sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 12

Przytuliłam się do jego umięśnionego ciała, aby jeszcze raz, że nie jestem sama.
- Jasiek..
- Hm? - dał znak, że mnie słyszy.
- Idź do domu, ogarnij się i przyjdź do mnie dzisiaj dobrze?
- A nie mogę zostać cały dzień.
- Proszę. - zrobiłam maślane oczy.
- Muszę?
- Tak.
- No dobrze. - spuścił wzrok udając smutnego, ale przy drzwiach odwrócił się i puścił oczko.
- Pa, Kruszynko.
Wzięłam kosmetyczkę, torbę z ubraniami i ręcznik. Poszłam do łazienki, zrzuciłam z siebie pidżamę i weszłam pod prysznic. Nalałam na swoją dłoń troszeczkę płynu pod prysznic, o zapachu truskawki i wtarłam go w swoje ciało. Opłukałam się jeszcze i wyszłam z pod ciepłej wody. Pogrzebałam trochę w torbie i znalazłam tam jakąś luźną tunikę przed kolano, koloru białego. Założyłam ją i wysuszyłam włosy. Wyprostowałam je delikatnie, a z grzywki zrobiłam warkocza, którego przypięłam wsuwką. Wyjęłam kosmetyki: krem BB, puder, jasne cienie do powiek, tusz do rzęs i czerwoną szminkę. Na początek nałożyłam krem, a na to troszeczkę pudru.  Cienie do powiek były prawie nie widoczne, na moich jasnych powiekach. Moje długie rzęsy chciałam jeszcze trochę pogrubić, więc przejechałam po nich tuszem do rzęs. Ostatnim elementem makijażu była szminka. Przejechałam nią delikatnie po moich cienkich ustach. Zabrałam wszystkie moje rzeczy i przeszłam do mojej sali. Po drodze wszyscy się na mnie patrzyli. Musiało to wyglądać naprawdę dziwnie, skoro dziewczyna ubrana jak na wyjście spaceruje po szpitalu pełnym chorych ludzi. Schowałam wszystko do jednej torby, a w zasadzie to wrzuciłam i poczekałam na Jasia. Do szpitala dotarł ok. godziny 19:00. Wszedł do mojej sali ubrany w jeansową koszulę, czarne spodnie oraz trampki.
- Witam moją chorowitkę.
- Witam mojego Romea. - uśmiechnęłam się do niego.
- Ślicznie wyglądasz.
- Ty też nie wyglądasz najgorzej.
- To miał być komplement? Phi.. - odwrócił się udając obrażonego.
- Nie obrażaj się.
- Musisz mnie jakoś przeprosić.
Podeszłam do niego, stanęłam na palcach i złożyłam mu pocałunek na jego ciepłych ustach. On chętnie odwzajemnił pocałunek. Wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Usiadłam po turecku, a on usiadł obok mnie. Rozmawialiśmy całą noc. On mnie pocieszał, ja jego. Tłumaczyliśmy sobie wszystko, opowiadaliśmy o naszym życiu. Nie obyło się także bez głupawki.
- Ale ty mnie pociągasz dziewczyno.
- Czyli mogę mieć pewność.
- O co?
- No, że nie wyskoczysz z jakąś inną dziewczyną na szybki numerek w krzakach.
- Taki numerek to tylko z Tobą.
- Hahaha, czyli mam się tego spodziewać?
- W każdej chwili.
- Nawet teraz?
- Nawet teraz. - powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy, podszedł do mnie i zaczął mnie namiętnie całować. Jakby czekał na to całe swoje życie, albo i dłużej.

*****

Dziękuje za 1000 wyświetleń. Jestem z Was taka dumna. :D Nadal nie wiem co tu się piszę, więc naprawdę jeszcze raz dziękuje.

1 komentarz: