeńcem jest czas.. i choroba. Nie chcę, żeby ze mną było tak samo. Nie chcę, aby moim wrogiem był czas i choroba. Nie chcę takiego życia. Boję się, że nie będę mogła dostarczyć Jasiowi tyle szczęścia na ile zasługuje. Że będę zmęczona całymi dniami. Nie będę mogła pokazywać się z ludźmi. Nie będę mogła z nim chodzić na spacery, które ja i Jasiek bardzo lubiliśmy. A teraz to ma tak po prostu prysnąć? Nie chcę takiego życia dla niego. Sama dałabym radę, ale nie wiem czy Jasiek... szkoda gadać. Z moich zamyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zeszłam po schodach, w drzwiach zobaczyłam Weronikę. Nie! To nie jest Weronika, to jest Kinga. To jest ta sama dziewczyna, którą Wam ostatnio opisywałam. Blada cera, brunetka.
- Cześć! - powiedziała.
- Hej.. - odpowiedziałam niepewnie.
- Wiesz kim jestem?
- Kinga z klasy równoległej.
- Tak, przyszłam zapytać jak się czujesz.
- Dobrze.
- Nie zaprosisz mnie do siebie?
- Tak, wchodź. Nie chcę być nie miła, ale po co tu przyszłaś, przecież my się prawie nie znamy.
- Weronika mnie poprosiła, nie mogła przyjść, bo mamie musiała pomóc na zakupach.
- Ok, no spoko.
- Chcesz herbaty?
- Woda wystarczy.
- Mam tylko truskawkową.
- Może być.
******
Przepraszam Was, że taki słaby, ale nie miałam dzisiaj za bardzo weny.
Zapraszam Was do komentowania, bo mam wrażenie, że aktywność delikatnie spada.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Ask: http://ask.fm/emima02
NASTĘPNEGO DNIA
Obudziłam się. Byłam niewyspana. Bałam się, ponieważ dzisiaj miałam mieć pierwsze przetaczanie krwi. Jedynym plusem tego wszystkiego było to, że nareszcie mogłam wrócić do domu. Pielęgniarka dała mi jakieś leki i kazała usiąść na wózku inwalidzkim. Zawiozła mnie na inny oddziału. Tam zobaczyłam mnóstwo stojaków na kroplówki, łóżka i krzesła. Kobieta powiedziała, abym usiadła na jednym z nich i podłączyła mi woreczek z krwią. Siedziałam tak ok. 3 godziny. Kiedy nareszcie ta męka, którą będę musiała jeszcze milion razy powtarzać skończyła się pani w fartuchu wyjęła mi wenflon i zawiozła do sali. Tam nie czekał na mnie nikt.
-Pewnie Jasiek poszedł na policję. - tak to sobie wytłumaczyłam.
Spakowałam swoje rzeczy, przebrałam się w coś normalnego, czyli czarne spodnie, białą bluzę, płaszcz i buty emu. Rozpuściłam włosy, usta pomalowałam błyszczykiem, wzięłam lekki bagaż i wyszłam. Kiedy przeszłam przez próg szpitala poczułam zimny wiaterek. Tak bardzo brakowało mi świeżego powietrza. Zobaczyłam samochód moich rodziców. Podeszłam do niego. Oni przywitali się ze mną i zawieźli do domu. Wyszłam z auta i rozejrzałam się. Nie było mnie tylko parę dni, ale bardzo tęskniłam za moim minimalistycznym domem. Szłam po mojej szarej kostce przed domem i weszłam do domu. Od razu poszłam do mojego pokoju. Miałam tam czysto, chyba mama posprzątała. Położyłam torbę i weszłam do łazienki. Przebrałam się już drugi raz dzisiaj, ale tym razem bardziej w strój "po domu". Moim dzisiejszym strojem była czarna luźna bluzka z cytatem "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." i czarne leginsy. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie coś do jedzenia. Tym razem padło na jajecznice ze szczypiorkiem. Wyjęłam z lodówki 3 jajka. Na palnik położyłam patelnie i stłukłam jajka. Kiedy już jajecznica była gotowa zdjęłam ją z kuchni i strąciłam na talerz. Doprawiłam solą i pieprzem, pokroiłam szczypiorek i zrzuciłam z deski na jajecznice. Jadłam z takim smakiem, jakbym jedzenia nie widziała przez pół roku. Te szpitalne posiłki były takie mdłe i nie dobre, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Kiedy skończyłam naczynia schowałam do zmywarki i wzięłam moją ulubioną książkę, czyli "Gwiazd Naszych Wina". Opowiada o dziewczynie chorej na raka, która poznaję bardzo przystojnego chłopaka, który również walczy z tą okrutną chorobą. Razem mają różne niesamowite przygody, ale takie.. normalne. Jedynym ich sprzymierzeńcem jest czas.. i choroba. Nie chcę, żeby ze mną było tak samo. Nie chcę, aby moim wrogiem był czas i choroba. Nie chcę takiego życia. Boję się, że nie będę mogła dostarczyć Jasiowi tyle szczęścia na ile zasługuje. Że będę zmęczona całymi dniami. Nie będę mogła pokazywać się z ludźmi. Nie będę mogła z nim chodzić na spacery, które ja i Jasiek bardzo lubiliśmy. A teraz to ma tak po prostu prysnąć? Nie chcę takiego życia dla niego. Sama dałabym radę, ale nie wiem czy Jasiek... szkoda gadać. Z moich zamyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zeszłam po schodach, w drzwiach zobaczyłam Weronikę. Nie! To nie jest Weronika, to jest Kinga. To jest ta sama dziewczyna, którą Wam ostatnio opisywałam. Blada cera, brunetka.
- Cześć! - powiedziała.
- Hej.. - odpowiedziałam niepewnie.
- Wiesz kim jestem?
- Kinga z klasy równoległej.
- Tak, przyszłam zapytać jak się czujesz.
- Dobrze.
- Nie zaprosisz mnie do siebie?
- Tak, wchodź. Nie chcę być nie miła, ale po co tu przyszłaś, przecież my się prawie nie znamy.
- Weronika mnie poprosiła, nie mogła przyjść, bo mamie musiała pomóc na zakupach.
- Ok, no spoko.
- Chcesz herbaty?
- Woda wystarczy.
- Mam tylko truskawkową.
- Może być.
******
Przepraszam Was, że taki słaby, ale nie miałam dzisiaj za bardzo weny.
Zapraszam Was do komentowania, bo mam wrażenie, że aktywność delikatnie spada.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Ask: http://ask.fm/emima02
niedziela, 12 kwietnia 2015
Rozdział 13
Nadal mnie całował nie odrywając się ode mnie nawet na milimetr. Podniósł mnie z łóżka. Ja zawiązałam swoje nogi wokół jego bioder. On skierował mnie w stronę ściany, do której przyległy moje plecy. Trzymałam swoje dłonie w jego polikach. Moje wargi nadal przylegały do jego ciepłych ust. Zagryzł moją dolną wargę. Jego pocałunki zjeżdżały coraz niżej aż do mojej szyi. Odchyliłam głowę do tyłu, dając mu do niej lepszy dostęp. Całował tak delikatnie i namiętnie zarazem. Z zadowolenia otworzyłam usta, on korzystając z okazji wślizgnął swój ciepły język do moich ust. Chwile błądził po mojej buzi po czym dotknął mojego języka.
- Jasiek, stop. - poczułam, że to za szybko. Zresztą jesteśmy w szpitalu, i ktoś w każdej chwili może wejść.
- Coś się stało? - powiedział przełykając nerwowo ślinę.
- To za szybko.
- Źle Ci było?
- Nie, ale..
- Ale? - ścisnął mnie mocniej.
- Nie jestem gotowa.
- Ty nigdy nie jesteś gotowa!
- Jasiek, ale nie czuję się na siłach.
- Nadal kochasz tego całego Alana!
- Nie, po prostu..
- Nie po co się tłumaczyć!
- O co Ci chodzi? - wyrwałam się z jego objęć.
- Nie rozumiesz, że robię wszystko, abyś zapomniała!
- Wiem, ale nie potrafię! - podniosłam głos.
- Jesteś dla mnie ważna!
- A ty dla mnie!
- To czemu to robisz?
- Ale co?
- Czemu nie pozwalasz mi się do Ciebie zbliżyć.
- Bo chcę Cię poznać.
- Nie ufasz mi?
- Ufam.
- Udowodnij. - powiedział to... tak stanowczo.
- Kocham Cię! Dupku, kocham Cię!
Podszedł do mnie i mnie przytulił. Bardzo mocno.
- Nie powinienem.
- Siedź cicho, nie psuj tego!
- Dobrze, Kruszynko.
- Mogę zostać sama?
- Tak, już idę.
Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Siedziałam na łóżku zastanawiając się co on we mnie widzi. Przecież jestem zwykłą dziewczyną. Ani ładna, ani nie mam jakiejś figury zgrabnej, ani jakaś inteligentna. Jestem spokojna. Nie umiem mówić o sobie "dobrze". Mam samoocenę niską do tego stopnia, że zakrywam moje ciało jak tylko mogę, rzadko zdarza mi się ubierać jakoś tak "fajnie". W mojej klasie jest taka Kinga. Ona jest naprawdę śliczna. Jest chuda i wysoka. Blada cera i piegi, które dodają jej uroku. Brunatne włosy, które nieczęsto związuje. Jest idealna. Dlaczego Jasiek chciał taką grubą Emilkę, a nie taką piękną Kingę. Może dam mu być z kimś, z kim mógłby się pokazać czy wyjść do ludzi. Ja potrafię tylko marudzić i czepiać się wszystkich i wszystkiego.
W podsumowaniu... jestem beznadziejna.
******
Zapraszam do komentowania! :)
- Jasiek, stop. - poczułam, że to za szybko. Zresztą jesteśmy w szpitalu, i ktoś w każdej chwili może wejść.
- Coś się stało? - powiedział przełykając nerwowo ślinę.
- To za szybko.
- Źle Ci było?
- Nie, ale..
- Ale? - ścisnął mnie mocniej.
- Nie jestem gotowa.
- Ty nigdy nie jesteś gotowa!
- Jasiek, ale nie czuję się na siłach.
- Nadal kochasz tego całego Alana!
- Nie, po prostu..
- Nie po co się tłumaczyć!
- O co Ci chodzi? - wyrwałam się z jego objęć.
- Nie rozumiesz, że robię wszystko, abyś zapomniała!
- Wiem, ale nie potrafię! - podniosłam głos.
- Jesteś dla mnie ważna!
- A ty dla mnie!
- To czemu to robisz?
- Ale co?
- Czemu nie pozwalasz mi się do Ciebie zbliżyć.
- Bo chcę Cię poznać.
- Nie ufasz mi?
- Ufam.
- Udowodnij. - powiedział to... tak stanowczo.
- Kocham Cię! Dupku, kocham Cię!
Podszedł do mnie i mnie przytulił. Bardzo mocno.
- Nie powinienem.
- Siedź cicho, nie psuj tego!
- Dobrze, Kruszynko.
- Mogę zostać sama?
- Tak, już idę.
Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Siedziałam na łóżku zastanawiając się co on we mnie widzi. Przecież jestem zwykłą dziewczyną. Ani ładna, ani nie mam jakiejś figury zgrabnej, ani jakaś inteligentna. Jestem spokojna. Nie umiem mówić o sobie "dobrze". Mam samoocenę niską do tego stopnia, że zakrywam moje ciało jak tylko mogę, rzadko zdarza mi się ubierać jakoś tak "fajnie". W mojej klasie jest taka Kinga. Ona jest naprawdę śliczna. Jest chuda i wysoka. Blada cera i piegi, które dodają jej uroku. Brunatne włosy, które nieczęsto związuje. Jest idealna. Dlaczego Jasiek chciał taką grubą Emilkę, a nie taką piękną Kingę. Może dam mu być z kimś, z kim mógłby się pokazać czy wyjść do ludzi. Ja potrafię tylko marudzić i czepiać się wszystkich i wszystkiego.
W podsumowaniu... jestem beznadziejna.
******
Zapraszam do komentowania! :)
sobota, 11 kwietnia 2015
Rozdział 12
Przytuliłam się do jego umięśnionego ciała, aby jeszcze raz, że nie jestem sama.
- Jasiek..
- Hm? - dał znak, że mnie słyszy.
- Idź do domu, ogarnij się i przyjdź do mnie dzisiaj dobrze?
- A nie mogę zostać cały dzień.
- Proszę. - zrobiłam maślane oczy.
- Muszę?
- Tak.
- No dobrze. - spuścił wzrok udając smutnego, ale przy drzwiach odwrócił się i puścił oczko.
- Pa, Kruszynko.
Wzięłam kosmetyczkę, torbę z ubraniami i ręcznik. Poszłam do łazienki, zrzuciłam z siebie pidżamę i weszłam pod prysznic. Nalałam na swoją dłoń troszeczkę płynu pod prysznic, o zapachu truskawki i wtarłam go w swoje ciało. Opłukałam się jeszcze i wyszłam z pod ciepłej wody. Pogrzebałam trochę w torbie i znalazłam tam jakąś luźną tunikę przed kolano, koloru białego. Założyłam ją i wysuszyłam włosy. Wyprostowałam je delikatnie, a z grzywki zrobiłam warkocza, którego przypięłam wsuwką. Wyjęłam kosmetyki: krem BB, puder, jasne cienie do powiek, tusz do rzęs i czerwoną szminkę. Na początek nałożyłam krem, a na to troszeczkę pudru. Cienie do powiek były prawie nie widoczne, na moich jasnych powiekach. Moje długie rzęsy chciałam jeszcze trochę pogrubić, więc przejechałam po nich tuszem do rzęs. Ostatnim elementem makijażu była szminka. Przejechałam nią delikatnie po moich cienkich ustach. Zabrałam wszystkie moje rzeczy i przeszłam do mojej sali. Po drodze wszyscy się na mnie patrzyli. Musiało to wyglądać naprawdę dziwnie, skoro dziewczyna ubrana jak na wyjście spaceruje po szpitalu pełnym chorych ludzi. Schowałam wszystko do jednej torby, a w zasadzie to wrzuciłam i poczekałam na Jasia. Do szpitala dotarł ok. godziny 19:00. Wszedł do mojej sali ubrany w jeansową koszulę, czarne spodnie oraz trampki.
- Witam moją chorowitkę.
- Witam mojego Romea. - uśmiechnęłam się do niego.
- Ślicznie wyglądasz.
- Ty też nie wyglądasz najgorzej.
- To miał być komplement? Phi.. - odwrócił się udając obrażonego.
- Nie obrażaj się.
- Musisz mnie jakoś przeprosić.
Podeszłam do niego, stanęłam na palcach i złożyłam mu pocałunek na jego ciepłych ustach. On chętnie odwzajemnił pocałunek. Wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Usiadłam po turecku, a on usiadł obok mnie. Rozmawialiśmy całą noc. On mnie pocieszał, ja jego. Tłumaczyliśmy sobie wszystko, opowiadaliśmy o naszym życiu. Nie obyło się także bez głupawki.
- Ale ty mnie pociągasz dziewczyno.
- Czyli mogę mieć pewność.
- O co?
- No, że nie wyskoczysz z jakąś inną dziewczyną na szybki numerek w krzakach.
- Taki numerek to tylko z Tobą.
- Hahaha, czyli mam się tego spodziewać?
- W każdej chwili.
- Nawet teraz?
- Nawet teraz. - powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy, podszedł do mnie i zaczął mnie namiętnie całować. Jakby czekał na to całe swoje życie, albo i dłużej.
*****
Dziękuje za 1000 wyświetleń. Jestem z Was taka dumna. :D Nadal nie wiem co tu się piszę, więc naprawdę jeszcze raz dziękuje.
- Jasiek..
- Hm? - dał znak, że mnie słyszy.
- Idź do domu, ogarnij się i przyjdź do mnie dzisiaj dobrze?
- A nie mogę zostać cały dzień.
- Proszę. - zrobiłam maślane oczy.
- Muszę?
- Tak.
- No dobrze. - spuścił wzrok udając smutnego, ale przy drzwiach odwrócił się i puścił oczko.
- Pa, Kruszynko.
Wzięłam kosmetyczkę, torbę z ubraniami i ręcznik. Poszłam do łazienki, zrzuciłam z siebie pidżamę i weszłam pod prysznic. Nalałam na swoją dłoń troszeczkę płynu pod prysznic, o zapachu truskawki i wtarłam go w swoje ciało. Opłukałam się jeszcze i wyszłam z pod ciepłej wody. Pogrzebałam trochę w torbie i znalazłam tam jakąś luźną tunikę przed kolano, koloru białego. Założyłam ją i wysuszyłam włosy. Wyprostowałam je delikatnie, a z grzywki zrobiłam warkocza, którego przypięłam wsuwką. Wyjęłam kosmetyki: krem BB, puder, jasne cienie do powiek, tusz do rzęs i czerwoną szminkę. Na początek nałożyłam krem, a na to troszeczkę pudru. Cienie do powiek były prawie nie widoczne, na moich jasnych powiekach. Moje długie rzęsy chciałam jeszcze trochę pogrubić, więc przejechałam po nich tuszem do rzęs. Ostatnim elementem makijażu była szminka. Przejechałam nią delikatnie po moich cienkich ustach. Zabrałam wszystkie moje rzeczy i przeszłam do mojej sali. Po drodze wszyscy się na mnie patrzyli. Musiało to wyglądać naprawdę dziwnie, skoro dziewczyna ubrana jak na wyjście spaceruje po szpitalu pełnym chorych ludzi. Schowałam wszystko do jednej torby, a w zasadzie to wrzuciłam i poczekałam na Jasia. Do szpitala dotarł ok. godziny 19:00. Wszedł do mojej sali ubrany w jeansową koszulę, czarne spodnie oraz trampki.
- Witam moją chorowitkę.
- Witam mojego Romea. - uśmiechnęłam się do niego.
- Ślicznie wyglądasz.
- Ty też nie wyglądasz najgorzej.
- To miał być komplement? Phi.. - odwrócił się udając obrażonego.
- Nie obrażaj się.
- Musisz mnie jakoś przeprosić.
Podeszłam do niego, stanęłam na palcach i złożyłam mu pocałunek na jego ciepłych ustach. On chętnie odwzajemnił pocałunek. Wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Usiadłam po turecku, a on usiadł obok mnie. Rozmawialiśmy całą noc. On mnie pocieszał, ja jego. Tłumaczyliśmy sobie wszystko, opowiadaliśmy o naszym życiu. Nie obyło się także bez głupawki.
- Ale ty mnie pociągasz dziewczyno.
- Czyli mogę mieć pewność.
- O co?
- No, że nie wyskoczysz z jakąś inną dziewczyną na szybki numerek w krzakach.
- Taki numerek to tylko z Tobą.
- Hahaha, czyli mam się tego spodziewać?
- W każdej chwili.
- Nawet teraz?
- Nawet teraz. - powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy, podszedł do mnie i zaczął mnie namiętnie całować. Jakby czekał na to całe swoje życie, albo i dłużej.
*****
Dziękuje za 1000 wyświetleń. Jestem z Was taka dumna. :D Nadal nie wiem co tu się piszę, więc naprawdę jeszcze raz dziękuje.
piątek, 10 kwietnia 2015
Rozdział 11
- Ja..
- Janek! - już wtedy nie mówiłam, ja krzyczałam.
- Potrąciłem człowieka. - stałam z otwartymi szeroko oczami.
- Ale.. jak to?
- Uciekłem.
- Jaś, ale.. dlaczego? Przecież mogło mu się coś stać, nie pomyślałeś o tym?! - mówiłam do niego z pretensją.
- Wezwałem pogotowie... I policję, ale nie przedstawiłem się. - mówił, łamiącym się głosem.
- Zostawiłeś go tam! - miałam do niego wyrzuty.
- Ale on się nie ruszał! - podniósł głos.
- Tym bardziej nie powinieneś go zostawiać!
- Nie dałabym rady znowu patrzeć jak ktoś umiera! Nie rozumiesz?!- krzyczał. Ja stałam z otwartymi ustami.
- Jasiek, spokojnie. - próbowałam go uspokoić. Trzymałam go za kark patrząc mu w oczy.
- Jestem tu. - mówiłam cicho.
- Przepraszam. - schylił głowę.
- Damy radę. - próbowałam go pocieszyć.
- Emilka..
- Tak?
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnęłam się do niego całując go delikatnie w usta.
Sama nie wiedziałam co mówię. Nie dawno zerwałam z Alanem, przyrzekając sobie, że już nigdy się nie zakocham. A tutaj wyznałam chłopakowi miłość. Wszystko się popsuło, ale nadal zostaje przy tym, że prawdziwa miłość zdarza się raz na milion.
Usiedliśmy na łóżku, a Janek opowiedział mi co się właściwie stało. I jak to... ZNOWU patrzeć na śmierć człowieka?
- Jechałem do szpitala i słuchałem radia. Przejeżdżałem przez to skrzyżowaniu na Mickiewicza. Miałem zielone. Jakiś mężczyzna wszedł na pasy i nie zdążyłem się zatrzymać. Wysiadłem wołałem pomocy, ale nikt nie podszedł. Zadzwoniłem po pogotowie, wsiadłem i przyjechałem do ciebie. - mówił z zaciśniętymi zębami, powstrzymując łzy.
- To nie twoja wina. - patrzyłam w jego brunatne tęczówki.
- Ale o co chodzi z śmiercią? - przełknęłam nerwowo ślinę.
- Jeden z moich braci... nie żyje. Zginał na moich oczach. Popełnił samobójstwo. - łza spłynęła mu po policzku.
Byłam zszokowana, nigdy mi o tym nie mówił.
- Janek, ja nie wiedziałam. - mówiłam. Nadal nie pozbierałam się po tym co mi powiedział.
- Ale musisz zgłosić się na policje.
- Nie, proszę.
- Zrób to dla mnie.
- Nie mogą ci nic zrobić to nie twoja wina. - znowu patrzyłam mu w oczy.
- Kruszynko, ale ja się boję. Pierwszy raz w życiu tak cholernie się boje.
- Ale nie masz czego.
- Mam.
- Mianowicie?
- Że stracę najbliższą mi osobę. - nie byłam pewna o kogo mu chodzi.
Chyba wyczuł moją moją niepewność, bo powiedział.
- Ciebie, kochanie. Ciebie.
Nie byliśmy oficjalnie parą, więc.. nie wiedziałam czy mówi to na poważnie czy żartuje.
- Ale my jesteśmy razem? - zapytałam.
Jaś uklęknął i zaczął mówić.
- Droga, Emilio! Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją, jak to się mówi.. "dziewczyną".
- No nie wiem, Janie. - starałam się nie śmiać.
- Poczekaj! - wybiegł z sali. A po chwili wrócił z pięknym bukietem białych tulipanów.
- A teraz? - pocałowałam go, przymrużając oczy.
- To znaczyło tak?
- A jak myślisz głupku?
- Że tak. - powiedział z wymalowanym entuzjazmem na twarzy.
******
Jest coraz więcej wyświetleń :) Bardzo się cieszę. Nie wiem co napisać, bo nigdy nie byłam w tym dobra, ale dziękuje. Naprawdę!
- Janek! - już wtedy nie mówiłam, ja krzyczałam.
- Potrąciłem człowieka. - stałam z otwartymi szeroko oczami.
- Ale.. jak to?
- Uciekłem.
- Jaś, ale.. dlaczego? Przecież mogło mu się coś stać, nie pomyślałeś o tym?! - mówiłam do niego z pretensją.
- Wezwałem pogotowie... I policję, ale nie przedstawiłem się. - mówił, łamiącym się głosem.
- Zostawiłeś go tam! - miałam do niego wyrzuty.
- Ale on się nie ruszał! - podniósł głos.
- Tym bardziej nie powinieneś go zostawiać!
- Nie dałabym rady znowu patrzeć jak ktoś umiera! Nie rozumiesz?!- krzyczał. Ja stałam z otwartymi ustami.
- Jasiek, spokojnie. - próbowałam go uspokoić. Trzymałam go za kark patrząc mu w oczy.
- Jestem tu. - mówiłam cicho.
- Przepraszam. - schylił głowę.
- Damy radę. - próbowałam go pocieszyć.
- Emilka..
- Tak?
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnęłam się do niego całując go delikatnie w usta.
Sama nie wiedziałam co mówię. Nie dawno zerwałam z Alanem, przyrzekając sobie, że już nigdy się nie zakocham. A tutaj wyznałam chłopakowi miłość. Wszystko się popsuło, ale nadal zostaje przy tym, że prawdziwa miłość zdarza się raz na milion.
Usiedliśmy na łóżku, a Janek opowiedział mi co się właściwie stało. I jak to... ZNOWU patrzeć na śmierć człowieka?
- Jechałem do szpitala i słuchałem radia. Przejeżdżałem przez to skrzyżowaniu na Mickiewicza. Miałem zielone. Jakiś mężczyzna wszedł na pasy i nie zdążyłem się zatrzymać. Wysiadłem wołałem pomocy, ale nikt nie podszedł. Zadzwoniłem po pogotowie, wsiadłem i przyjechałem do ciebie. - mówił z zaciśniętymi zębami, powstrzymując łzy.
- To nie twoja wina. - patrzyłam w jego brunatne tęczówki.
- Ale o co chodzi z śmiercią? - przełknęłam nerwowo ślinę.
- Jeden z moich braci... nie żyje. Zginał na moich oczach. Popełnił samobójstwo. - łza spłynęła mu po policzku.
Byłam zszokowana, nigdy mi o tym nie mówił.
- Janek, ja nie wiedziałam. - mówiłam. Nadal nie pozbierałam się po tym co mi powiedział.
- Ale musisz zgłosić się na policje.
- Nie, proszę.
- Zrób to dla mnie.
- Nie mogą ci nic zrobić to nie twoja wina. - znowu patrzyłam mu w oczy.
- Kruszynko, ale ja się boję. Pierwszy raz w życiu tak cholernie się boje.
- Ale nie masz czego.
- Mam.
- Mianowicie?
- Że stracę najbliższą mi osobę. - nie byłam pewna o kogo mu chodzi.
Chyba wyczuł moją moją niepewność, bo powiedział.
- Ciebie, kochanie. Ciebie.
Nie byliśmy oficjalnie parą, więc.. nie wiedziałam czy mówi to na poważnie czy żartuje.
- Ale my jesteśmy razem? - zapytałam.
Jaś uklęknął i zaczął mówić.
- Droga, Emilio! Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją, jak to się mówi.. "dziewczyną".
- No nie wiem, Janie. - starałam się nie śmiać.
- Poczekaj! - wybiegł z sali. A po chwili wrócił z pięknym bukietem białych tulipanów.
- A teraz? - pocałowałam go, przymrużając oczy.
- To znaczyło tak?
- A jak myślisz głupku?
- Że tak. - powiedział z wymalowanym entuzjazmem na twarzy.
******
Jest coraz więcej wyświetleń :) Bardzo się cieszę. Nie wiem co napisać, bo nigdy nie byłam w tym dobra, ale dziękuje. Naprawdę!
czwartek, 9 kwietnia 2015
Rozdział 10
Zjadłam posiłek, który przyniosła mi pielęgniarka i położyłam się spać. Było mi wyjątkowo dobrze, jak na szpital oczywiście. Znowu nie pamiętam o czym śniłam. Zawsze kiedy śni mi się coś bardzo ekscytującego i miłego, albo po prostu czegoś o czym marzę, natychmiast o tym zapominam. Jakby życie, o którym zawsze marzyłam, coś czego pragnęłam, po prostu przelało się przez palce.
Kiedy się obudziłam dochodziła godzina 17:00. Powoli otwierałam oczy i przyzwyczajałam się do ostrego światła. Weszła moja mama.
- Cześć, córciu.
- Cześć, mamo. - odpowiedziałam jeszcze zaspana.
- Kupiłam Ci nową pidżamkę i kapcie.
- Dzięki.
- Coś się stało?
- Nie, jest Jasiek.
- Na korytarzu go nie ma.
- No trudno. - powiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy.
Siedziałyśmy w ciszy, nie miałyśmy ze sobą dobrego kontaktu aż do teraz. Moi rodzice do pracy wyjeżdżają zanim wstanę, a jak wracają ja już śpię. W weekendy albo ja albo oni wychodzą. Nie rozmawiamy zbyt często, może tylko jakieś teksty typu: "Jak w szkole? Dobrze. Aha" To takie trzy zdania, które sprawiają, że mam z nimi jakikolwiek kontakt. Może moja mama nie ma wyczucia, ani matczynej intuicji, ale wyczuła, że czuję się nieswojo i wyszła. Znowu zostałam sama. Jak zawsze. Ale nie mogę nikogo winić. Przecież inni mają swoje życie, nie mogę im psuć harmonogramu dnia. Usłyszałam pukanie do drzwi, a w szybie zobaczyłam jakiegoś chłopaka.
- Jasiek?!
- Tak to ja Twój Romeo! - krzyknął mój kuzyn.
- Idź idioto! - uśmiechnęłam się, rzucając go poduszką.
- Jak tam "siostrzyczko"?
- Jakoś leci "braciszku".
Lubimy się sprzeczać i droczyć, nawet bardzo. Piotrek jest jedną z najbliższych mi osób. Widywaliśmy się w szkole, ale i poza jej terenem. Czasami w parku, czasami w kawiarni, czasami w kinie. Dziewczyny z klasy są o niego bardzo zazdrosne. Jest całkiem niezły. Ma ciemne blond włosy, zaczesane na prawą stronę. Zielone oczy i uwydatnione usta. Moim zdaniem nie jest on bardzo pociągający, ale ja jestem jego siostrą i nie widzę tego co inne.
- Coś się zamyśliłaś. - powiedział do mojej świadomości.
- Co? Ja?
- Nie.. ja. Już? Złapałaś kontakt z ziemią?
- Weź ogarnij dupę! - uśmiechnęłam się do niego.
- My to nie umiemy normalnie rozmawiać.
- Jeden raz się z Tobą zgodzę.
Znowu usłyszałam pukanie.
- Emilka.. - usłyszałam kogoś zza drzwi.
- Wejść!- - krzyknęłam bijąc Piotrka poduszką.
- Jasiek! - powiedziałam entuzjastycznie przytulając się do niego.
- Emilka.. muszę Ci coś powiedzieć.
- To może ja was zostawię. - przerwał mu Piotrek.
- Pa siostra!
- Pa. - odpowiedziałam szybko, patrząc się na Jasia.
- Przepraszam Cię.
- Ale Jasiek.. co się stało. - byłam już mocno zaniepokojona.
- Nie powinienem Cię denerwować, ale..
- Mów!
*******
Witam! Jest już 10 rozdział! Bardzo Wam za wszystko dziękuje, ale ostatnio spadła aktywność na blogu. Wyświetlenia rosną, ale z komentarzami jest bardzo słabo, dlatego rozdział będzie dopiero kiedy będą 3 komentarze.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ :D
Kiedy się obudziłam dochodziła godzina 17:00. Powoli otwierałam oczy i przyzwyczajałam się do ostrego światła. Weszła moja mama.
- Cześć, córciu.
- Cześć, mamo. - odpowiedziałam jeszcze zaspana.
- Kupiłam Ci nową pidżamkę i kapcie.
- Dzięki.
- Coś się stało?
- Nie, jest Jasiek.
- Na korytarzu go nie ma.
- No trudno. - powiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy.
Siedziałyśmy w ciszy, nie miałyśmy ze sobą dobrego kontaktu aż do teraz. Moi rodzice do pracy wyjeżdżają zanim wstanę, a jak wracają ja już śpię. W weekendy albo ja albo oni wychodzą. Nie rozmawiamy zbyt często, może tylko jakieś teksty typu: "Jak w szkole? Dobrze. Aha" To takie trzy zdania, które sprawiają, że mam z nimi jakikolwiek kontakt. Może moja mama nie ma wyczucia, ani matczynej intuicji, ale wyczuła, że czuję się nieswojo i wyszła. Znowu zostałam sama. Jak zawsze. Ale nie mogę nikogo winić. Przecież inni mają swoje życie, nie mogę im psuć harmonogramu dnia. Usłyszałam pukanie do drzwi, a w szybie zobaczyłam jakiegoś chłopaka.
- Jasiek?!
- Tak to ja Twój Romeo! - krzyknął mój kuzyn.
- Idź idioto! - uśmiechnęłam się, rzucając go poduszką.
- Jak tam "siostrzyczko"?
- Jakoś leci "braciszku".
Lubimy się sprzeczać i droczyć, nawet bardzo. Piotrek jest jedną z najbliższych mi osób. Widywaliśmy się w szkole, ale i poza jej terenem. Czasami w parku, czasami w kawiarni, czasami w kinie. Dziewczyny z klasy są o niego bardzo zazdrosne. Jest całkiem niezły. Ma ciemne blond włosy, zaczesane na prawą stronę. Zielone oczy i uwydatnione usta. Moim zdaniem nie jest on bardzo pociągający, ale ja jestem jego siostrą i nie widzę tego co inne.
- Coś się zamyśliłaś. - powiedział do mojej świadomości.
- Co? Ja?
- Nie.. ja. Już? Złapałaś kontakt z ziemią?
- Weź ogarnij dupę! - uśmiechnęłam się do niego.
- My to nie umiemy normalnie rozmawiać.
- Jeden raz się z Tobą zgodzę.
Znowu usłyszałam pukanie.
- Emilka.. - usłyszałam kogoś zza drzwi.
- Wejść!- - krzyknęłam bijąc Piotrka poduszką.
- Jasiek! - powiedziałam entuzjastycznie przytulając się do niego.
- Emilka.. muszę Ci coś powiedzieć.
- To może ja was zostawię. - przerwał mu Piotrek.
- Pa siostra!
- Pa. - odpowiedziałam szybko, patrząc się na Jasia.
- Przepraszam Cię.
- Ale Jasiek.. co się stało. - byłam już mocno zaniepokojona.
- Nie powinienem Cię denerwować, ale..
- Mów!
*******
Witam! Jest już 10 rozdział! Bardzo Wam za wszystko dziękuje, ale ostatnio spadła aktywność na blogu. Wyświetlenia rosną, ale z komentarzami jest bardzo słabo, dlatego rozdział będzie dopiero kiedy będą 3 komentarze.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ :D
wtorek, 7 kwietnia 2015
Informacja!
W rozdziale dziewiątym, stało się coś złego! Jakiś przypadkowy link zakrył linijkę tekstu. Postaram się to naprawić, ale nie jest to łatwe. Przepraszam Was za to.
Rozdział 9
Była godzina 11:23. Byliśmy wtuleni w siebie. Ciągle miałam przytulony policzek do jego torsu. Jego opadające na czoło, brązowe włosy zakrywały oczy. Miał lekki uśmieszek, jakby śniło mu się coś o czym marzył przez całe życie. Powodowało to, że był naprawdę pociągający... STOP! Emilka! Jasiek to tylko twój przyjaciel. Przytuliłam się jeszcze bardziej do niego, aby poczuć, że nie jestem sama. On zrobił to samo. Przybliżyłam moją głowę, do jego oczu. Patrzyłam, patrzyłam i tak chyba przez godzinę. Zapomniałam na ten czas, że jestem na cokolwiek chora. Przybliżyłam swoje usta do jego ust. Czułam jego oddech na mojej twarzy. Obserwowałam każdy jego, nawet najmniejszy ruch. W pewnym momencie jego oczy otworzyły się, a na moich suchych wargach poczułam leciutki dotyk. Zaledwie musnął moje usta, ja pogłębiłam pocałunek nie spodziewając się tego sama po sobie. Usiedliśmy na łóżku, nie przerywając pocałunku. Złapał mnie za policzek swoją dłonią. Przymknęłam oczy z zadowolenia. On oderwał się ode mnie, patrząc w turkusową pościel.
- Przepraszam. - zagryzł górną wargę.
- Ale za.. za co? - głos mi się łamał.
Spojrzał na mnie mówiąc.
- Nie powinienem, źle wyszło.
- Ale ja tego chciałam. - nie wiem czy powiedziałam to w emocjach, czy byłam tego na sto procent pewna.
Podniósł na mnie wzrok, z szeroko otwartymi oczami. Pocałowałam go na znak, że bardzo tego chciałam. Znowu to on przejął inicjatywne. Całował mnie namiętnie, ale delikatnie. Na początku jego wargi lekko "przyklejały" się do moich i powoli odrywały. Wziął mnie na ręce, zszedł z łóżka i usiadł na nim. Posadził mnie na swoich kolanach. Ja nie protestując usiadłam na jego kolanach okrakiem. Wszystko działo się strasznie szybko. Wiedziałam, że w każdej chwili ktoś może tutaj wejść, ale to wcale nam nie przeszkadzało. Znaczy.... nie przeszkodziłoby, dopóki nie weszła pielęgniarka i kazała się Jasiowi wynosić. Kiedy wyszedł mrugając do mnie okiem w mojej głowie narodziło się tysiąc pytań:
"Czy ja już z nim? Para? My jesteśmy przyjaciółmi? Coś znaczyło?" tak wiem to było naprawdę bezsensowne. Ale.... no właśnie, zawsze jest jakieś "ALE". On był taki pociągający i stanowczy. Sama nie wiem co o tym myśleć. Moje przemyślenia przerwała pani doktor.
- Dzień dobry!
- Dzień dobry!
- Widzę, że pani narzeczony już poszedł. - schyliłam głowę, a na mojej twarzy pojawił się rumieniec.
- To mój przyjaciel.
- Tak, tak. - powiedziała chytrze.
- Chciała mi pani coś powiedzieć..
- A tak, jutro będzie pani miała pierwszy zabieg transfuzji krwi.
- Przetaczania?
- Tak właśnie.
- W jaki sposób się to będzie odbywało? Będzie bolało?
- Proszę się nie martwić. Założymy pani czysty wenflon i będziemy przetaczać pani krew z "woreczka". Boleć będzie tylko przy zakładaniu wenflonu, ale to tylko takie malutkie ukłucie.
- Dziękuje, bardzo mnie pani uspokoiła, i proszę do mnie mówić Kruszy... znaczy Emilka. - załamał mi się głos. Pani Morawińska zaczęła się śmiać w niebo głosy.
- Przejęzyczyłam się. - dodałam.
- Dobrze, Emilko, dobrze, zaraz przyjdzie do Ciebie pielęgniarka i przyniesie obiad. Proszę odpoczywać. - mówiąc to wyszła.
******
Kolejny rozdział już za nami. Dziękuje za 700 wyświetleń! :D Jesteście MEGA! Naprawdę! Bardzo się cieszę! Rozdziały pojawiają się codziennie o bliżej nieokreślonej godzinie. Jeżeli nie będzie rozdziału jakiegoś dnia, będą 2 następnego. O reszcie będę informować :D
Zapraszam na aska: http://ask.fm/emima02
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ^^
- Przepraszam. - zagryzł górną wargę.
- Ale za.. za co? - głos mi się łamał.
Spojrzał na mnie mówiąc.
- Nie powinienem, źle wyszło.
- Ale ja tego chciałam. - nie wiem czy powiedziałam to w emocjach, czy byłam tego na sto procent pewna.
Podniósł na mnie wzrok, z szeroko otwartymi oczami. Pocałowałam go na znak, że bardzo tego chciałam. Znowu to on przejął inicjatywne. Całował mnie namiętnie, ale delikatnie. Na początku jego wargi lekko "przyklejały" się do moich i powoli odrywały. Wziął mnie na ręce, zszedł z łóżka i usiadł na nim. Posadził mnie na swoich kolanach. Ja nie protestując usiadłam na jego kolanach okrakiem. Wszystko działo się strasznie szybko. Wiedziałam, że w każdej chwili ktoś może tutaj wejść, ale to wcale nam nie przeszkadzało. Znaczy.... nie przeszkodziłoby, dopóki nie weszła pielęgniarka i kazała się Jasiowi wynosić. Kiedy wyszedł mrugając do mnie okiem w mojej głowie narodziło się tysiąc pytań:
"Czy ja już z nim? Para? My jesteśmy przyjaciółmi? Coś znaczyło?" tak wiem to było naprawdę bezsensowne. Ale.... no właśnie, zawsze jest jakieś "ALE". On był taki pociągający i stanowczy. Sama nie wiem co o tym myśleć. Moje przemyślenia przerwała pani doktor.
- Dzień dobry!
- Dzień dobry!
- Widzę, że pani narzeczony już poszedł. - schyliłam głowę, a na mojej twarzy pojawił się rumieniec.
- To mój przyjaciel.
- Tak, tak. - powiedziała chytrze.
- Chciała mi pani coś powiedzieć..
- A tak, jutro będzie pani miała pierwszy zabieg transfuzji krwi.
- Przetaczania?
- Tak właśnie.
- W jaki sposób się to będzie odbywało? Będzie bolało?
- Proszę się nie martwić. Założymy pani czysty wenflon i będziemy przetaczać pani krew z "woreczka". Boleć będzie tylko przy zakładaniu wenflonu, ale to tylko takie malutkie ukłucie.
- Dziękuje, bardzo mnie pani uspokoiła, i proszę do mnie mówić Kruszy... znaczy Emilka. - załamał mi się głos. Pani Morawińska zaczęła się śmiać w niebo głosy.
- Przejęzyczyłam się. - dodałam.
- Dobrze, Emilko, dobrze, zaraz przyjdzie do Ciebie pielęgniarka i przyniesie obiad. Proszę odpoczywać. - mówiąc to wyszła.
******
Kolejny rozdział już za nami. Dziękuje za 700 wyświetleń! :D Jesteście MEGA! Naprawdę! Bardzo się cieszę! Rozdziały pojawiają się codziennie o bliżej nieokreślonej godzinie. Jeżeli nie będzie rozdziału jakiegoś dnia, będą 2 następnego. O reszcie będę informować :D
Zapraszam na aska: http://ask.fm/emima02
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ^^
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Rozdział 8
Usiadłam na szpitalnym łóżku. Koło mnie zebrała się cała chmara ludzi. Jasiek, mama, tata, doktor Morawińska i pielęgniarka zmieniająca mi kroplówkę. Wszyscy mieli strach w oczach. Nie wiem jak to możliwe, ale ja się nie bałam. Czekałam na tą wiadomość, spokojnie. Patrzyłam zdziwiona na Jaśka. Wyglądał jakby miał jakieś niedobory witamin. Cały śnieżnobiały, bał się chyba dużo bardziej niż moi rodzice, gdy usłyszeli tą wiadomość w gabinecie rudowłosej kobiety.
- Jest pani poważnie chora. - usłyszałam jakiś głos w środku ciszy.
- Ale da się tą chorobę wyleczyć. - ciągnęła.
- Mogę się w końcu dowiedzieć co mi jest?
- Ma pani niedokrwistość sierpowatą.
- Co to znaczy? - zapytałam spokojnie.
- To jest groźna choroba, która może prowadzić nawet do śmierci. - zrobiłam się naprawdę blada. Ze strachu.
- W jej przebiegu płytki krwi "sklejają" się, a dalej prowadzą do zatoru w żyłach. Co z kolei może prowadzić do zawału, a nawet do śmierci.
- Jak można to leczyć?
- Podstawową formą leczenia tego rodzaju anemii jest przetaczanie krwi. Leczeniem wspomagającym jest antybiotykoterapia. Inną metodą jest również przeszczep szpiku, ale mamy nadzieję, że w pani przypadku nie będzie to konieczne.
- Wyjdźcie.
- Ale córciu.. - mama chciała mnie przytulić.
- Wszyscy wyjdźcie! - krzyknęłam.
Wszyscy ruszyli w stronę drzwi. Jasiek wyszedł z pokoju ostatni mówiąc:
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
Nie wierzyłam mu. Rzuciłam się na poduszkę i zaczęłam płakać żywnymi łzami. Była godzina 20:23. Nikt oprócz pielęgniarki do mnie w tym czasie nie przyszedł. I bardzo dobrze! Nie chciałam, aby ktokolwiek zakłócał moje myśli. Jedyne czego chciałam to zdrowia. Zdrowia i tylko zdrowia. Byłam zmęczona. Faktycznie byłam ostatnio senna i miałam nudności oraz wymiotowałam. Czasami bolała mnie głowa. Ale myślałam, że to minie. A tutaj okazało się, że mam jedną z najgorszych typów anemii.
- Dlaczego ja?! - krzyczałam na cały głos.
Nikt nie zwracał na to uwagi. Powtórzę moje wcześniejsze słowa. I bardzo dobrze! Po kilku krzykach i waleniach w poduszkę głową, zasnęłam. Zmęczyłam się tym płaczem. Nie jadłam nic przez cały dzień, ale nie myślałam wtedy o tym, chociaż powinnam o to dbać najbardziej właśnie w tamtym momencie. Kiedy się obudziłam była 02:18. Odłączyłam od siebie kroplówkę z lekami przeciwbólowymi i poszłam do łazienki. Wstałam, założyłam mój czarny szlafrok i cała opuchnięta wyszłam z sali. Kręciłam się po piętrze szpitala i szukałam toalety. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka. Poszedł sobie. Nawet na mnie nie spojrzał.
- Phi! Nawet nie przeprosił. - był tak zamyślony, że nie zerknął w moją stronę.
Znalazłam nareszcie salę numer 15, czyli upragnioną TOALETĘ! Załatwiłam swoje sprawy i ruszyłam w stronę mojej sali. Szłam powoli, znaczy bardziej sunęłam się po szarych płytkach. Doszłam do drzwi koło, których siedział chłopak, o bladej cerze. Kiedy mnie zobaczył wstał.
- Emilka! - krzyknął.
- Jasiek? - zapytałam.
- A kto inny?
Wziął mnie do góry i zaczął kręcić.
- Jasiek, zwariowałeś? Jest 3 w nocy!
- Będzie dobrze! - krzyczał.
- Jasiek chodź do sali.
Wziął mnie na ręce i weszliśmy do sali. Położył mnie na łóżku, przykrył kołdrą i pocałował w czoło.
- Coś się stało? O czyś nie wiem?
- Wiesz wszystko. Tylko od teraz trzeba się cieszyć, dbać o ciebie. Musisz mi szybko wyzdrowieć i pojedziemy gdzieś. Na przykład w góry. - miał jakiś słowotok i krzyczał coś jakby był na haju.
- Ci.. Jasiek. - wzięłam go za policzki, żeby go uspokoić. Od razu zamknął buzie. Patrzył mi w oczy. Głęboko. Ja też nie mogłam od niego oderwać wzroku. W pewnym momencie lekko przysypiał.
- Jasiu...
- Czegoś potrzebujesz? - ocknął się.
- Nie, ale.. połóż się koło mnie.
Położyliśmy się na łóżku i przykryliśmy się kołdrą. Objął mnie w talii, ja przytuliłam się policzkiem do jego torsu i zasnęłam równie szybko jak Janek.
- Jest pani poważnie chora. - usłyszałam jakiś głos w środku ciszy.
- Ale da się tą chorobę wyleczyć. - ciągnęła.
- Mogę się w końcu dowiedzieć co mi jest?
- Ma pani niedokrwistość sierpowatą.
- Co to znaczy? - zapytałam spokojnie.
- To jest groźna choroba, która może prowadzić nawet do śmierci. - zrobiłam się naprawdę blada. Ze strachu.
- W jej przebiegu płytki krwi "sklejają" się, a dalej prowadzą do zatoru w żyłach. Co z kolei może prowadzić do zawału, a nawet do śmierci.
- Jak można to leczyć?
- Podstawową formą leczenia tego rodzaju anemii jest przetaczanie krwi. Leczeniem wspomagającym jest antybiotykoterapia. Inną metodą jest również przeszczep szpiku, ale mamy nadzieję, że w pani przypadku nie będzie to konieczne.
- Wyjdźcie.
- Ale córciu.. - mama chciała mnie przytulić.
- Wszyscy wyjdźcie! - krzyknęłam.
Wszyscy ruszyli w stronę drzwi. Jasiek wyszedł z pokoju ostatni mówiąc:
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
Nie wierzyłam mu. Rzuciłam się na poduszkę i zaczęłam płakać żywnymi łzami. Była godzina 20:23. Nikt oprócz pielęgniarki do mnie w tym czasie nie przyszedł. I bardzo dobrze! Nie chciałam, aby ktokolwiek zakłócał moje myśli. Jedyne czego chciałam to zdrowia. Zdrowia i tylko zdrowia. Byłam zmęczona. Faktycznie byłam ostatnio senna i miałam nudności oraz wymiotowałam. Czasami bolała mnie głowa. Ale myślałam, że to minie. A tutaj okazało się, że mam jedną z najgorszych typów anemii.
- Dlaczego ja?! - krzyczałam na cały głos.
Nikt nie zwracał na to uwagi. Powtórzę moje wcześniejsze słowa. I bardzo dobrze! Po kilku krzykach i waleniach w poduszkę głową, zasnęłam. Zmęczyłam się tym płaczem. Nie jadłam nic przez cały dzień, ale nie myślałam wtedy o tym, chociaż powinnam o to dbać najbardziej właśnie w tamtym momencie. Kiedy się obudziłam była 02:18. Odłączyłam od siebie kroplówkę z lekami przeciwbólowymi i poszłam do łazienki. Wstałam, założyłam mój czarny szlafrok i cała opuchnięta wyszłam z sali. Kręciłam się po piętrze szpitala i szukałam toalety. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka. Poszedł sobie. Nawet na mnie nie spojrzał.
- Phi! Nawet nie przeprosił. - był tak zamyślony, że nie zerknął w moją stronę.
Znalazłam nareszcie salę numer 15, czyli upragnioną TOALETĘ! Załatwiłam swoje sprawy i ruszyłam w stronę mojej sali. Szłam powoli, znaczy bardziej sunęłam się po szarych płytkach. Doszłam do drzwi koło, których siedział chłopak, o bladej cerze. Kiedy mnie zobaczył wstał.
- Emilka! - krzyknął.
- Jasiek? - zapytałam.
- A kto inny?
Wziął mnie do góry i zaczął kręcić.
- Jasiek, zwariowałeś? Jest 3 w nocy!
- Będzie dobrze! - krzyczał.
- Jasiek chodź do sali.
Wziął mnie na ręce i weszliśmy do sali. Położył mnie na łóżku, przykrył kołdrą i pocałował w czoło.
- Coś się stało? O czyś nie wiem?
- Wiesz wszystko. Tylko od teraz trzeba się cieszyć, dbać o ciebie. Musisz mi szybko wyzdrowieć i pojedziemy gdzieś. Na przykład w góry. - miał jakiś słowotok i krzyczał coś jakby był na haju.
- Ci.. Jasiek. - wzięłam go za policzki, żeby go uspokoić. Od razu zamknął buzie. Patrzył mi w oczy. Głęboko. Ja też nie mogłam od niego oderwać wzroku. W pewnym momencie lekko przysypiał.
- Jasiu...
- Czegoś potrzebujesz? - ocknął się.
- Nie, ale.. połóż się koło mnie.
Położyliśmy się na łóżku i przykryliśmy się kołdrą. Objął mnie w talii, ja przytuliłam się policzkiem do jego torsu i zasnęłam równie szybko jak Janek.
dkuW
jej przebiegu dochodzi bowiem do zlepiania się płytek krwi, a dalej do
tworzenia zatorów w naczyniach. W konsekwencji może dojść do zawału,
czyli do niedokrwienia różnych narządów, co może doprowadzić do śmierci.
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-genetyczne/anemia-niedokrwistosc-sierpowata-przyczyny-dziedziczenie-objawy-i-lecz_36530.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-genetyczne/anemia-niedokrwistosc-sierpowata-przyczyny-dziedziczenie-objawy-i-lecz_36530.html
W jej przebiegu dochodzi bowiem do zlepiania się płytek krwi, a dalej
do tworzenia zatorów w naczyniach. W konsekwencji może dojść do zawału,
czyli do niedokrwienia różnych narządów, co może doprowadzić do śmierci.
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-genetyczne/anemia-niedokrwistosc-sierpowata-przyczyny-dziedziczenie-objawy-i-lecz_36530.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-genetyczne/anemia-niedokrwistosc-sierpowata-przyczyny-dziedziczenie-objawy-i-lecz_36530.html
W jej przebiegu dochodzi bowiem do zlepiania się płytek krwi, a dalej
do tworzenia zatorów w naczyniach. W konsekwencji może dojść do zawału,
czyli do niedokrwienia różnych narządów, co może doprowadzić do śmierci.
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-genetyczne/anemia-niedokrwistosc-sierpowata-przyczyny-dziedziczenie-objawy-i-lecz_36530.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-genetyczne/anemia-niedokrwistosc-sierpowata-przyczyny-dziedziczenie-objawy-i-lecz_36530.html
niedziela, 5 kwietnia 2015
Rozdział 7
Leżałam nieruchomo. Ciągle miałam zamknięte oczy. Czułam się jakbym była głucha. Słyszałam tylko.. nic. Przytłaczała mnie ta głucha cisza, ale nic nie mogłam zrobić. Jedyne co mogłam zrobić, to spróbować wyrzucić to wszystko z siebie, poprzez spokój. Nagle poczułam ból. Ten sam co przed szkołą. Moja skroń pulsowała, coraz mocniej i mocniej, coraz szybciej i szybciej. Bolało. Tak cholernie mocno bolało, ale moja mina nadal nie dawała oznak cierpienia. Kiedy powoli to wszystko zaczęło ustępować, mogłam nareszcie się poruszać. Otworzyłam oczy i zerwałam się z łóżka. Nie wiedziałam co się stało, byłam w mocnym szoku. Wokół mnie było mnóstwo poplątanych kabelków. Rozejrzałam się po białym pokoju. Wszędzie była biel i turkusowa zieleń. Płytki naprzeciw mnie odbijały moją twarz. Kiedy zorientowałam się, że jestem w szpitalu w mojej głowie narodziło się milion pytań.
- Co się stało, dlaczego tu jestem, jak to się stało, kiedy, ile tu jestem?
Nagle do mojej sali weszła jakaś kobieta. Była ubrana w biały sweter, czarne spodnie i granatowe szpilki. Na ramionach miała powieszony biały fartuch z plakietką.
- O już się Pani obudziła. - powiedziała uśmiechnięta kobieta.
- Dzień dobry. - odpowiedziałam cicho.
- Jak długo tu jestem? - zapytałam niepewnie.
- Zaledwie dwa dni. - odparła spokojnie.
- Jak to czy leżałam tutaj dwa dni!? Jak to możliwe co mi jest? Dlaczego pani się uśmiecha i mi nie odpowiada! Zaraz chwila.. Czy ja zadaje te pytania tylko w myślach. Dżizas.. - pomyślałam.
- Wszystko dobrze? - zapytała lekko zdziwiona pani doktor.
- Tak. Przepraszam, zamyśliłam się. Co się stało, że tutaj trafiłam?
- Zemdlała pani i walnęła głową w krawężnik. Nie znamy jeszcze, niestety dokładnej przyczyny zasłabnięcia. Proszę się nie martwić i odpoczywać.
- Dobrze, a mogę się dowiedzieć jaki mamy dzisiaj dzień?
- 31 września. A i jeszcze jedna sprawa. Ktoś jest przed drzwiami, zawołać tego "ktosia"?
- Pewnie moi rodzice, niech wejdą. - powiedziałam kładąc się bezsilnie na łóżku.
- Nie możliwe, pani rodzice poszli 15 minut temu i wrócą po południu. A zresztą to jest jakiś 16- latek. Zawołać?
- To pewnie Jasiek, wpuść go! - krzyczała moja podświadomość.
- Tak, jeśli by pani mogła.
Rudowłosa kobieta w koku, wyszła i poprosiła chłopaka, aby wszedł. Ale tylko na chwile, bo muszę odpoczywać. Widziałam zza szyby jak Janek przytaknął jej i otworzył drzwi.
- Cześć, Kruszynko! - powiedział z uśmiechem.
- Cześć. - odpowiedziałam.
- Jak się czujesz, już lepiej? - mówił, wysuwając stołek z pod łóżka.
- Tak.
- Bardzo się martwiłem. - oparł, z troską w oczach.
Siedzieliśmy w ciszy, tak jak tego dnia w moim domu.
- Przytulisz mnie? - powiedziałam szybko, aby przerwać milczenie.
Lekko zdziwiony Jasio, nachylił się nade mną i siadając na szpitalnym łóżku, wziął mnie w objęcia. Wiem, że się powtarzam, ale to było tak cholernie przyjemne. Przypominając sobie ból, który nie dawno przeżywałam zaczęłam płakać. On przytulił mnie jeszcze mocniej, złapał za rękę, mówiąc:
- Nie płacz, Emilko. Nie płacz. Już jest dobrze, jestem tu. - słysząc te słowa, przestałam płakać. Oddaliłam się od niego, ale nadal trzymałam go za rękę. On patrzył w moje oszklone, od płaczu oczy puścił moją kończynę i złapał mnie swoimi dłońmi za moje policzki. Wytarł ostatnią łzę spływającą po nim. Patrzyłam na niego z drżącą wargą, której nie mogłam uspokoić. Nie mogliśmy oderwać od siebie wzroku. Nasze usta przybliżały się niepostrzeganie. Kiedy zobaczyłam, że są naprawdę blisko, odsunęłam się od niego. Nie mogłam tego zrobić. Chociaż bardzo tego pragnęłam, miałam taką wewnętrzną blokadę, która nie pozwoliła mi nic więcej zrobić. Oboje nie wiedząc co mamy zrobić, zdenerwowani i zakłopotani jednocześnie, złapaliśmy się za głowy.
- Przepraszam, nie powinienem. - powiedział przestraszony.
- Nic się nie stało. Po prostu.. - przerwał mi kładąc kciuka na moje usta.
- Nie musisz się tłumaczyć. - schyliłam głowę na jego słowa.
- Zimno mi trochę. - powiedziałam, czując nieprzyjemny dreszcz chłodu.
- Czekaj, zaraz dam Ci kocyk. Tylko muszę, go po-szu-kać. - podzielił ostatnie słowo na sylaby.
Zaczął grzebać we wszystkich torbach jakie miałam w pokoju. Zrezygnowany po szukaniu w ostatniej torbie, popatrzył na mnie zażenowany. Widząc, że zdążyłam już okryć się kołdrą, zaczął się śmiać. Weszli moi rodzice. Jasiek lekko się spiął cała tą sytuacją.
- Dzień.. dzień.. dzień dobry Pani. Znaczy Panu. Znaczy Państwu. - zaczęłam chichrać się pod kołdrą.
Rodzice byli lekko zdezorientowani. Przerwałam tą niezręczną sytuację.
- Hejka! Mamo, tato to jest Jaś. Mój przyjaciel.
- Cześć córciu! Witaj Janie! Zaraz wrócimy, idziemy do gabinetu Pani Morawińskiej.
- Dobrze. - usłyszałam zamykające się drzwi.
Jasiek usiadł na "moim" łóżku.
- Od kiedy awansowałem na stanowisko przyjaciela. - zapytał.
- Od kiedy stałam się Twoją, Kruszynką. - odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
Nagle do sali weszli moi bladzi rodzice z kobietą w białym sweterku.
- Możesz Jasiu wyjść na chwilę? - powiedziała moja mama.
- Niech zostanie. - odparłam trzymając chłopaka mocno za rękę.
- Dobrze, ale lepiej usiądź. - zacisnęła usta pani doktor.
- Co się stało, dlaczego tu jestem, jak to się stało, kiedy, ile tu jestem?
Nagle do mojej sali weszła jakaś kobieta. Była ubrana w biały sweter, czarne spodnie i granatowe szpilki. Na ramionach miała powieszony biały fartuch z plakietką.
- O już się Pani obudziła. - powiedziała uśmiechnięta kobieta.
- Dzień dobry. - odpowiedziałam cicho.
- Jak długo tu jestem? - zapytałam niepewnie.
- Zaledwie dwa dni. - odparła spokojnie.
- Jak to czy leżałam tutaj dwa dni!? Jak to możliwe co mi jest? Dlaczego pani się uśmiecha i mi nie odpowiada! Zaraz chwila.. Czy ja zadaje te pytania tylko w myślach. Dżizas.. - pomyślałam.
- Wszystko dobrze? - zapytała lekko zdziwiona pani doktor.
- Tak. Przepraszam, zamyśliłam się. Co się stało, że tutaj trafiłam?
- Zemdlała pani i walnęła głową w krawężnik. Nie znamy jeszcze, niestety dokładnej przyczyny zasłabnięcia. Proszę się nie martwić i odpoczywać.
- Dobrze, a mogę się dowiedzieć jaki mamy dzisiaj dzień?
- 31 września. A i jeszcze jedna sprawa. Ktoś jest przed drzwiami, zawołać tego "ktosia"?
- Pewnie moi rodzice, niech wejdą. - powiedziałam kładąc się bezsilnie na łóżku.
- Nie możliwe, pani rodzice poszli 15 minut temu i wrócą po południu. A zresztą to jest jakiś 16- latek. Zawołać?
- To pewnie Jasiek, wpuść go! - krzyczała moja podświadomość.
- Tak, jeśli by pani mogła.
Rudowłosa kobieta w koku, wyszła i poprosiła chłopaka, aby wszedł. Ale tylko na chwile, bo muszę odpoczywać. Widziałam zza szyby jak Janek przytaknął jej i otworzył drzwi.
- Cześć, Kruszynko! - powiedział z uśmiechem.
- Cześć. - odpowiedziałam.
- Jak się czujesz, już lepiej? - mówił, wysuwając stołek z pod łóżka.
- Tak.
- Bardzo się martwiłem. - oparł, z troską w oczach.
Siedzieliśmy w ciszy, tak jak tego dnia w moim domu.
- Przytulisz mnie? - powiedziałam szybko, aby przerwać milczenie.
Lekko zdziwiony Jasio, nachylił się nade mną i siadając na szpitalnym łóżku, wziął mnie w objęcia. Wiem, że się powtarzam, ale to było tak cholernie przyjemne. Przypominając sobie ból, który nie dawno przeżywałam zaczęłam płakać. On przytulił mnie jeszcze mocniej, złapał za rękę, mówiąc:
- Nie płacz, Emilko. Nie płacz. Już jest dobrze, jestem tu. - słysząc te słowa, przestałam płakać. Oddaliłam się od niego, ale nadal trzymałam go za rękę. On patrzył w moje oszklone, od płaczu oczy puścił moją kończynę i złapał mnie swoimi dłońmi za moje policzki. Wytarł ostatnią łzę spływającą po nim. Patrzyłam na niego z drżącą wargą, której nie mogłam uspokoić. Nie mogliśmy oderwać od siebie wzroku. Nasze usta przybliżały się niepostrzeganie. Kiedy zobaczyłam, że są naprawdę blisko, odsunęłam się od niego. Nie mogłam tego zrobić. Chociaż bardzo tego pragnęłam, miałam taką wewnętrzną blokadę, która nie pozwoliła mi nic więcej zrobić. Oboje nie wiedząc co mamy zrobić, zdenerwowani i zakłopotani jednocześnie, złapaliśmy się za głowy.
- Przepraszam, nie powinienem. - powiedział przestraszony.
- Nic się nie stało. Po prostu.. - przerwał mi kładąc kciuka na moje usta.
- Nie musisz się tłumaczyć. - schyliłam głowę na jego słowa.
- Zimno mi trochę. - powiedziałam, czując nieprzyjemny dreszcz chłodu.
- Czekaj, zaraz dam Ci kocyk. Tylko muszę, go po-szu-kać. - podzielił ostatnie słowo na sylaby.
Zaczął grzebać we wszystkich torbach jakie miałam w pokoju. Zrezygnowany po szukaniu w ostatniej torbie, popatrzył na mnie zażenowany. Widząc, że zdążyłam już okryć się kołdrą, zaczął się śmiać. Weszli moi rodzice. Jasiek lekko się spiął cała tą sytuacją.
- Dzień.. dzień.. dzień dobry Pani. Znaczy Panu. Znaczy Państwu. - zaczęłam chichrać się pod kołdrą.
Rodzice byli lekko zdezorientowani. Przerwałam tą niezręczną sytuację.
- Hejka! Mamo, tato to jest Jaś. Mój przyjaciel.
- Cześć córciu! Witaj Janie! Zaraz wrócimy, idziemy do gabinetu Pani Morawińskiej.
- Dobrze. - usłyszałam zamykające się drzwi.
Jasiek usiadł na "moim" łóżku.
- Od kiedy awansowałem na stanowisko przyjaciela. - zapytał.
- Od kiedy stałam się Twoją, Kruszynką. - odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
Nagle do sali weszli moi bladzi rodzice z kobietą w białym sweterku.
- Możesz Jasiu wyjść na chwilę? - powiedziała moja mama.
- Niech zostanie. - odparłam trzymając chłopaka mocno za rękę.
- Dobrze, ale lepiej usiądź. - zacisnęła usta pani doktor.
sobota, 4 kwietnia 2015
Rozdział 6
NASTĘPNEGO DNIA
Kiedy wstałam, byłam okryta moim ulubionym białym kocem, a Jasia już nie było. Znalazłam zamiast niego karteczkę na biurku o treści:
"Dzień dobry, Kruszynko!
Tak słodko spałaś, że nie chciałem Cię budzić.
Proponuje, abyś się pospieszyła, bo dzisiaj szkoła. Spotkamy się w parku. O 18:00?
Daj mi znać w szkole czy możesz.... albo nie. Przecież z Tobą siedzę :D
Twój niezastąpiony,
Janek."
Uśmiechnęłam się głupio, sama do siebie i wzięłam ręcznik z szafki nocnej. Związałam włosy w koka i weszłam pod prysznic. Zaczęłam podśpiewywać jakieś wesołe piosenki. Jaś to była pierwsza osoba od dawna, której zaufałam oprócz Weroniki i mojego kuzyna Piotrka. Czułam się przy nim tak cholernie dobrze i bezpiecznie. Wiedziałam, że w jego towarzystwie nic mi się nie stanie. On zawsze mnie obroni. Tak mi wczoraj powiedział. Przynajmniej tak wywnioskowałam z jego pocieszającej mnie, wypowiedzi. Wyszłam z łazienki, rozczesałam włosy i założyłam na siebie czarne rurki, biały top oraz czarną, nierozsuwaną bluzę z napisami. Wzięłam torbę, założyłam białe trampki i wyszłam z domu. Kiedy weszłam do szkoły zobaczyłam uśmiechniętego Jasia, który stał przed drzwiami, jakby nie widział mnie 2 tygodnie. Przytulił mnie na powitanie.
- Cześć, Mała! - powiedział wesoły.
- Hej. - odpowiedziałam z taką samą reakcją na twarzy.
- Zaraz dzwonek, lepiej idź do szatni. - posłuchałam go i poszłam schodami w dół.
Kiedy wychodziłam, akurat zadzwonił dzwonek na lekcje. Poszłam pod klasę o numerze 23 i stanęłam obok drzwi, opierając się o ścianę i czekając na babkę od historii. Kiedy nauczycielka, po wielu trudach doszła nareszcie do naszej klasy, w której mieliśmy mieć lekcje otworzyła salę, i kazała usiąść na miejscach. Jasiek trochę mniej wesoły niż zazwyczaj usiadł koło mnie i powiedział.
- Jednak nie możemy się dzisiaj spotkać. Przepraszam. - mówiąc to pocałował mnie w czoło.
- Nic nie szkodzi. - powiedziałam mu. - Ale nie całuj mnie w czoło! - ciągnęłam rozmowę, drocząc się z nim.
- Dobrze, Kruszynko. - powiedział, znowu całując mnie w czoło!
- Czy ja Wam nie przeszkadzam, gołąbeczki! - zaczęła coś tam krzyczeć nauczycielka.
- Wręcz przeciwnie Psze Pani! - odrzekł Jaś, grzecznie kiwając głową. Nauczycielka machnęła ręką, chyba to olała, bo więcej się w naszą stronę nie odwróciła. Dzwonek zadzwonił, my spakowaliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z klasy. Janek poszedł w swoją stronę, ja w swoją. Zobaczyłam Weronikę jak gada ze swoim chłopakiem. Nie chciałam im przeszkadzać, więc poszłam pod klasę. Usiadłam i zaczęłam przygotowywać się do lekcji. Kiedy nadszedł ostatni dzwonek na dzisiaj, czyli dzwonek na koniec dzisiejszego dnia w szkole, wszyscy rzucili się na drzwi wyjściowe. Udało mi się w końcu, do nich dotrzeć, spojrzałam na ludzi. Wszyscy biegają, krzyczą, spieszą się gdzieś. Ale po co to wszystko? Po co ten pośpiech? Po co spieszyć? Nie rozumiem. Zeszłam z kamiennych schodów i wyszłam na chodnik. Zaczerpnęłam cicho powietrze do ust i szybko je wypuściłam. Nagle poczułam ból, jakby ktoś walnął mnie młotkiem w skroń. Nie wiem co się później stało. Widziałam tylko pustkę, ciemność, słyszałam krzyki, płacz. Ból jednak nadal nie ustępował. Światło raziło mnie w oczy, pomimo iż miałam je szczelnie zamknięte. Nagle wszytko ustało...
Kiedy wstałam, byłam okryta moim ulubionym białym kocem, a Jasia już nie było. Znalazłam zamiast niego karteczkę na biurku o treści:
"Dzień dobry, Kruszynko!
Tak słodko spałaś, że nie chciałem Cię budzić.
Proponuje, abyś się pospieszyła, bo dzisiaj szkoła. Spotkamy się w parku. O 18:00?
Daj mi znać w szkole czy możesz.... albo nie. Przecież z Tobą siedzę :D
Twój niezastąpiony,
Janek."
Uśmiechnęłam się głupio, sama do siebie i wzięłam ręcznik z szafki nocnej. Związałam włosy w koka i weszłam pod prysznic. Zaczęłam podśpiewywać jakieś wesołe piosenki. Jaś to była pierwsza osoba od dawna, której zaufałam oprócz Weroniki i mojego kuzyna Piotrka. Czułam się przy nim tak cholernie dobrze i bezpiecznie. Wiedziałam, że w jego towarzystwie nic mi się nie stanie. On zawsze mnie obroni. Tak mi wczoraj powiedział. Przynajmniej tak wywnioskowałam z jego pocieszającej mnie, wypowiedzi. Wyszłam z łazienki, rozczesałam włosy i założyłam na siebie czarne rurki, biały top oraz czarną, nierozsuwaną bluzę z napisami. Wzięłam torbę, założyłam białe trampki i wyszłam z domu. Kiedy weszłam do szkoły zobaczyłam uśmiechniętego Jasia, który stał przed drzwiami, jakby nie widział mnie 2 tygodnie. Przytulił mnie na powitanie.
- Cześć, Mała! - powiedział wesoły.
- Hej. - odpowiedziałam z taką samą reakcją na twarzy.
- Zaraz dzwonek, lepiej idź do szatni. - posłuchałam go i poszłam schodami w dół.
Kiedy wychodziłam, akurat zadzwonił dzwonek na lekcje. Poszłam pod klasę o numerze 23 i stanęłam obok drzwi, opierając się o ścianę i czekając na babkę od historii. Kiedy nauczycielka, po wielu trudach doszła nareszcie do naszej klasy, w której mieliśmy mieć lekcje otworzyła salę, i kazała usiąść na miejscach. Jasiek trochę mniej wesoły niż zazwyczaj usiadł koło mnie i powiedział.
- Jednak nie możemy się dzisiaj spotkać. Przepraszam. - mówiąc to pocałował mnie w czoło.
- Nic nie szkodzi. - powiedziałam mu. - Ale nie całuj mnie w czoło! - ciągnęłam rozmowę, drocząc się z nim.
- Dobrze, Kruszynko. - powiedział, znowu całując mnie w czoło!
- Czy ja Wam nie przeszkadzam, gołąbeczki! - zaczęła coś tam krzyczeć nauczycielka.
- Wręcz przeciwnie Psze Pani! - odrzekł Jaś, grzecznie kiwając głową. Nauczycielka machnęła ręką, chyba to olała, bo więcej się w naszą stronę nie odwróciła. Dzwonek zadzwonił, my spakowaliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z klasy. Janek poszedł w swoją stronę, ja w swoją. Zobaczyłam Weronikę jak gada ze swoim chłopakiem. Nie chciałam im przeszkadzać, więc poszłam pod klasę. Usiadłam i zaczęłam przygotowywać się do lekcji. Kiedy nadszedł ostatni dzwonek na dzisiaj, czyli dzwonek na koniec dzisiejszego dnia w szkole, wszyscy rzucili się na drzwi wyjściowe. Udało mi się w końcu, do nich dotrzeć, spojrzałam na ludzi. Wszyscy biegają, krzyczą, spieszą się gdzieś. Ale po co to wszystko? Po co ten pośpiech? Po co spieszyć? Nie rozumiem. Zeszłam z kamiennych schodów i wyszłam na chodnik. Zaczerpnęłam cicho powietrze do ust i szybko je wypuściłam. Nagle poczułam ból, jakby ktoś walnął mnie młotkiem w skroń. Nie wiem co się później stało. Widziałam tylko pustkę, ciemność, słyszałam krzyki, płacz. Ból jednak nadal nie ustępował. Światło raziło mnie w oczy, pomimo iż miałam je szczelnie zamknięte. Nagle wszytko ustało...
piątek, 3 kwietnia 2015
Rozdział 5
To była wiadomość od Jasia. "Kruszynko, będę po ciebie o 16:30." Jezu! Już jest 15:57. Chciałam wyglądać naprawdę nieziemsko. Wyjęłam czerwoną sukienkę z koronkowymi rękawkami. Założyłam czystą, nową, białą bieliznę i cieliste rajstopy koloru mojej skóry, aby nie było ich widać. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam bardzo ładnie. Pierwszy raz od rozstania podobałam się sama sobie. Postanowiłam zrobić sobie nowy makijaż. Sama byłam zdziwiona, bo dawno nie przywiązywałam takiej wagi do wyglądu. Wyjęłam z kosmetyczki puder, cienie do powiek, tusz do rzęs i czerwony błyszczyk. Chciałam, aby to wyglądało dosyć elegancko i naturalnie. Zeszłam na dół, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Jak można było się domyślić to był Jasio. Kiedy otworzyłam drzwi chłopak stał w drzwiach, wpatrzony we mnie jak w obrazek.
- Cześć. Poczekasz na mnie w salonie?
- Y.. co? Tak. Oczywiście. - odpowiedział.
Zarumieniłam się, on też wyglądał bardzo seksownie. Miał na sobie czarne dżinsy, czarną koszulę rozpiętą pod szyją i czarne eleganckie trampki. Jego perfumy rozniosły się po całym moim domu. Miały zapach skoszonej, zielonej trawy i czegoś jeszcze, nie wiedziałam co to jest, ale to było naprawdę.. takie męskie. Usiadł na kanapie w salonie.
- Poczekaj na mnie, za chwile będę gotowa. - uśmiechnęłam się do niego, cała zarumieniona.
- Nie śpiesz się. Bardzo ładnie wyglądasz. - odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. Założyłam czarne szpilki i czarną skórzaną kurtkę. Kiedy mieliśmy wychodzić zaczął padać deszcz.
- Nie! No ten wieczór miał być idealny! - krzyknęłam do nieba. Jasiek zaczął się śmiać.
- Powiedziałam to na głos? - Jasiek prawie tarzał się po podłodze, ze śmiechu. Zaczęłam rżeć razem z nim, co często mi się nie zdarzało. Kiedy się uspokoiliśmy, Jasiek powiedział, że przykro mu, że nie wypaliło.
- Chyba już pójdę, przykro mi. - złapałam go za koszulę.
- Nie idź. Proszę zostań. Nie chcę znowu zostać sama. Może usiądziemy i porozmawiamy przy herbacie.
- Jeśli chcesz. - uśmiechnął się i przytaknął. Wstawiłam wodę na herbatę i pokroiłam zakupione w pobliskim sklepie ciasto. Postawiłam talerzyki i filiżanki na stole. Jaś cały czas mierzył mnie wzrokiem.
- Usiądź. - powiedział. Usiadłam tak jak mi nakazał. Siedzieliśmy tak w ciszy przez następne 10 minut.
- Mogę o coś zapytać? - powiedziałam.
- Oczywiście, Kruszynko.
- Dlaczego ja?
- Nie rozumiem pytania.
- Dlaczego to mną się zainteresowałeś? Przecież są ładniejsze dziewczyny. - schyliłam się nad filiżanką herbaty.
- Nie mów tak. - podniósł mój podbródek.
- Ale to prawda. - wyrwałam moją twarz z jego ręki. W moich oczach pojawiły się łzy.
- Nie płacz. - wstał i przytulił mnie. Ja łkałam w jego objęciach. Czułam się wtedy tak bezpiecznie.
- Dla mnie jesteś najpiękniejsza. - uśmiechnęłam się wciąż płacząc. Spojrzałam w jego oczy.
- Dziękuje, że jesteś. - spojrzałam w jego brunatne tęczówki.
- Będę, zawsze kiedy będziesz mnie potrzebowała. - przytuliłam go jeszcze mocniej. On usiadł na krześle. A ja zrobiłam to samo na jego kolanach, nie odrywając od niego wzroku. Chyba zasnęłam w jego objęciach. Kiedy wziął mnie na ręce i zaniósł na górę w poszukiwaniu mojego pokoju, ocknęłam się. Położył mnie na łóżku, a ja powiedziałam do niego.
- Nie idź jeszcze, proszę. - usiadł koło mnie. Ja zrobiłam to samo.
- Nie zostawiaj mnie. - mówiłam szeptem.
- Połóż się, jesteś zmęczona. - położyłam się i poczułam uginające się łóżko, pod ciężarem chłopaka. Objął mnie w talii. Tym razem pozwoliłam mu na to. Ułożyłam się na jego torsie i zasnęłam.
*****
Następny rozdział :) Dziękuje za Waszą aktywność :D Zapraszam do komentowania ^^
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
Ask: ask.fm/emima02
- Cześć. Poczekasz na mnie w salonie?
- Y.. co? Tak. Oczywiście. - odpowiedział.
Zarumieniłam się, on też wyglądał bardzo seksownie. Miał na sobie czarne dżinsy, czarną koszulę rozpiętą pod szyją i czarne eleganckie trampki. Jego perfumy rozniosły się po całym moim domu. Miały zapach skoszonej, zielonej trawy i czegoś jeszcze, nie wiedziałam co to jest, ale to było naprawdę.. takie męskie. Usiadł na kanapie w salonie.
- Poczekaj na mnie, za chwile będę gotowa. - uśmiechnęłam się do niego, cała zarumieniona.
- Nie śpiesz się. Bardzo ładnie wyglądasz. - odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. Założyłam czarne szpilki i czarną skórzaną kurtkę. Kiedy mieliśmy wychodzić zaczął padać deszcz.
- Nie! No ten wieczór miał być idealny! - krzyknęłam do nieba. Jasiek zaczął się śmiać.
- Powiedziałam to na głos? - Jasiek prawie tarzał się po podłodze, ze śmiechu. Zaczęłam rżeć razem z nim, co często mi się nie zdarzało. Kiedy się uspokoiliśmy, Jasiek powiedział, że przykro mu, że nie wypaliło.
- Chyba już pójdę, przykro mi. - złapałam go za koszulę.
- Nie idź. Proszę zostań. Nie chcę znowu zostać sama. Może usiądziemy i porozmawiamy przy herbacie.
- Jeśli chcesz. - uśmiechnął się i przytaknął. Wstawiłam wodę na herbatę i pokroiłam zakupione w pobliskim sklepie ciasto. Postawiłam talerzyki i filiżanki na stole. Jaś cały czas mierzył mnie wzrokiem.
- Usiądź. - powiedział. Usiadłam tak jak mi nakazał. Siedzieliśmy tak w ciszy przez następne 10 minut.
- Mogę o coś zapytać? - powiedziałam.
- Oczywiście, Kruszynko.
- Dlaczego ja?
- Nie rozumiem pytania.
- Dlaczego to mną się zainteresowałeś? Przecież są ładniejsze dziewczyny. - schyliłam się nad filiżanką herbaty.
- Nie mów tak. - podniósł mój podbródek.
- Ale to prawda. - wyrwałam moją twarz z jego ręki. W moich oczach pojawiły się łzy.
- Nie płacz. - wstał i przytulił mnie. Ja łkałam w jego objęciach. Czułam się wtedy tak bezpiecznie.
- Dla mnie jesteś najpiękniejsza. - uśmiechnęłam się wciąż płacząc. Spojrzałam w jego oczy.
- Dziękuje, że jesteś. - spojrzałam w jego brunatne tęczówki.
- Będę, zawsze kiedy będziesz mnie potrzebowała. - przytuliłam go jeszcze mocniej. On usiadł na krześle. A ja zrobiłam to samo na jego kolanach, nie odrywając od niego wzroku. Chyba zasnęłam w jego objęciach. Kiedy wziął mnie na ręce i zaniósł na górę w poszukiwaniu mojego pokoju, ocknęłam się. Położył mnie na łóżku, a ja powiedziałam do niego.
- Nie idź jeszcze, proszę. - usiadł koło mnie. Ja zrobiłam to samo.
- Nie zostawiaj mnie. - mówiłam szeptem.
- Połóż się, jesteś zmęczona. - położyłam się i poczułam uginające się łóżko, pod ciężarem chłopaka. Objął mnie w talii. Tym razem pozwoliłam mu na to. Ułożyłam się na jego torsie i zasnęłam.
*****
Następny rozdział :) Dziękuje za Waszą aktywność :D Zapraszam do komentowania ^^
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
Ask: ask.fm/emima02
czwartek, 2 kwietnia 2015
Rozdział 4
On przez całą lekcje nie spuszczał ze mnie wzroku. Każdy centymetr mojej twarzy był dla niego bardzo ciekawy. Patrzył się w moje oczy jakby czegoś tam szukał. Lecz kiedy zwróciłam wzrok ku jego oczom natychmiastowo oddalił ode mnie swój czekoladowy wzrok. Miałam ochotę wstać, wyjść albo zapaść się pod ziemię. Czekałam aż nadejdzie koniec lekcji i będę mogła oddalić się od jego osoby. Kiedy nareszcie doszedł ten tak bardzo wyczekiwany moment nie mogłam się ruszyć z miejsca. Nic mnie nie bolało, lecz nie mogłam się ruszyć. Miałam wewnętrzną blokadę. Kiedy się ocknęłam, po prostu wstałam i poszłam nie spakowałam się nawet. Z tyłu słyszałam głos Jasia.
- Emilka! Książki! - nie słuchałam go, dalej szłam w zaparte, że nic nie słyszę. Biegł za mną aż na ostatnie piętro, ale powstrzymałam go, ponieważ weszłam do damskiej łazienki. Kiedy wyszłam nie widziałam go.
- Chyba zrezygnował - powiedziałam cicho pod nosem. Okazało się, że stał za drzwiami i ze smutną miną trzymał moje książki od historii. Wyrwałam mu je i chciałam odbiec, ale coś przytrzymało moje ramię. Jak się domyślałam to był Jasiek.
- Przepraszam za to, przed twoim domem. - powiedział ze łzami w oczach.
- To nie twoja wina. - odpowiedziałam. - Po prostu to wywołało, złe wspomnienia. - chyba nie wspominałam, ale nie dałam się nikomu dotykać. Alan mnie tak przytulał i mówił mi "Kocham Cię, ślicznotko." Jak ja mu wtedy naiwnie wierzyłam. Po rozstaniu było mi naprawdę ciężko. Teraz powiecie pewnie: "Ha, głupia myślała, że to miłość." Od teraz wiem, że miłość to egoizm, już nie wierzę w to "prawdziwe uczucie". Każdy kto się zbliża do innego człowieka i chcę czegoś więcej niż przyjaźni to zwykły egoista, który czegoś potrzebuje. Nie wiem: pieniędzy, kogoś komu można się wygadać, lub czegoś innego. Ale przyjaźń może zapewnić to samo.
- Coś się stało?
- Nie, przepraszam. - chyba trochę się zamyśliłam.
- Nic się nie stało, Kruszynko. Czy dasz się zaprosić na jakąś kawę? Trochę pogadamy, chcę Cię lepiej poznać.
- Oczywiście, powiedz tylko: gdzie i kiedy?
- Dzisiaj o 17:00, w tej kawiarni obok parku?
- Dla mnie ok. Do zobaczenia.
- Pa, Emilio. - odpowiedział już bardzo cicho. Dawno nikt na mnie nie mówił "Emilia", częściej wołają na mnie "Mila", "Emima" albo "Emisia". Większość lekcji minęła.. jak zawsze z jakimś bezsensownym krzykiem nauczycielek, kartkówek itp. Wróciłam do domu, lekcje odrobiłam w trybie natychmiastowym. Byłam bardzo podekscytowana. Zorientowałam się, że jest godzina 15:30, więc zaczęłam się szykować. Związałam włosy i weszłam do łazienki, nie spoglądając nawet do lustra. Dawno nie patrzyła do niego, chociaż u mnie w pokoju wisiało, zaraz na przeciwko wejścia. Nie lubiłam też o tym rozmawiać. Związałam włosy w koka, zrzuciłam z siebie dzisiejsze ubrania i weszłam pod szklany prysznic. Puściłam na siebie delikatny strumyk gorącej wody. Kiedy już zakończyłam jedną z moich ulubionych przyjemności. Sięgnęłam po telefon i zobaczyłam sms-a od.. no właśnie od kogo.
- Emilka! Książki! - nie słuchałam go, dalej szłam w zaparte, że nic nie słyszę. Biegł za mną aż na ostatnie piętro, ale powstrzymałam go, ponieważ weszłam do damskiej łazienki. Kiedy wyszłam nie widziałam go.
- Chyba zrezygnował - powiedziałam cicho pod nosem. Okazało się, że stał za drzwiami i ze smutną miną trzymał moje książki od historii. Wyrwałam mu je i chciałam odbiec, ale coś przytrzymało moje ramię. Jak się domyślałam to był Jasiek.
- Przepraszam za to, przed twoim domem. - powiedział ze łzami w oczach.
- To nie twoja wina. - odpowiedziałam. - Po prostu to wywołało, złe wspomnienia. - chyba nie wspominałam, ale nie dałam się nikomu dotykać. Alan mnie tak przytulał i mówił mi "Kocham Cię, ślicznotko." Jak ja mu wtedy naiwnie wierzyłam. Po rozstaniu było mi naprawdę ciężko. Teraz powiecie pewnie: "Ha, głupia myślała, że to miłość." Od teraz wiem, że miłość to egoizm, już nie wierzę w to "prawdziwe uczucie". Każdy kto się zbliża do innego człowieka i chcę czegoś więcej niż przyjaźni to zwykły egoista, który czegoś potrzebuje. Nie wiem: pieniędzy, kogoś komu można się wygadać, lub czegoś innego. Ale przyjaźń może zapewnić to samo.
- Coś się stało?
- Nie, przepraszam. - chyba trochę się zamyśliłam.
- Nic się nie stało, Kruszynko. Czy dasz się zaprosić na jakąś kawę? Trochę pogadamy, chcę Cię lepiej poznać.
- Oczywiście, powiedz tylko: gdzie i kiedy?
- Dzisiaj o 17:00, w tej kawiarni obok parku?
- Dla mnie ok. Do zobaczenia.
- Pa, Emilio. - odpowiedział już bardzo cicho. Dawno nikt na mnie nie mówił "Emilia", częściej wołają na mnie "Mila", "Emima" albo "Emisia". Większość lekcji minęła.. jak zawsze z jakimś bezsensownym krzykiem nauczycielek, kartkówek itp. Wróciłam do domu, lekcje odrobiłam w trybie natychmiastowym. Byłam bardzo podekscytowana. Zorientowałam się, że jest godzina 15:30, więc zaczęłam się szykować. Związałam włosy i weszłam do łazienki, nie spoglądając nawet do lustra. Dawno nie patrzyła do niego, chociaż u mnie w pokoju wisiało, zaraz na przeciwko wejścia. Nie lubiłam też o tym rozmawiać. Związałam włosy w koka, zrzuciłam z siebie dzisiejsze ubrania i weszłam pod szklany prysznic. Puściłam na siebie delikatny strumyk gorącej wody. Kiedy już zakończyłam jedną z moich ulubionych przyjemności. Sięgnęłam po telefon i zobaczyłam sms-a od.. no właśnie od kogo.
Rozdział 3
Byliśmy już przed moim domem. Poprosił mnie o numer. Wzięłam od niego telefon, wpisałam dziewięć cyfr i oddałam mu telefon. On posłał mi miły uśmiech mówiąc przy tym - Dobranoc, Kruszynko. - chyba się zarumieniłam. Schyliłam głowę w dół, skrywając moją twarz w długich blond włosach, interesując się moimi czarnymi, krótkimi vansami. On podniósł ją jednym ruchem ręki, kierując moją twarz w górę, dzięki czemu nareszcie mogłam utonąć w jego pięknych czekoladowych oczach. Tak cholernie szybko biło mi wtedy serce. Pocałował mnie delikatnie w policzek. Nie wiem, dlaczego się zgodziłam, skoro dopiero go poznałam. Czułam coś do tego chłopaka, ale to była tylko taka "mała sympatia". Mimo tego czułam się przy nim bardzo bezpiecznie. Kiedy zorientowałam się, że jego ręce dotykają mojej talii, ocknęłam się i szybko wbiegłam do domu. Nie witając się z rodzicami weszłam do mojego, małego pokoju. Był bardzo ciasny. Jego białe ściany dodawały mu tylko takiego minimalistycznego wyglądu. Lustro na ścianie powiększało przestrzeń. Oprócz tego meble były czarne, tylko łóżko było całe białe, łącznie z pościelą. Usiadłam przy biurku, próbując odrobić lekcje. Nie mogłam się jakoś skupić. Namazałam tam trochę liter, trochę liczb i spakowałam książki do torby, które potrzebne na następny dzień. Zeszłam na dół. Zobaczyłam jakąś karteczkę na stole w kuchni.
"Poszliśmy do teatru, wrócimy po północy. A no i jeszcze jedno, jakiś chłopak dobijał się do naszych drzwi prawie przez godzinę, chyba zrezygnował po tym jak ojciec zagroził mu policją. ~ Twoi Rodzice
Zrobiłam sobie jogurt z płatkami i szybko go zjadłam, ponieważ byłam naprawdę głodna. Związałam włosy w luźnego koka i weszłam pod prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i wyjęłam z szafy jakąś luźną bluzkę i krótkie spodenki i padnięta położyłam się do łóżka i szybko zasnęłam.
NASTĘPNEGO DNIA
Wstałam o godzinie 6:40. Nie pamiętam co mi się przyśniło, ale nie chciałam przerywać snu, więc to myślało być naprawdę piękny sen, jak nigdy. Związałam włosy w kitkę i poszłam umyć twarz oraz zęby. Założyłam cieliste rajstopy, łososiową sukienkę i biały sweterek. Rozczesałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Nie wiem dlaczego, ale chciałam dzisiaj wyglądać ślicznie. Zjadłam płatki z mlekiem, wzięłam torbę i założyłam białe baletki. Wyszłam, włożyłam słuchawki i zaczęłam słuchać rapu. Szybko doszłam do szkoły i weszłam do klasy, aby rozpakować się przed lekcją. Kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje wszyscy usiedli na miejscach, nie przerywając rozmowy. Ja siedziałam sama, więc nie miałam do kogo otworzyć buzi. Nagle do klasy wszedł Jasiek. Usiadł koło mnie z niepewnym wyrazem twarzy. Był chyba ciekawy jak zareaguje. Usłyszałam jego ciche "Cześć". Odpowiedziałam - Hej. - Nie chciałam być nie miła, bo tak naprawdę to on nic nie zrobił. Ja po prostu nie byłam jeszcze na to gotowa.
*****
Następny rozdział jeszcze dzisiaj, wczoraj nie było, bo.. a zresztą usunęłam wszystko i nie zdążyłam napisać. Dziękuje za ponad 200 wyświetleń :D Jesteście wspaniali.
"Poszliśmy do teatru, wrócimy po północy. A no i jeszcze jedno, jakiś chłopak dobijał się do naszych drzwi prawie przez godzinę, chyba zrezygnował po tym jak ojciec zagroził mu policją. ~ Twoi Rodzice
Zrobiłam sobie jogurt z płatkami i szybko go zjadłam, ponieważ byłam naprawdę głodna. Związałam włosy w luźnego koka i weszłam pod prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i wyjęłam z szafy jakąś luźną bluzkę i krótkie spodenki i padnięta położyłam się do łóżka i szybko zasnęłam.
NASTĘPNEGO DNIA
Wstałam o godzinie 6:40. Nie pamiętam co mi się przyśniło, ale nie chciałam przerywać snu, więc to myślało być naprawdę piękny sen, jak nigdy. Związałam włosy w kitkę i poszłam umyć twarz oraz zęby. Założyłam cieliste rajstopy, łososiową sukienkę i biały sweterek. Rozczesałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Nie wiem dlaczego, ale chciałam dzisiaj wyglądać ślicznie. Zjadłam płatki z mlekiem, wzięłam torbę i założyłam białe baletki. Wyszłam, włożyłam słuchawki i zaczęłam słuchać rapu. Szybko doszłam do szkoły i weszłam do klasy, aby rozpakować się przed lekcją. Kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje wszyscy usiedli na miejscach, nie przerywając rozmowy. Ja siedziałam sama, więc nie miałam do kogo otworzyć buzi. Nagle do klasy wszedł Jasiek. Usiadł koło mnie z niepewnym wyrazem twarzy. Był chyba ciekawy jak zareaguje. Usłyszałam jego ciche "Cześć". Odpowiedziałam - Hej. - Nie chciałam być nie miła, bo tak naprawdę to on nic nie zrobił. Ja po prostu nie byłam jeszcze na to gotowa.
*****
Następny rozdział jeszcze dzisiaj, wczoraj nie było, bo.. a zresztą usunęłam wszystko i nie zdążyłam napisać. Dziękuje za ponad 200 wyświetleń :D Jesteście wspaniali.
środa, 1 kwietnia 2015
Rozdział 2
Nie wiem dlaczego, ale kiedy ten chłopak wszedł do klasy poczułam takie dziwne uczucie w brzuchu, które niektórzy nazywają "motylkami". Ja myślę, że to po prostu ból brzucha, albo niestrawność, ale każdy ma swoje zdanie. Zaczęłam się na niego patrzeć maślanymi oczami, bo on był taki przystojny. Jego szare dresy delikatnie opuszczone w kroku dodawały mu męskość, a czarna bluza z napisem "#DANGER" pozwalała skupić się na jego czekoladowych oczach. Jego tęczówki koloru kawy, odbijały światło. Miałam ochotę wstać i wpatrywać się w jego oczy, ale nie mogłam tego zrobić, bo po pierwsze go nie znałam, a po drugie wyśmiali by mnie. Moja klasa jest naprawdę dziecinna. Niestety nie mam wielu przyjaciół, ale ważna jest ilość. Ważna jest jakość. A do tego nie miałam do przyjaciół żadnych zastrzeżeń. Po prostu miałam w nich wsparcie. Ale wracając do Jasia, bo jak się później okazało miał na imię Jasiek. Nauczycielka kazała mu się przedstawić. Chłopak wstał z niskiego krzesła przy, którym wcześniej usiadł i zaczął mówić.
- Cześć! Jestem Jan Dąbrowski. Ale mówcie mi po prostu Jasiek, albo Jaś. Mam 18 lat. Interesuje się grafiką komputerową i różnego typu grami. Przeprowadziłem się do Władysławowa z Legnicy. No i chyba to na początek wystarczy.. - powiedział niepewnie spoglądając na zaciekawioną nauczycielkę. Ona pozwoliła mu usiąść i zaczęła pytać z tego co się dzisiaj dowiedzieliśmy z książki. Nawet go nie przeczytałam, więc miałam ogromne szczęście, że nie kazała mi nabazgrać czegoś na tej brudnej tablicy. Większość lekcji minęło dość spokojnie i o dziwo bez żadnych kartkówek czy niezapowiedzianych klasówek. Za to raz na jakiś czas Jasiek puszczał do mnie oczko. Był to dla mnie bardzo przyjemne uczucie. Na koniec lekcji odprowadziłam Weronikę do domu. Sama za to postanowiłam wrócić do parku i posłuchać muzyki. Włożyłam słuchawki do uszu, rozłożyłam czarny sweter na trawie i położyłam się na nim. Chyba lekko przysnęłam, bo kiedy otworzyłam oczy zaczęło robić się już ciemno, a koło mnie stał jakiś chłopak. - Cześć Jasiu! - powiedziałam. - Czekaj, chwilę! Jasiek!? Co ty tu? Jak? Po co? - zaczęłam go zasypywać lawiną bezsensownych pytań. Jasiek jak gdyby nigdy nic, ze spokojnym uśmieszkiem, na wszystko odpowiadał "Tak". Jedyne na co miałam ochotę to rozszarpać go gołymi rękami, ale powstrzymałam się od tego incydentu. Kiedy już nie miałam siły na zadawanie pytań zapytałam, która jest godzina. - Już po 20. - uśmiechnął się. Zaczęłam zbierać wszystkie moje rzeczy porozrzucane wokół sweterka. Zaczęłam biec, ale Jasiek złapał mnie za ramię i spytał - Ja Cię odprowadzę -
- Czemu nie. - odpowiedziałam. Szliśmy tak przez następne 10 minut w ciszy. ale Jaś ją przerwał. - Opowiedz mi coś o sobie - zaczęłam od podstaw: imię, nazwisko, wiek. - A coś więcej? - odpowiedział na moje krótkie nie zbyt dobrze wymawiane odpowiedzi. - A to niech zostanie moją słodką tajemnicą. - odpowiedziałam posyłając mu chytry uśmieszek.
******
No, więc jest rozdział drugi. Bardzo dziękuje Wam za taką aktywność, szczególnie, że ten blog istnieje dopiero 2 dni. Dzisiaj pojawi się jeszcze jeden rozdział :)
Mój ask: http://ask.fm/emima02
- Cześć! Jestem Jan Dąbrowski. Ale mówcie mi po prostu Jasiek, albo Jaś. Mam 18 lat. Interesuje się grafiką komputerową i różnego typu grami. Przeprowadziłem się do Władysławowa z Legnicy. No i chyba to na początek wystarczy.. - powiedział niepewnie spoglądając na zaciekawioną nauczycielkę. Ona pozwoliła mu usiąść i zaczęła pytać z tego co się dzisiaj dowiedzieliśmy z książki. Nawet go nie przeczytałam, więc miałam ogromne szczęście, że nie kazała mi nabazgrać czegoś na tej brudnej tablicy. Większość lekcji minęło dość spokojnie i o dziwo bez żadnych kartkówek czy niezapowiedzianych klasówek. Za to raz na jakiś czas Jasiek puszczał do mnie oczko. Był to dla mnie bardzo przyjemne uczucie. Na koniec lekcji odprowadziłam Weronikę do domu. Sama za to postanowiłam wrócić do parku i posłuchać muzyki. Włożyłam słuchawki do uszu, rozłożyłam czarny sweter na trawie i położyłam się na nim. Chyba lekko przysnęłam, bo kiedy otworzyłam oczy zaczęło robić się już ciemno, a koło mnie stał jakiś chłopak. - Cześć Jasiu! - powiedziałam. - Czekaj, chwilę! Jasiek!? Co ty tu? Jak? Po co? - zaczęłam go zasypywać lawiną bezsensownych pytań. Jasiek jak gdyby nigdy nic, ze spokojnym uśmieszkiem, na wszystko odpowiadał "Tak". Jedyne na co miałam ochotę to rozszarpać go gołymi rękami, ale powstrzymałam się od tego incydentu. Kiedy już nie miałam siły na zadawanie pytań zapytałam, która jest godzina. - Już po 20. - uśmiechnął się. Zaczęłam zbierać wszystkie moje rzeczy porozrzucane wokół sweterka. Zaczęłam biec, ale Jasiek złapał mnie za ramię i spytał - Ja Cię odprowadzę -
- Czemu nie. - odpowiedziałam. Szliśmy tak przez następne 10 minut w ciszy. ale Jaś ją przerwał. - Opowiedz mi coś o sobie - zaczęłam od podstaw: imię, nazwisko, wiek. - A coś więcej? - odpowiedział na moje krótkie nie zbyt dobrze wymawiane odpowiedzi. - A to niech zostanie moją słodką tajemnicą. - odpowiedziałam posyłając mu chytry uśmieszek.
******
No, więc jest rozdział drugi. Bardzo dziękuje Wam za taką aktywność, szczególnie, że ten blog istnieje dopiero 2 dni. Dzisiaj pojawi się jeszcze jeden rozdział :)
Mój ask: http://ask.fm/emima02
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)