Perspektywa Jasia
Zszedłem na dół, aby zrobić naleśniki dla Emilki. Nie wiem dlaczego, ale ta dziewczyna działa na mnie łagodząco. Czuje, że jestem jej potrzebny, ale w tej łagodniejszej wersji. Działa na mnie jak plaster. Ona jest mi potrzebna, a ja jej. Bardzo źle się czuje jednak z tym co robię.
- Cholera!
- Jasiek! - usłyszałem z góry.
Upadłem, więc pewnie musiała słyszeć odgłos upadku. Postanowiłem trochę poudawać. Przyszła w samym ręczniku, uklękła.
- Jasio! Wstawaj! Nie rób mi tego! Jaś! Wstawaj!
Nadal się nie ruszałem, chciałem zobaczyć co zrobi.
- Idę zadzwonić po... - podnosiła się, ale nie zdążyła, bo złapałem ją za rękę.
- Janek! - rzuciła się na mnie.
- Nigdy, więcej nigdy nie odchodź ode mnie, rozumiesz?
- Nigdzie się nie wybieram. - powiedziałem siadając.
- Nie strasz mnie już tak! Rozumiesz? - podkreśliła ostatnie słowo.
- Wiesz myślałam trochę, i my mamy szkołę.
- No i co? - powiedziałem nie przejmując się niczym.
- No.. i ja nie byłam od tygodnia w szkole.
- No to też wiem.
- Ale jutro idziemy.
- Idziemy.
Nie rozumiem, dlaczego zaczęła temat szkoły, a było tak dobrze.
- Dobra, może ja pójdę na górę. - powiedziała.
- A jak Ci nie pozwolę?
- Jakoś przeżyje. Ale wiesz ty możesz tego nie przeżyć.
- Mam się bać? - zapytałem z uśmiechem.
- Jak diabli. - powiedziała całując mnie i uciekając na górę.
Zabrałem się do przygotowywania kanapek, bo na naleśniki nie stać moich zdolności kulinarnych.
Genial dziewczyno genial!
OdpowiedzUsuń