- Janek?
Nadal nie dawał znaku życia, siedział i tępo patrzył na te przeklęte dwie kreski.
- Powiedz coś! - krzyknęłam donośnie.
- Ale co? - popatrzył się na mnie, nie pokazywał żadnych emocji.
- Jak to co? Jestem w ciąży! Jasiek!
- Widzę.. - wszystko we mnie buzowało. Miałam ochotę rzucić się na niego, ale nie z miłości. Bardziej z wściekłości, która rozsadzała mnie od środka.
- Powiedz coś. - rozpłakałam się, byłam zmęczona i bezsilna.
- Kocham Cię.
Popatrzyłam się na niego tępym spojrzeniem. Otarłam łzy, które miałam na polikach.
- Kocham Cię. - powtórzył pewnie.
- Ale..
- Kocham Cię. - uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił uśmiech. Z pozycji w jakiej siedziałam, rzuciłam się mu na szyję.
- Ja Ciebie też. - powiedziałam szczęśliwa.
- Nie martw się. - oddalił się ode mnie na długość ramion.
- Co ja teraz zrobię?
- Powiemy Twoim rodzicom. Pójdziemy do lekarza, zrobisz badania, będziemy się cieszyć. Będziemy pełni radości, ja będę się Tobą opiekował. Będę rano, wieczór, w południe. Będę przy Tobie w każdej wolnej chwili. Będę z Tobą zawsze. Będę z Wami zawsze. - mówiąc to, dotknął mój brzuch.
Zaniemówiłam. Zaniemówiłam słysząc to, słysząc słowa, po których jestem pewna, że mnie kocha. Że nie opuści mnie. Że nie opuści nas.
- Dziękuję. - przytulił mnie.
Kilka dni później.
Pogodziłam się już z faktem, że będę matką. Dziwnie to brzmi "Emilka, mając 17 lat zaszła w ciąże i będzie matką." No.. ale ok. Jaś jest bardzo opiekuńczy, czasami to bardzo przesadza, ale to takie słodkie kiedy się o mnie martwi. Dzisiaj idziemy do lekarza. Jestem umówiona na 17:00, a jest 15:30. Przebrałam się w rurki i białą bluzkę oraz żakiet. Do tego dobrałam naszyjnik i buty na płaskim oraz plecak, który i tak będzie nosił Janek. Mówiłam, że przesadza.
Po około 30 minutach przyszedł Jasiek. Zapakowaliśmy się do jego auta i ruszyliśmy do przychodni.
- Jak się czujesz?
- Bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się do niego.
- To dobrze. - złapał mnie delikatnie za rękę, splatając nasze palce razem.
Patrzyłam się na nasze dłonie i uśmiechałam się sama do siebie, ciesząc się jego czułością w stosunku do mnie i do naszego dziecka. Nim się obejrzałam byliśmy już przed szpitalem. Wysiedliśmy z auta. Kilka metrów dalej znajdowało się wejście, więc mój kochany Jasio pozwolił mi nieść plecak. Przekroczyliśmy próg i poszliśmy w stronę recepcji. Pani z blond włosami i zielonymi oczami, ubrana w biały fartuch powiedziała, abyśmy się skierowali na prawo. Tak też zrobiliśmy. Przed nami były jeszcze dwie panie z brzuchami (brzydko powiedziałam, wiem). Miały ponad 30 lat. Czułam się dziwnie, bo ja 17-letnia dziewczyna z 18 chłopakiem, wyglądającym na 14 lat i dwie dorosłe i dojrzałe kobiety. Czułam jak patrzą na mnie takim jednocześnie pogardliwym i współczującym spojrzeniem. To było niemiłe? To było przykre, że ludzie myślą, że ja nie chcę tego dziecka. Może było tak na początku, ale naprawdę to się zmieniło. Teraz jestem szczęśliwa, że jestem z kimś kogo kocham, a dziecko będzie dowodem miłości. Dowodem, który będzie zawsze. Wiem, że mogę się z Jaśkiem rozstać w każdej chwili, ale nie zostanę już nigdy sama.
- Pani Emilia?
- Hm? - podeszła do mnie pielęgniarka.
- Pani kolej. - uśmiechnęła się do mnie, jednocześnie wskazując na drzwi pomieszczenia, w którym miało odbyć się badanie.
- Dziękuje.
Ruszyłam do gabinetu, a Jasiek za mną. Zapukałam.
- Proszę! - odezwał się głos, zza zamkniętych drzwi.
- Dzień dobry! - zaczął Janek.
- Witam, proszę usiąść. - wskazał na krzesła na przeciw jego biurka.
- Z czym państwo do mnie przychodzą.
- Bo robiłam test i wskazał, że jestem w ciąży. Chciałabym potwierdzić tę informację i dowiedzieć się o ewentualnych zagrożeniach, gdyż jestem chora na rzadką odmianą anemii.
Podałam lekarzowi wyniki moich badań z przed 4 miesięcy. Mężczyzna czytając je dziwnie kiwał głową, ale w sposób, który wyjątkowo mnie zmartwił.
*******
Przepraszam Was , ale zupełnie nie mam weny. Nic, zero, pustka w głowie.. No, ale kończymy opowiadanie. Sezon 2 pojawi się, ale dopiero za 2 tygodnie od zakończenia 1 sezonu. :D

rozdział superrr i życzę weny czekamm
OdpowiedzUsuńKocham twój blog i nie pozwolę żebyś go kończyła !
OdpowiedzUsuńNie byłam pierwsza pod rozdziałem :c Foch na wszystkich przede mną :C
OdpowiedzUsuńAle ten, rozdział świetny jak zawsze. Tylko czuję, że przez tą chorobę dziecku się coś stanie. Urodzi się martwe albo coś.
Pozdrawiam =]