wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 24

- Będziemy się kontaktować. - powiedziałam łkając.
- Tak, ale to nie to samo, ja jadę na drugi koniec Polski. - mówiła Werka.
- Ale to nie jest koniec świata. - powiedział Janek, jakby cokolwiek miał do powiedzenia.
- Cicho! - powiedziałyśmy chórem.
- Dobra, nic nie mówię.
Płakałyśmy. Byłyśmy wtulone w siebie, jakbyśmy miały się już nigdy nie zobaczyć. Byłam bardzo smutna. Nie lubiłam pożegnać i wiem, że mówię to po raz kolejny, ale kiedy ta osoba jest Ci bardzo bliska cierpisz podwójnie. Tak bardzo będzie mi jej brakować. Nie będzie już wspólnego śpiewania. Chociaż kontakt ostatnio nam się delikatnie mówiąc "popsuł" to mam nadzieję, że będzie tak jak dawniej, ale na odległość. Nie wierzę, że nam się kontakt urwie. Nie wytrzymamy bez siebie nawet tego czasu, kiedy nie będziemy mogły gadać. Damy radę wytrzymamy! Jesteśmy silne!
- Dobra, ja muszę spadać. - powiedziałam uśmiechając się sztucznie.
Wera podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- Nie zapomnij o mnie. - wyszeptała mi do ucha.
- Nigdy. - odpowiedziałam cicho, żeby tylko ona mnie słyszała.
Musiałam iść, bo byłam już zmęczona i padałam na twarz.
- Pa. - krzyknęłam.
Jasiek, pożegnał się z dziewczynami zwykłym 'Cześć' złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę auta. Otworzył mi drzwi jak taki prawdziwy dżentelmen. Wsiadłam do samochodu, patrząc się na Jasia. Nie odzywałam się. Miał jakiś dziwny wyraz twarzy, jakby był zdenerwowany i zdezorientowany jednocześnie, co się nawzajem wyklucza. Zamknął za mną drzwi i wsiadł do auta. Siedzieliśmy w ciszy ok. 10 minut, po czym zapalił BMW i ruszył. Jechaliśmy w nieznanym mi kierunku.
- Dokąd jedziemy? - zapytałam, nie wiedząc, czego się spodziewać.
- Spodoba Ci się. - odpowiedział z chytrym uśmieszkiem, który zawsze mnie rozśmieszał, lecz wbrew pozorom nie było mi wtedy do śmiechu. Pierwszy raz czułam się tak po prosu dziwnie w jego towarzystwie. Chłopak, który budził we mnie tak pozytywne emocje, jedyne co budził we mnie to strach. Nie rozumiem dlaczego, bo nic złego nie powiedział, ani nie dawał po sobie za bardzo poznać, że jednak coś jest nie tak. Ale za dobrze go znałam, nigdy się tak nie zachowywał. Po 15 minutach jazdy ponownie zadałam pytanie nurtujące mnie przez ten czas.
- Gdzie jedziemy? - powtórzyłam moją wcześniejszą myśl.
- Mówiłem, spodoba Ci się. - nie zrobił już tej miny. Jego głos był wyprany z jakichkolwiek emocji.
- Chcę wiedzieć. - podniosłam głos o pół tonu.
- Dowiesz się na miejscu. - mówił przez zaciśnięte zęby.
- Ufam Ci. - powiedziałam łapiąc go za rękę. Janek natychmiast przyspieszył. Jechał przynajmniej 150 km/h. Strasznie się bałam. Nie wiedziałam co się dzieje. Moje przerażenie było tak duże, że nie widziałam w tym momencie Jaśka. Widziałam tylko to co było w linii prostej.
- Stop! - krzyknęłam.
Chłopak natychmiastowo zatrzymał się na poboczu. Wzrok miał skierowany w dół. Wysiadłam prędko z auta. Byłam wściekła i przerażona jednocześnie. Nie wiedziałam co się przed chwilą stało. Miałam ochotę wykrzyczeć mu w twarz co leżało mi na sercu.
- Co się stało!? Po co!? Czy ja Ci kiedykolwiek zrobiłam coś złego!? Czy naprawdę uważasz, że wszystko jest w porządku! Że nic się nie stało! - wołałam w myślach.
Janek nadal był a samochodzie, a ja kręciłam się wokół samochodu. W pewnym momencie otworzyłam drzwi od strony kierowcy.
- Wysiadaj! - krzyknęłam w jego stronę.
Jasiek posłusznie jak baranek wysiadł z pojazdu i oparł się o niego.
- Czy ty jesteś poważny?
Jedyne co mi odpowiedziało to cisza, a Jasiek bawił się kluczykami.
- Odpowiedz! - ciągnęłam rozmowę.
- Nie mam z czego się tłumaczyć. - warknął w moją stronę.
Patrzyłam na niego z otwartymi szeroko oczami. Byłam zdziwiona. Nie znałam Jaśka z tej strony. Innymi słowy. Nie znałam człowieka, z którym jestem od dwóch dni i nazywam moim 'chłopakiem'.

********

Witam Was! W tym rozdziale ukazuję się ta druga strona Jasia. Ta tylko, troszeczkę dziwniejsza.
Zapraszam do czytania i komentowania, bo aktywność spada. :(

3 komentarze:

  1. Chciałabym żeby był jeszcze troche taki nerwowy bo lubię takie ff gdzie czasami się coś nieukłada, a on nie może jej pociszyć bo to przez niego. Pozdrawiam i życze weny !

    OdpowiedzUsuń