NASTĘPNEGO DNIA
Kiedy wstałam, byłam okryta moim ulubionym białym kocem, a Jasia już nie było. Znalazłam zamiast niego karteczkę na biurku o treści:
"Dzień dobry, Kruszynko!
Tak słodko spałaś, że nie chciałem Cię budzić.
Proponuje, abyś się pospieszyła, bo dzisiaj szkoła. Spotkamy się w parku. O 18:00?
Daj mi znać w szkole czy możesz.... albo nie. Przecież z Tobą siedzę :D
Twój niezastąpiony,
Janek."
Uśmiechnęłam się głupio, sama do siebie i wzięłam ręcznik z szafki nocnej. Związałam włosy w koka i weszłam pod prysznic. Zaczęłam podśpiewywać jakieś wesołe piosenki. Jaś to była pierwsza osoba od dawna, której zaufałam oprócz Weroniki i mojego kuzyna Piotrka. Czułam się przy nim tak cholernie dobrze i bezpiecznie. Wiedziałam, że w jego towarzystwie nic mi się nie stanie. On zawsze mnie obroni. Tak mi wczoraj powiedział. Przynajmniej tak wywnioskowałam z jego pocieszającej mnie, wypowiedzi. Wyszłam z łazienki, rozczesałam włosy i założyłam na siebie czarne rurki, biały top oraz czarną, nierozsuwaną bluzę z napisami. Wzięłam torbę, założyłam białe trampki i wyszłam z domu. Kiedy weszłam do szkoły zobaczyłam uśmiechniętego Jasia, który stał przed drzwiami, jakby nie widział mnie 2 tygodnie. Przytulił mnie na powitanie.
- Cześć, Mała! - powiedział wesoły.
- Hej. - odpowiedziałam z taką samą reakcją na twarzy.
- Zaraz dzwonek, lepiej idź do szatni. - posłuchałam go i poszłam schodami w dół.
Kiedy wychodziłam, akurat zadzwonił dzwonek na lekcje. Poszłam pod klasę o numerze 23 i stanęłam obok drzwi, opierając się o ścianę i czekając na babkę od historii. Kiedy nauczycielka, po wielu trudach doszła nareszcie do naszej klasy, w której mieliśmy mieć lekcje otworzyła salę, i kazała usiąść na miejscach. Jasiek trochę mniej wesoły niż zazwyczaj usiadł koło mnie i powiedział.
- Jednak nie możemy się dzisiaj spotkać. Przepraszam. - mówiąc to pocałował mnie w czoło.
- Nic nie szkodzi. - powiedziałam mu. - Ale nie całuj mnie w czoło! - ciągnęłam rozmowę, drocząc się z nim.
- Dobrze, Kruszynko. - powiedział, znowu całując mnie w czoło!
- Czy ja Wam nie przeszkadzam, gołąbeczki! - zaczęła coś tam krzyczeć nauczycielka.
- Wręcz przeciwnie Psze Pani! - odrzekł Jaś, grzecznie kiwając głową. Nauczycielka machnęła ręką, chyba to olała, bo więcej się w naszą stronę nie odwróciła. Dzwonek zadzwonił, my spakowaliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z klasy. Janek poszedł w swoją stronę, ja w swoją. Zobaczyłam Weronikę jak gada ze swoim chłopakiem. Nie chciałam im przeszkadzać, więc poszłam pod klasę. Usiadłam i zaczęłam przygotowywać się do lekcji. Kiedy nadszedł ostatni dzwonek na dzisiaj, czyli dzwonek na koniec dzisiejszego dnia w szkole, wszyscy rzucili się na drzwi wyjściowe. Udało mi się w końcu, do nich dotrzeć, spojrzałam na ludzi. Wszyscy biegają, krzyczą, spieszą się gdzieś. Ale po co to wszystko? Po co ten pośpiech? Po co spieszyć? Nie rozumiem. Zeszłam z kamiennych schodów i wyszłam na chodnik. Zaczerpnęłam cicho powietrze do ust i szybko je wypuściłam. Nagle poczułam ból, jakby ktoś walnął mnie młotkiem w skroń. Nie wiem co się później stało. Widziałam tylko pustkę, ciemność, słyszałam krzyki, płacz. Ból jednak nadal nie ustępował. Światło raziło mnie w oczy, pomimo iż miałam je szczelnie zamknięte. Nagle wszytko ustało...
Świetne, tylko trochę krótkie.... Dodaj dziś i więcej proszę ;)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCzemu takie krótkie? :(
OdpowiedzUsuńPisz szybko!