poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 49

Wieczór, tego samego dnia

Jasiek cały czas siedział przy mnie, nie spuszczając ze mnie oka. Może domyślał się co planuje? Rodzice przywieźli mi ubrania i 1/4 kwoty, którą uzbierałam od wakacji, poprzedniego roku. Reszta zostaje dla Jasia i Krystiana, wystarczy im 9 tysięcy na ok. 3-4 miesiące. Janek też ma oszczędności, a ja sobie sama poradzę, znajdę pracę.
- O czym myślisz?
- O niczym.. - odwróciłam się w stronę chłopaka.
- Mam do Ciebie pytanie.. - zaczął niepewnie.
- Słucham.  - ukląkł, a ja byłam już pewna co chce mi powiedzieć.
- A więc. Czy spełniłabyś moje największe marzenie i sprawiłabyś, że budziłbym się obok Ciebie codziennie. Był z Tobą 24 godziny na dobę. Patrzył jak płaczesz i krzyczysz oraz jak się uśmiechasz, śpiewasz lub tańczysz. Czy zostałabyś moją żoną? Uczyniłabyś mnie tym szczęściarzem?- patrzył na mnie, trzymając w dłoni czerwone pudełeczko w kształcie serduszka ze srebrnym pierścionkiem z małym diamencikiem.
Nie wiedziałam co powiedzieć. W najbliższej przyszłości planowałam.. ucieczkę, a nie wesele oraz ślub. Oczywiście, że chciałabym budzić się obok niego każdego dnia. Przeżywać z nim każdą radość, smutek, rozpacz, strach, ale nie udałoby mi spełnić jego marzenia. "Być szczęśliwym." To było jego marzenie, a ja jak już wspominałam, byłabym przeszkodą do spełnienia go.
Jasiek widział moje zawahanie i szybko wstał.
- Przepraszam, że w takim miejscu. Tu zasługujesz na coś lepszego. Zbłaźniłem się..
- Nie o to chodzi. - przerwałam mu.
- To o co?
- Nie jestem gotowa.
- Nie musisz teraz odpowiadać. - położył dłonie na moich policzkach.
"Już nigdy nie odpowiem Ci na to pytanie, ale pamiętaj KOCHAM CIĘ".
W odpowiedzi jedynie kiwnęłam głową. Wiedziałam, że jeżeli podniosę ton głosu chociaż o półtonu, od razu się rozpłaczę. Janek dał znak, że mnie wspiera w każdej mojej decyzji i pocałował mnie w czoło.
- Jasiek..
- Hm?
- Idź do domu..
- Ale..
- Jesteś zmęczony.
- Nie chcę. Muszę być z Wami.
- Jutro do nas wrócisz.
- No dobrze. Wracam jutro o 7:00. - dał mi buziaka w nosek.
- Pamiętaj, że Cię kocham. - powiedziałam za nim wyszedł.
- Ja Ciebie też.
No i zostałam sama. Jest godzina 22:00, mam czas do ok. 5:00. Zaczęłam się przygotowywać. Z szafy wyjęłam torbę i zaczęłam przekładać potrzebne rzeczy. Spakowałam bluzki, spodnie, t-shirty, trzy pary butów, płaszcz i kilka bluz czy sweterków. W kieszeń torby włożyłam kosmetyczkę. Na jutrzejszą ucieczkę naszykowałam czerwoną koszulę z cienkiego materiału bez rękawków, krótkie, białe spodenki, biały żakiet, oraz czerwone trampki za kostkę. Nikt nie może rozpoznać, że jestem matką. Muszę ciągle ubierać się młodzieżowo. Spakowany bagaż włożyłam pod łóżko, a sama poszłam do łazienki, ażeby odświeżyć się przed podróżą. Spojrzałam w lustro. I zaczęłam mówić sama do siebie, nie wiem co mnie naszło.
- Przepraszam Was, ale nie mogę inaczej. Uciekam, ale cały czas będę z Wami w sercu. Może zachowuję się jak tchórz, ale nie jestem nim. Boli mnie tak samo jak Was. A no i pamiętam i nigdy nie zapomnę. - po tych słowach nie mogłam już na siebie patrzeć i od razu weszłam pod prysznic.
W głowie toczyła się prawdziwa wojna. Uciekać i dać być innym szczęśliwym czy zostać i być już na zawsze z Jasiem lub patrzeć jak Krystianek dorasta. Nie wiem, zdecyduje już tylko ta noc. Ale trzeba się jakoś z nimi pożegnać.. napisze list. Tak na wszelki wypadek.
Wróciłam do sali i rzuciłam się bezsilnie na łóżku. Czułam, że to ostatnie chwile w tym mieście. Szkoda tylko, że nie mogę się z nimi pożegnać "twarzą w twarz". Muszę zostawić list.
Z torby, wyjęłam książkę, którą dostałam żeby mi się nie nudziło i wyrwałam końcową kartkę. Spojrzałam na nią i zaczęłam pisać"
( do każdego jest osobny list! )

Cześć Mamo! Cześć Tato!
Nie wiem czy mogę Was tak nazywać po tym co zrobiłam. 
Opuściłam Was.. tak bardzo Was zawiodłam. 
Przepraszam. Wiem, że to nic nie zmieni, że nadal będziecie mnie nienawidzić,
ale chcę tylko i wyłącznie waszego szczęścia. 
Możecie mi nie wierzyć, mówić, że źle postępuje, ale 
kiedy to czytacie ja jestem już daleko. 
Nie szukajcie mnie, ale nie zapominajcie, ze mieliście kiedyś córkę, 
która była całym Waszym światem, i chociaż nie wiecie gdzie teraz jest to nadal 
ją gdzieś tam w głębi serduszka kochacie. 
Jeszcze raz.. 
Przepraszam i KOCHAM WAS! 

Po napisaniu dopiero pierwszego listu, kartka była już cała mokra od sączących się z moich oczu łez bezradności, ale pewności siebie. 

Jasiu.. 
Wiem, że nie wybaczysz mi tego co zrobiłam,
teraz Cię skrzywdziłam, ale wiedz, że kiedyś będziesz mi za to dziękował. 
Może i uważasz mnie za zimną sukę bez uczuć, ale nie gniewam się. 
Proszę nawet, abyś o mnie tak myślał... będzie Ci łatwiej zapomnieć 
i nie będziesz miał jakichkolwiek wyrzutów sumienia. 
Przepraszam, że zostawiam Cię samego, ale ja będę z Wami... 
sercem, nie duchem. 
Uwierz mi nie jestem Ci potrzebna do szczęścia. Masz Krystiana.
Jesteś młody, silny, pracowity, przystojny.. znajdziesz dziewczynę, która Cię uszczęśliwi. 
Nie martw się o mnie. 
Kocham Cię, kochanie. 

 Teraz dosłownie dławiłam się łzami. Nie ma słów, które mogłyby opisać jak bardzo się nienawidziłam. 
Witaj, Synku!
Kiedy to czytasz to masz jakieś 5-6 lat. 
Umiesz już czytać! Mamusia jest z Ciebie taka dumna. 
Znasz juz wszystkie litery. 
Pewnie mnie już nie pamiętasz, ale nie martw się jestem z Tobą w serduszku. 
I nie myśl sobie, że mama Cię nie kocha, wręcz przeciwnie. 
Mama kocha Cię jak nikt inny! 
Powiedz Tatusiowi, że mama Was kocha! 
Kocham! 
Twoja mama! 

Musiałam odłożyć już długopis. Czuję, że nie potrafię od tego momentu sklecić nawet najprostszego zdania. 
Poszłam spać, bo w końcu musiałam wstać przed godziną 6:00. 

Następny dzień. Godzina 5:30.

Obudził mnie dźwięk budzika, nastawionego dzień wcześniej. Od razu wstałam, nie ścieląc łóżka, zabrałam torbę i ubrania, od razu kierując się do łazienki. Przebrałam się i uczesałam. Szybko wyszłam z toalety, a z toalety do wyjścia. Nikt mnie o nic nie pytał co mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Zadzwoniłam po taksówkę. Auto przyjechało po jakiś 10 minutach. 
- Dzień dobry. 
- Witam! Gdzie jedziemy? 
- Na lotnisko.. 

Jechaliśmy kolejne 1,5h. Pewnie będę musiała zapłacić dość dużo. Ale kiedy dojechaliśmy taksówkarz nie chciał nawet napiwka. Jak na taki smutny dzień, to zaczął się całkiem nieźle. 
Weszłam do pomieszczenia. Pomimo wczesnej pory, na lotnisku było pełno ludzi. Wszyscy się gdzieś śpieszyli, tylko ja miałam całe życie. Byłam.. wolna? Jednocześnie miałam rodzinę, ale byłam sama na tym świecie..

******

Jeszcze epilog!

3 komentarze:

  1. Tak jakoś mi się smutno zrobiło przez ten rozdział :<
    Ale oczywiście świetny i czekam na kolejny. Chcę wiedzieć jak potoczy się akcja :D

    Pozdrawiam =]

    OdpowiedzUsuń
  2. W mordę chcesz ? Jak ja to przeczytałam wczoraj to miała cię ochotę zabić. Jutro nie masz życia!!! Masz szczęście,że mnie dzisiaj nie było w szkole :D
    http://tylkonienawisc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. a ty wiesz że ona ma wrócić do domu?!

    OdpowiedzUsuń