środa, 20 maja 2015

Rozdział 39/ Perspektywa Jasia

Na prośbę jednej z czytelniczek, której baaardzo dziękuje za
podanie pomysłu dzisiaj rozdział 39, ale oczami
Jaśka. A mianowicie dla Oli :3. Tal wiem, że brakuje 
Wam Jaśka w opowiadaniu i jesteście "żądni krwi", ale
bądźcie cierpliwi kochani. Będzie i jeszcze milion Jaśków i morze krwi. 
Więc dziękuje Wam za wyświetlenia i życzę miłego czytania. 

___________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________

Dwa miesiące później

Jutro Wigilia. Dzień, w który obowiązkowo spędza się z bliskimi, z przyjaciółmi, z rodziną. Tyle, że ja nie mam nikogo takiego. Wszyscy się już kompletnie ode mnie odwrócili. Nie chodzę do tej pieprzonej szkoły i nie widuję tych znienawidzonych ludzi. Niestety nie widuję też pięknego uśmiechu Emilki. Minęły już dwa miesiące od rozstania z nią, a ja nie mogę o niej zapomnieć. Ale ona mnie zdradziła! Wtedy pod wpływem emocji nazwałem ją zwykłą dziwką. Nie powinienem był wtedy się tak zachowywać. Może nic by nie wyszło na jaw. To, że z tym skończyłem to jedno, ale to, że zacząłem to drugie. Teraz tego żałuje. Cholernie tego żałuje. Gdybym tego nie zaczął to na pewno, by się nic nie stało.
Nie chciałem wychodzić z domu. Niby Wigilia. Trzeba się ogarnąć i naszykować na święta, ale po co? Po co, ja się pytam jeżeli nie ma przy mnie nikogo! 
Byłem naprawdę zrezygnowany. Miałem myśli samobójcze, chodziłem na imprezy. Balowałem, poznałem mnóstwo łatwych dziewczyn, którymi nie ukrywam, że sypiałem z nimi, aby zapomnieć, ale nie! Zawsze przed oczami pojawiała się Emilka, z zawiedzioną miną. Zawsze moja podświadomość wykorzystywała to, że cholernie za nią tęsknie. Ale nie było odwrotu. Czasu nie cofnę, a szkoda. 
Była godzina 9:22. Ostatnie tygodnie spędzam w tym domu. Wracam do mojego miasta, gdzie mieszkałem z ojcem. Sprzedaję dom, mam już kupca, a za pieniądze, które będę miał ze sprzedaży kupię małe mieszkanie w Legnicy. Kilka miesięcy temu się wprowadziłem i ju wyjeżdżam. I bardzo dobrze. Nie przywiązałem się do tego miejsca i nie jest mi szkoda odchodzić. A Emilka.. jakoś zapomnę. Zawsze zapominałem, teraz też. Wstałem z łóżka pierwszy raz od jakiegoś tygodnia. Moja pościel śmierdziała alkoholem i papierosami, które mieszały się z perfumami przypadkowych dziewczyn. Zdjąłem ją i włożyłem do pralki, nastawiając ją. Zszedłem na dół i zrobiłem sobie zwykłą kanapkę z ogórkiem i herbatę. Przebrałem się w coś świeżego, a mianowicie zwykłe czarne spodnie i jeansową koszulę, założyłem kurtkę i buty i wyszedłem na spacer. Spacerowałem, obserwując tych wszystkich ludzi. Wszyscy z uśmiechem na twarzy nosili ciężkie zakupy i prezenty świąteczne i nie narzekali. Ja nie mogłem się uśmiechnąć, a oni byli szczęśliwi i radośni. Patrzyłem się w chodnik, po którym powoli stąpałem. Było zimno, ale ja tego nie odczuwałem. Byłem za bardzo zajęty moją głową pełną myśli. Jak gdyby wszystkie wspomnienia, grzechy, złe uczynki, dobre uczynki, szczęśliwe chwile, wróciły i z powrotem zajęły miejsce w mojej głowie. Z każdą chwilą było ich coraz więcej, a ja próbowałem z nimi walczyć, albo współgrać, albo chociaż nie zwracać na nie uwagi, ale to było silniejsze. Moje myśli na szczęście przerwało jakieś mocne pchnięcie. To był jakiś chłopak. On popatrzył się na mnie groźnie, ale z wielkim poruszeniem i nic nie mówiąc wręczył mi karteczkę, o mało ciekawej treści. Przynajmniej tak mogłoby wynikać z zachowania chłopaka, którego już kiedyś widziałem, dla mnie w tej treści było o wiele więcej niż mógłbym kiedykolwiek od kogokolwiek usłyszeć:
"Cześć!
Pewnie mnie nie pamiętasz. 
Poznaliśmy się w dość nieciekawych okolicznościach,
jestem Krystian, chłopak, który 
był wtedy z Emilką pod KFC, i którego wtedy poznałeś. 
Wiem, że mnie nienawidzisz, bo Emilka mnie przedstawiła jako swojego kochanka,
ale to nieprawda. 
Emilka Cię bardzo kochała, nie wiem czy nadal Cię kocha,
ale wiem dlaczego się w tobie zakochała.
Byłeś inny niż wszyscy. Czuły, opiekuńczy, niezależny, 
nie wymagałeś tego wszystkiego co inni. 
Ale pomimo tego, te wszystkie cechy jak mniemam nadal posiadasz.
Zaopiekuj się nią proszę,
ja niestety nie będę mógł oglądać tego co ty.
To nie ja będę z nią tańczyć na jej studniówce,
nie ja będę patrzył jak czy się do matury,
jak zdobywa pracę, 
bierze ślub,
zakłada rodzinę, 
albo umiera. 
Ja nie mam już takiej szansy, ale ty tak,
z Tobą będzie szczęśliwa,
wiem, że to co powiedziałeś wtedy to nie było szczere,
ona wtedy jeszcze naprawdę cierpiała, 
ja jej pomogłem o tobie zapomnieć,
a teraz sam muszę o tobie przypomnieć. 
Taki był nasz los, niestety mój krótszy. 
Ostatnio zrobiłem badania, zwykłe i nie nie mam raka. 
Jestem chory, ale nie mogę powiedzieć na co. 
Ale moją ostatnią prośbą do Ciebie jest, abyś się nią zaopiekował,
Nie daj jej zrobić krzywdy, bo za każdym razem kiedy do niej ona dojdzie, 
będę ja cierpieć, a razem ze mną ty. 
Kocham ją, ale oddaję swoją miłość, tobie. 
Kochaj Emilkę tak jak ja. 
Dziękuje. 
Kiedy wróciłem do domu była już godzina 22:00. Szlajałem się po mieście bez celu i analizowałem list od tamtego chłopaka. Zaopiekuję się nią. Nawet jeżeli ona nie będzie tego chciała będę jej aniołem stróżem. Może zwariowałem, ale tego właśnie chcę. 
 

1 komentarz:

  1. Jak zwykle rozdział świetny.
    Mam nadzieję, że Krystian w niedługim czasie umrze, ale nie z powodu choroby tylko jakiś wypadek itp. 8)
    Pozdrawiam ")

    OdpowiedzUsuń