Dzwoniłam do niego, nie odbierał. Pisałam, nie odpisywał. Denerwowałam się, a on nie wiedział o czym myślę. To było irytujące. Strasznie irytujące, że ktoś inny może mieć Jaśka tylko dla siebie. Pomijam to, że byliśmy parą, a on mizia się z jakąś blondynką. Chciałam wykrzyczeć mu to w twarz! Chciałam mu wygarnąć, ale... on nic takiego nie zrobił. Może to było tylko takie koleżeńskie przytulenie. A może nie.. sama nie wiedziałam co miałam o tym myśleć. Natalka od zawsze lubiła odbijać chłopaków każdej dziewczynie z równoległych klas. A co jeżeli miała taki plan w stosunku do Jaśka. Mogłabym rozmyślać o tym całą noc, ale postanowiłam, że lepszym rozwiązaniem byłoby, abym położyła się spać. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Położyłam się i przykryłam kołdrą. Próbowałam zasnąć, ale nie umiałam. Myślałam nad tym czy Jasiek oparł się Natalii, a może zaoferowała mu więcej niż ja? Powoli z moimi myślami odpływaliśmy do krainy Morfeusza.
NASTĘPNEGO DNIA
Rano obudziłam się o godzinie 11:00. Ale nie wyspałam się. Przetarłam oczy, usiadłam na łóżku. Założyłam kapcie, szlafrok i otworzyłam drzwi. W jednej chwili przypomniała mi się sytuacja z wczorajszego wieczoru. Po moim policzku spłynęła łza. Chciałam teraz usłyszeć od Jasia takie słowa jak: "Cicho, Kruszynko. Miałem być więc jestem. Nie płacz już." Niestety Jaśka nie było przy mnie. Nie miałam o to do niego żalu. Skąd mógł wiedzieć, że go w tej chwili potrzebuje. Otarłam spływającą po mojej twarzy słoną kropelkę wody i poszłam na dół. Nie chciało mi się jeść chociaż powinnam. Nalałam sobie do szklanki sok pomarańczowy i równie nie chętnie go wypiłam. Usiadłam na kanapie, sięgając po książkę, tą samą co wcześniej, czyli "Gwiazd Naszych Wina". Przeczytałam koleją 1/4 książki i wyjrzałam przez okno. Była ładna pogoda, ale wiał zimny wiatr. Postanowiłam, że przejdę się do sklepu. Może upiekę jakieś ciasto. Poszłam na górę, do łazienki. Umyłam zęby, twarz i otarłam ją delikatnie ręcznikiem. Na szczęście przestałam myśleć o Jaśku, zastanawiałam się jakie ciasto zrobić i co kupić. Podeszłam do szafy. Wyjęłam czarne spodnie, grubą szarą bluzę z napisem "I like it!", czarne buty za kostkę na małym grubym obcasie i czarny płaszcz. Z szuflady wyjęłam kluczę, odpięłam mój telefon od ładowarki i wzięłam małą, czarną torebeczkę z portfelem i wyszłam. Zamknęłam białe drzwi i przekroczyłam próg mojej działki. Przeszłam przez ulicę na chodnik i zaczęłam dążyć w stronę centrum. Miałam do najbliższego sklepu jakieś 1,5 km. Nie spieszyłam się, nie miałam do czego. Kiedy weszłam do sklepu w oczy rzuciły mi się składniki do dekoracji tortów. Była akurat promocja. Pomyślałam, że zrobię ciasto a'la tort. Zebrałam potrzebne składniki do małego, czerwonego koszyczka. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu z pełnymi siatkami. Zaczęłam iść w stronę domu.
- Emilka! - usłyszałam głos dobiegający zza pleców.
Odwróciłam się słysząc wołanie.
- Zaczekaj! - dobiegał do mnie Jasiek.
- Cześć Kruszynko! - pocałował mnie w czółko, przyciągając do siebie.
- Hej. - odpowiedziałam wyrywając się z jego objęć. Byłam zła. Nie widziałam się z nim od czasu tamtego incydentu w szpitalu.
- Coś się stało? - zapytał zdziwiony.
- Nie. - podałam mu torby z zakupami.
- Przecież widzę.
- Porozmawiamy w domu.
- No dobrze.
Szliśmy przez całą drogę w ciszy, ale cały czas czułam jego wzrok na mojej obojętnej twarzy. Weszliśmy do domu. Janek skierował się do kuchni odstawić zakupy. Ja rzuciłam kluczyki na parapet, ściągnęłam buty i poszłam do swojego pokoju. Ułożyłam się na dywanie, biorąc notatnik, żeby pomazać. Nie umiem rysować, więc po prostu sobie lubię czasami mazać. Chwilę później usłyszałam pukanie do drzwi. Nic nie odpowiedziałam. Pukał jakieś 10 minut. Po tym czasie usłyszałam otwieranie klamki od moich drzwi. Jestem genialna! Nie zamknęłam drzwi do pokoju! Moja logika mnie rozbraja! Usiadł koło mnie. Złapał mnie za rękę i wyrwał z niej długopis.
- Popatrz na mnie.
Odwróciłam wzrok, aby spojrzeć w jego piękne tęczówki.
- Co się stało? - zapytał, podkreślając każdą sylabę.
Nadal nie odpowiadałam.
- Obiecałem, więc jestem. - wtedy się popłakałam. Przypomniała mi się moja dzisiejsza myśl. Byłam taka szczęśliwa. Tak, wiem. Chyba cierpię na jakieś poważne wahania nastrojów. Rzuciłam się mu na szyję.
- Kocham Cię. - wyszeptał do mojego ucha. Nadal milczałam, czułam że jakbym odpowiedziała rzeka łez wylałaby mi się z oczu.
******
Wczoraj nie było rozdziału. I tak, wiem że mam zaległe 2 rozdziały. W weekend będzie to nadrobione :D Dziękuje za wyświetlenia. :)
*-*
OdpowiedzUsuń