Perspektywa Jasia
Nareszcie zasnął. Tyle się dzisiaj z nim męczyłem. Cały czas płakał, był smutny, przestraszony, niespokojny. Dobrze, że jego dziadkowie, Kinga, Weronika i Natalia mi pomagają, bo nie wiem co bym zrobił. Minął miesiąc, może dwa. Nie wiem.. straciłem poczucie czasu. Jestem załamany, może tego nie okazuje, ale strasznie za nią tęsknie. Wiem, że zapomnieć byłby dużo łatwiej, ale co.. kocham ją i nie umiem. Jestem facetem nie mogę się poddawać.
Jezu.. co ta dziewczyna ze mną zrobiła, że ja tek cholernie za nią tęsknie.
Wiem, że gadam teraz jak dziewczyna, ale inaczej nie umiem. Proste? Proste..
Szukałem jej, ale ona może być wszędzie, jednak nie mogę odpuścić. Nie teraz.
Jest godzina 22:03. Jest wcześnie, ale ja muszę się położyć.
Perspektywa Emilii
Jesteśmy na ulicy Walther-Schreiber-Platz. Nie umiem nawet tego dobrze wymówić, ale nieważne. Max przyprowadził mnie do swojego ulubionego klubu na obrzeżach miasta.
Chcę tam wejść, ale jednocześnie boję się tego miejsca i chcę uciec jak daleko tylko mogę. Nie wiem dlaczego. Czuję, że coś złego się wydarzy. Ale to pewnie moja wyobraźnia działa na mnie tak jak nie powinna. Z resztą nie ważne.
- Wszystko dobrze?
- Tak. Oczywiście, że tak. Idziemy? - złapałam Maxa'a za rękę i pociągnęłam w stronę wejścia.
Przy drzwiach stało dwóch ochroniarzy, a przed nimi była bardzo długa kolejka. Jednak my weszliśmy bez kolejki, co mnie zdziwiło. Chłopak przywitał się z mężczyznami i przepuścił nas przez bramkę.
Przeciskaliśmy się przez tłum, a Max mocno trzymał mnie za rękę, abym się nie zgubiła. Kiedy doszliśmy do baru, jednym ruchem ręki zawołał barmana.
- Co podać?
- Czego chcesz się napić? - Max skierował swoje pytanie do mnie.
- Mohito?
- Raz Mohito i raz kieliszek Whisky, proszę. - barman na te słowa odwrócił się i zaczął przygotowywać napoje.
Po kilku drinkach byłam już nieźle wypita.. Max z resztą też. Oboje mieliśmy słabą głowę, do alkoholu.
- Opowiedz mi coś o sobie. - zaczął chłopak.
- Co byś chciał wiedzieć?
- Coś o Twojej przeszłości. - zaczęliśmy się śmiać.
- A może wolisz to? - pocałowałam go namiętnie w usta, chociaż dla mnie to nic nie znaczyło.
Najwidoczniej bardzo mu się to podobało, bo odwzajemnił pocałunek.
- Może pójdziemy do mnie? - zaproponował, a ja bez chwili zastanowienia się zgodziłam.
Zapłaciliśmy barmanowi i chwiejnym krokiem ruszyliśmy w stronę wyjścia, co chwila się całując.
Czułam się wtedy tak lekko, bez problemowo, czułam, że mogę wszystko. Najwyraźniej tak tez myślałam, bo cały czas kierowałam się z Max'em do jego mieszkania.
30 minut później
Jestem już w sypialni u Max'a. Nawet nie wiem, jakie ma mieszkanie, bo od razu wylądowaliśmy w łóżku. I ja i Max, byliśmy podnieceni i chcieliśmy siebie. Na początku Max rzucił mnie na łóżko i zaczął namiętnie całować. Swoim językiem błądził po moim podniebieniu, zębach. Potem jego usta, powoli zjeżdżaały na moją szyję delikatnie ją pieszcząc. Postanowiłam przejąć inicjatywę i złapałam Max'a za koszulkę. Usiadłam okrakiem na leżącym na łóżku, chłopaku. Podniosłam go, ponownie łapiąc za koszulkę i zaczęłam namiętnie całować. Chcąc delikatnie się podnieść, niechcący otarłam swoje krocze, o jego. Na ten "gest" z mojej strony, chłopak delikatnie jęknął, co jeszcze bardziej mnie podnieciło i zaczęłam robić to na zmianę.. raz wolniej, wywołując niepewność, a raz szybciej, wywołując ekscytację. Czując coraz cięższy i szybszy oddech chłopaka, zaczęłam ściągać jego koszulkę. Potem rozpięłam swoją koszulę, zsuwając ją z siebie i rzucając w kąt pokoju.
Wstałam z kolan chłopaka i stanęłam do niego tyłem. Powoli odpinałam suwak, u mojej czarnej spódnicy. Następnym krokiem były, uciążliwe cały wieczór, czarne rajstopy. Potem odwróciłam się do chłopaka, który patrzył na mnie, jakby miał się na mnie za chwilkę rzucić. Spokojnie zrobiłam dwa, może trzy kroki w stronę chłopaka, który złapał mnie za rękę, rzucając na posłanie i namiętnie całując. Swoją prawą ręką, błądził po plecach szukając, zapięcia do mojego koronkowego stanika. Po jakiś 30 sekundach mój biustonosz, leżał obok koszuli. Ja zaczęłam jeździć rękoma po jego nagim i umięśnionym torsie. Miał naprawdę dobry brzuch, tak samo dobry jak Jasiek.
Emilia!
Emilia!
Stop!
Emilia, gdzie jesteś!
Słuchasz mnie?!
Wtedy był koniec. Musiałam przestać! Kategorycznie! Wszystko wróciło! Jasiek! Krystian! Klementynka!
Stop! Stop! Stop! Ja chcę wrócić do Polski! Chcę do Jasia! Chcę do rodziców!
- Stop! Max stop!
- Nie.. - odpowiedział na jednym oddechu.
Próbowałam się wyrwać.
- Ale ja nie chcę! - krzyczałam.
- Ale ja chcę! - uderzył mnie w policzek.
Wtedy powinnam się poddać, ale nie. Kopnęłam go w czułe miejsce i uciekłam do łazienki, korzystając z jakiś dodatkowych kilku sekund.
- Chodź tu, ty dziwko! - krzyczał Max, kopiąc w drzwi łazienki.
- Nie!
Wyjęłam swoimi drżącymi rękoma, telefon z torebki, którą zdążyłam zabrać z komody.
Szybko wybrałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - usłyszałam zaspany i zachrypnięty, męski głos w słuchawce.
- Jasiek? - zaczęłam płakać.
- Emilia! - krzyknął do słuchawki.
- Co się dzieję?! Gdzie ty jesteś?!
- Zabierz mnie stąd..
Zawał!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie z tego powodu, że nie umiem pisać XD
UsuńNie, ale że Jasiek ona i wgl wooo...
UsuńŁooooo! Uwielbiam nagłe zwroty akcji <3
OdpowiedzUsuńBardzo fajny rozdział! :D
OdpowiedzUsuń