Obudziłam się o godzinie 9:00. Dzisiaj jest 23 październik. Nie wiedziałam gdzie jestem. Leżałam na białej kanapie, przykryta czarnym kocem. Przypomniały mi się wczorajsze zdarzenia. Uśmiechnęłam się, zagryzając wargę. Usiadłam na siedzeniu i przykryłam się okryciem. Popatrzyłam stronę kuchni. Stał tam Krystian w czarnych spodniach, bez koszulki. Opierał się o blat, sącząc wodę z przezroczystej szklanki, widocznie uśmiechając się.
- Cześć, księżniczko. - powiedział.
- Witam, pana. - powiedziałam wstając z kanapy i kierując się w stronę stołu.
Usiadłam na krześle, nie spuszczając wzroku z blondyna śmiejącego się w moją stronę.
- Śniadanko?
- Chętnie. Ale ja idę się ogarnąć. Gdzie łazienka? - zapytałam.
Skierował głowę w stronę drzwi.
- Dzięki.
Poszłam do sypialni i zabrałam z niej wczorajsze ubrania. Skierowałam się z powrotem w stronę łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz, żeby przypadkiem nie przyszło Krystianowi na myśl, aby mnie podglądać. Otworzyłam szafeczkę z ręcznikami i wybrałam duży, zielony w czarne kropki różnej wielkości. Zdjęłam z siebie koszulkę Krystiana i weszłam pod prysznic.
Jakieś 10 minut póżniej
Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Włosy związałam w kitkę, tylko pojedyncze kosmyki wychodziły, ponieważ gumka nie trzymała dość mocno.
- Ślicznie wyglądasz.
- Przestań. - usiadłam, poczułam jak piekły mnie policzki.
- Proszę bardzo. Jajecznica ze szczypiorkiem, plus herbata z cytryną dla pani, raz.
- Wykwintne. - zażartowałam.
Jadłam ze smakiem, było naprawdę dobre. Jajecznica równie smaczna jak i herbata. Wszystko było idealnie doprawione.
- Pyszne. - powiedziałam z pełną buzią.
Krystian usiadł ze mną przy stole.
- Masz coś na ustach. Poczekaj. - podniósł się z miejsca i otarł kciukiem o moje usta.
Zagryzłam wargę, czując motylki w brzuchu. Byłam pewna, że na twarzy mam dwie, soczyście czerwone plamy.
- No już, spokojnie. - powiedział ukazując rząd swoich białych zębów. Uśmiechnęłam się szczerze. Dawno do nikogo się tak nie uśmiechałam. Dokończyłam jeść, wstałam i poprawiłam sukienkę.
- Odwieziesz mnie do domu?
- Tak szybko. - zrobił smutną minkę.
- A nie masz mnie dość? - zadałam mu pytanie retoryczne.
Podszedł do mnie, wziął mnie na ręce.
- Postaw mnie, jestem za ciężka.
- Żartujesz? Gdyby nie to, że krzyczysz na całą kamienicę, zapomniałbym, że mam cię na rękach.
- Bardzo śmieszne.
- Ale ja księżniczko nie żartuje.
- Odwieziesz mnie? - powtórzyłam pytanie.
- A co jeżeli powiem, że nie.
- To będę musiała u Ciebie zostać.
- To... nie odwiozę. - uśmiechnął się po raz kolejny tego dnia.
- Muszę zadzwonić do Kingi i rodziców.
- Dobra. Ja idę do spożywczaka. Kupię coś na obiad.
- Dobrze. - powiedziałam i pobiegłam do sypialni.
Pościeliłam łóżko, na którym później usiadłam i wybrałam numer do Kingi. Po kilku sygnałach nareszcie odebrała.
- Cześć, muszę Ci coś powiedzieć. -mówiłam podekscytowana.
- No hej. Mów. - chyba ją obudziłam, ale nie zwróciłam na nią uwagi. Musiałam jej opowiedzieć co się wczoraj wydarzyło.
- Pojechałam z Krystianem do jego domu. Swoją drogą ma bardzo ładny dom. Znaczy mieszkanie, no i Zabrał mnie do siebie. Weszliśmy do salonu i on zaczął mnie całować, a ja się nie opierałam, bo mi to pasowało. No i on przerwał, a ja nie chciałam, żeby przerywał. Ja chciałam się całować. I nie nie byłam pijana. Tak wiem, że mówię bez sensu. No, ale jak przestał to mi się tak smutno zrobiło. On zaprowadził mnie do swojej sypialni, ale ja nie mogłam zasnąć, więc wróciłam się do salonu i poszłam spać koło niego. Jak się obudziłam to było pyszne. Znaczy zrobił mi jajecznice. Naprawdę świetnie gotuje. I teraz on mnie nie chcę odwieść, ale ja nie narzekam. Poszedł o warzywniaka, a ja tutaj zostałam. A co u Ciebie, jak Gabriel? - mówiłam, jakoś tak nieskładnie.
- Pożegnaliśmy się i wróciłam do domu. - powiedziała zażenowana.
- To słabo. - śmiałam się do słuchawki.
- Spadaj. - rozłączyła się.
Nie wiem co ją ugryzło. Może głowa ją boli, bo za dużo wypiła. Nie chcę nic mówić. To nie. Tym razem zadzwoniłam do mamy.
- Gdzie ty jesteś?! - krzyknęła mama do słuchawki.
- Mamo spokojnie, jestem u..
- Czekam. - powiedziała podirytowana.
- U Jaśka.
Mama nie wie, że z nim zerwałam. Musiałam skłamać, bo sama by po mnie przyjechała. No bo co miałam jej powiedzieć.
- Cześć, mamo. Jestem u chłopaka, którego poznałam wczoraj w nocnym klubie, i muszę się jeszcze pochwalić, że mało w łóżku nie wylądowaliśmy.
Dzięki, ale nie.
- No, dobrze córciu. Tylko grzecznie mi tam, weź lekarstwa. Spakowałaś je, prawda?
- Tak, mamo. Muszę kończyć, bo robię obiad.
- Pa, córeczko. Kocham Cię.
Rozłączyłam się. Nie chciałam okłamywać mamy, ale naprawdę nie miałam ochoty na tłumaczenie się. Wolałabym w tamtym momencie iść do znienawidzonej szkoły, niż się tłumaczyć.
- Jestem, ślicznotko.
Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam.
- Czy cos mnie ominęło.
- Nic. Nie gadaj tylko mnie przytul.
Wziął mnie na ręce. Odłożył siatki z zakupami i usiadł na kanapie. Usiadłam na nim okrakiem i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. On położył dłonie na moich plecach i zaczął kreślić na nich wzorki.
- Rezygnujemy z obiadu, idziemy na miasto.
- Ale ja nie mam stroju.
- Nie martw się, jestem tak genialny, że wpadłem do sklepu i kupiłem Ci coś. Mam nadzieję, że będzie pasować. - podał mi torebkę ze strojem. Prezentował się on tak:
Tylko zamiast pantofelków założyłam szpilki. Nie miałam innych butów.
Przytuliłam się mocno do Krystiana i mówiłam:
- Dziękuje, dziękuje, dziękuje!
- Nie ma za co, księżniczko. Idź się przebierz.
Poszłam do łazienki i przebrałam się, wszystko pasowało idealnie. Wybiegłam z łazienki, rzucając się po raz kolejny tego dnia na chłopaka.
- Dziękuje. - wyszeptałam mu do ucha.
- Ubieraj kurtkę, bo zacząłem robić się głodny.
- A jak ja nie zejdę. - spojrzałam w jego błękitne oczy.
- To sam Cię ubiorę i zaniosę do auta.
- Nie wierzę.
- Chcesz się przekonać?
- Chcę. - powiedziałam pewnie.
Zaniósł mnie przed drzwi i założył buty. Potem kurtkę, którą zasunął. Szybo założył skórzaną kurtkę. Pos spodem miał czarną koszulę. Nic nie mówiąc, wziął mnie jedną ręką pod plecy, a drugą po nogi, zamykając drzwi. Zaniósł mnie do auta, a sam usiadł na siedzeniu kierowcy.
- Nie wiedziałam, że dasz radę.
- Ostrzegałem. - zapalił silnik auta.
- Gdzie jedziemy.
- Nie uwierzysz, ale jedziemy na KFC.
- Nareszcie, coś niezdrowego.
- Widzę, że się cieszysz. No to w drogę.
30 minut później
Weszliśmy do czerwono-białego z buzią jakiegoś pedofila uśmiechającego się do kurczaka. Nic tylko wchodzić i oglądać go z bliska. Usiedliśmy przy wolnym stoliku. Wcześniej zamówiliśmy kubełek za 34,99, a do tego napój. Zjedliśmy go razem. Byliśmy naprawdę głodni. Kiedy wyszliśmy Krystian złapał mnie za rękę, na początku nie zauważyłam jej, ale była tam też Kinga. Niestety nie sama. Była tam z Jaśkiem.
*******
Jest coraz dziwniej. Moim skromnym zdaniem. W następnym rozdziale to się będzie dopiero działo. Szykujcie karabiny maszynowe. Pozdrawiam dwie połowy Polski :D
KOMENTUJCIE! DAJCIE JAKIŚ ZNAK!

Sie narobiło :o polubilam Krystiana ale dla niej lepiej z Jaśkiem :(
OdpowiedzUsuńTo nie miało tak być! xD Dlaczego?! XD
OdpowiedzUsuńWyrzutnia rakiet już naszykowana tak samo jak snajperka 8)
Za mało krwi, powinna w następnym rozdziale polać się krew i ktoś powinien trafić do szpitala xD
Pozdrawiam i czekam :*
Łohohhoh spokojnie. :D Nie tak nerwowo :)
UsuńO matko sałatko
OdpowiedzUsuń