wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 9

Była godzina 11:23. Byliśmy wtuleni w siebie. Ciągle miałam przytulony policzek do jego torsu. Jego opadające na czoło, brązowe włosy zakrywały oczy. Miał lekki uśmieszek, jakby śniło mu się coś o czym marzył przez całe życie. Powodowało to, że był naprawdę pociągający... STOP! Emilka! Jasiek to tylko twój przyjaciel. Przytuliłam się jeszcze bardziej do niego, aby poczuć, że nie jestem sama. On zrobił to samo. Przybliżyłam moją głowę, do jego oczu. Patrzyłam, patrzyłam i tak chyba przez godzinę. Zapomniałam na ten czas, że jestem na cokolwiek chora. Przybliżyłam swoje usta do jego ust. Czułam jego oddech na mojej twarzy. Obserwowałam każdy jego, nawet najmniejszy ruch. W pewnym momencie jego oczy otworzyły się, a na moich suchych wargach poczułam leciutki dotyk. Zaledwie musnął moje usta, ja pogłębiłam pocałunek nie spodziewając się tego sama po sobie. Usiedliśmy na łóżku, nie przerywając pocałunku. Złapał mnie za policzek swoją dłonią. Przymknęłam oczy z zadowolenia. On oderwał się ode mnie, patrząc w turkusową pościel.
- Przepraszam. - zagryzł górną wargę.
- Ale za.. za co? - głos mi się łamał.
Spojrzał na mnie mówiąc.
- Nie powinienem, źle wyszło.
- Ale ja tego chciałam. - nie wiem czy powiedziałam to w emocjach, czy byłam tego na sto procent pewna.
Podniósł na mnie wzrok, z szeroko otwartymi oczami. Pocałowałam go na znak, że bardzo tego chciałam. Znowu to on przejął inicjatywne. Całował mnie namiętnie, ale delikatnie. Na początku jego wargi lekko "przyklejały" się do moich i powoli odrywały. Wziął mnie na ręce, zszedł z łóżka i usiadł na nim. Posadził mnie na swoich kolanach. Ja nie protestując usiadłam na jego kolanach okrakiem. Wszystko działo się strasznie szybko. Wiedziałam, że w każdej chwili ktoś może tutaj wejść, ale to wcale nam nie przeszkadzało. Znaczy.... nie przeszkodziłoby, dopóki nie weszła pielęgniarka i kazała się Jasiowi wynosić. Kiedy wyszedł mrugając do mnie okiem w mojej głowie narodziło się tysiąc pytań:
"Czy ja już z nim? Para? My jesteśmy przyjaciółmi? Coś znaczyło?" tak wiem to było naprawdę bezsensowne. Ale.... no właśnie, zawsze jest jakieś "ALE". On był taki pociągający i stanowczy. Sama nie wiem co o tym myśleć. Moje przemyślenia przerwała pani doktor.
- Dzień dobry!
- Dzień dobry!
- Widzę, że pani narzeczony już poszedł. - schyliłam głowę, a na mojej twarzy pojawił się rumieniec.
- To mój przyjaciel.
- Tak, tak. - powiedziała chytrze.
- Chciała mi pani coś powiedzieć..
- A tak, jutro będzie pani miała pierwszy zabieg transfuzji krwi.
- Przetaczania?
- Tak właśnie.
- W jaki sposób się to będzie odbywało? Będzie bolało?
- Proszę się nie martwić. Założymy pani czysty wenflon i będziemy przetaczać pani krew z "woreczka". Boleć będzie tylko przy zakładaniu wenflonu, ale to tylko takie malutkie ukłucie.
- Dziękuje, bardzo mnie pani uspokoiła, i proszę do mnie mówić Kruszy... znaczy Emilka. - załamał mi się głos. Pani Morawińska zaczęła się śmiać w niebo głosy.
- Przejęzyczyłam się. - dodałam.
- Dobrze, Emilko, dobrze, zaraz przyjdzie do Ciebie pielęgniarka i przyniesie obiad. Proszę odpoczywać. - mówiąc to wyszła.

******

Kolejny rozdział już za nami. Dziękuje za 700 wyświetleń! :D Jesteście MEGA! Naprawdę! Bardzo się cieszę! Rozdziały pojawiają się codziennie o bliżej nieokreślonej godzinie. Jeżeli nie będzie rozdziału jakiegoś dnia, będą 2 następnego. O reszcie będę informować :D
Zapraszam na aska: http://ask.fm/emima02
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ^^

2 komentarze: