Nie wiedziałem co zrobić. Podbiegłem do niej i delikatnie klepałem po policzku, aby spróbować ją obudzić. Nie reagowała. Była cała blada, zimna. Czułem jakbym ją tracił. Nie mogłem do tego dopuścić. Wziąłem ją na ręce, kierując się w stronę schodów. Dziewczyna opadała w stronę ziemi. Była taka lekka, jakbym niósł może jedno, małe, nieznaczące piórko. Ale Emilka nie była nic nie znaczącym stworzeniem. Wręcz przeciwnie. Ona była najważniejszą osobą w moim życiu. Była moją opoką, aniołem stróżem. Dla świata była małym okruszkiem, jak każdy. Dla mnie była kimś bez kogo nie mógł bym funkcjonować. Ta mała, drobna istota ukrywa swoje emocje, bez problemu udaję szczęśliwą. Lecz tak nie jest. Jest smutną, zapomnianą dla całego otoczenia. Dla mnie jak już mówiłem jest wyjątkowa. Piękna, cudowna, jedyna w swoim rodzaju.
Zaniosłem ją do mojego czarnego auta. Delikatnie odłożyłem na przednie siedzenie. Zapiąłem ją, a sam wsiadłem do auta. Ruszyłem niepewnie. Nie powinienem prowadzić w takim stanie, byłem przerażony, zdenerwowany i nie ukrywałem tego. Ale musiałem ją uratować. Miałem ją tam zostawić i żyć ze świadomością, że nie byłem kiedy mnie potrzebowała. Jechałem chyba jakieś 10 minut z prędkością 120 km/h. Nie przejmowałem się tym wtedy. Co chwila spoglądałem na Emilkę czy nic się nie dzieję. Kiedy dojechałem na parking przed szpitalem, zaparkowałem nie równo. Od razu odpiąłem nieprzytomną dziewczynę i zaniosłem na recepcję do budynku.
- Pomocy! - krzyknąłem.
Mój głos rozniósł się po długim, pustym korytarzu. Przybiegła do mnie pielęgniarka z dwoma lekarzami pchającymi szpitalne łóżko. Położyłem ją na nim, a ona bezwiednie opadła na nie, jakby nie miała kompletnie kontaktu z rzeczywistością. Zanim się obejrzałem łóżko odjechało, a ja zostałem sam na środku korytarza. Usiadłem na jednym z krzeseł, byłem załamany. A co jeżeli stracę ją. Stracę ją na zawsze. Nie! Nie myśl tak!
Pięć dni później
Perspektywa Emilki
Właśnie dostałam wypis. Mam dużo odpoczywać i zgłosić się na badania kontrolne. To jakiś żart? Gdzie ukryta kamera? Nie mam już siły patrzeć jak moje życie zmienia się pod wpływem tej choroby. Dlaczego tu trafiłam? To nie było nic poważnego. Za dużo stresu, emocji itp. Nabawiłam się strachu, ale jest dobrze. Rodzice wrócili i odwiedzali mnie codziennie. Jasiek przyszedł tylko raz, ale kazałam mu się wynosić. Wiem, że prawdopodobnie uratował mi życie, ale nie mogłam mu wybaczyć. Nadal czułam się niekomfortowo wiedząc, że nie mam teraz możliwości skontaktowania się z nim. Że nie mogę wtulić się w jego ramienia. Poczuć smak jego malinowych ust. Jakby ktoś zapytał się mnie 4 dni temu czy mogłabym z nim stracić dziewictwo bez zastanowienia odpowiedziałabym "tak". Ufałam mu bardzo. Był moim niezastąpionym kompanem, przyjacielem i partnerem jednocześnie. Tak bardzo za nim tęskniłam tak wiem, że to dla niego prawdopodobnie nic nie znaczyło, ale dla mnie on był całym światem. Niestety musiałam się z tym światem pożegnać. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Piosenka "Kochaj mnie". Jasiek zmienił mi ją w dzień kiedy.. się rozstaliśmy.
- Cześć piękności. - usłyszałam głos w słuchawce.
- Hej, Kinia! Co jest? - próbowałam udawać szczęśliwą, chociaż wcale się tak nie czułam.
- Weronika się z Tobą kontaktowała? - zapytała. Faktycznie ostatnio się ze sobą nie kontaktowałyśmy, nie to, że zapomniałam o niej, ale nie miałam siły się z nikim kontaktować. Tyle, że.. nie nikomu tego też nie utrudniałam. Nawet Jasiowi.
- Halo?
- Tak, jestem. - odpowiedziałam.
- Kontaktowała się?
- Nie.
- Ze mną też nie, może ma coś do załatwienia?
- Może. - mówiłam, chociaż nadal nie miałam ochoty na rozmowę.
- Emilka, nie możesz być cały czas smutna. Mam dla Ciebie niespodziankę. Zaraz wychodzisz ze szpitala? Będę za chwilę.
- Nie, nie chcę dzisiaj.
- Nie marudź, policz do dwudziestu, a ja zaraz przyjdę. Pa, kochana.
Doliczyłam do 1253 kiedy Kinga przyszła.
- Bierz torbę i idziemy. - rozkazała.
- Jak chcesz. - wzruszyłam ramionami.
Poszłyśmy przed budynek i zadzwoniłyśmy po taksówkę, która zawiozła nas do mojego domu. Otworzyłam zamknięte drzwi i weszłam do środka. Rodziców nie było.
- Chodź Śnieżka na górę. - lubiłam nazywać ją "Śnieżka", sama nie wiem dlaczego, ale przypominała mi ją.
- Nie mów na mnie Śnieżka.
- Dobrze, Śnieżynko. Ale nie denerwuj się tak. Mów jaka niespodzianka.
- Miałyśmy iść na górę.
- Phi.. - ruszyłam w stronę drzwi śmiejąc się.
Kinga za chwilę się do mnie przyłączyła. Poszłyśmy na górę, a tam zastałam duże pudełko leżące na łóżku z karteczką:
"Od rodziców.
Dawno nigdzie nie byłaś, może idź gdzieś z Kingą? Tutaj masz sukienkę!
KOCHAMY CIĘ!
*******
Kolejny rozdział! :D Mam nadzieję, że się spodobało. :)
A jeśli się sprężę to będzie dzisiaj 2 rozdział! :)
Jutro zawody trzymajcie kciuki :)
Mam nadzieję że na zawodach pójdzie ci świetnie :)
OdpowiedzUsuńA co do rozdziału to jak zwykle nic dodać, nic ująć. ♡
Pozdrawiam i trzymam kciuki ;)
Bardzo dziękuje :D 1 miejsce :) Jedziemy na powiat *.*
Usuń