Znowu, po raz kolejny. Zatonęłam w jego ustach. Byłam zła na siebie. W mojej głowie biło się tysiąc myśli. Nie chciałam tego. Skrzywdził mnie. Działał nie tylko wbrew sobie, a także wbrew mnie. Mówił to wszystko.
- Że jestem piękna.
- Że inna.
- Wyjątkowa.
- Niesamowita.
I jeszcze wiele innych pozytywów. Nigdy nie powiedział o mnie złego słowa. Zawsze był wobec mnie szczery. Znaczy.. tak mi się wydawało do tamtego momentu. On nadal mnie całował. Kiedy zorientowałam się co robimy, szybko kopnęłam go w czułe miejsce. On ugiął się pod wpływem bólu. Szybko uciekłam i zamknęłam się w łazience, aby nie miał do mnie dostępu. Kucnęłam w kącie, a łzy same zaczęły mi się cisnąć do oczu. Zanim się zorientowałam po moich polikach spływały już pojedyncze łzy, a potem już tylko strumienie, które wytworzyły wokół mnie ogromne jezioro. Jasiek stał za drzwiami. Znaczy tak mi się zdaje, bo nie słuchałam go. Krzyczał coś, żebym otworzyła, ale nie potrafię. Za bardzo mnie zranił. Dzięki niemu zapomniałam o moich problemach, które teraz uderzyły we mnie z podwójną siłą. O jednym udało mi się zapomnieć. O mojej chorobie. Niestety pewna mądra osoba na górze, zaczęła bawić się moim losem. Moja skroń zaczęła mocno pulsować. Kołowało mi się w głowie, łzy przestały już napływać do moich oczu. Byłam nieświadoma niczego. Bardzo bolała mnie głowa. Myślałam, że za chwilę eksploduje. Nie wiem, w którym momencie, ale chyba znowu zemdlałam.
Perspektywa Jasia
Jestem debilem. Zamiast jej to wytłumaczyć i pokazać, że taki nie jestem, to chciałem postawić ją pod murem i zacząłem ją całować. Ona szybko wybiegła z pokoju do łazienki, przy okazji kopnęła mnie... no bądźmy szczerzy w jaja. W ramach obrony uchyliłem się, aby uchronić się od ciosu. Niestety nie udało mi się to. Ona zamknęła się i jak wynikało z ciszy i delikatnego łkania, zaczęła płakać.
- Emilko, otwórz.
- Porozmawiajmy. - tłumaczyłem się.
W pewnym momencie już nawet krzyczałem. Ona lekceważyła moje starania. Zrezygnowany usiadłem pod drzwiami pomieszczenia, w którym zamknęła się Emilka. Po kilku minutach usłyszałem, że płacz ustał.
- Emilka, wszystko dobrze. - zacząłem się niepokoić.
Kiedy nie odpowiedziała to poczułem jak moja podświadomość woła:
"Stary, weź się w garść i otwórz to cholerstwo, coś się stało!"
Zacząłem szukać po całym domu jakiegoś przyrządy, aby otworzyć te drzwi. Kiedy byłem w piwnicy, zauważyłem łom leżący w kącie. Bez zastanowienie podniosłem go i ruszyłem szybko ku schodom. Zaczepiłem metalowe narzędzie i mocno popchnąłem. Nie mogłem ich otworzyć. Ręce trzęsły mi się ze strachu.
"Emilka czeka!" - po raz kolejny krzyknęły moje myśli.
Do mnie napłynęło tyle energii, że starczyło na otworzenie drzwi. Drzwi rozchyliły się przede mną szeroko. To co tam zobaczyłem na zawsze zostanie w mojej głowie.
Moja kochana Emilka leżała tam. Cała blada jak ściana. Wokół niej była mała kałuża wody. Delikatna, jak zawsze, ale jednak zbyt krucha, abym miał odwagę cokolwiek zrobić.
*******
Tak wiem, znowu zawiodłam, ale uprzedzałam, że nie będzie w tym tygodniu nie będzie tak dużo rozdziałów. Przepraszam, po raz kolejny. :(
Się narobiło ^^ nie przepraszaj, przeciez rozumiemy. Lepiej mow co u ciebie ;) jak zawody? No i czekam na kolejne rozdzialy ❤
OdpowiedzUsuńDziękuje za zrozumienie :D Zawody są jutroo :)
Usuń