piątek, 1 maja 2015

Rozdział 26

- Janek, co się dzieje? - złapałam go za policzki.
- Nic. - wyrwał się, i odszedł ode mnie.
- Kochanie. - pierwszy raz do niego tak powiedziałam.
On odwrócił się napięcie w moją stronę, podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstki po raz kolejny tego dnia.

Perspektywa Jasia

Złapałam mnie za policzki swoimi delikatnymi, zimnymi dłońmi. Poczułem jak zimny dreszcz przechodzi przez moje ciało, a to wszystko przez dotyk Emilki.
- Janek, co się dzieje? - zapytała cicho.
- Nic. - odsunąłem się od niej.
Nie mogłem jej nic powiedzieć. Znienawidziłaby mnie. No bo co? Miałem jej powiedzieć, że nasze spotkanie to nie przypadek? Że zamiast jej pomóc, próbowałem zniszczyć jej życie, wiedząc ile przeszła. To chyba nie byłby dobry pomysł.
- Kochanie. - skierowała głos ku mojej przerażonej osobie.
Podszedłem do niej dumnie, łapiąc ją za nadgarstki. Pociągnąłem je do góry jedną ręką. Drugą złapałem ją za policzek. Pocałowałem ją w czubek głowy.
- Kocham Cię. - wyszeptałem jej w włosy.
Nie chciałem jej całować w usta chociaż bardzo tego pragnąłem. Mogłaby odrzucić pocałunek. Ona ma wiedzieć, że kocham ją nie tylko za to, że jest piękna. Ma wiedzieć, że jest wyjątkowa pod każdym względem. Charakter jest jej pięknem wewnętrznym, którego nikomu nie pokazuje na oczy. Nie wielu widzi u niej ten atut, a to on sprawia, że staje się kobietą moich marzeń.
- Powiesz mi co się stało? - zapytała po raz kolejny, zadając to jak mniemam nurtujące ją pytanie.
- Dobrze. - złapałem dużo powietrza do ust.
- Lepiej usiądź. - kontynuowałem.
Usiedliśmy na łóżku, a ja złapałem ją za rękę. Była tak delikatna, że myślałem, że myślałem, że rozpadnie się w moich rękach.
- Obiecaj, że nie odsuniesz się ode mnie, Nie będziesz mnie oceniać, bo zmieniłem się.
- Nie mogę Ci tego obiecać. - mówiła kręcąc głową na oznakę, że się nie zgadza.
- Przepraszam, nie powinienem stawiać cię pod murem.
- Kontynuuj.
- Dobrze, więc.. wszystko się zaczęło jak miałem jakieś 16 lat. Byłem zwykłym chłopakiem, chodzącym do zwykłej szkoły. Wszyscy mnie lubili, bo byłem bogaty. Kiedy mój tata stracił wszystkie pieniądze stałem się biednym chłopakiem z osiedla. Wszyscy się ode mnie odwrócili. Mieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu. Ojciec się załamał. Zaczął pić. Na początku to były dwa kieliszki, potem dziesięć kieliszków. To przeradzało się w pół butelki, pół butelki w następne dwie butelki, i tak dalej. - mówiłem.
- Moja matka miała wypadek samochodowy, zmarła na miejscu. Żeby mnie nie zabrali do domu dziecka, zacząłem zarabiać. Dostawałem zlecenia. Ale to nie były normalne zlecenia. Oszukiwałem ludzi. Okradałem ich. Podawałem się za ich rodzinę, i żądałem pieniędzy. Wyglądałem na 14 lat, więc każdy mi wierzył. Były też zlecenia, gdzie musiałem wyciągać od nich informacje, albo musiałem ich poznać. Pracowałem dla złodziei, krętaczy i innych ludzi tego pokroju.
- No dobrze, ale co z tym wspólnego mam ja. - zapytała Emilka, utrudniając mi sprawę.
- Ty.. - westchnąłem.
- Ja..?
- Ty byłaś osobą, od którą miałem śledzić i, od której miałem zdobyć potrzebne informacje. - przełknąłem głośno ślinę.
Dziewczyna nic nie mówiła. Siedziała z otwartą buzią patrząc w jeden punkt, czyli na nasze zdjęcie na mojej ścianie.

Perspektywa Emilki

Po tym co powiedział mi Jasiek, byłam w szoku. Patrzyłam na zdjęcie powieszone na ścianie. To było nasze zdjęcie. Byłam z nim szczęśliwa, a teraz dowiedziałam się, że to wszystko nie było przypadkiem. Ja głupia myślałam, że zainteresował się mną, bo chciał, bo był ciekawy mnie, jaką jestem osobą. A to wszystko stało się, bo ktoś mu za to zapłacił.
- Czyli to nie był przypadek? - zapytałam nie pewnie.
- Nie. - odpowiedział, spuszczając głowę w dół.
- To, że byłam z Tobą szczęśliwa, również nie było przypadkiem. - mówiłam łamiącym się głosem.
Próbowałam udawać twardą, ale po moim policzku spłynęła jedna, mała, przezroczysta kropelka wody, którą potocznie nazywa się łzą.
- Nie. Ale..
- Nie tłumacz mi się, nie masz z czego. - przerwałam mu.
- Emilka, ja z tym skończyłem.
- Dlaczego, przecież był z tego niezły wyzysk. Już wiem, skąd brałeś pieniądze na te wszystkie drogie rzeczy. Taki dom i auto nie należą do najtańszych. Ile Ci zapłacili?
Nie odpowiedział mi.
- No ile! - krzyknęłam w jego stronę.
- 5 tysięcy. - mówił z żalem.
- I ty za 5 tysięcy codziennie mówiłeś, że mnie kochasz. Że jestem piękna, wyjątkowa. A tak naprawdę kłamałeś cały czas. - krzyczałam.
- Emilka posłuchaj.
- Nie uwierzę już w ani jedno Twoje słowo. - uspokoiłam się, ale z moich oczu nadal wypływały gorzkie łzy.
Patrzyłam w jego piękne czekoladowe tęczówki. Prawie znowu oddałam się temu chłopakowi, rozpuszczając się w jego oczach.
- Emilka! Stop! On Cię okłamał! To koniec! - krzyczał mój rozum.
- Daj mi się wytłumaczyć. - powiedział Janek.
- Nie. Ale mam do Ciebie dwie prośby.
- Cokolwiek powiesz.
- Odwieź mnie do domu.
- A druga?
- A drugą poznasz na miejscu.
- To idziemy. - złapał mnie za rękę.
- Nie Janek - powiedziałam cicho wyrywając rękę.
- Przepraszam. - powiedział otwierając drzwi od swojego pokoju.
Wyszliśmy z domu Janka. Rozejrzałam się po raz ostatni po jego ogrodzie, starając się zapamiętać najmniejszy szczególik. Weszliśmy do auta, które Janek wcześniej otworzył. Chłopak zapalił auto i ruszyliśmy. Całą drogę, czyli jakieś półtorej godziny spędziliśmy w ciszy. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom Jasiek otworzył mi drzwi, abym mogła wysiąść. Kiedy zaczęłam kierować się w stronę furtki Jaś zatrzymał mnie łapiąc za rękę.
- A druga prośba?
- Podejdź do mnie. - powiedziałam.
Zbliżyliśmy się do siebie. Stanęłam na palcach sięgając ustami do jego ucha, do którego wyszeptałam.
- Zapomnij o mnie. I o tym co nas łączyło.
- Nie. Zresztą nawet jakbym chciał to bym nie umiał. Kocham Cię. - mówił w szybkim tempie tłumacząc się.
- Tylko, że ja Ci już nie ufam, przykro mi.
- Rozumiem.
- Idź już. I mówię poważnie zapomnij. - zaczęłam kierować się w stronę drzwi.
- Nigdy.
Weszłam do domu i zamknęłam drzwi na klucz. Zapaliłam światło, zdjęłam buty i kurtkę. Tyle się dzisiaj działo. Pożegnanie Weroniki, ta druga twarz Jasia, kłótnia, jego historia. Wyjrzałam przez okno, jednocześnie opierając się o parapet. Chłopak stał jeszcze chwilę na chodniku, po czym zrezygnowany odjechał. Byłam bardzo zmęczona. Wstawiłam wodę i sięgnęłam po kubek, który znajdował się w szafce nad moją głową. Kiedy woda się ugotowała wsypałam do niej zawartość torebki z 'zupką w proszku', zamieszałam i poszłam do siebie. Postawiłam kubek na biurku i usiadłam na łóżku. Zamknęłam swoją twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Nie wiem ile tak płakałam, ale moje 'danie' już dawno wystygło, a słońce wschodziło. Chyba zaczęła się niedziele. Następny beznadziejny dzień. Kiedy się uspokoiłam wstałam i poszłam do łazienki. Popatrzyłam w lustro. No tak. Jak taki chłopak jak Janek mógłby się zainteresować taką.. po prostu, nic nie wartą Emilką. Nie potrzebnie się łudziłam. Otarłam oczy rękawem białego swetra, który wczoraj założyłam. Muszę być silna. Muszę się odkochać. Po prostu odkochać.
Ale tak po zastanowieniu nie znam odpowiedzi na wiele pytań.
- Skąd zna Kingę.
- Co się stało, że się tak zachowywał.
I przede wszystkim:
- Kto kazał mu mnie poznać i śledzić.

******

Dzisiaj troszeczkę dłuższy rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Wczoraj kompletnie nie miałam weny i dlatego nie było rozdziału. :D Przepraszam :(
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Im więcej komentarzy, tym większa wena :)

2 komentarze: