- Ale gdzie jesteś?! Co się z Tobą działo?! Co się z Tobą dzieję?! - próbował dowiedzieć się czegokolwiek, aby mi pomóc.
- Proszę, zabierz mnie stąd.. - ciągle płakałam do słuchawki, aby mnie zabrał z tego piekła, w którym jestem teraz zamknięta.
- Emilia, nie płacz. Spokojnie. Co się dzieję? - uspokoił się.
Chyba wiedział, że dopiero jeżeli się uspokoi uzyska potrzebne informacje.
- On.. on mnie próbował zgwałcić. - rozpłakałam się jeszcze bardziej, gdy zorientowałam się, że kopanie w drzwi łazienki nie ustało.
- Gdzie jesteś? - Jasiek, wyraźnie się zdenerwował.
- W Berlinie.
- Poczekaj. Za chwilę do Ciebie zadzwonię, spokojnie.
Jasiek się rozłączył, a ja poczułam nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Miałam cholernie wielkie wyrzuty sumienia. To ja go prowokowałam. Może się poddać? Może dać poddać się konsekwencją, do których sama doprowadziłam? Z zastanowień wyrwały mnie wibracje telefonu, leżącego na ciemnych płytkach łazienki. Spojrzałam na wyświetlacz: numer Jasia. Odebrałam.
- Emilia. Słuchaj mnie teraz uważnie. Gdzie jesteś?
- Nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- Nie wiem.
- Jesteś pijana?
- Tak. - po moim policzku spłynęła łza. Łza, która była oznaką wstydu, wstydu i strachu.
- Kto Ci to próbował zrobić? - zapytał z troską w głosie, której się wcale nie spodziewałam.
- Nie znasz go. On jest moim znajomym z pracy.
- Jak to się stało? - drążył temat.
- Poszłam z nim do klubu, upiłam się i jestem z nim u niego w domu. To moja wina. - otarłam piekące oczy.
- Nie mów tak. Spróbuj uciec. Może zasnął.
- Dobrze. Jasiu..
- Tak? - powiedział głośnym tonem.
- Kocham Cię.
W odpowiedzi dostałam ciszę, której się spodziewałam. Nie miałam prawa tak do niego mówić. Po jakiś 5 minutach w tle było słychać płacz dziecka. Zapewne mojego dziecka.
Krystian. Moje dziecko. Mój synek. W głębi serca poczułam mocny ucisk. Zostawiłam ich. Zostawiłam moje dwa ukochane skarby.
- Muszę kończyć. Jeżeli będziesz znać ulicę, zadzwoń, wtedy Ci będę w stanie pomóc. - i tak po prostu rozłączył się.
Zostawił mnie, tak jak ja jego. Ma do tego prawo. Jak najbardziej. Nie mam o to do niego pretensji. Wręcz przeciwnie, jestem mu wdzięczna. Teraz wiem, jak się czuł kiedy go zostawiłam. Teraz on się odwdzięczył.
Nie miałam już siły, się ukrywać, więc po prostu otworzyłam drzwi.
Otworzyłam drzwi, co było dla mnie wyrokiem. Tamtego dnia.. umarłam.
Dwa dni później
Siedzę na łóżku. Tylko tyle. Nie myślę, nic mnie nie boli. Nic mnie nie boli, chociaż powinno. Jestem w szpitalu. Mam obrażenia. Na szczęście nie wewnętrzne, tylko jakieś głębsze zadrapania, siniaki, albo rany. Siedzę i nie myślę. Patrze w okno, zawinięta w szary koc. Nie chcę nic, nie mam na nic ochoty. Oprócz jednego.. chcę zapomnieć o tym dniu, o tej nocy, o tym chłopaku.
Retrospekcja
Cicho przekręciłam klucz w zamku, aby nie budzić pijanego chłopaka. Uchyliłam drzwi, aby zobaczyć czy Max już śpi. Wyjrzałam zza drzwi. Śpi. Odetchnęłam z ulgą. Chłopak leżał na łóżku, nieruchomo i głośno chrapał. Cofnęłam się do jego sypialni, zabierając swoje ubrania, i wróciłam do łazienki, aby się ubrać. Kiedy skończyłam w trybie natychmiastowym zeszłam po kręconych schodach na dół mieszkania. Już zaczęłam zakładać buty, kiedy poczułam szarpnięcie za rękę.
- Już idziesz? Zabawa dopiero się zaczyna. - powiedział z cwanym uśmiechem na twarzy.
- Puść mnie! - wyrwałam się.
On, z powrotem złapał mnie za rękę i wygiął ją w sposób taki, abym uklękła.
- Chcesz wiedzieć do czego się nadajesz? Nadajesz się na dziwkę. Na początku może być ciężko, ale wiesz.. jak mi dasz, to może Cię polecę znajomym, jak będziesz dobra. Zresztą przedsmak był nawet interesujący.
- Zostaw!
- Wiem, że tego chcesz. - drugą ręką ścisnął mój podbródek.
- To boli! - próbowałam mu się wyrwać, ale bezskutecznie.
- Chodź i nie marudź. - puścił mnie.
- Wolę umrzeć! - krzyknęłam i nacisnęłam na klamkę od drzwi wejściowych.
Widocznie nie jest tak bardzo pijany. Zamknął drzwi wejściowe kluczem.
- Zobaczymy co da się zrobić. - uśmiechnął się i kopnął mnie w brzuch.
Jego kop, był tak mocny, że skuliłam się z bólu. On wykorzystał moją słabość. Wziął mnie na ręce i rzucił, tak dosłownie rzucił mnie na fotel. Zdjął ze mnie ubrania. Chociaż zdjął to za delikatne słowo.
- Na początku się zabawimy. - powiedział odwracając się, i robiąc kilka kroków w stronę komody.
Otworzył szufladę, z której wyjął potrzebne materiały. Potrzebne materiały do dręczenia mnie.
Mianowicie wyjął: sznur, taśmę, bat, opaskę na oczy, i pudełeczko. Nie dość, że brzuch mnie bolał od kopnięcia, to zrobiło mi się słabo, kiedy zobaczyłam co Max trzyma w rękach.
Chłopak skierował się jeszcze do szafy, spoglądając na mnie kątem oka, czy przypadkiem nie przyszła mi do głowy ucieczka. Z szafy natomiast wyjął metalową rurę. Teraz straciłam jakąkolwiek chęć podjęcia próby wyzwolenia samej siebie. Nie miałaby ona sensu.
Chłopak podszedł do mnie, oblizując swoje wargi.
- I jak kochanie? Podoba Ci się? A teraz słuchaj! Masz robić wszystko co każe, bo nie będzie już tak miło, jak do tej pory. Jasne?
Nie odpowiedziałam.
- Jasne!? - krzyknął, ponownie zadając mi ból, przez zadanie ciosu w policzek.
Kiwnęłam głową, na tak.
- Grzeczna dziewczynka. A teraz wstań!
Wstałam, byłam w samej bieliźnie, więc pewnie chciał kontynuować "przygodę" z sypialni. Po moim nagim ciele przeszły ciarki.
- Ładna jesteś skarbie. Szkoda, że nie dałaś mi na górze.
- Co mam teraz zrobić? - zapytałam.
- Weź to. - podał mi metal.
- Odsuń fotel. Tam masz dziurę, umieść to tam.
Odsunęłam mebel i włożyłam przedmiot.
- Dobrze. A teraz oprzyj się o nią, ręce weź za siebie.
Spełniłam nakaz, chociaż wiedziałam co za chwilę się stanie. Z moich oczy wypłynęły łzy, które starłam.
Max podniósł się z kanapy, na której wcześniej usiadł. Chwycił na sznur.
- Zapomniałem o najważniejszym.
Rozpiął, ponownie już dzisiaj mój stanik i rzucił w kąt. Moje ręce związał przy nadgarstku i przywiązał do metalowej rurki, która sięgała do sufitu.
- Co teraz? - zapytałam z nutą nienawiści w głosie.
- Widzę, że jest pani niezadowolona, może to naprawimy.
Podszedł do mnie, z tym swoim uśmieszkiem na twarzy i zdjął z siebie koszulkę. Otworzył pudełeczko, z którego wyjął szpilki, żyletki, nóż i pudełko prezerwatyw. Kiedy to zobaczyłam poczułam, że moje nogi się nade mną uginają.
- Wyprostuj się. - usłyszałam męski głos, szepczący do mojego ucha. Nie był to seksowny głos. To był głos, którego nie chciałam nigdy doświadczyć, to był typowy głos pedofila.
Zrobiłam co kazał. On za to wziął do prawej ręki szpilkę, a do lewej żyletkę.
- Co wybierasz?
- Prawa. - powiedziałam.
- Twoja prośba jest dla mnie rozkazem.
- Tak? To wypuść mnie! - krzyknęłam.
W odpowiedzi poczułam, na swoich piersiach ostrze żyletki.
- Nie chciałaś być grzeczna? Może teraz będziesz..
Dalej już pewnie domyślacie się, co się stało. Chcę o tym zapomnieć.
Koniec retrospekcji.
Przed moją salą siedział Maciej. Sama nie wiem czy ktoś dowiedział się, że to Max. Ja nie składałam zeznań. Chcę zapomnieć.
*********
Ja nie wiem co ja piłam, ćpałam czy oglądałam, pisząc rozdział. Ale sama się boję.
Wyrażajcie swoje opinie w komentarzach, bo troszkę spadła aktywność na blogu.
Mam nadzieję, że nowy wygląd bloga, dobrze się przyjmie.
Dziękuje za to, że jesteście :D
Zawał na miejscu. Jak taki psychopata może żyć?! Ujebałabym mu nie powiem co ;-;
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, ale trochę się ciebie boje xd
Pozdrawiam =]
Nie trzeba się mnie bać :D
Usuńmega rpzdział niech wróciiii do jasuiaaaaa
OdpowiedzUsuńDEFINITYWNIE coś brałaś c;
OdpowiedzUsuńTylko właśnie jeszcze nie wiem co :D
UsuńAle to znajdę xD
Błagam cokolwiek brałaś, PRZESTAŃ XDD
OdpowiedzUsuńBłagam cokolwiek brałaś, PRZESTAŃ XDD
OdpowiedzUsuńHaj! Witoj !
OdpowiedzUsuńhttp://mysterioussprint.blogspot.com/p/bohaterowie.html