środa, 27 maja 2015

Rozdział 42

Wstawiam notkę przed rozdziałem, bo to ważne. 
Mówiłam, że kończę pisać bloga, ale wiem też, że niektórzy (nie rozumiem Was)
chcieliby 2 sezon czy coś w tym stylu. 
Jeżeli będzie więcej chętnych to ja coś takiego 
zrobię, ale najpierw skupmy się na tym dzisiejszym rozdziale i późniejszych.

Przypominam o asku na, którym dowiecie się więcej o mnie i o blogu: http://ask.fm/emima02

Miłego czytania :)
___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________________

Obudziłam się w swoim łóżku cała zlana potem. Za oknem nadal było ciemno, pewnie dopiero była 4 lub 5 nad ranem. Chciałam się przekręcić na drugi bok, lecz uniemożliwił mi to mocny nacisk na moją dłoń. Spojrzałam się na nią, to Jasiek ją trzymał. Patrzyłam na jego idealną skórę. Może weźmiecie mnie za idiotkę, że znów mu zaufałam. Po tym jak mnie skrzywdził, wyzwał, zostawił, ale nie. Ja go kochałam cały ten czas. Cały ten czas, gdy płakałam za nim nocami w łóżku, to nie płakałam, że mnie skrzywdził. Płakałam, dlatego, że nie mogłam być z nim blisko, a raczej, że sama równocześnie tego chciałam i nie chciałam. To dla osób sprawnych psychicznie i silnych może być nie do zrozumienia, bo to ja jestem dziwna i tego nikt nie pojmie. Jego śliczna twarz sprawiła, że uspokoiłam się i z powrotem zasnęłam. Obudziłam się jakieś 3 godziny później, ale Jasia już nie było przy moim łóżku. Wstałam i skierowałam się na dół. Weszłam do ganku. Jego kurtka nadal wisiała, co wskazywało nadal, że gdzieś tutaj jest. Poszłam do kuchni. Tam siedział Jasiek. Chociaż nie wiem, czy siedział to byłoby dobre słowo. Raczej leżał na stole. Tak, wiem że to dziwnie brzmi, ale nic na to nie poradzę. Leżał na stole, jak na sofie. Nie wiem co on ćpał, ale musi zmienić dilera. Kiedy zauważył, że weszłam od razu poderwał się do góry na co cicho się zaśmiałam. 
- Cześć. - powiedział niepewnym głosem. 
- Hej. - przybliżyłam się do niego o dwa małe kroki. 
Widocznie musieliśmy jeszcze raz spróbować się do siebie zbliżyć. Usunąć tamte złe wspomnienia, których było aż zanadto. Zbudować od nowa naszą wieżę, która zdążyła się zburzyć już tysiąc razy popsuć. Zacząć zastępować złe wspomnienia nowymi, lepszymi, wspólnymi tym razem.
On nadal się bał mojej reakcji, więc postanowiłam zrobić pierwszy krok. Przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej, żeby poznał, że naprawdę nie mam do niego żalu. Staliśmy już tak blisko, że było czuć na moim czole jego nierówny oddech. Stanęłam na palcach, żeby lepiej widzieć jego twarz. Widać był na niej niepewność i przerażenie, które pewnie było spowodowane moją bliskością. Złapałam go za policzek. Czułam, że jego mięśnie powoli się rozluźniają. Jego oddech był już równomierny. Patrzyłam na niego, dając mu do zrozumienia, że może mi zaufać, a ja będę ufać jemu i to bezgranicznie.
- Czy my jesteśmy razem? - zapytał jakby bał się odpowiedzi.
- Nie wiem. - spuściłam rękę, wkładając ją do miętowych spodni, które miałam od wczoraj i odwróciłam wzrok.
Przypomniałam sobie, że mnie skrzywdził. Ja u wybaczyłam i ufałam bezgranicznie. Tylko te złe wspomnienia wróciły. Będę próbowała je kasować z mojej pamięci, ale boję się, że przy każdej kłótni, każdej chwili zamyślenia one będą wracać. Nie chcę tego, tylko jeżeli będę mu to wypominać, będę go krzywdzić. A tego nie chcę. Chciałam odejść i nalać sobie szklankę wody, żeby wziąć proszki, ale Jasiek mnie złapał za łokieć. Tak jak wtedy kiedy byliśmy w szpitalu, pokłóciliśmy się o ten wypadek i.. Wypadek. Krystian. Mój przyjaciel. List. Sukienka. Wigilia. Wszystko wróciło. Wczorajszy dzień nie był taki jak powinien. Nie było Wigilii z rodzicami, tylko płacz. Płacz, smutek, wiadomość o śmierci. Po raz kolejny w przeciągu 4 miesięcy poczułam pulsujący w mojej skroni ból. Nie miałam siły, upadałam. Czułam, że tracę przytomność. Słyszałam jakieś echo wołającego mnie męskiego głosu, czułam, że ktoś mnie podnosi, ale tylko tyle. Potem ogarnęła mnie pustka, ciemna pustka, w której było mi zajebiście dobrze. Zero problemów, tylko pustka. Jeszcze kilka dni temu nie chciałabym w tej ciemności spędzić, ani sekundy. Teraz chcę tu zostać. Powoli odpływałam, czułam się tak bardzo dobrze. Uśmiechałam się, widziałam ciemność, co wcale mnie nie martwiło. Nie pamiętam dokładnie co się dalej działo. Wiem, że leżałam na miękkiej powierzchni. Bardzo mi to odpowiadało. Dalej już nic.

Kilka godzin później

Leżałam na własnym łóżku. Czułam się taka ciężka. Jakbym cały tydzień piła wódkę i popijała winem. Moje powieki były ciężkie, ale miałam chęć, żeby wstać. Zeszłam z łóżka i oparłam się o biurko, żeby się nie wywrócić, ponieważ miałam mroczki przed oczami. Często mi się tak zdarza, a to wszystko przez ogólne osłabienie organizmu. Kiedy mi przeszło założyłam kapcie oraz szlafrok, który nałożyłam na zwykłą szarą koszulkę, w której najwyraźniej spałam. Chwila.. ja rano miałam bluzkę i miętowe spodnie. Czyżby Jasiek?
- Nie! - zaprotestowałam w myślach, uśmiechając się. Ale kiedy pomyślałam, że on nigdy mnie nie widział w samej bieliźnie plus byłam nieprzytomna to szybko ten uśmieszek spełzł z mojej uradowanej twarzy. Raczej byłam przerażona tym, że nie byłam na to gotowa. Chociaż.. niby nic się nie stało. Wzruszyłam ramionami i otworzyłam drzwi w celu opuszczenia mojego minimalistycznego pokoju. Nacisnęłam na klamkę i od razu dotarł do mnie wspaniały zapach soczystej karkówki. Wiem, że nie powinnam tyle jeść, ale dzisiaj są święta, zresztą w nosie mam te całe diety, które przypisał mi lekarz. Jak mam umrzeć to z pełnym żołądkiem i z mlekiem, w ręce, którego zresztą również nie mogę. Szybko zeszłam ze schodów i weszłam do kuchni, z której wydobywał się zapach. Tam stał Jasiek ze ścierką w ręce i czytaniu na blacie książki kucharskiej. Przy okazji trzymał kciuka w buzi, w który jak mniemam się oparzył. To był naprawdę śliczny obrazek. Taki słodki Jasiu na blacie, liżący kciuka i czytający książkę. Uśmiechnęłam się i zakasłałam, aby oderwać chłopaka od ciekawej lektury. On odłożył książkę i podszedł do mnie już pewniejszym niż wcześniej, krokiem. Posłał mi swój najcieplejszy uśmiech i podał mi szklankę wody oraz tabletki.
- Zapomniałaś leków. - powiedział.
- Co się stało?
- Zemdlałaś, ale już jest wszystko dobrze.  - odpowiedział.
Połknęłam leki i odłożyłam szklankę do zmywarki. Wyprostowałam się poprawiłam włosy, na moich biodrach poczułam czyiś dotyk, który sprawił, że się po raz kolejny tego dnia się uśmiechnęłam.
- Emilka..
- Hm?
- Kocham Cię.
Odwróciłam się i popatrzyłam w jego brunatne tęczówki, w których widziałam tęsknotę. Tęsknotę za mną. Straciłam panowanie nad emocjami i pocałowałam go. Ale nie tak delikatnie jak zawsze. Rzuciłam się na niego jak zwierzę. Tak za nim tęskniłam, za ciepłem jego warg. Wszystko szło idealnie, gdyby nie jeden mały drobiazg. Mięso się spaliło, a w całym domu było czuć odór spalenizny. Jasiek odskoczył ode mnie i podbiegł do piekarnika, który otworzył. Z urządzenia wydostał się szary dym.
- Chyba nie będzie obiadu. - powiedział zrezygnowany chłopak.
- Mi to nie przeszkadza. - zagryzłam dolną wargę, jednocześnie dając mu znak do działania.
Podszedł do mnie dumnym krokiem, złapał za policzki i  przyciągnął do siebie, w tym czasie mnie całując. Jego ręce powoli zjeżdżały z moich pleców na pośladki. Kiedy do niech dotarł, automatycznie podskoczyłam i zaplotłam nogi wokół jego bioder jak to zawsze robiłam. Nie przerywaliśmy pocałunku, lecz coraz bardziej go pogłębialiśmy. Poczułam, że ruszyliśmy w stronę schodów, nie myliłam się. Janek wchodził właśnie po schodach kierując się do mojego pokoju. Nacisnął klamkę i jednym ruchem kopnął drzwi. Rzucił mnie na łóżko i ściągnął swój t-shirt. Położył się nade mną , kolejny raz całując. Jego usta błądziły teraz po mojej szyi, składając na niej mokre i delikatne pocałunki, na co wygięłam plecy łuk. Jasiek skorzystał z okazji i ściągnął moją szarą koszulkę. Poczułam się nieswojo, a moje mięśnie się napięły. Jasiek usiadł obok mnie.
- Chcesz tego?
- Bardzo, ale.. - schyliłam głowę ku dołowi.
- Ale? - podniósł mój podbródek. Musiał to zrobić, że popatrzyłam w jego oczy.
- Ale się boję.
- Czego?
- Nie wiem, nigdy tego nie..
- Ci.. spokojnie. Weź kilka oddechów.
Jak kazał tak zrobiłam. On złapał mnie za rękę, czym dodał mi otuchy. Teraz byłam już pewna, że tego chcę. Popatrzyłam mu jeszcze raz w oczy kiwając głową i usiadłam mu na kolanach i złapałam za policzki. Po raz kolejny poczułam jego wargi na moich ustach.

*******

Wiem, że większość na to czekała! Przyznajcie się! :D

5 komentarzy:

  1. CHCĘ DRUGI SEZON! <3
    Pod koniec było tak słodko, że... xD Ale nie powiem, czekałam na to :P Hehe 8)
    Oczywiście rozdział jak zawsze świetny. (To powtarzanie mi się już nudzi! xD )
    Pozdrawiam =]

    OdpowiedzUsuń