Tak wiem, że to nie jest dobry pomysł, to co dzisiaj przeczytacie,
ale jakoś tak się złożyło, że zbliżamy się do końca i.. no
wiem, że drugi sezon, ale.. inaczej, bo się poplątałam
w zeznaniach. Komentujcie :D
Miłego czytania
:)
:)
___________________________________________________________________________________
Siedziałam na jego kolanach i namiętnie go całowałam. Czułam wtedy podniecenie, chciwość, namiętność z jego strony. Czułam się wyjątkowo. Całował mnie zachłannie, ale delikatnie. Powoli jego ręce kierowały się w stronę rozpięcia mojego białego stanika. Nie powstrzymywałam go od tego pewnego kroku, bo sama tego chciałam bardzo, bardzo mocno. Chciałam go poczuć, pierwszy raz. Myślałam już nad tym wcześniej, ale wtedy bym się nie zdecydowała. Teraz jestem już pewna. Jego dłonie dotarły do tego punktu i zaczynały walczyć z zapięciem. Po kilku sekundach udało mu się, a mój biustonosz znalazł się w kącie pokoju. Oderwałam się na chwilę od niego, żeby poprawić włosy, ale skorzystałam z momentu i rzuciłam chłopaka na łóżko. Teraz to ja przejęłam inicjatywę. Leżałam nad nim, a raczej na jego klatce piersiowej. Wiem, że mój ciężar mu przeszkadzał, ale nie okazywał tego nawet w najmniejszym procencie. Było mu ciężej oddychać, ale również nie było tego widać. Złapał za gumkę w moich majtkach i powoli zaczął ciągnąć w dół. Ja nie chciałam być gorsza i zrobiłam to samo z jego czarnymi bokserkami. Ledwo oddychaliśmy, ale nadal nie traciliśmy rezonu.
- Gotowa? - zapytał dysząc.
- Gotowa. - powiedziałam pewnie.
Wtedy już każdy z Was mógłby domyślić się co się stało. Było cudownie. Nie bolało, tak bardzo jak się spodziewałam. Wręcz przeciwnie. Było przyjemnie, a najważniejsze, że byliśmy w tym wszystkim razem.
Byłabym tak podekscytowana, gdyby nie fakt co stało się kilka dni później.
Kilka dni później
Obudziłam się o godzinie 8:22. Dzisiaj 30 grudzień, dzień pogrzebu Krystiana. Zrezygnowana wstałam z łóżka i podeszłam do krzesła przy biurku, na którym wisiała czarna klasyczna sukienka. Zabrałam ją ze sobą, razem z czystą bielizną oraz rajstopami i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w wcześniej naszykowany strój. Wcześniej załatwiłam swoją potrzebę. Dzisiaj powinien zacząć mi się okres. Wypuściłam powietrze z ust na znak zmęczenia i zrezygnowania. Włosy rozpuściłam i przeczesałam szczotką. Wyglądałam.. ładnie? Nie wiem czy to dobre określenie, bo nie zrobiłam jeszcze makijażu. Nie miałam na to ochoty, ale wyglądałam strasznie mając tak bardzo spuchnięte oczy, więc trzeba było poprawić swój wygląd kosmetykami. Umalowałam się i wyszłam z łazienki. Spojrzałam na zegarek. Była już godzina 9:15. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie. Tak dokładnie to zwykłą kromkę chleba z masłem i herbata. Nie miałam na nic innego ochoty. Jasiek miał przyjść po mnie za 30 minut, zdążyłam jeszcze troszeczkę posprzątać w pokoju. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Zeszłam z góry i otworzyłam drzwi. Stał w nich elegancko ubrany Jasiek, z jak nigdy z ułożonymi włosami. W ręku trzymał białą kopertę.
- Cześć. - pocałował mnie w czoło.
- Hej. - powiedziałam prawie niesłyszalnie.
- Chodź do środka. - dodałam po chwili niezręcznej ciszy.
Jasiek mi przytaknął i weszliśmy do salonu.
- Jak się czujesz?
- Dobrze. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Na pewno?
Po jego pytaniu automatycznie z moich oczu wypłynęły łzy, rozmazujące makijaż.
- Chodź tutaj. - Jaś podniósł się z miejsca i podszedł do mnie aby mnie przytulić.
- Prze.. prze.. przepraszam.
- To normalne, że cierpisz. Krystian był dla ciebie kimś ważnym. Dla mnie w pewnym sensie też.
- O czym ty mówisz? - bardzo zaciekawiło mnie to co mi przed chwilą powiedział, chociaż nadal płakałam.
- Nie ważne. Nie płacz już. - nie chciałam dalej drążyć tematu, więc otarłam oczy dłonią i wtuliłam się w zagłębienie szyi chłopaka.
- Wiesz co?
- Hm? - dałam mu znak, że słyszę jego pytanie
- Idziemy do łazienki, poprawić Ci makijaż, chociaż jak dla mnie to i tak jesteś piękna i wiesz.. musimy wychodzić.
- Tak.
Zeszłam z kolan Jasia i poszłam w stronę schodów. Janek poszedł za mną do łazienki i usiadł na krawędzi wanny, obserwując każdy mój ruch. Poprawiłam wcześniej rozmazany makijaż i podeszłam do chłopaka jednocześnie łapiąc go za rękę. Weszłam jeszcze do mojego pokoju, zabrałam płaszcz zimowy oraz torebkę i zeszliśmy na dół. Ubraliśmy ubrania wierzchnie i wyszliśmy, zamykając za sobą drzwi. Jaś otworzył mi drzwi do swojego auta. Powoli wślizgnęłam się do auta. Chłopak zamknął za mną drzwi i zajął miejsce kierowcy. Ruszyliśmy. Wszystko odbywało się w ciszy. Dojechaliśmy pod cmentarz. Rodzice Krystiana chcieli,a by cała uroczystość odbywała się właśnie tam. Wysiedliśmy z samochodu i przekroczyliśmy bramę. Szliśmy pod rękę w stronę kaplicy. Miałam na sobie kozaki, bo zmieniłam buty jeszcze w domu dzięki czemu było mi ciepło. Tak, to dziwne że o tym wspominam, ale tylko o tym wtedy myślałam. Pewnie powinnam płakać, ale cały pogrzeb mam jeszcze na rozpaczanie, więc zdecydowanie wolę myśleć o butach. W kapliczce skromna msza święta. Modlitwy, przemowy i w końcu punkt kulminacyjny - odprowadzenie grobu Krystiana. Byłam twarda. Nie płakałam, ale kiedy doszliśmy nie mogłam, nie wytrzymałam. Po raz kolejny tego dnia, z moich oczu wypłynęły słone łzy. Pod koniec kiedy żegnaliśmy o po raz ostatni Jasiek wrzucił białą kopertę do nagrobka. Też sądzę, że to dziwne, ale nie oceniał. Nie miał przyjemności z nim porozmawiać. A szkoda, może by się polubili. Teraz nie wiem. Nic już nie wiem. Uroczystość się skończyła, wszyscy składali najbliższym Krystiana najszczersze kondolencje. Wszyscy, bez wyjątku, ale tak naprawdę mają śmierć Krystiana w dupie. Głęboko w dupie, bo życie tych ludzi nie zmieni się w nawet najmniejszej części setnej milimetra, ale ich sprawa.
Wróciliśmy do domu. Byłam zmęczona... niczym. Poszłam skorzystać z łazienki. Załatwiłam potrzebę.
- Nadal nie mam miesiączki, a nigdy mi się nie spóźniała. - powiedziałam na tyle cicho, żeby Jasiek nie usłyszał.
- Tylko nie to.. - pomyślałam, że to może być.. ciąża.
Podbiegłam do szafki z testem ciążowym. Moja mama ma jeden na mały wypadek? Tak mam dziwną mamę.
Szybko go rozpakowałam i użyłam zgodnie z instrukcją. Po ponad minucie ponownie spojrzałam na test. Pokręciłam przecząco głową. Wybiegłam z łazienki, trzymając w ręku test, który okazał się być pozytywny.
- Jasiek! - krzyknęłam głośno.
Ja usiadłam w kącie łóżka z oszklonymi oczami i czekałam jak przyjdzie mój chłopak, który znalazł się przy mnie w mgnieniu oka.
- Kruszynko co się dzieję? - zapytał zdyszany. Musiał dość szybko biec.
Nie odpowiadałam. Spojrzałam tylko na test, dając mu do zrozumienia, żeby również spojrzał w tamtą stronę. Chłopak wziął go w ręce i obejrzał z każdej strony.
Ja wale xD Tylko tyle mogę powiedzieć.
OdpowiedzUsuńTy, czekaj. Czy ty chcesz uśmiercić dziewczynę przy porodzie?! Nie zgadzam się na to! Nie i koniec!
Ale ogólnie to rozdział świetny i czekam na kolejne.
Pozdrawiam =]
Hahaha :D Spokojnie xD Zobaczymy w następnych rozdziałach :)
UsuńJa nie będę spokojna jeśli mi tu takie rzeczy odwalasz ._.
UsuńAle jeśli ty serio chcesz ją uśmiercic to się ciesz, że nie wiem gdzie mieszkasz.
XDDDDDD upsss taki mały wypadek haha
OdpowiedzUsuń