wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 46

Kilka miesięcy później

Jestem w 7 miesiącu ciąży, jest lipiec. Rodzice.. jak to delikatnie powiedzieć.. nie byli zadowoleni. W pierwszym miesiącu po przyznaniu, nie odzywali się do mnie, ale zrozumieli, że to do niczego nie prowadzi. Byłam na studniówcę, zdałam maturę. Z jęz. polskiego 85%, z matematyki 97%, z angielskiego 75%, a z ustnego polskiego 80%. Jestem z siebie dumna. Jasiek miał podobnie i też bardzo dobrze zdał, pomimo tego, że podszedł do tego na luzie. Przynajmniej tak sądził. Skończyliśmy szkołę, Jasiek znalazł pracę w małym sklepie z elektroniką itp. nie zarabia kokosów, ale nie jest źle, ogółem dajemy radę. Stres związany z maturą nie był nieszkodliwy dla dziecka. W czasie matur wylądowałam w szpitalu z osłabieniem, ale tego samego dnia wyszłam, aby zdążyć na następny dzień do szkoły. Z Jaśkiem jeszcze nie mieszkamy razem. Tak. Jeszcze. We wrześniu mam się do niego przeprowadzić, razem z Krystianem i Klementynką. Chyba, zapomniałam wspomnieć, że to będą bliźniaki. Mam nadzieję, że wszystko się uda. Wszystko będzie cudownie. Boję się tego wszystkiego, ale fakt, że będę tworzyć nareszcie szczęśliwą, pełną rodzinę.
Jakiś miesiąc temu moi rodzice się rozstali. Okazało się, że te wszystkie delegacje czy późne godziny pracy nie były bezcelowe, wręcz przeciwnie, miały dokładnie wymierzony cel, tylko.. po co? Tak, mój ojciec zdradził moją matkę. No, ok. Nie kocha jej. Rozumiem to, tylko, że gdyby jej to powiedział, naprowadził, albo tak po prostu się wyprowadził. Ale nie! Nam kobietą trzeba zadawać ból! Ale po co delikatnie jak można od razu wsadzić nóż w kark i patrzeć na to jak upadamy, ciesząc się do samego siebie z naszego nieszczęścia! Dobra, nie ważne. Znaczy ważne, bo mój ojciec nie mieszka z nami i nie kontaktuje. Przysyła jeszcze alimenty na mnie, bo nie skończyłam nauki. Nie przeszkadza mi to, niech się odwali, niech wypieprza z naszego życia. Ja mam Jasia, mamę i będę miała dwójkę wspaniałych dzieci, które wychowam na dobrych obywateli i ludzi. Muszę się uspokoić, bo się zdenerwuję, a to nie będzie korzystne dla nikogo.
Leżałam na łóżku i czytałam moją ulubioną książkę pt. "Zostań, jeśli kochasz". Jest to książka o dziewczynie, która jest miłą i spokojna dziewczyną. Nic jej nie brakuje. Ma chłopaka, rodziców, pięknie gra na wiolonczeli. Jest szczęśliwa. Pewnego zimowego dnia, jechała z rodziną przez leśną drogę. Był mróz, więc było bardzo ślisko. Jej ojciec nie zdążył wyhamować i wylądowali w rowie, autem do góry kołami. W wyniku tego feralnego wypadku, staję się coś dziwnego. Mia- główna bohaterka całego opowiadania, przeżywa śmierć kliniczną i wszystko co dzieję się z jej rodziną i z jej ciałem obserwuję z perspektywy osoby trzeciej. Całe, główne wydarzenie jest przeplatane różnymi mniejszymi, ale równie ważnymi historiami z jej życia. Przypomina sobie osoby i zdarzenia, które miały duży przekład na jej przyszłość. W wyniku wypadku cała jej rodzina, niestety umiera. Z ciekawej lektury wyrwał mnie dźwięk telefonu. Spojrzałam na ekran. Dzwonił nie kto inny jak Jasio. Przeciągnęłam czarną kulkę na zieloną słuchawkę.
- Witam moją rodzinkę królewską.
- Witam króla.
- Jak się czujesz?
- Dobrze.
- Cieszę się. Wyjdziemy dzisiaj? Może na.. kolacje, albo do kina.
- Na lody.. dzisiaj jest tak gorąco. - sapnęłam do słuchawki.
- Jak księżniczka sobie życzy.
- Ja to się cieszę, że nie chce boczku z ogórkami, garściami jeść.
- Nie, na szczęście wolisz sok pomarańczowy, lody i czekoladę. - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne. O której będziesz?
- Ja już jestem. - w tym samym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
Rozłączyłam się i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi. Jasiek podszedł do mnie, pocałował mnie i pogłaskał mój brzuch.
- Cześć Krystianek, znowu kopiesz?
- Nie tatusiu, dzisiaj dałem mamie spokój. - odpowiedziałam.
- A jak tam Klemetynka moja?
- Równie piękna jak jej przyszła rodzicielka. - zamrugałam zalotnie.
Poszliśmy do mnie do pokoju. Ja usiadłam na łóżku, a Jaś obok mnie.
- Gdzie idziemy? - spojrzałam na niego.
-  Do cukierni. Na ciacho.
- Ja nie wrócę do poprzedniej figury. - powiedziałam, załamując śmiesznie ręce.
- Wrócisz, kochanie. - przytulił mnie i pocałował w czoło.
Wiedział, że ciężko mi było czasami i miałam małe załamania, chcąc usunąć. Znaczy.. mówiłam tak w złości, ale kiedy brały mnie humorki, tak? Normalnie w życiu bym tak nie zrobiła. Podeszłam do szafki i zastanowiłam się w co się ubrać. Wybrałam czarną sukienkę z białymi kwiatami na biuście. Bardzo mi się podobała. Przebrałam się i poszłam do łazienki założyłam srebrną bransoletkę, zrobiłam delikatny makijaż i zaczesałam włosy na bok. Janek chodził za mną krok w krok i obserwował każdy mój ruch. Czułam się trochę speszona, że ktoś do tego stopnia interesuje się moim losem.
Podeszłam do lustra i przyjrzałam się sobie. Wyglądałam mniej więcej tak:



- Ale masz seksowną dziewczynę. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Wiem. - podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Chodźmy już. - Janek mi przytaknął.
Zeszliśmy na dół. Ja założyłam czarne pantofelki na płaskim i zabrałam ze sobą torebkę. Janek w tym czasie poszedł do kuchni po kluczyki i zamknął drzwi. Wyszliśmy zza mojej działki i przeszliśmy przez ulicę jednocześnie znajdując się na chodniku. Szliśmy przez około 20 minut. Nie spieszyliśmy się. Mieliśmy dla siebie dużo czasu. Spacerując w stronę cukierni, rozmawialiśmy o wszystkim. Na poważnie i o głupotach. Przeszliśmy obok naszej szkoły. Znaczy szkoły, którą skończyliśmy.
- Zatrzymaj się. - powiedziałam.
- Coś się stało? - jego twarz automatycznie zbladła. 
- Nie. Popatrz. - wskazałam na okno, naszej byłej klasy.
- Tutaj wszystko się zaczęło..  - zrozumiał aluzję i dokończył za mnie...

3 komentarze:

  1. Przydał się taki spokojniejszy rozdział.
    Bardzo miło mi się go czytało ;)
    Pozdrawiam =]
    (Wreszcie jestem pierwsza pod rozdziałem :3 )

    OdpowiedzUsuń
  2. tak mega rozdział
    mam taką samą sukienkę haha
    zapraszam do mnie----->http://never-say-never-qwertyu123.blogspot.com/2015/06/prolog.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest super!
    Zapraszam do mnie ---> wiedza-to-poczatek-czegos-nowego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń